Mocnym impulsem dla zakupów naszej waluty była niewątpliwie czwartkowa decyzja agencji Fitch, która podniosła długoterminowy rating Polski w walucie zagranicznej do poziomu "A Minus" z "BBB Plus" uzasadniając to poprawiającymi się perspektywami gospodarczymi i fiskalnymi naszego kraju, pomimo występującej politycznej niepewności. Mimo, że nie wszystkie agencje pójdą w ślady Fitcha (nie myśli o tym S&P, chociaż Moody?s zadeklarował przeanalizowanie tematu), to jednak te informacje stanowią silne wsparcie dla złotego w długim terminie, o ile nie pogorszy się sytuacja na rynkach światowych. Tam jednak wiele wskazuje na to, że powraca sentyment do emerging markets - w czwartek Bank Japonii nie zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych, co wsparło handel oparty o strategię "carry-trade", czyli tanie pożyczanie środków w jenach, a dobre dane makroekonomiczne z USA nie zdołały zbytnio pomóc amerykańskiemu dolarowi, który w efekcie nie zdołał pokonać bariery 1,29 na EUR/USD.
Napływ środków od inwestorów zagranicznych był widoczny także na warszawskim parkiecie, gdzie rozpoczął się nieco opóźniony "efekt stycznia" i główne indeksy poszybowały na nowe maksima i na rynku długu, do czego przyczyniła się środowa aukcja 5-letnich obligacji PS0412. Oferta w wysokości 2,5 mld zł spotkała się z ogromnym popytem w wysokości 12,11 mld zł, a równie udany był także przetarg uzupełniający. Nieco uspokoiła się także sytuacja na scenie politycznej, chociaż nadal nie ma pewności, czy wobec Andrzeja Leppera nie zostaną postawione prokuratorskie zarzuty, co zmusi go do odejścia z rządu. Głównym pytaniem wtedy będzie, czy tylko jego, czy też całej Samoobrony. Premier Kaczyński jeszcze na początku tygodnia zapowiedział, iż nie będzie tolerował kolejnych "wstrząsów" w koalicji, co może oznaczać jej koniec. Biorąc jednak pod uwagę społeczne sondaże politycznego poparcia, które pokazały, że "przystawki zostały w zasadzie zjedzone przez PiS", w takiej sytuacji można się będzie spodziewać udanych prób powiększenia klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Tym samym takie ewentualne zamieszanie, chociaż na razie mało prawdopodobne, nie wpłynęłoby znacząco na średnioterminowe perspektywy dla złotego. A te zostały wsparte także przez sygnały wysyłane ostatnio przez resort finansów. Wzrost gospodarczy w IV kwartale ub.r. mógł wynieść 6,3 proc. r/r, a w całym 2006 r. - 5,7 proc. r/r. Na ten rok szacuje się figurę na poziomie 5,1 proc. r/r, a wicepremier Gilowska musi się liczyć z tym, iż taka dynamika wzrostu, jaka miała miejsce w 2006 r. może być trudna do powtórzenia. To jednak nie przeszkadza jej być optymistką w kwestii wypełnienia przez Polskę budżetowego kryterium z Maastricht do 2009 r., a także obniżenia tzw. klina podatkowego od przyszłego roku i wprowadzenia dwóch stawek PIT za dwa lata. To wszystko może odbywać się przy względnie niskiej inflacji - resort nie przewiduje naruszenia celu banku centralnego na poziomie 2,5 proc. r/r, chociaż zdaniem wiceminister Katarzyny Zajdel-Kurowskiej podwyżka stóp procentowych o 50 p.b. do 4,50 proc. może okazać się konieczna, aby nie dopuścić do nadmiernego wzrostu wskaźnika CPI. Głównym zagrożeniem pozostają wciąż płace, których średni wzrost w grudniu wyniósł aż 8,5 proc. r/r. Z kolei sam wskaźnik cen konsumpcyjnych okazał się być niższy od prognozowanych 1,6 proc. r/r i wyniósł tyle samo ile w listopadzie, czyli 1,4 proc. r/r. To sprawia, że obóz "gołębi" w Radzie Polityki Pieniężnej wciąż czuje się komfortowo i liczy na to, że publikowana w końcu stycznia nowa projekcja inflacja inflacyjna NBP potwierdzi słuszność dotychczasowych działań. Zwłaszcza, że przemawiają za tym nieco gorsze dane o produkcji przemysłowej w grudniu, która wzrosła tylko o 5,8 proc. r/r i cenach PPI, których dynamika wyniosła 2,8 proc. r/r.Nadchodzący tydzień nie będzie obfitował w zbyt wiele informacji makroekonomicznych. Uwagę zwraca jedynie planowana na poniedziałek publikacja danych o grudniowej inflacji bazowej netto, która według szacunków utrzymała się na poziomie 1,6 proc. r/r. Inwestorzy będą, zatem śledzić sytuację na rynkach zagranicznych, a także naszego regionu, gdzie zaplanowane zostały posiedzenia banków centralnych. Wydaje się jednak, że echa czwartkowej decyzji FITCH-a będą cały czas zauważalne, a złoty będzie dalej zyskiwał na wartości.
Rynek międzynarodowy:
Ten tydzień nie przyniósł kontynuacji umocnienia się dolara obserwowanej wcześniej. W efekcie koszykowy indeks obrazujący siłę "zielonego", czyli US Dollar Index w zasadzie nie zmienił wartości - w piątek po południu wynosił 85,13 pkt. wobec 85,03 pkt. tydzień wcześniej. Nadal dosyć wyraźnie zyskiwał na wartości angielski funt, co było echem decyzji Banku Anglii z 11 stycznia b.r., który podniósł główną stopę do poziomu 5,25 proc. Z kolei "zielony" był wyraźnie mocny tylko do japońskiego jena, który tracił za sprawą rozczarowującego dla rynku posunięcia Banku Japonii, który utrzymał koszt pieniądza na poziomie 0,25 proc. Z kolei na parze EUR/USD doszło do dwóch nieudanych prób powrotu poniżej poziomu figury 1,29, co sprawiło, że wcześniejsze minimum na 1,2868 zostało utrzymane. Mimo korzystnych dla dolara danych makroekonomicznych z USA nie widać było szczególnej chęci do otwierania nowych pozycji w dolarze. W efekcie w piątek po południu za jedno euro płacono 1,2918 USD.
Skąd te pewne zawahanie w obserwowanym od kilku tygodni marszu dolara? Wydaje się, że sporo pozytywnych informacji zostało już uwzględnionych w bieżących cenach, a rynek stanął na pewnym rozdrożu. O ile możliwość obniżki stóp procentowych w I półroczu b.r przestała być w ogóle rozważana przez rynek, o tyle zdania, co będzie potem są podzielone. Wycenia się jedno cięcie o 25 p.b. w końcu roku, ale pojawiają się też głosy, że ewentualny powrót amerykańskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu i utrzymująca się wysoka inflacja mogłyby skłonić Rezerwę Federalną do rozważenia podwyżki. Wiele tak naprawdę będzie zależeć od kolejnych odczytów, a kluczowe będzie to, czy pokażą one kontynuację pozytywnej tendencji z ostatnich tygodni. A co do tego nie ma zupełnej pewności.