Reklama

TMS: Komentarz poranny

Początek przedświątecznego marazmu Rynek krajowy: Wczoraj złoty kontynuował nienajlepszą passę rozpoczętą w poniedziałek i ponownie nieznacznie stracił na wartości. Podobnie zachowywał się nasz region, chociaż tam przecena była mniejsza.

Publikacja: 20.12.2006 09:10

Pretekstem do tej realizacji zysków było zamieszanie obserwowane na rynku w Tajlandii, gdzie po ogłoszeniu wprowadzenia rygorystycznych obostrzeń przez tamtejszy bank centralny jeszcze w poniedziałek byliśmy świadkami dramatycznego załamania się notowań na giełdzie, a inwestorzy zaczęli sobie przypominać podobne wydarzenia z końca lat 90-tych. Obecnie otoczenie rynkowe jest jednak nieco inne, a tamtejsze władze już wczoraj zaczęły wycofywać się z części wcześniejszych pomysłów zwłaszcza w kontekście limitów inwestycyjnych obejmujących zagraniczne podmioty inwestujące na tamtejszym parkiecie. Tym samym wydaje się, że czynnik tajski będzie dosyć krótkotrwały, a inwestorzy skupią się na informacjach z naszego regionu.

A dzisiaj będzie ich wiele. Poznamy jednocześnie decyzje Banku Czech, Słowacji i naszej Rady Polityki Pieniężnej w kwestii poziomu stóp procentowych. Powszechnie oczekuje się, że nie ulegną one zmianie, co zaczyna wpisywać się w scenariusz zbliżającego się końca cyklu podwyżek kosztu pieniądza (w poniedziałek podobną decyzję podjęli Węgrzy). Nie będzie to jednak oznaczać, że handel oparty o strategię carry-trade przestanie się opłacać - stopy w naszym regionie są nadal relatywnie wysokie, wskaźniki gospodarcze (poza ryzykownymi Węgrami) dosyć dobre, a japoński jen będący walutą posiłkową dla tego typu transakcji wciąż słaby.

W kwestii danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na wczorajszą publikację danych GUS o listopadowej produkcji przemysłowej, która wzrosła mniej niż oczekiwano (o 11,7 proc. r/r wobec 14,8 proc. r/r w październiku) i cen produkcji sprzedanej przemysłu, które okazały się dosyć niskie (wzrost 2,6 proc. r/r wobec 3,2 proc. r/r w październiku). To teoretycznie mogłoby sugerować, iż wzrost gospodarczy w IV kwartale b.r. będzie nieco niższy niż sądzono wcześniej, ale przeciwnego zdania jest resort finansów. Wiceminister Piotr Soroczyński przyznał jednak, że prognoza 5,8 proc. r/r dynamiki wzrostu nie jest zagrożona, a nawet możemy przekroczyć poziom 6,0 proc. r/r. W całym roku może ona wynieść 5,6-5,7 proc. r/r. Dodał on także, iż spodziewa się, że dynamika wzrostu produkcji utrzyma się powyżej poziomu 10 proc. r/r w pierwszych miesiącach 2007 r. Jak to wszystko interpretować? Będziemy mieć wysoki wzrost gospodarczy przy utrzymującej się niskiej presji inflacyjnej (patrz PPI), co powinno w dalszym ciągu sprzyjać rynkowi długu. Wiele będzie jednak zależeć od jutrzejszych danych o sprzedaży i bezrobociu w listopadzie.

Jedynym zagrożeniem dla złotego w najbliższym czasie jest tylko kwestia obsady stanowiska szefa Narodowego Banku Polskiego. Jej dalsze opóźnianie, które może doprowadzić do sytuacji, w której po 10 stycznia b.r. obowiązki Leszka Balcerowicza przejmie ustawowo dotychczasowy wiceprezes NBP, Jerzy Pruski mogłoby się okazać dosyć ryzykownym rozwiązaniem. Wynika to z tego, iż pełniący obowiązki szefa NBP nie byłby w pełni umocowany prawnie - nie mógłby np. zwołać nadzwyczajnego posiedzenia RPP. Tymczasem nie cichną prasowe spekulacje, kto mógłby zostać następcą Leszka Balcerowicza. Dzisiejsza "Trybuna" donosi, iż ponoć rozważana jest nawet kandydatura Ryszarda Bugaja, ekonomisty z Unii Pracy. Dla rynku byłoby jednak najlepiej, gdyby kandydatem była osoba szeroko znana na rynkach finansowych (były, bądź obecny członek RPP), a także, aby wybór był dokonany jak najszybciej. Dzisiaj marszałek Sejmu, Marek Jurek przyznał, iż gdyby kandydatura ta wpłynęła dzisiaj to byłyby szanse na zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Izby 3-4 stycznia b.r.

Dzisiaj spodziewalibyśmy się uspokojenia nastrojów na rynku i stopniowego powracania do mocnej złotówki, co jest charakterystyczne dla końca roku (pomóc w tym może także tzw. efekt kantorowy). Okolice 3,8200-3,8250 zł za euro sugerowalibyśmy tym samym wykorzystywać do sprzedaży, a notowania EUR/PLN mogą jeszcze dzisiaj powrócić w okolice 3,8000-3,8050 zł i niżej w kolejnych dniach. W przypadku USD/PLN do sprzedaży warto wykorzystywać okolice 2,90 zł, a pierwszym celem będą okolice 2,8750 zł. O godz. 9:52 za jedno euro płacono 3,8150 zł, a za dolara2,8850 zł.

Reklama
Reklama

Rynek międzynarodowy:

Wtorek przyniósł dosyć wyraźne umocnienie się europejskiej waluty na rynkach światowych i powrót do słabego dolara. Kurs EUR/USD po odbiciu się w poniedziałek po południu z okolic 1,3050, dzisiaj rano przetestował okolice 1,3244, które wskazywaliśmy jako cel w naszej prognozie tygodniowej. Wsparciem dla wspólnej waluty stały się wczoraj dobre dane z Niemiec - tamtejszy indeks Ifo wzrósł w grudniu do najwyższego poziomu od 15 lat (108,7 pkt.), co pokazało, że przedsiębiorcy nie odczuwają zbytnich problemów w związku z drożejącym euro i polityką prowadzoną przez Europejski Bank Centralny. Automatycznie pojawiły się spekulacje, iż ECB może szybciej zdecydować się na kolejną podwyżkę stóp procentowych, zwłaszcza, że jego przedstawiciele ostatnio powtarzali, że są one nadal niskie. W podobnym tonie może być utrzymane dzisiejsze wystąpienie szefa ECB, Jean-Claude Tricheta w Parlamencie Europejskim.

Tym samym informacje z USA zeszły na dalszy plan. Niemniej jednak warto odnotować fakt większego od prognozowanego wzrostu listopadowej inflacji PPI, która w ujęciu bazowym wyniosła 1,3 proc. m/m i 1,8 proc. r/r. W dużej mierze było to jednak wynikiem sezonowego wzrostu cen samochodów, a dla inwestorów ważniejsze były piątkowe dane o inflacji CPI, która odnotowała spadek w ujęciu bazowym. Podobnie zostały zignorowane informacje o wzroście rozpoczętych budów w listopadzie do 1.588 mln, co było odbiciem po silnym spadku w październiku.

Wpływ na notowania EUR/USD miał wczoraj także japoński jen, który tracił po mało "jastrzębiej" wypowiedzi szefa Banku Japonii, który przyznał, że inflacja pozostaje niska oddalając tym samym perspektywy podwyżki stóp w styczniu. To spowodowało dalsze osłabienie się japońskiej waluty do dolara i w największym stopniu do euro. W efekcie notowania EUR/JPY ustanowiły kolejne rekordy powyżej 156.

Dzisiaj na rynek nie napłyną żadne istotne informacje makroekonomiczne. Istotne będzie jedynie przemówienie J.C.Tricheta w Parlamencie Europejskim, które rozpoczęło się o godz. 9:30 i zaplanowana na 10:30 publikacja zapisków z listopadowego posiedzenia Banku Anglii. Średnioterminowo trend na EUR/USD nadal pozostaje wzrostowy, a na koniec roku spodziewalibyśmy się notowań powyżej 1,34. Dzisiaj rynek powinien być jednak spokojny i utrzymywać się w range?u 1,3190-1,3240. Dolne poziomy należy wykorzystywać do akumulacji euro za dolary. O godz. 9:52 za jedno euro płacono 1,3220 dolara.

Sporządził:

Reklama
Reklama

Marek Rogalski

Główny analityk walutowy

DM TMS Brokers S.A.

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama