Po publikacji wczorajszych danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych spadły oczekiwania na dalsze zaostrzenie polityki monetarnej przez FED. Obecnie już tylko 47 proc. uczestników rynku oczekuje jeszcze jednej podwyżki stóp do końca roku, wobec 71 proc. przed publikacją wczorajszych danych o inflacji CPI. Przypomnijmy, że odczyt był nieco niższy od prognoz rynku zwłaszcza w ujęciu bazowym - wskaźnik CPI core wzrósł o 0,2 proc. m/m wobec oczekiwanych 0,3 proc. m/m i 2,7 proc. r/r wobec spodziewanych 2,8 proc. r/r. Wskaźnik główny był zgodny z szacunkami: 0,4 proc. m/m i 4,1 proc. r/r. Mimo, że tak naprawdę różnice były niewielkie, to rynek miał w pamięci wtorkowe dane o inflacji PPI. Dodatkowo wyraźne spadki odnotowano w przypadku liczby wydanych pozwoleń i rozpoczętych budów, co pokazuje, że sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości zaczyna się pogarszać. Mniejsza od oczekiwanej była także dynamika lipcowej produkcji przemysłowej, która wyniosła 0,4 proc. m/m. Ogólny obraz rynku pokazuje, zatem, iż scenariusz nakreślony miesiąc temu przez szefa FED, Bena Bernanke zaczyna się pomału materializować - spowolnienie gospodarki zaczyna wpływać na wyhamowanie tempa wzrostu inflacji.
Dzisiaj uwaga rynku skupi się na danych ze strefy euro. O godz. 11:00 poznamy figury dotyczące czerwcowej produkcji przemysłowej i lipcowej inflacji CPI. W pierwszym przypadku nie wyklucza się spadku w ujęciu miesięcznym o 0,1 proc. m/m, a w drugim odczyt powinien być taki sam jak miesiąc wcześniej, czyli 2,5 proc. r/r. Tym samym nie wydaje się, aby te dane pomogły zbytnio europejskiej walucie. Tymczasem istotne dla dolara informacje opublikowane zostaną dopiero po południu - cotygodniowe bezrobocie o godz. 14:30, lipcowe wskaźniki wyprzedzające w gospodarce o godz. 16:00 i wskaźnik aktywności przemysłowej z regionu Filadelfii o godz. 18:00.
Naszym zdaniem okolice 1,2870-80 na EUR/USD można wykorzystywać do spekulacyjnej, krótkoterminowej sprzedaży z celem do 1,2800. Analiza techniczna pokazuje, iż taka korekta byłaby pożądana.
Rynek krajowy:
Nienajlepsze dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych i osłabienie amerykańskiego dolara na rynkach światowych, doprowadziły do umocnienia naszej waluty. W efekcie w czwartek rano za jednego dolara płacono niecałe 3 zł, a za euro 3,86 zł. Tak naprawdę bez większego echa (co widać po dzisiejszym, rannym zachowaniu się rynku długu), przeszły wczorajsze dane o wyższej od zakładanej inflacji CPI, która wzrosła w lipcu o 1,1 proc. r/r. Zdaniem Dariusza Filara z Rady Polityki Pieniężnej te dane nie zmieniają obrazu przedstawionego w lipcowej projekcji inflacyjnej, choć warto będzie obserwować sytuację w ciągu najbliższych 4-5 miesięcy. Warto wspomnieć, iż poza wyższą inflacją CPI odnotowaliśmy także większy wzrost płac, które w lipcu wzrosły o 5,6 proc. r/r.