Odnoszę wrażenie, że na rynkach panuje ostatnio zabawa w głuchy telefon. Ben Bernanke powie jedno, kto to skomentuje i zacytuje fragment bez kontekstu, a reszta na bazie tego skrótu wyciąga wnioski. Inni nie wyciągają żadnych, tylko naśladują działania poprzednich. Później mamy to, co mamy w serwisach. Spójrzmy na to na zdrowy rozum. Gdy w trakcie słonecznej pogody mówię, że jeśli pojawią się chmury i zacznie padać, to wezmę parasol, to nie oznacza to przecież, że wychodząc z domu ten parasol biorę już teraz. Jeśli gospodarka będzie miała problem ze wzrostem, a inflacja będzie niska, to istnieje możliwość dalszego łagodzenia polityki pieniężnej. Czy to to samo, co oznajmienie, że luzowanie jest tuż tuż? Po tym, co pokazała środowa sesja oraz to, czym żyły serwisy informacyjne można odnieść wrażenie, że tak. Wczoraj Ben Bernanke mówił to samo, ale inaczej. Stwierdził, że inflacja jest wyższa niż wtedy, gdy był uruchamiany ostatni program skupu obligacji, a więc na razie luzowanie nie jest możliwe. Po tej wypowiedzi ceny akcji spadły. Przecież to to samo, co stwierdzenie, że skoro świeci słońce, to jednak parasola na razie będę zabierał. Obie wypowiedzi odnoszą się do tej samej sytuacji. Można odnieść wrażenie, że rynki jak psy Pawłowa reagują na frazę o „możliwości luzowania ilościowego”. Gdy ta pada, od razu mają ślinotok.
Sesja w Stanach zakończyła się spadkiem wartości indeksów i zdaniem serwisów to właśnie rozczarowanie wypowiedzią Bena Bernanke było głównym powodem tej negatywnej zmiany. Albo rynki nie słuchają, albo serwisy nie mają pojęcia, co się dzieje, ale wstydzą się przyznać. To żaden wstyd. Każdy, kto ma pojęcie o rynkach wie, że nie ma możliwości, by wyjaśnić każdą zmianę cen. No, ale serwisy to przecież właśnie źródło informacji. One z założenia muszą wiedzieć. Jak nie wiedzą, to udają.
Po sesji wyniki opublikował Google. Okazały się zdecydowanie lepsze od prognoz, co starczyło, by cena spółki skoczyła o 12 proc. Później swoje ostrzeżenie dotyczące długu amerykańskiego ogłosiła agencja S&P. Co ciekawe, tym razem już nie wzbudza to emocji, tak jak wzbudziła podobna decyzja Moody’s. Emocji głównie medialnych, bo sama decyzja nie jest zaskoczeniem. Zresztą to pokazuje pewną chorą sytuację, że kraj oceniany najwyższą możliwą notą dzieli od częściowej niewypłacalności kilka tygodni. A gdzie jakieś pośrednie poziomy? Przecież nie ma pewności, że termin 2 sierpnia zostanie zachowany. Pat w parlamencie może trwać i co wtedy?
Notowania zaczniemy w pobliżu wczorajszego zamknięcia. Później może być lepiej. Dziś czekają nas ciekawe publikacje, ale pojawia się dopiero po południu. Do tego czasu może być spokojnie.
[ramka]