Reklama

Wiceprezes OPTI TFI: Czas na korektę na giełdzie, ale nie zmianę trendu

Nie widzę dzisiaj czynników, które mogłyby spowodować zmianę trendu na polskim rynku, ale dostrzegam czynniki, które mogą doprowadzić do tzw. zdrowej korekty po tak długiej hossie – mówi Tomasz Bursa, doradca inwestycyjny, wiceprezes OPTI TFI.

Publikacja: 14.01.2026 13:53

Tomasz Bursa, doradca inwestycyjny, wiceprezes OPTI TFI

Tomasz Bursa, doradca inwestycyjny, wiceprezes OPTI TFI

Foto: parkiet.tv

Należał pan do giełdowych optymistów. W połowie 2023 r. w „Parkiet TV” prognozował pan, że WIG do końca 2025 r. przebije 100 tys. pkt. To, co się wydarzyło w ubiegłym roku, wzrost WIG o 47 proc. do blisko 120 tys. pkt. to chyba nawet pana zaskoczyło?

Ta skala wzrostu mnie zaskoczyła i ten bardzo duży napływ kapitału inwestorów zagranicznych do największych spółek notowanych na GPW. WIG zyskał w 2025 r. blisko 50 proc., natomiast około 30 pkt proc. tego wzrostu skoncentrowało się na czterech największych spółkach: PZU, Orlenie, KGHM i PKO BP. Taki rok jak ubiegły prawdopodobnie przez kilka najbliższych lat się nie powtórzy. Oczywiście wzrosły też średnie i mniejsze spółki, ale ta koncentracja hossy na tych wskazanych dużych firmach popchnęła indeks zdecydowanie powyżej oczekiwań.

Reklama
Reklama

Czy pana nastawienie do naszego rynku akcji, po tak mocnej zwyżce, jest nadal optymistyczne? Hossa trwa już ponad 3 lata…

Byłem optymistą, gdy WIG sięgał 60 tys. pkt. Od tamtego czasu indeks wzrósł o 100 proc. Po takim rajdzie już coraz trudniej jest mi być optymistą. Nie widzę dzisiaj czynników, które mogłyby spowodować zmianę trendu na polskim rynku, ale dostrzegam czynniki, które mogą doprowadzić do tzw. zdrowej korekty po tak długiej hossie. Obecna hossa jest drugą najdłuższą w historii. Dłuższa była tylko ta pamiętna hossa po wejściu Polski do UE. Przydałoby się takie schłodzenie nastrojów o 10-15 proc.

Czyli korekta a nie bessa, o której mówimy, gdy indeksy tracą, co najmniej 20 proc.

Nie spodziewałbym się głębszych spadków. Po pierwsze makroekonomicznie Polska wygląda bardzo dobrze. Także wskaźniki wyprzedzające koniunktury u nas i w strefie euro są solidne. Po drugie widzimy na rynku rosnące napływy do produktów emerytalnych. Można powiedzieć, że to, co reforma OFE nam zabrała w 2014 r. teraz zaczyna wracać. Do programów emerytalnych w różnej formie m.in. PPK, PPE, IKE, IKZE płyną pieniądze. Do tego dochodzą też dywidendy, które wypłacają spółki. Nawet uwzględniając tzw. suwak, czyli transfer środków z OFE do ZUS, ciągle zostaje około kilkunastu miliardów złotych wolnej gotówki do zainwestowania. Gdyby więc, doszło do jakiejś korekty, jest kapitał do zakupu przecenionych akcji. Polskie akcje nie są dzisiaj jakoś atrakcyjnie wycenione, ale też nie są wyceniane bardzo wysoko. Te wyceny w moim odczuciu są neutralne. W średnim terminie pewną premię w wycenie może wygenerować właśnie segment emerytalny.

A co może spowodować korektę?

