Bank Anglii ostatni raz zmienił stopy 3 sierpnia br. Wówczas niespodziewanie podniósł je o 25 punktów bazowych do 4,75 proc. obecnie. Dziś, podobna niespodzianka jest mało prawdopodobna. Jest to wątpliwie nie tylko z uwagi na pewne pogorszenie wskaźników makroekonomicznych w ostatnich tygodniach. Szanse na zaostrzenie polityki pieniężnej zmalały też po ostatniej wypowiedzi Davida Blanchflowera z BoE. Ocenił on, że spadło ryzyko wzrostu inflacji w Wielkiej Brytanii, nie ma sygnałów świadczących o wystąpieniu tzw. efektu drugiej rundy, należy raczej oczekiwać spadku konsumpcji niż jej wzrostu oraz, że we wrześniu pogorszyła się sytuacja na rynku pracy w stosunku do sierpnia.
Dzisiejsza podwyżka stóp procentowych w strefie euro do 3,25 proc. jest niemal pewna. Póki co rynek jest też pewny kolejnej podwyżki, która według oczekiwań, mogłaby mieć miejsce w grudniu. Rozbieżności pojawiają się dopiero odnośnie następnej podwyżki. Tylko nieliczni analitycy prognozują, że ECB podniesie stopy do 3,75 proc. Takiej konieczności nie widzi chociażby Gernot Nerb z monachijskiego instytutu Ifo.
Dziś jednak, ani dzisiejsza podwyżka, ani ewentualne kolejne podwyżki nie będą zajmować rynku, a co za tym idzie, nie będą miały bezpośredniego wpływu na notowania euro, ale to co na konferencji prasowej po posiedzeniu ECB, powie szef tej instytucji, Jean-Claude Trichet. Po ostatnim posiedzeniu zakomunikował, że bank musi zachować "wzmożoną czujność" (strong vigilance), żeby nie dopuścić do wzrostu inflacji. Jeżeli dziś powtórzy te słowa, to wywoła to umocnienie euro. Jeżeli jednak nie będzie tak stanowczy, to reakcja będzie odwrotna. Sądząc na podstawie niektórych ostatnio napływających danych z Eurolandu, jak chociażby wstępnych danych o wrześniowej inflacji HICP (spadek 1,8 proc. r/r z 2,3 proc. w sierpniu), Trichet może łagodzić stanowisko.
O godzinie 10:30 kurs EUR/USD testował poziom 1,2705 dolara.
Marcin R. Kiepas