Reklama

Mercedes. Od Kalifornii po Japonię

Stylizacja tego Mercedesa była ukłonem w stronę mody, która nadciągnęła zza oceanu. I choć płetwy wieńczące klapę bagażnika są zdecydowanie skromniejsze, nadają limuzynie charakteru.

Lata 50. były w Stanach Zjednoczonych okresem wielkiej prosperity i rozkwitu, a styliści zachwycili świat swoimi projektami pełnymi rozmachu, przepychu i odwagi. Od tych dotyczących lodówek i tosterów, aż po samochody. Tak m.in. cieszono się odzyskanym po wojnie pokojem. