Za wcześnie byłoby jednak mówić już o powrocie do mocnej złotówki i tym samym przyszły tydzień nie zapowiada się najlepiej.
Główną przyczyną ostatniego osłabienia się złotego jest zmiana postrzegania opłacalności inwestycji na rynkach wschodzących, do których nasz kraj nadal się zalicza. Seria dobrych danych ze Stanów Zjednoczonych oddaliła o kilka kwartałów ryzyko obniżki stóp procentowych przez tamtejszy bank centralny, a to głównie te obawy popychały fundusze to otwierania spekulacyjnych pozycji opartych o strategię "carry-trade", czyli taniego pożyczania pieniądza (głównie w japońskiej walucie) i jego inwestowania na innych, dających zdaniem zarządzających wyższą stopę zwrotu miejscach. W efekcie na rynku pojawiło się zbyt dużo "lewarowanych" pozycji, a obserwowane w ostatnich tygodniach załamanie się rynku surowców doprowadziło do globalnego wzrostu awersji do ryzyka. W takiej sytuacji redukowane zaczęły być także pozycje w naszym regionie, a proces ten został dodatkowo wsparty przez prognozy, co do przyszłych działań banków centralnych. Po serii podwyżek w ubiegłym roku, zarówno Węgrzy, a także Czesi i Słowacy nie zamierzają kontynuować procesu zacieśnienia polityki pieniężnej, a wręcz rozważają jej poluzowanie. Nie ma też pewności, co do działań naszej Rady Polityki Pieniężnej. Nowy szef NBP raczej będzie wspierał niechętny podwyżkom obóz "gołębi", a prognozy inflacji przedstawione chociażby przez resort finansów mogą nie zachęcać do prewencyjnych działań, choć powinny biorąc pod uwagę chociażby wzrost płac. Dodatkowo pojawia się ryzyko, że RPP zwlekając z podwyżkami może okazać się w przypadku niekorzystnego obrotu spraw zmuszona do podwyżki aż o 50 p.b., co miałoby negatywny wpływ na rynek obligacji.
Większego wpływu na notowania naszej waluty nie miały ostatnie wydarzenia polityczne (zamieszanie wokół wyborów samorządowych), chociaż gdyby sprawy przybrały zły obrót i zagrożona byłaby stabilność koalicji rządowej (odejście z rządu Samoobrony po ewentualnym potwierdzeniu się zarzutów wobec Andrzeja Leppera), to wtedy złotówka mógłby stracić jeszcze więcej w porównaniu z pozostałymi walutami naszego regionu. Z kolei swoistym amortyzatorem przeciwdziałającym nadmiernej deprecjacji złotego będzie utrzymująca się nadal dobra sytuacja gospodarczo-fiskalna Polski, co znalazło ponad tydzień temu uznanie wśród analityków agencji ratingowej FITCH. Już w najbliższy wtorek (29 stycznia o godz. 10:00) poznamy dane o wzroście gospodarczym w IV kwartale, który zdaniem resortu finansów mógł wynieść aż 6,3 proc. r/r wobec 5,8 proc. r/r w poprzednim kwartale. Z kolei w środę zakończy się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, pierwsze z udziałem nowego prezesa NBP, Sławomira Skrzypka. Tym samym będzie ono skupiać większą niż zazwyczaj uwagę inwestorów, którzy będą chcieli wypracować sobie opinię na temat kształtu przyszłej polityki monetarnej.
Rynek międzynarodowy:
Miniony tydzień przyniósł dalszy wzrost wartości amerykańskiej waluty na rynkach światowych, chociaż jeżeli spojrzeć na przyrost wartości US Dollar Index, którego wartość wzrosła średnio o 0,5 pkt. do 85,23 pkt. w piątek po południu, to nie był to ruch szczególnie duży. Dobrze to widać na przykładzie EUR/USD, który nie pokonał swojego minimum z 12 stycznia b.r. w okolicach 1,2870. Jednak to, że rynek eurodolara przemawia za spadkami potwierdziło wyraźne odbicie się notowań od pierwszego oporu w okolicach 1,3050. Na koniec tygodnia notowania oscylowały wokół figury 1,29.Danych makroekonomicznych w minionym tygodniu nie było zbyt dużo, w zasadzie główną uwagę rynku skupiał na sobie brytyjski funt, za sprawą publikowanych w środę rano zapisków z ostatniego posiedzenia Banku Anglii. Okazało się, że o styczniowej podwyżce stóp procentowych do poziomu 5,25 proc. zadecydował w zasadzie jeden głos, a dzień wcześniej szef Banku Anglii przyznał, że lepiej zawczasu działać prewencyjnie w kierunku ograniczenia procesów mogących przyczynić się do wzrostu inflacji w przyszłości. Niemniej jednak rozkład głosów w relacji 5:4, a nie 7:2 jak tego oczekiwano, a także słowa Mervyna Kinga odebrali jako zapowiedź, iż BoE nie będzie aż tak zdeterminowany do kolejnych podwyżek stóp procentowych i w efekcie kurs GBP/USD dosyć gwałtownie spadł o blisko 350 pkt. od swojego wtorkowego maksimum na poziomie 1,9915. Notowania EUR/USD powielały ten ruch, chociaż w mniejszej skali. Mimo, że jeszcze na początku tygodnia pojawiło się kilka bardziej "jastrzębich" wypowiedzi ze strony członków Europejskiego Banku Centralnego, to jednak dla rynku najbardziej wiążące są opinie samego J.C.Tricheta, który w ostatnich tygodniach unikał sformułowania o konieczności zachowania "czujności". To może sugerować, że ECB mimo, że nadal będzie rozważał podwyżki stóp procentowych to jednak będzie czynił to ostrożnie i zwracając uwagę na dane makroekonomiczne. Tymczasem te opublikowane w czwartek z Niemiec pokazały pierwsze negatywne oznaki wprowadzenia wyższej stawki VAT od początku roku. Lutowy wskaźnik nastroju konsumentów Gfk wyraźnie spadł do 4,8 pkt. z 8,5 pkt. po korekcie w styczniu schodząc jednocześnie do najniższego poziomu od 12 miesięcy. Swoją wartość obniżył także indeks IFO, wynosząc w styczniu 107,9 pkt. wobec 108,7 pkt. w grudniu. Za zacieśnieniem polityki monetarnej przez ECB przemawiał natomiast wzrost podaży pieniądza M3 do poziomu 9,7 proc. r/r po rekordowym listopadzie na poziomie 9,3 proc. r/r.