Wychodzenie z naszego rynku inwestorów zagranicznych, których napływ stał za tym tzw. nadwyżkowym wzrostem w 2025 r. Ale nie spodziewam się jakiejś głębszej korekty. Rok 2026 może być takim rokiem przejściowym. WIG może nawet na koniec roku lekko urosnąć. Ale tendencja w skali całego roku czy w trakcie roku może być ujemna. To moje nastawienie jest trochę niezgodne z konsensusem. Oczywiście może się okazać, że będzie grupa bardzo wielu firm, które pozwolą całkiem solidnie zarobić, szczególnie w segmencie małych i średnich spółek. Ale peleton tych mniejszych spółek nie będzie w stanie wyciągnąć WIG-u na plus, jeśli te cztery wspominane wyżej duże firmy o największych wagach w indeksie zachowają się słabiej. Chcąc pozostać na rynku, nie bojąc się korekty, bezpieczniej będzie wybierać segment mniejszych spółek niż tych dużych z WIG20.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Niezły rok dla akcji. Z obligacjami gorzej, a złoto jest niewiadomą

W WIG20 jest silna reprezentacja sektora finansowego, banków. Co z nimi?   

Patrząc tak operacyjnie, jeśli chodzi o akcję kredytową, to sektor bankowy zaczyna przyspieszać, ale pamiętajmy, że na banki został nałożony wyższy podatek CIT. Do tego dochodzi spadek stóp procentowych. Niemożliwe będzie przy wyższych stawkach podatku poprawianie przez banki wyników. Można powiedzieć, że banki są dzisiaj dobrze wycenione. Sektor bankowy nie będzie przeszkadzał indeksowi, ale też raczej nie pomoże we wzroście, tak jak czynił to w ostatnich latach. 

Czy pan widziałby WIG w takim szerszym bocznym kanale wahań np. od 105 tys. do 125 tys. pkt.?

Gdyby pan się zapytał, czy dziś kupować polskie akcje w perspektywie roku, powiedziałbym, że wydaje mi się, że w trakcie roku będą szanse, żeby kupić je taniej. Perspektywy średnioterminowe w moim odczuciu pozostają zdecydowanie pozytywne. Do końca dekady WIG może sięgnąć 150 tys. pkt. Ta prognoza byłaby o wiele bardziej prawdopodobna, gdyby doszło do tej zdrowej korekty.   

A jakie są najważniejsze czynniki ryzyka? Mija rok prezydentury Donalda Trumpa. Dużo się działo. Początek tego roku też jest mocny w jego wykonaniu. Tzw. czynniki geopolityczne, mogą zaważyć znacząco na kondycji rynków?

Mówiąc o oczekiwanej korekcie mam na myśli nie tylko rynek polski, ale także rynek amerykański. Prezydent Trump jest jednym z czynników, które taką korektę mogą spowodować. Ale nie kryzys na rynkach. Jak się spojrzy historycznie, ten drugi rok prezydentury różnych prezydentów USA z reguły jest rokiem najsłabszym dla indeksu S&P 500. Pojawiają się różne pomysły, czasami lepsze, czasami gorsze, związane z tym, jak reformować kraj. W przypadku prezydenta Trumpa każdy pomysł i sposób komunikacji, zwiększa niepewność na rynkach, wiąże się z ryzykiem. Ciężko ocenić, jakie będą tego efekty w przyszłości. Dla globalnych rynków akcji ten rok może być rokiem dużej zmienności. Indeksowi S&P 500 może być trudno urosnąć. 

A obawy o bańkę w AI mają podstawy?

Jeśli chodzi o sztuczną inteligencję, to w długim terminie faktycznie może się okazać istotną zmianą technologiczną, która wpłynie na gospodarkę. Obecnie skala oczekiwań jest duża. Jesteśmy po dość silnym wzroście w segmencie AI i boję się, że rynek teraz powie: „sprawdzam”. Poszły bardzo duże inwestycje i trzeba to zacząć powoli monetyzować. Obawiam się, że w krótkim terminie zwrotu z tego może nie być. Ale ewentualne schłodzenie sentymentu względem AI nie spowoduje kryzysu, dlatego, że większość firm robi te inwestycje za swoje pieniądze. To jest bardzo duża różnica względem wcześniejszych trendów technologicznych, kiedy do inwestycji bardzo często był włączony dosyć istotny dług. Teraz, nawet, jeśli te pieniądze są przepalane, to są przepalone własne środki.

