Patrząc globalnie jego kursy są najniższe od 5 lat, a lokalnie nad Wisłą jest najtańszy od 2018 r.. Co ciekawe, obecnie oczekuje się dalszej deprecjacji „zielonego”, choć w mniejszej skali. Co mogłoby ten trend odwrócić?

Słabość dolara w 2025 r. była na tyle silna, że musiało się na nią złożyć wiele czynników. Banki centralne sprzedawały amerykańskie obligacje, żeby kupić złoto i bardziej zdywersyfikować swoje rezerwy walutowe. Podobny cel postawili sobie globalni inwestorzy, którzy różnicowali swój portfel akcji w stronę Europy i rynków wschodzących. W większym stopniu zaczęli też zabezpieczać pozycje walutowe na amerykańskich akcjach. Było to też na rękę nowej administracji USA, która potrzebuje tańszego dolara do zmniejszenia deficytu w obrotach handlowych. Pewnie stąd naciski ze strony prezydenta na bank centralny, aby szybciej luzować politykę monetarną.

Jednak dwa główne powody osłabienia dolara to właśnie oczekiwania na obniżki stóp procentowych przez Fed oraz dobry sentyment na rynkach. Nastroje inwestorów były świetne dzięki coraz lepszym wynikom amerykańskich firm, które kolejny rok z rzędu pokazały dwucyfrową dynamikę zysków. Gospodarka USA też miała się lepiej, niż zakładano wiosną, gdy na całym świecie razem z pąkami kwiatów zaroiło się od nowych stawek celnych. Dynamika PKB za Oceanem w 2025 mogła wynieść około 2 proc., przy inflacji stabilizującej się w okolicy 2,5 proc. To pozwoliło Fed na obniżenie stóp procentowych z 4,5 proc. do 3,75 proc.

Wzrostową korektę na dolarze mogłoby przynieść zatrzymanie lub odwrócenie powyższych trendów. Od początku roku rynki akcji są bardzo zmienne, co jest związane z publikacjami wyników spółek i ponowną oceną, kto korzysta, a kto traci na rewolucji AI. Jeśli ten risk-off się przedłuży, inwestorzy mogą znów przypomnieć sobie, gdzie jest bezpieczna przystań. Drugim potencjalnym źródłem umocnienia „zielonego” mogą być lepsze dane makro zza Oceanu. W ostatnich tygodniach zaskakiwały pozytywnie i gdyby ten trend się utrzymał, rynek może przestać wierzyć w kolejne dwie obniżki stóp procentowych w Stanach w tym roku. Warto też obserwować inne banki centralne. Silny wzrost cen złota z ostatnich kwartałów wywindował jego udział w ich rezerwach. W przypadku NBP, w styczniu ten udział przekroczył 30 proc., który miał być docelową proporcją. To może ostudzić apetyt na kupowanie szlachetnego metalu i mniej osłabiać dolara. Może też wrócić ryzyko geopolityczne. Amerykańska administracja dała nam od niego odpocząć na czas zimowej olimpiady. Być może biegły w mediach społecznościowych Donald Trump nie chciał, aby niezadowolenie z agresywnej polityki międzynarodowej Stanów Zjednoczonych przełożyło się na reprezentujących jego ojczyznę sportowców. Niestety igrzyska kończą się już w najbliższą niedzielę. W przypadku eskalacji konfliktów militarnych w różnych częściach globu, dolar zazwyczaj drożeje.

Konkludując, osłabienie dolara w 2026 r. to cały czas scenariusz bazowy. Patrząc na realny efektywny kurs wymiany amerykańskiej waluty, jest przewartościowany o około 6 proc. w relacji do 30-letniej średniej. Jeśli jednak zobaczymy ruch w drugą stronę, to nie powinno być zaskoczeniem. Podczas pierwszej kadencji Trumpa w Białym Domu „zielony” zaczął od spadku o 10 proc. w 2017 r., aby podrożeć o 4 proc. w kolejnym. Być może drugi rok obecnej prezydentury zrymuje się z tą historią.