Przy ostatniej decyzji (pozostawienie stóp na niezmienionym poziomie) FED w komunikacie zostawił sobie możliwość dalszych podwyżek ceny pieniądza, jeśli uzna, że takowe będą potrzebne. Inwestorzy liczyli po cichu, że już wówczas padną bardziej jednoznaczne deklaracje, że cykl podwyżek stóp mamy za sobą. Dalsze decyzje miały być uzależnione właśnie od napływających na rynek publikacji makroekonomicznych i stąd tak duża rola danych o inflacji z wtorku i środy. Dane jak wiadomo okazały się niższe od założeń (w przypadku PPI Core mieliśmy do czynienia nawet z deflacją), co tym samym można już interpretować jako poważny argument na rzecz zakończenia cyklu wzrostu ceny pieniądza. Taki układ spowodował dosyć wyraźne osłabienie dolara. Amerykańskiej walucie nie sprzyjały również publikacje danych z rynku nieruchomości, gdzie odnotowaliśmy bardzo znaczący spadek wydanych pozwoleń na budowy domów. Te negatywne sygnały również są w pewnej mierze brane przez FED pod uwagę i w zestawieniu z niższą od prognoz inflacją stanowić będą argument za wstrzymaniem się od dalszych podwyżek stóp procentowych. W końcówce tygodnia pojawiła się już jednak korekta i amerykańska waluta zaczęła odzyskiwać siły. Po części złożyły się na to czynniki techniczne (dojście eurodolara ponownie do okolic 1,29), jak również czwartkowa publikacja indeksu Philadelphia FED, pokazującego kondycję gospodarczą w stanach Pensylwania, New Yersey i Daleware. Szacowano, że indeks wyniesie 8,0pkt, a faktycznie było to aż 18,5pkt. Tak duża rozbieżność z prognozami stała się już impulsem dosyć wyraźnie umacniającym dolara. Tydzień zakończyliśmy z kolei publikacją niższego od szacunków indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan (78,7 vs. 84pkt), co przyniosło reakcję w postaci osłabienia dolara.
Jeśli chodzi o dane makroekonomiczne na najbliższe dni, to niestety w kalendarzu pojawiła się spora pustka. Z rynku amerykańskiego jedyne publikacje pojawią się tylko w środę i czwartek. W środę zapoznamy się ze sprzedażą domów na rynku wtórnym, natomiast w czwartek dostaniemy dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku, ilości sprzedanych domów na rynku pierwotnym oraz cotygodniowe dane o ilości nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych. Jeśli chodzi o wpływ na rynek, to warto zwrócić uwagę na dane z rynku nieruchomości. Jeśli również te publikacje okażą się rozczarowujące, stanowiąc tym samym kolejne potwierdzenie spowolnienia w sektorze nieruchomości, winno to wywoływać presję deprecjonującą amerykańską walutę. Spójrzmy teraz na sytuację techniczną na poszczególnych parach.
Rynek zagraniczny
EUR/USD
Choć w trakcie minionych dni mieliśmy do czynienia z raczej sporymi wahaniami, to z perspektywy średnioterminowej wciąż nie ma rozstrzygnięć. Rynek doszedł do okolic strefy oporu w zakresie 1,2900/70 i z tego rejonu zaczęła się korekta. Przypomnę, że są to majowe maksima, których jak na razie nie udało się kupującym sforsować. Można więc zakładać, że o kontynuacji wzrostu będzie można mówić dopiero po trwałym wyjściu nad ok. 1,30 (uwzględniając niewielki filtr). Wsparciem jest obecnie cena 1,27, a nieco niżej również dobrze znane okolice 1,25 (czerwcowy i lipcowy dołek). W dłuższej perspektywie strona popytowa cały czas ma tu przewagę, bowiem jak na razie korekta do 1,25 była tożsama z testem okolic 38,2% zniesienia poprzedniego wzrostu.