W nieco szerszym ujęciu, tj. od maja b.r. pozostawaliśmy w dosyć szerokiej konsolidacji, której centralnym punktem były okolice figury 1,27.
Do umocnienia się dolara przyczyniły się oczekiwania związane z przyszłą polityką amerykańskiego, banku centralnego (FED). Przypomnijmy, że jeszcze 19 lipca b.r. szef FED wygłosił "pamiętne" przemówienie przed Senacką Komisją Bankową, gdzie zaprezentował wtedy dosyć odważną tezę. Jego zdaniem zbliżające się spowolnienie amerykańskiej gospodarki powinno przyczynić się do wyhamowania wskaźnika inflacji konsumenckiej, który w ujęciu bazowym utrzymuje się powyżej akceptowalnego przez bank centralny poziomu, czyli 2,0 proc. r/r. W efekcie podczas posiedzenia banku centralnego 8 sierpnia b.r., a później 20 września b.r. stopy procentowe pozostały na poziomie 5,25 proc. Z opublikowanych 29 sierpnia b.r. szczegółowych zapisków z sierpniowych obrad FED, wynikało, że członkowie tego gremium zaczęli obawiać się, że dalsze podwyższanie kosztu pieniądza mogłoby negatywnie wpłynąć na przyszłą koniunkturę gospodarczą. To w połączeniu z napływającymi słabymi danymi makroekonomicznymi z USA, doprowadziło do uznania przez uczestników rynku, iż rozpoczęty w 2004 r. cykl podwyżek stóp procentowych został de facto zakończony. Fakt ten doprowadził do wzrostu zainteresowania amerykańskimi obligacjami, co przełożyło się na wyraźny spadek ich rentowności.
Poza oczywistym plusem, jakim jest niewielkie ryzyko inwestycji w takie papiery, co jest ważne w obliczu sygnałów sugerujących możliwość spowolnienia światowej gospodarki w najbliższych latach, równie istotny staje się jest krótkoterminowy czynnik spekulacyjny. Im szybciej dojdzie do pierwszych obniżek stóp procentowych, tym więcej spadną rentowności i tym samym wzrosną ceny obligacji. Stąd też w ostatnich tygodniach września na rynku pojawiły się hipotezy, iż FED mógłby obniżyć stopy procentowe już w I kwartale 2007 r. Naszym zdaniem na takie spekulacje jest jednak o wiele za wcześnie, gdyż nie widać jeszcze wyraźnych sygnałów potwierdzających spadek ryzyka inflacyjnego.
Opublikowane 15 września dane o inflacji konsumenckiej za sierpień (CPI) pokazały jej odczyt na poziomie 0,2 proc. m/m i 3,8 proc. r/r. W ujęciu miesięcznym informacje były zgodne z oczekiwaniami, a w relacji rocznej okazały się nieco niższe od prognoz, które wynosiły 3,9 proc. r/r wobec 4,1 proc. r/r. Tyle, że najistotniejszy wskaźnik bazowy (core), czyli bez uwzględnienia zmian cen żywności i energii wzrósł w sierpniu do poziomu 2,8 proc r/r z 2,7 proc. r/r w lipcu (przypomnijmy, że granicznym poziomem tolerancji jest 2,0 proc. r/r). Lepiej prezentowały się dane dotyczące inflacji na poziomie cen producentów (PPI). W ujęciu miesiąc do miesiąca w sierpniu odnotowano kolejny spadek wskaźnika bazowego, tym razem o 0,4 proc. Niższe od prognoz były także pozostałe relacje, także te w ujęciu rocznym. To sugeruje, iż w najbliższych miesiącach fakt ten powinien znaleźć swoje przełożenie w odczytach inflacji konsumenckiej, zwłaszcza biorąc pod uwagę obserwowane we wrześniu wyraźne spadki cen surowców. Jednak głównym czynnikiem determinującym to jak kształtować się będzie ryzyko inflacyjne, będą informacje dotyczące ogólnego stanu amerykańskiej gospodarki.Tymczasem wśród uczestników rynku można było znaleźć zarówno zwolenników "twardego lądowania" gospodarki (zwłaszcza wśród posiadaczy amerykańskich obligacji skarbowych), a także tych, których zdaniem hamowanie amerykańskiego kolosa nie będzie dotkliwe. Wszyscy zgadzali się jednak z tym, że jednym z kluczy do tej odpowiedzi będzie dalsze kształtowanie się sytuacji na rynku nieruchomości. We wrześniu wskaźnik obrazujący nastroje w tym segmencie sporządzany przez stowarzyszenie pośredników NAHB zniżkował do najniższego poziomu od 15 lat. Nadal spadała liczba wydanych pozwoleń i rozpoczętych budów - we wrześniu powyższe odczyty wyniosły odpowiednio 1.722 mln i 1.665 mln. Zmniejszyło się także zainteresowanie kupnem nieruchomości - skumulowana sprzedaż na rynku wtórnym spadła w sierpniu wprawdzie "tylko" do 6.30 mln wobec 6.33 mln w lipcu, ale o wiele gorsza sytuacja