Unijny program SAFE rozpalił w Polsce gorącą burzę polityczną, w której obok sporów o suwerenność i bezpieczeństwo, są też i te dotyczące finansowej opłacalności tego instrumentu. W dyskusji pojawia się wiele sprzecznych argumentów, dlatego pytamy ekonomistów, czy korzystniejsze jest pożyczenie pieniędzy na warunkach „brukselskich”, czy jednak „polskich” oraz czy i ile polski budżet może na tym zyskać.
SAFE (Security Action for Europe) to nowy unijny instrument długookresowych pożyczek na wzmocnienie europejskich zdolności obronnych o łącznej wartości 150 mld euro. Polska może sięgnąć po relatywnie największą pulę – 43,7 mld euro, czyli ok. 185 mld zł. Rząd planuje przeznaczyć te środki na ponad 139 projektów obronnych.
Ustawa powołująca specjalny Finansowy Instrument Zwiększenia Bezpieczeństwa, na rzecz którego Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) ma zaciągać pożyczkę SAFE została uchwalona przez Sejm i po pracach w Senacie trafi do podpisu prezydenta. Zawarcie umowy pożyczkowej z Komisją Europejską planowane jest już na marzec.
Pożyczka SAFE ma być udzielana na preferencyjnych warunkach – z oprocentowaniem zmiennym powiązanym z rentownościami obligacji UE. Spłata kapitału może zostać odłożona nawet o 10 lat, a całość ma być rozliczana do 45 lat od wypłaty poszczególnych transz. Premier Donald Tusk wskazuje na oprocentowanie w okolicach 3 proc., a w pierwszym roku ma to być 3,17 proc.