Dzisiejsza, ranna próba ataku na ten poziom nie była udana (minimum 1,2649), co sugeruje, iż nie należy oczekiwać jego pokonania z "marszu". O godz. 9:26 za jedno euro płacono 1,2680 dolara.
Dzisiaj uwaga rynku skupi się na spekulacjach wokół polityki monetarnej prowadzonej przez główne banki centralne świata. Tradycyjnie już głos po spotkaniu szefów 10 banków centralnych w Banku Rozliczeń Międzynarodowych w Bazylei, zabierze szef Europejskiego Banku Centralnego, Jean-Claude Trichet. Oczekuje się, że jego konkluzja będzie sugerować konieczność dalszych podwyżek stóp procentowych, a przedstawiciele banków centralnych nie obawiają się negatywnych skutków dla światowej gospodarki. Po południu głos zabierze także trzech członków FED (Cathy Minehan, Donald Kohn i William Poole), którzy najpewniej ustosunkują się do pojawiających się na rynku spekulacji, iż na jesieni czeka nas podwyżka stóp procentowych. Przemawiająca w piątek po południu Sandra Pianalto była jednak mniej "jastrzębia" od Janet Yellen, która zabrała głos w czwartek. Jej zdaniem wysoka inflacja wciąż niepokoi, ale nie odczuwa się jeszcze w pełni skutków wcześniejszych podwyżek stóp procentowych. Wydaje się, że dzisiejsze wystąpienia będą utrzymane w podobnym tonie, gdyż FED ma trudny orzech do zgryzienia. Przeciwko kolejnej podwyżce stóp przemawia chociażby pogarszająca się sytuacja na rynku nieruchomości, która najpewniej przełoży się na rynek pracy i nastroje konsumenckie.
Tym samym uważamy, iż okolice 1,2670 mogą okazać się dobrym poziomem do krótkoterminowych zakupów euro za dolary. Celem dla tego ruchu mogą być okolice 1,2730, a zlecenie stop-loss można ustawić na 1,2645.
Rynek krajowy:
Mimo, że na rynku wciąż jest nerwowo, to złoty nie otworzył się dzisiaj rano wyraźnie słabszy wobec piątkowego zamknięcia. O godz. 9:26 kurs EUR/PLN wynosił 3,9880 zł, a USD/PLN 3,1440 zł. Większy pesymizm zagościł na warszawskiej giełdzie, ale tutaj negatywne piętno odciska pogarszająca się sytuacja na rynku surowców.