Faktycznie rozmiary deficytu przerosły prognozy rynku, a sama figura opublikowana została na poziomie 68,04 mld USD. Tak znaczne powiększenie deficytu tłumaczono głównie rekordowym wzrostem importu przy jednoczesnym spadku importu. Kolejnym czynnikiem były również wysokie ceny ropy, które w lipcu osiągały roczne maksima. Na fali tych informacji dolar przejściowo stracił pole wobec unijnej waluty, które jednak odzyskał jeszcze przed końcem handlu na sesji europejskiej notując o godz. 16.30 poziom 1,2684 wobec euro. Pogarszający się bilans handlowy może jednak wpłynąć negatywnie na sentyment do amerykańskiej waluty i możliwe, że niedługo testowany będzie poziom 1,2750.
Wtorek przyniósł nieznaczne umocnienie krajowej waluty, dla którego impuls napłynął głównie z rynku międzynarodowego, gdzie osłabieniu uległ dolar amerykański. Podane przez GUS dane o lipcowym bilansie na rachunku obrotów bieżących były dla inwestorów niemiłym zaskoczeniem, lecz nie wpłynęły zasadniczo na notowania złotego. Deficyt C/A poszerzył się w lipcu o 794 mln euro wobec oczekiwań na figurę rzędu -150 mln. Tak duża rozbieżność wynikała wg NBP głównie z faktu wypłaty dywidend zagranicznym udziałowcom rodzimych spółek. Uspokajające sygnały napłynęły z kolei ze sceny politycznej, gdyż A. Lepper w rozmowie z J. Kaczyńskim doszli do porozumienia w sprawie ograniczenia tarć w koalicji. Z drugiej strony jednak pojawiły się żądania R. Giertycha zwiększenia wydatków na pensje nauczycielskie, który w razie ich niespełnienia grozi wyjściem z koalicji. Podobne żądania zapewne będą jeszcze niejednokrotnie pojawiać się przed 12 listopada, kiedy odbędą się wybory samorządowe, lecz wydaje się, że podobne "inicjatywy" są już zdyskontowane przez rynek. O godz. 16.30 euro kosztowało 3,9770, a dolar 3,1350 złotego.
Wojciech Maciak
DM TMS Brokers S.A.