panowała na rynku pierwotnym. Wprawdzie na pierwszy rzut oka zainteresowanie kupujących było większe, gdyż odczyt za sierpień wyniósł 1.050 mln wobec wcześniejszych 1.009 mln. Tyle, że dane za ostatnie 3 miesiące wyraźnie zrewidowano do dołu, co dodało dramatyzmu całej sytuacji. Tym samym można się spodziewać, że dalsze pogorszenie się klimatu na tym rynku przełoży się w końcu na pozostałe sektory amerykańskiej gospodarki i będzie mieć negatywny wpływ na nastroje wśród konsumentów. Te jednak we wrześniu okazały się nie takie złe, co można było wytłumaczyć spadającymi cenami ropy naftowej na rynkach światowych. Indeks zaufania sporządzany przez ośrodek Conference Board odbił się po dramatycznej zniżce w sierpniu i wyniósł 104,5 pkt. Z kolei wskaźnik nastrojów Uniwersytetu Michigan wzrósł we wrześniu do poziomu 85,4 pkt. wobec 82,0 pkt. miesiąc wcześniej. To jednak były jedyne w "miarę" pozytywne informacje. Okazało się, że spadek dynamiki odnotowano w przypadku sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej. W pierwszym przypadku wzrost w sierpniu wyniósł tylko 0,2 proc. m/m, a w drugim odczyt okazał się ujemny (-0,1 proc. m/m). Dosyć niepokojący okazał się odczyt wrześniowego indeksu Philadelphia FED, obrazujący aktywność sektora wytwórczego w jednym z największych okręgów przemysłowych Stanów Zjednoczonych. Odnotowano wyraźny spadek wskaźnika z poziomu 18,5 pkt. do "minus" 0,4 pkt. Ten negatywny wydźwięk skutecznie "przykryła" późniejsza publikacja indeksu Chicago PMI, który nieoczekiwanie wzrósł we wrześniu do 62,1 pkt. z 57,1 pkt. w sierpniu. Nie zmieniło to jednak faktu, iż opublikowane na początku października odczyty zbiorczych indeksów ISM dla sektora przemysłu i usług, były w obydwu przypadkach gorsze od oczekiwań wynosząc 52,9 proc. O tym, że w amerykańskiej gospodarce nie jest najlepiej, można było się także "dowiedzieć" z publikacji ostatecznego odczytu poświęconego dynamice wzrostu gospodarczego w II kwartale b.r.. Wbrew nieco optymistycznym wskazaniom z poprzedniej rewizji, w ostatecznym rozrachunku PKB wyniósł 2,6 proc. kw/kw, wobec 5,6 proc. kw/kw zanotowanych w I kwartale b.r. Warto jednak zauważyć, iż wskaźniki inflacyjne pozostały niezmienione (Deflator PKB), albo nawet wzrosły (indeks PCE Core). To pokazuje słuszność rozumowania tych uczestników rynku, dla których spowolnienie wzrostu gospodarczego nie musi od razu przekładać się na wyraźny spadek inflacji.
Drugim czynnikiem mającym wpływ na pozycję dolara poza działaniami FED, był odwieczny problem globalnej nierównowagi w handlu, który w dużej mierze dotyczył Stanów Zjednoczonych. Jak podano 12 września b.r. deficyt handlowy USA zwiększył się w lipcu do poziomu 68,04 mld USD wobec zrewidowanych 64,82 mld USD w czerwcu. Inwestorzy zignorowali jednak ten fakt przypisując to cenom ropy, które w tym okresie były najwyższe. Niemniej jednak problemy strukturalne pozostały, a późniejsza wizyta amerykańskiego Sekretarza Skarbu, Henry?ego Paulsona w Chinach, nie doprowadziła do żadnego przełomu w kwestii niedowartościowanego kursu juana w relacji do dolara. Pewien niepokój wprowadziły także późniejsze publikacje - deficyt C/A w II kwartale wzrósł do 218,4 mld USD z wcześniejszych 208,7 mld USD, podczas kiedy napływ kapitałów netto w lipcu spadł do poziomu 32,9 mld USD wobec wcześniejszych 75,1 mld USD. Jeżeli sytuacja nie ulegnie poprawie w kolejnych miesiącach, to wzrosną obawy związane z wystarczającym "pokryciem" deficytu na rachunku obrotów bieżących. Biorąc jednak pod uwagę obserwowane w sierpniu i wrześniu wyraźne zakupy amerykańskich obligacji, ryzyko wystąpienia negatywnego scenariusza, nie jest zbyt duże.Podsumowując, najbliższe miesiące nie raczej nie przyniosą wyraźniejszych wskazań fundamentalnych, mogących mieć wpływ na zachowanie się amerykańskiego dolara. Publikowane dane makroekonomiczne nie dadzą odpowiedzi, odnośnie tego, czy amerykańską gospodarkę czekać będzie twarde, czy miękkie lądowanie, co sprawi, że kształt przyszłej polityki FED pozostanie na razie pewną niewiadomą. Tym samym większą uwagę mogą na sobie skupić informacje dotyczące strefy euro.