Jest jeszcze jeden ważny czynnik ryzyka, który jest trochę pomijany. To rosnące zadłużenia różnych gospodarek. Polska nie jest jakimś wyjątkiem. W UE i w USA dług publiczny bardzo mocno wzrasta. Uważam, że tu jest największe ryzyko, które mogłoby ewentualnie przesunąć korektę w kierunku kryzysu finansowego, ale jeszcze nie teraz. Są narzędzia, które pozwolą tym długiem zarządzić. Ale jeśli dług będzie rósł w sposób niekontrolowany, to trzeba będzie coś z tym zrobić. Albo wchodzi w grę wyższa inflacja, wyższe podatki, albo mikst tego. To nie będzie dobre dla rynków finansowych w krótkim terminie. 

Reklama
Reklama

A przy tej większej zmienności i przy tych zagrożeniach, gdzie kapitał może szukać bezpiecznej przystani? W metalach, na których też jest hossa?

Złoto zaliczyło już niesamowity rajd. Kurs przekroczył nasze optymistyczne oczekiwania. Odnoszę wrażenie, że historycznie hossa na metalach kończyła pewne cykle makroekonomiczne. Nie wiem, czy teraz też tak będzie. Jeżeli szerokie grono metali wzrasta, to już może być taka pewna końcówka cyklu makro, która może spowodować chłodzenie tempa wzrostu PKB za kilka kwartałów i problemy. Gdzie uciekać w przypadku kryzysu? Po głowie chodzi mi dolar. Dolar, który miał fatalny 2025 r. To był dla niego najgorszy rok od 2017 r. Jest taka opinia, że dolar jest najbardziej znienawidzoną walutą, którą każdy chce posiadać. Ktoś powie: „mamy Trumpa, to ryzyko”. Ale za trzy lata go nie będzie. Jak ktoś patrzy w perspektywie długoterminowej, to dzisiaj aktywa amerykańskie przy tym poziomie dolara wydają się dosyć atrakcyjnie wycenione. Rajd na złocie to była też w jakimś sensie ucieczka od dolara. W krótkim terminie bardzo ciężko jest sobie wyobrazić, że złoto jeszcze dołoży 20 proc. Złotu też przydałaby się korekta.  

A spodziewane zakończenie wojny na Ukrainie jest już w cenach?   

Odnoszę wrażenie, że taki wariant koreański się szykuje, czyli stworzenie jakiejś linii demarkacyjnej, zamrożenie konfliktu. Myślę, że ten scenariusz jest już w pełni odzwierciedlony w wycenach aktywów. Jeśli zakładamy, że do niego nie dojdzie i np. Rosja zacznie przesuwać front w kierunku zachodnim, to nie wierzę, żeby rynek rozgrywał polskie aktywa. Co do Ukrainy, to zostanie wypracowane jakieś rozwiązanie i być może już pod sam news, może być lekka zwyżka, ale to na pewno nie wygeneruje nowej, takiej stałej fali wzrostowej. To musiałoby się wiązać z pełnym rozwiązaniem konfliktu ukraińskiego, po drugie z możliwością odbudowy tego kraju.

Inwestycje
Piotr Kuczyński, DI Xelion: Tylko rynki finansowe zatrzymają Trumpa
Inwestycje
Złoto bije rekord ceny, a NBP – zakupów kruszcu
Inwestycje
OKI do poprawki. Wiemy jakie zmiany proponują eksperci
Inwestycje
Dla zagranicy Polska nadal jest atrakcyjnym rynkiem
Inwestycje
Jerzy Nikorowski, BM BNP Paribas BP: Dobre otoczenie dla inwestycji
Inwestycje
Prezes KDPW: Cieszmy się z tego, co było w 2025 r., ale absolutnie nie możemy osiąść na laurach
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama