We wtorek poznaliśmy protokół z ostatniego posiedzenia FOMC z 8 sierpnia. Inwestorzy liczyli, że może pojawią się tu jakieś nieznane fakty, które nakreślałyby dalszy kierunek działań FED w zakresie kształtowania polityki monetarnej. Niestety przeliczyli się i protokół kompletnie niczego nie zmienił. Nadal można więc stwierdzić, że presja wzrostu stóp procentowych jest raczej ograniczona, choć nie należy takiego wariantu do końca wykluczyć. Dalsze działania FED mają być uzależnione od napływających na rynek publikacji makroekonomicznych, czyli sytuacja dokładnie taka, jaką zastaliśmy po w ostatnim komunikacie po decyzji FED o pozostawieniu ceny pieniądza na dotychczasowym poziomie 8 sierpnia. Sporo istotnych danych pojawiło się również w środę, a najważniejsza z nich była dynamika wzrostu PKB w Stanach Zjednoczonych w II kwartale (2 przybliżenie). Problem jednak w tym, że zarówno dane o PKB, jak i również pozostałe (ECI, deflator, PCE) były zgodne z prognozami, a tym samym nie zdołały wpłynąć znacząco na zachowanie rynku. To samo zastało nas w czwartek, gdzie praktycznie wszystkie publikacje (ilość wniosków o zasiłki, przychody i wydatki Amerykanów, Chicago PMI czy zamówienia fabryczne) były zgodne z oczekiwaniami. W zasadzie jedyne reakcje, jakie dało się zauważyć, to szybkie zmiany wywoływane realizację zleceń stop loss dla pozycji prawdopodobnie zajętych przed danymi. Podobnie rzecz przedstawia się dzisiaj, gdzie długo oczekiwany raport z rynku pracy (teoretycznie jedna z najważniejszych publikacji tego tygodnia) okazał się niemal zgodny z prognozami, choć po jego publikacji widoczna jest presja umacniająca amerykańską walutę.
Jeśli chodzi o atrakcje przyszłego tygodnia, to będzie ich już zdecydowanie mniej. Z drugiej jednak strony można też liczyć na to, że inwestorzy będą mieli wówczas czas na to, aby "przetrawić" wysyp danych makro z ostatnich dni, a wówczas byłaby zdecydowanie większa szansa na to, że rynek znajdzie sobie dalszy kierunek i rozpoczniemy nieco bardziej wyraźny, trwalszy trend. Można zakładać, że główną atrakcją przyszłego tygodnia będzie środowa publikacja Beżowej Księgi, czyli raportu FED o stanie amerykańskiej gospodarki. To właśnie z niego będzie można w dużej mierze odczytać, czy pojawiają się na horyzoncie czynniki, które mogą skłonić FED do np. podwyżek stóp procentowych, a może takowe czynniki mają coraz mniejsze znaczenie i wówczas należałoby oczekiwać sygnałów definitywnego zakończenia cyklu podwyżek ceny pieniądza w USA. Oprócz Beżowej Księgi, poznamy jeszcze we wtorek Raport Challengera na temat planowanych zwolnień, środową wydajność i koszy pracy za II kwartał oraz indeks ISM dla sektora usługowego. Na czwartek zaplanowano tradycyjnie cotygodniowe dane na temat ilości wniosków o zasiłki dla bezrobotnych, a także dane o zapasach w hurtowniach, natomiast tydzień zakończymy publikacją danych o kredycie konsumenckim. Proponuję teraz spojrzeć na sytuację techniczną na poszczególnych parach, choć miniony tydzień (może poza rynkiem złotego) niewiele zmienił w średnioterminowej perspektywie.
Rynek zagraniczny
EUR/USD
Miniony tydzień niczego nie zmienił na rynku. W ujęciu średnioterminowym wciąż bez rozstrzygnięć. Obecnie kurs przebywa w konsolidacji 1,27 - 1,29 na przestrzeni ostatnich około 5 tygodni, natomiast w nieco szerszym ujęciu można mówić o horyzoncie w zakresie ok. 1,25 - 1,30. Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę całą falę wzrostową, zainicjowaną pod koniec lutego, to aktualne wahania oscylują praktycznie tuż przy maksimach całej zwyżki, co tym samym sugeruje, że strona popytowa wciąż utrzymuje na tej parze przewagę, a więc można się spodziewać, że aktualna konsolidacja, w jakiej od maja tkwimy, jest tylko przystankiem przed kolejną falę deprecjacji dolara.USD/JPY