Prześledźmy jednak bliżej to, co działo się w europejskiej gospodarce na przestrzeni ostatnich tygodni. Podaż pieniądza M3, na którą zwraca uwagę bank centralny wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie - powyżej referencyjnego 4,5 proc. r/r - w listopadzie jej wartość wyraźnie wzrosła do 9,3 proc. r/r z 8,5 proc. r/r w październiku. Zatrzymany został także obserwowany od czerwca b.r. spadek inflacji HICP - po wzroście w listopadzie do 1,9 proc. r/r z 1,6 proc. r/r w październiku, w grudniu jego wartość utrzymała się na tym samym poziomie. Rekordowe pozostały wskaźniki nastrojów w biznesie - niemiecki Ifo, który wzrósł w grudniu do 108,7 pkt., chociaż jego francuski odpowiednik zniżkował do 106 pkt. Z kolei do poziomu 110,5 pkt. z 110,4 pkt. wzrósł w listopadzie indeks nastrojów gospodarczych sporządzany przez Komisję Europejską - spadł on jednak później w grudniu 110,1 pkt.. Dodatkowo wysocy rangą unijni urzędnicy (poza zwyczajowo krytyczny francuskimi politykami) zapewniali, iż obserwowane na przełomie listopada i grudnia szybkie zwyżki europejskiej waluty nie stanowią zagrożenia dla kondycji euro-gospodarki. A o tym, iż jest ona wciąż dobra świadczyły dane o wzroście PKB w III kwartale. Ich drugi odczyt przyniósł rewizję poprzednich danych do góry - i tak dynamika wzrostu PKB w III kwartale wyniosła 2,7 proc. r/r, wobec zrewidowanych 2,8 proc. r/r w poprzednim okresie.
Rynek krajowy:
Grudzień na rynku złotego można podzielić na dwie części. Pierwszą trwającą do 13 grudnia, kiedy to złoty kontynuował umocnienie zapoczątkowane w październiku i drugą, kiedy to widoczna była pewna konsolidacja i pojawiły się pierwsze sygnały mogące sugerować zbliżającą się korektę, do której faktycznie doszło w pierwszych dniach stycznia. I tak 30 listopada odchylenie po mocnej stronie parytetu wynosiło 20,55 proc. po mocnej stronie, 13 grudnia już 21,05 proc., a w ostatnią sesję 2006 roku - 20,16 proc. W momencie pisania niniejszego raportu, czyli 8 stycznia było to 18,89 proc. po mocnej stronie.
Siła złotego to jednak przede wszystkim wynik dobrego klimatu inwestycyjnego utrzymującego się w naszym regionie, a także rewelacyjnych danych makroekonomicznych z polskiej gospodarki. Jak podał 30 listopada Główny Urząd Statystyczny przyspieszyła ona w III kwartale b.r. do 5,8 proc. r/r z 5,5 proc. r/r odnotowanych w poprzednim okresie. Kluczowym motorem wzrostu stały się inwestycje, których dynamika wyniosła 19,8 proc. r/r - to sugeruje, iż dobra sytuacja ma szanse utrzymać się dłużej. Zwiększył się także popyt krajowy - do 6,1 proc. r/r, a spożycie indywidualne wyniosło 5,5 proc. r/r - to wynik poprawiającej się sytuacji materialnej Polaków, w tym spadku stopy bezrobocia - w październiku do 14,9 proc. i 14,8 proc. w listopadzie. Dobre wskazania były także potwierdzane przez dane o dynamice produkcji przemysłowej, która w listopadzie wyniosła 11,7 proc. r/r utrzymując tym samym dwucyfrową dynamikę. Podobnie rzecz się miała ze sprzedażą detaliczną, która w listopadzie wyniosła 13,6 proc. r/r wobec 13,3 proc. r/r w październiku. To, co istotne to fakt, iż szybszy wzrost gospodarczy nie "pociągnął" za sobą inflacji, a nawet obniżone zostały prognozy jej wzrostu przez resort finansów. I tak wskaźnik CPI odbił się wprawdzie w listopadzie do 1,4 proc. r/r z 1,2 proc. r/r w październiku, ale nie zdołał powrócić do wrześniowych poziomów (1,6 proc. r/r). W pierwszych dniach stycznia resort finansów zapowiedział, że inflacja w grudniu wyniesie najpewniej 1,5 proc. r/r (ostateczne dane poznamy 15 stycznia), a w marcu, kiedy to ma przypaść jej szczyt, ukształtuje się na poziomie 2,1-2,3 proc. r/r. Tym samym cel banku centralnego na poziomie 2,5 proc. r/r może nie zostać w tym roku naruszony, gdyż w końcu roku wskaźnik CPI może ukształtować się w okolicach 2,0 proc. r/r. Warto jednak zwrócić uwagę na wyraźny wzrost inflacji bazowej netto w listopadzie, która ukształtowała się na poziomie 1,6 proc. r/r wobec 1,3 proc. r/r w październiku. Wprawdzie roczna dynamika średniej płacy obniżyła się w listopadzie b.r. do 3,1 proc. r/r, to jednak możliwy wzrost płac wciąż pozostaje jednym z głównych zagrożeń inflacyjnych. Podobnie rzecz się ma z powrotem wyższej akcyzy na paliwa od stycznia (na razie jest ona częściowo amortyzowana przez spadki cen ropy na świecie), a także silnym złotym, który w minionym 2006 roku spełniał rolę antyinflacyjną. Nie można przecież wykluczyć, iż ewentualne szoki podażowe będące wynikiem sytuacji na rynkach międzynarodowych nieco poważniej osłabią złotego w 2007 r., mimo, iż na razie jest to mniej prawdopodobne.
Grudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (19-20 grudnia) okazało się być tylko formalnością, gdyż zgodnie z oczekiwaniami główna stopa procentowa pozostała na poziomie 4,0 proc., a w komunikacie tradycyjnie już przyznano, że zaostrzenie polityki pieniężnej może się okazać konieczne, chociaż nie sprecyzowano terminu. Uwzględniając fakt, iż dominują w niej na razie "gołębie", czyli zwolennicy łagodnej polityki monetarnej, a także ostatnie odczyty inflacji wydaje się, że prognozowana wcześniej na marzec podwyżka stóp procentowych może się nieco przedłużyć o miesiąc - do dwóch. Dodatkowo spodziewamy się, iż w całym 2007 r. będzie tylko jedno posunięcie. Tym samym w najbliższym czasie większe znaczenie dla rynku będzie mieć osoba nowego prezesa Narodowego Banku Polskiego, którym najprawdopodobniej zostanie desygnowany 3 stycznia przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Sławomir Skrzypek sprawujący dotychczas funkcję pełniącego obowiązki prezesa banku PKO BP. Wcześniejsza kandydatura - prof. Sulmickiego upadła po 2 dwóch dniach w wyniku rezygnacji samego zainteresowanego. Pierwszy "feed-back" nie był jednak najlepszy - zdaniem wielu obserwatorów rynku Sławomir Skrzypek ma zbyt małe przygotowanie merytoryczne, a jego nominacja jest polityczna i tym samym może nie gwarantować wystarczającej niezależności banku centralnego. Nie brak było także tych, iż nowemu prezesowi trudno będzie współpracować z całą Radą, a fakt, iż nie jest on żadnym autorytetem, może utrudnić komunikację z rynkami finansowymi. Tym samym nie dziwi spora niepewność i kontrowersje towarzyszące tej nominacji, które przełożyły się na osłabienie złotego w pierwszych dniach stycznia.
Grudzień przyniósł kontynuację wyraźnych listopadowych zwyżek notowań walut w naszym regionie. Inwestorzy uwierzyli w zaprezentowaną przez tamtejszego premiera Ferenca Guyrcsanego terapię wstrząsową mającą na celu radykalne obniżenie deficytu budżetowego, który w tym roku może wynieść 10,1 proc. PKB. Według jej założeń, które zyskały także akceptację Komisji Europejskiej, deficyt może spaść w 2009 r. do poziomu 3,4 proc. PKB, czyli nieco powyżej unijnego progu 3,0 proc. PKB. Pewnym zagrożeniem dla tej strategii jest założony wyraźny wzrost fiskalizmu, co w przypadku nieoczekiwanego, pesymistycznego rozwoju wypadków na rynkach światowych, mogłoby doprowadzić mocnego wyhamowania węgierskiej gospodarki. Firmy mogłyby nie wytrzymać obciążeń fiskalnych, co doprowadziłoby w efekcie do spadku wpływów do budżetu i wyraźnego wzrostu niepokojów społecznych. Na razie premier Guyrcsany pokazał, że jego pozycja w koalicji nie jest zagrożona, a inwestorzy liczą na "miękkie" lądowanie w USA, co tym samym nie powinno zbytnio zachwiać globalnym wzrostem gospodarczym. Zwyżce forinta sprzyjała także polityka Węgierskiego Banku Centralnego - stopy procentowe w listopadzie i grudniu zostały wprawdzie utrzymane na poziomie 8,0 proc., ale nie wykluczono możliwości dalszych podwyżek do 8,25 proc. w perspektywie kolejnych miesięcy. To z kolei stało się idealną pożywką dla zagranicznych funduszy opierających swoja strategię o tzw. carry-trade. Polega ona na pożyczaniu środków w walutach niskooprocentowanych (głównie w jenach) i ich inwestowaniu na bardziej obiecujących rynkach dających przede wszystkim wyższy procent - a takim jest nasz region, którego poza nieco ryzykownymi Węgrami, wspierają przede wszystkim silne fundamenty. W III kwartale PKB Słowacji przyspieszył do 9,8 proc. r/r z 6,7 proc. w II kwartale, co daje szanse na wzrost powyżej 7 proc. rocznie w 2006 r. i kolejnych latach. W efekcie tamtejsza korona umocniła się do rekordowego poziomu, który skłonił w końcu grudnia tamtejszy bank centralny do podjęcia interwencji.