Wysoka inflacja, kryzys energetyczny, spowolnienie w gospodarce, ogromna zmienność na giełdach… Nikogo nie trzeba przekonywać, że trudna sytuacja zniechęca do jakichkolwiek inwestycji. Bo przecież nie wiadomo, czy wystarczy pieniędzy na zapłacenie rachunków za prąd i gaz.
Z drugiej strony gdy jest trudno, powinniśmy szczególnie rozważnie zarządzać domowymi finansami. I duża część Polaków tak właśnie postępuje. Dane NBP wyraźnie pokazują, że zaczynamy doceniać nawet niskie (w stosunku do inflacji) odsetki od lokat i przenosimy na nie pieniądze trzymane wcześniej na nieoprocentowanych kontach bieżących. W lipcu ubiegłego roku znajdowało się na nich 850 mld zł, podczas gdy na lokatach – 170 mld zł. Po roku wartość środków na rachunkach bieżących zmalała do 797 mld zł, a na depozytach terminowych wzrosła do 241 mld zł. Lokaty przynoszą wysokie realne straty, ale dzięki odsetkom można je choć trochę ograniczyć.
Oferta banków z pewnością jest jakimś rozwiązaniem w krótkim terminie, zwłaszcza że niemal w każdym można znaleźć promocję ze stosunkowo atrakcyjnymi odsetkami. Na przykład PKO BP (bank ten nigdy nie musiał przyciągać klientów konkurencyjnym oprocentowaniem i raczej kojarzy się z niskimi stawkami) proponuje 6 proc. na trzymiesięcznej lokacie mobilnej (żeby mieć dostęp do aplikacji mobilnej, trzeba być klientem tego banku). W obecnych warunkach, gdy dalsze podwyżki stóp nie są wykluczone, trzymiesięczny termin wydaje się optymalny; kiedy depozyt będzie się kończył, być może stawki w bankach będą jeszcze wyższe.
Część wolnych środków można przeznaczyć na zakup obligacji oszczędnościowych. Polacy nieszczególnie lubią te papiery, bo preferują lokowanie pieniędzy na krótkie okresy. Tymczasem obligacje trzymiesięczne są teraz mało atrakcyjne (3 proc. w skali roku), trzeba więc wybrać terminy od roku do dziesięciu lat (wcześniejsze wycofanie się z inwestycji jest możliwe w każdej chwili). Wydaje się, że najbardziej opłacalne powinny być dziesięciolatki (dzięki wyższej marży i kapitalizacji odsetek) oraz czterolatki, bo oprocentowanie tych papierów od drugiego roku po zakupie jest uzależnione od wskaźnika inflacji. Stawki dla obligacji rocznych czy dwuletnich są powiązane ze stopą referencyjną NBP ustalaną przez RPP.
A co z oszczędnościami emerytalnymi? Gdy budżety domowe są bardzo napięte, pewnie część Polaków będzie musiała zrezygnować z tegorocznych wpłat na emerytalne konta (np. IKE, IKZE). Co prawda zdaniem ekspertów spadki na rynkach to okazja do tańszego zakupu akcji czy np. jednostek funduszy inwestycyjnych (w długim okresie powinno się to opłacić), ale takie argumenty nie mają znaczenia, gdy brakuje pieniędzy. Warto jednak zrobić wszystko co możliwe, by oszczędności emerytalnych nie naruszać. To, że teraz jest trudno, nie znaczy, że kiedyś nie może być jeszcze trudniej.