Niemniej jednak klimat wokół naszej waluty uległ pogorszeniu. W efekcie dzisiaj rano złoty nadal był słaby - o godz.10:04 za jedno euro płacono 3,9780 zł, a za dolara 3,1270 zł.
Wczorajsze, wieczorne wystąpienie premiera Jarosława Kaczyńskiego nie zwiastuje szybkiego zakończenia politycznej burzy w naszym kraju. Widać, że Prawo i Sprawiedliwość nie będzie chciało oddać szybko władzy, zwłaszcza, że wg. najnowszych sondaży (m.in. TNS OBOP) opozycyjna Platforma Obywatelska zdobyłaby większość w Sejmie i mogłaby samodzielnie stworzyć rząd. Tym samym trudno będzie liczyć na to, że posłowie PiS poprą wniosek o samorozwiązanie Sejmu, który najpóźniej 10-12 października powinien być głosowany w parlamencie. Oczywiście taki stan, kiedy rząd nie będzie miał większości, nie będzie sprzyjał efektywnemu rządzeniu i przyczyni się do pogorszenia wizerunku Polski.
Wydarzeniami ekonomicznymi wczorajszego dnia było przyjęcie przez rząd przyszłorocznego budżetu i posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. W pierwszym przypadku resort finansów zdecydował się na nowatorskie rozwiązanie w postaci zaliczenia aż 24,4 mld z ogólnej sumy 38,4 mld zł dotacji z Unii Europejskiej po stronie przychodów.. Połowę z niej, czyli 12 mld zł rozdysponowano w budżecie, a resztę potraktowano jako rezerwy. W efekcie w porównaniu z tegorocznym budżetem wydatki wzrosły o 12 mld i 697 mln zł, z czego sporo dostały resorty związane z edukacją, nauką i bezpieczeństwem narodowym. Nie jest to jednak dobry budżet i głosy krytyki ze strony Leszka Balcerowicza i pozostałych członków Rady Polityki Pieniężnej nie powinny zbytnio dziwić. Główną jego wadą jest dalszy wzrost wydatków i zadłużenia państwa, które może w przyszłym roku przekroczyć poziom 50 proc. do PKB. Fakt ten wydaje się także zauważać minister Zyta Gilowska, która przyznała, że obecnie nie ma politycznej atmosfery do ograniczania wydatków budżecie. Można jednak zadać sobie pytanie, czy w ogóle będzie biorąc pod uwagę spadające notowania PiS i ryzyko trwania rządu mniejszościowego przez kolejne miesiące. Część ekonomistów zwracała także uwagę na ryzyko przeszacowania dochodów biorąc pod uwagę możliwe spowolnienie światowego wzrostu gospodarczego w najbliższych latach.
Podczas wczorajszego posiedzenia Rada Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła, jeżeli chodzi o poziom stóp procentowych, które pozostały na niezmienionym poziomie, a także popołudniowy komunikat. Przyznano wprawdzie, że przyszła inflacja będzie wyższa od tej założonej w lipcowej projekcji, a RPP będzie dążyć do tego, aby ją ustabilizować w przyszłym roku, to jednak nie był to komunikat wybitnie "jastrzębi". Widać prawdzie, że członkowie RPP zaczynają zdawać sobie sprawę z konieczności podwyżki stóp procentowych, ale z podjęciem takiej decyzji będą chcieli zaczekać jeszcze kilka miesięcy. Prezes NBP, Leszek Balcerowicz poinformował, że wrześniowa inflacja może być nieco niższa od sierpniowej z racji ostatniego spadku cen ropy na rynkach światowych, a nowa projekcja inflacyjna zostanie rozpatrzona dopiero podczas posiedzenia zaplanowanego na 19 października b.r. Tym samym podtrzymujemy nasze założenie, że do podwyżki stóp o 25 p.b. dojdzie dopiero w lutym 2007 r. To może nieco szkodzić złotemu biorąc pod uwagę ostatnie podwyżki stóp procentowych na Węgrzech, Słowacji i Czechach.
Wczorajszy komunikat RPP nie wpłynął znacząco na notowania złotego, ruch był widoczny tylko na rynku długu, gdzie odnotowaliśmy wzrost rentowności. Większy wpływ na notowania ma polityka, chociaż tutaj zaczyna być widoczny pewien nastrój wyczekiwania. Naszej walucie nieco pomaga względna stabilizacja w naszym regionie, chociaż może się to zmienić po zaplanowanych na najbliższą niedzielę wyborach samorządowych na Węgrzech. Dzisiaj nie oczekiwalibyśmy jednak większych zmian na złotym - możliwe pasmo wahań to 3,9550-3,9850 zł dla EUR/PLN i 3,11-3,14 zł dla USD/PLN.