Przekładając to na notowania EUR/USD zanotowaliśmy ruch z 1,2766 do 1,2804. W międzyczasie zmienność notowań była nieco większa, chociaż nie taka jak miało to miejsce wcześniej. Sierpień potwierdził tym samym tradycję wakacyjnego marazmu. Najniższy poziom notowań EUR/USD zanotowano 15 VIII na poziomie 1,2705, a najwyższy 21 VIII na 1,2937.
Warto jednak zauważyć, że dolar nie był tak słaby, jak można by tego oczekiwać biorąc pod uwagę oczekiwania rynku, co do kształtu polityki pieniężnej głównych banków centralnych, które były głównym determinantem rynku w ostatnich tygodniach. Przypomnijmy, że jeszcze 19 lipca b.r. szef amerykańskiego banku centralnego, przemawiając przed Senacką Komisją Bankową, dał się poznać jako "gołąb", czyli zwolennik poluzowywania polityki monetarnej. Postawił on wtedy dosyć odważną tezę, że zbliżające się spowolnienie amerykańskiej gospodarki przyczyni się do schłodzenia presji inflacyjnej. Członkowie FED postanowili tym samym podjąć pewne ryzyko i podczas posiedzenia w dniu 8 sierpnia b.r. przerwali cykl 17 podwyżek stóp procentowych rozpoczęty w 2004 r. Główna stopa procentowa pozostała tym samym na poziomie 5,25 proc. W komentarzu do tej decyzji, Ben Bernanke pozostawił sobie jednak pewne pole do dalszych podwyżek kosztu pieniądza, jeżeli skłaniałyby do tego publikacje danych makroekonomicznych. Opublikowane 29 sierpnia b.r. szczegółowe zapiski z tego posiedzenia pokazały jednak, że z tym może być dosyć trudno. Przyznano, iż głównym motywem była chęć zdobycia większej ilości danych pozwalających na rzeczywisty wpływ ostatnich podwyżek stóp procentowych. Ujmując to prościej członkowie FED zaczęli się obawiać, że dalsze podwyżki stóp procentowych mogłyby zbyt negatywnie wpłynąć na przyszłą koniunkturę gospodarczą. Ta swoista troska sprawiła, iż z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że cykl podwyżek kosztu pieniądza w Stanach Zjednoczonych uległ zakończeniu. Fakt ten doprowadził do wzrostu zainteresowania amerykańskimi obligacjami przez inwestorów, co uwidoczniło się w spadku ich rentowności.
Dane makroekonomiczne, które zostały opublikowane w minionym miesiącu pokazały spowolnienie amerykańskiej gospodarki, chociaż dały też szanse, że nie będzie ono zbyt gwałtowne. Sprawdziły się tym samym słowa Sekretarza Skarbu Henry?ego Paulsona, który na początku sierpnia br. powiedział, że nie można mówić o zbliżającej się recesji. Niemniej jednak inwestorzy pomału muszą przyzwyczaić się do tego, że najlepszy okres mają już raczej za sobą. Podane 4 sierpnia b.r. comiesięczne dane z rynku pracy pokazały, że w lipcu liczba nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych wzrosła tylko o 113 tys. Dane te zostały na początku września nieco zrewidowane w górę do 121 tys., ale kolejna figura wyniosła już tylko 128 tys. Mieszane informacje przyniosły natomiast publikacje wskaźników ISM, publikowanych na początku sierpnia b.r., które pokazały pogorszenie się sytuacji w sektorze usług - spadek wartości wskaźnika w lipcu do 54,8 proc. z 57,0 proc., ale nieznaczną poprawę w przemyśle (wzrost z 53,8 proc. do 54,7 proc.). Pewne wątpliwości wzbudziły jednak dane o sprzedaży detalicznej w lipcu b.r., które zostały podane 11 sierpnia b.r. Wzrost wyniósł 1,4 proc. m/m wobec oczekiwanych 0,8 proc. m/m i 0,5 proc. m/m bez uwzględnienia samochodów. Niższe od prognoz były także publikowane