Wczoraj nie było jednak tak dobrze. Późnym popołudniem doszło do naruszenia poziomu 3,80 zł za euro i 2,90 zł za dolara. Nieco słabszy był także nasz region, co można z jednej strony wytłumaczyć pojawiającymi się sygnałami o zbliżającym się końcu cyklu podwyżek stóp procentowych przez banki centralne Węgier, Słowacji i Czech, a z drugiej obserwowanym w ostatnich dniach umocnieniem amerykańskiego dolara na rynkach światowych po publikacji lepszych danych nt. stanu tamtejszej gospodarki. Wczoraj Węgierski Bank Centralny zdecydował się na pozostawienie stóp procentowych na poziomie 8,0 proc., a w najbliższym czasie na podobne posunięcie mogą zdecydować się władze monetarne Czech i Słowacji. Z kolei w przypadku Polski pojawiają się nawet raporty sugerujące, iż w 2007 r. do podwyżki stóp może w ogóle nie dojść (JP Morgan).
Głównym czynnikiem wpływającym na notowania złotego były jednak kwestie polityczne. Pierwsza to zamieszanie wokół potencjalnego konfliktu wicepremier Zyty Gilowskiej z Kazimierzem Marcinkiewiczem, który dzisiaj rano znalazł swoje zakończenie - premier Kaczyński poinformował, iż najpopularniejszy polityk w Polsce nie trafi jednak do rządu, a raczej wejścia do zarządu jednej z dużych państwowych spółek. Pozostał jednak problem "obsady" szefa Narodowego Banku Polskiego, który co gorsza zaczyna przeradzać się w polityczną rozgrywkę. Wczoraj Roman Giertych z LPR stwierdził, iż prezydencki kandydat powinien być skonsultowany z koalicjantami, a on sam poprze osobę, która będzie opowiadać się przeciwko przyjęciu przez Polskę euro. W prasie zaczynają się także pojawiać spekulacje odnośnie przeprowadzanej przez PiS "łapanki" do NBP, mimo, że kancelaria prezydenta kilka dni temu poinformowała, iż rozważany jest wybór z 2 kandydatów. Niemniej jednak to wszystko wprowadza na niepewność i to dodatkowo w okresie przedświątecznym, kiedy to płynność na rynku zwyczajowo jest niższa niż zazwyczaj. Może się przecież okazać, że prezydenckiego faworyta poznamy dopiero przed zaplanowanym na 10 stycznia 2007 r. głosowaniem w Sejmie. Z drugiej strony nie wydaje się, aby waga tego czynnika była rzeczywiście tak wysoka, aby mogła mocno zaważyć na notowaniach złotego w najbliższym czasie.
Dzisiaj kluczowe dla rynku będą informacje makroekonomiczne (krajowe i te ze Stanów Zjednoczonych). W pierwszym przypadku mowa o listopadowej dynamice produkcji przemysłowej i cenach PPI, które GUS opublikuje o godz. 14:00. Oczekuje się odczytu na poziomie 14,6 proc. r/r i 3,3 proc. r/r. Rynkowi zdecydowanie pomogłaby kombinacja wyższej dynamiki produkcji i niższej inflacji PPI, chociaż odczyt zgodny z oczekiwaniami też nie będzie zły. W przypadku informacji z USA inwestorzy otrzymają dzisiaj informacje o inflacji PPI i sytuacji na rynku nieruchomości, które pomogą im ocenić, czy obniżka stóp procentowych w perspektywie najbliższych kilku miesięcy jest w ogóle możliwa. Dla polskiego rynku, a także całego regionu istotne będzie także zachowanie się jena. Pozostawienie stóp procentowych przez Bank Japonii na niezmienionym poziomie, a także mało "jastrzębie" słowa szefa BoJ odnośnie ryzyka inflacji, sprawiły, że japońska waluta jest coraz słabsza, co jednak stanowi silne wsparcie dla strategii opartej o carry-trade, która jest jednym z głównych czynników decydujących o koniunkturze w naszym regionie.
Zachowanie się rynku w pierwszej godzinie wtorkowych notowań pokazuje, że obserwowaną wczoraj korektę wartości złotego można uznać za zakończoną. Tym samym okolice 3,8000-3,8050 zł można wykorzystywać do sprzedaży EUR/PLN z celem do 3,7850 zł i być może niżej w kolejnych dniach. Z kolei dla USD/PLN poziomami do sprzedaży są już okolice 2,8950-2,9000 zł, a celem są okolice 2,8650-2,87 zł i niżej do końca tygodnia.
Rynek międzynarodowy: