Po pierwsze była to jak na razie wciąż prywatna opinia kandydatki na stanowisko szefa NBP (chociaż najpoważniejszej), a po drugie Urszula Grzelońska wyraźnie przyznała, że jakakolwiek próba ingerencji w kurs polskiej waluty byłaby zbyt ryzykowna. Nie można wykluczyć, że dla inwestorów (zwłaszcza tych operujących na rynku długu) istotniejsza były słowa dotyczące przyszłej polityki monetarnej - zdaniem pani profesor Rada nie musi się spieszyć z decyzjami i jeszcze przez cały pierwszy kwartał 2007 r. może analizować sytuację. Mniej "jastrzębia" była także dzisiejsza wypowiedź Haliny Wasilewskiej-Trenkner, która przyznała wprawdzie, że presja inflacyjna narasta, to jednak pewne procesy na rynkach światowych (zachowanie się rynku ropy) ją osłabiają, co może odsunąć decyzję o podwyżce stóp procentowych. Nie jest ona jednak wykluczona i to już na początku 2007 r. Analizując ostatnie wypowiedzi członków RPP widać jednak, że jedynym zagorzałym "jastrzębiem" przestrzegającym przed skutkami wzrostu inflacji pozostał Leszek Balcerowicz.
Dzisiaj inwestorzy otrzymają dane o dynamice produkcji przemysłowej i cenach PPI w październiku o godz. 14:00. Oczekuje się poprawy w pierwszym przypadku (do 13,7 proc. r/r), przy ustabilizowaniu się wskaźnika cen produkcji sprzedanej przemysłu (spadek z 3,6 proc. r/r do 3,4 proc. r/r). Te informacje mogą potwierdzić fakt dobrego stanu polskiej gospodarki przy jednoczesnej niezbyt dużej presji inflacyjnej. Z kolei na Węgrzech w tym samym momencie opublikowana zostanie decyzja tamtejszego banku centralnego, który może podwyższyć stopy procentowe o 25 p.b. do 8,25 proc. w odpowiedzi na rosnącą inflację. Jeżeli tak się stanie to forint może jeszcze zyskać na wartości, a za nim pozostałe waluty naszego regionu.
Tym samym okolice 3,8150 zł na EUR/PLN i 2,98 zł na USD/PLN zgodnie ze wskazaniami analizy tygodniowej sugerowalibyśmy wykorzystać do sprzedaży walut za złotówki. Nie wykluczamy, że notowania EUR/PLN powrócą poniżej 3,80 zł, a USD/PLN poniżej 2,96 zł.
Rynek międzynarodowy:
Weekendowe spotkanie G-20 w Melbourne nie wniosło tak naprawdę niczego do obrazu rynku. Jego uczestnicy wezwali wprawdzie do zwiększenia elastyczności w kształtowaniu się kursów walutowych, ale bez odniesienia się do poszczególnych walut. Tymczasem część uczestników rynku spodziewała się słów nt. słabości jena i zbytniej siły euro, a także krytyki wobec Chin w kwestii kursu juana. Nie dość, że one nie padły, to dodatkowo szef Europejskiego Banku Centralnego powtórzył formułkę o konieczności zachowania "wzmożonej czujności", co jest wyraźnym sygnałem kontynuacji procesu podwyżek stóp procentowych. Inwestorzy chyba się do nich przyzwyczaili, bo reakcja nie była znacząca.