Wczorajszy dzień na rynku złotego nie należało do najciekawszych (żadnego wpływu na notowania nie miały wybory). Polska waluta w zasadzie stabilizowała się wobec euro na poziomach zbliżonych do tych z piątkowego zamknięcia. I nieznacznie osłabiała do dolara, w ślad za umocnieniem amerykańskiej waluty wobec głównych światowych walut. Jedynym urozmaiceniem tej dość nudnej sesji, było chwilowe, chociaż dość wyraźne osłabienie złotego, w reakcji na wypowiedź prof. Urszuli Grzelońskiej. Typowana na przyszłego prezesa NBP Grzelońska powiedziała, że ma coraz więcej wątpliwości o sens przystąpienia Polski do strefy euro, bowiem korzyści z wprowadzenia wspólnej europejskiej waluty nie są takie oczywiste.
Reakcja rynku na tę wypowiedź była chwilowa, gdyż przy obecnym sentymencie do rynków wschodzących i ich walut, jak również przy mocnych fundamentach polskiej gospodarki, takie wypowiedzi, podobnie jak i czynniki polityczne, mogą wywołać tylko chwilowe reakcje.
Wczorajszy dzień nie przyniósł istotnych zmian na wykresach EUR/PLN i USD/PLN. Euro od tygodnia pozostaje w wąskim przedziale 3,8140-3,8400 zł, balansując nad wsparciem, jakie w okolicy 3,81 zł tworzy majowy dołek. Obecnie dalszy spadek EUR/PLN pozostaje najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.
Dolar natomiast próbuje odbijać po tym, jak w piątek spadł poniżej dołków z maja i sierpnia br. (2,98 zł) Teoretycznie USD/PLN może wrócić w okolice 3 zł lub nawet nieco ponad ten poziom. Wciąż jednak będzie to tylko korekta, a spadki do 2,90 zł będą dalej prawdopodobne.
Dziś o godzinie 14-tej NBP opublikuje dane o październikowej podaży pieniądza M3 i wrześniowym rachunku obrotów. Dane te mogą mieć niewielki wpływ na notowania złotego. Znacznie większy wpływ jednak będą miały dane z USA (zwłaszcza inflacja PPI) i związana z nimi reakcja głównych światowych walut. Wyższa od prognoz inflacja ma szanse przywrócić dyskusję nad stopami procentowymi w USA i wywołać umocnienie dolara. To znalazłoby odbicie w osłabieniu złotego. Zapewne niewielkim.