później dane o dynamice produkcji przemysłowej, która w lipcu wzrosła o 0,4 proc. m/m wobec prognozowanych 0,5 proc. m/m. Spadek odnotowano w sferze zamówień na dobra trwałego użytku, który wyniósł w sierpniu b.r. 2,4 proc. m/m z wcześniejszych 3,5 proc. m/m (po rewizji). Kluczowa okazała się jednak dopiero druga rewizja danych o wzroście gospodarczym w II kwartale b.r., która miała miejsce 30 sierpnia b.r. Figura okazała się lepsza niż przy pierwszym odczycie, kiedy wyniosła 2,5 proc. Obecnie było to 2,9 proc., chociaż prognozowano 3,0 proc. Z kolei dane inflacyjne były tak naprawdę mieszane i nie dały odpowiedzi, co do słuszności tez postawionych w lipcu b.r. przez szefa FED, Bena Bernanke. Na początku sierpnia b.r. opublikowano dane o wydajności i kosztach pracy w II kwartale b.r. Przy wzroście wydajności o 1,1 proc., koszty wzrosły aż o 4,8 proc. Pozytywną niespodziankę przyniosły natomiast dane o inflacji na poziomie cen producentów (PPI) publikowane w połowie miesiąca i to je rynek wziął za "dobrą monetę". Okazała się ona znacznie niższa od prognoz. W ujęciu miesięcznym jej wzrost wyniósł tylko 0,1 proc. m/m, a wskaźnik bazowy (core) spadł o 0,3 proc. m/m. Wprawdzie nadal rosły wskaźniki PPI dla produktów nie w pełni przetworzonych, ale to zostało zignorowane. Opublikowane dzień później, 16 sierpnia b.r., ważniejsze dane o inflacji konsumenckiej (CPI) także okazały się niższe od rynkowych przewidywań, choć nieznacznie. W ujęciu miesięcznym wskaźnik CPI wzrósł o 0,4 proc. m/m, a bez uwzględnienia zmian cen żywności i energii zyskał 0,2 proc. m/m. Jednak najbardziej obserwowany bazowy CPI core w ujęciu rocznym wzrósł ustanowił nowy rekord na poziomie 2,7 proc. wobec 2,6 proc. wcześniej, ale mniej od prognozowanych 2,8 proc. Z kolei drugi odczyt danych o PKB za II kwartał pokazał nieznaczny spadek bazowego wskaźnika wydatków konsumenckich PCE Core, który wyniósł 2,8 proc. względem wcześniejszych 2,9 proc. Ta figura okazała się także niższa od prognoz w ujęciu miesięcznym - w sierpniu b.r. wzrost wyniósł 0,1 proc. m/m wobec oczekiwanych 0,2 proc. m/m.
Pogorszyła się jednak sytuacja na rynku nieruchomości. W lipcu spadła o ponad 5 proc. m/m liczba wydanych pozwoleń na budowy (do 1.747 mln), a liczba rozpoczętych budów o blisko 3 proc. m/m do 1.795 mln). Niższa była także sprzedaż domów, która w lipcu odnotowała ponad 4 proc. spadki w ujęciu miesięcznym. Skumulowana sprzedaż na rynku wtórnym wyniosła 6.33 mln, a na pierwotnym 1.072 mln. Fakt ten znalazł swoje przełożenie w pogorszeniu się nastrojów konsumenckich. Wskaźnik sporządzany na podstawie badań prowadzonych przez Uniwersytet Michigan spadł w połowie sierpnia do 78,7 pkt., ale na koniec miesiąca nieznacznie poprawił swoją wartość wynosząc 82,0 pkt. Tyle, że w lipcu wynosił on 84,7 pkt. Nie bez znaczenia był także silny spadek wartości indeksu zaufania konsumentów Conference Board, który spadł poniżej poziomu 100 pkt. (do 99,6 pkt. ze zrewidowanych 107 pkt. w lipcu).
Podsumowując, opublikowane w ubiegłym miesiącu dane makroekonomiczne pokazały, że FED najpewniej przyjmie w najbliższych miesiącach postawę wyczekującą i z tego tytułu inwestorzy nie dostaną wyraźnych sygnałów, co do kierunku notowań EUR/USD. Mówienie o potencjalnych obniżkach stóp procentowych w przyszłym roku, co mogłoby wyraźnie wesprzeć rynek obligacji, wydaje się być nieco przedwczesne.