W efekcie notowania EUR/PLN nieznacznie spadły poniżej 3,87 zł, a USD/PLN wzrosły powyżej 2,99 zł. Dzisiaj rano rynek otworzył się jednak słabszy (EUR/PLN 3,8750, USD/PLN 3,0000), a inwestorzy dostali nowy temat do spekulacji.
O tym, że w koalicji ostatnio nieco "trzeszczało" pokazał sposób wyboru Sławomira Skrzypka, który politycy Ligi Polskich Rodzin postanowili wykorzystać do wzmocnienia swojej politycznej pozycji. Może się jednak okazać, że koalicję rządową czeka kolejny trudny test, będący wynikiem toczącego się od kilku tygodni postępowania w sprawie tzw. seksafery w Samoobronie. Dzisiejsza "Rzeczpospolita" spekuluje, iż mogą się pojawić poważne zarzuty przeciwko Andrzejowi Lepperowi, a politycy PiS nieoficjalnie rozważają wariant rządu mniejszościowego. Niezależnie od tego, czy te rewelacje znajdą swoje potwierdzenie (nie potwierdził ich prokurator krajowy Janusz Kaczmarek), czy nie, to ewentualny rozpad koalicji tylko pogorszyłby wizerunek naszego kraju wśród inwestorów zagranicznych. Postawiłby także pod znakiem zapytania szanse na przeprowadzenie odważnych reform finansów publicznych, które nieraz wiążą się z niepopularnymi społecznie decyzjami.
Dzisiaj na rynku złotego spodziewalibyśmy się pasma wahań 3,8550-3,8850 zł dla euro i 2,98-3,0150 zł za dolara. Szybkiemu powrotowi do mocnej złotówki nie sprzyja na razie nadal umacniający się na świecie dolar, chociaż np. ponowna słabość japońskiego jena zachęca inwestorów do odnawiania strategii opartych o tzw. carry-trade, które szczególnie sprawdzają się w przypadku forinta (stopa procentowa na Węgrzech wynosi 8 proc.).
Rynek międzynarodowy:
Czwartek przyniósł dalsze umocnienie dolara na rynkach światowych. Amerykańska waluta straciła wyraźnie tylko w relacji do funta, po nieoczekiwanej decyzji Banku Anglii, który podwyższył stopy procentowe do poziomu 5,25 proc. (jest on obecnie analogiczny do tego w USA). W komunikacie towarzyszącym tej decyzji zwrócono uwagę na utrzymujące się zagrożenia inflacyjne, a także utrzymujący się popyt konsumencki w tamtejszej gospodarce. Jednak nadzieje na to, iż te "jastrzębie" poglądy podzieli Europejski Bank Centralny, okazały się płonne. Stopy procentowe (zgodnie z oczekiwaniami) pozostały na poziomie 3,50 proc., a podczas konferencji prasowej szef ECB, Jean-Claude Trichet nie zdecydował się na użycie sformułowania o "czujności" banku centralnego. Padły jedynie słowa, iż stopy są nadal niskie, a akomodacyjna polityka pieniężna zakładająca ich dalsze podwyżki zostanie zachowana. Część inwestorów po cichu liczyła jednak na to, iż pojawią się sygnały możliwej podwyżki już podczas posiedzenia 8 lutego, a nie 8 marca, na co liczy 80 proc. ankietowanych przez agencję Reutera ekonomistów. Po wczorajszej sesji spadły także oczekiwania, co do możliwej podwyżki we wrześniu - do poziomu 4,00 proc. Obecnie taki scenariusz "obstawia" 64 proc. uczestników rynku, wobec aż 90 proc. wcześniej.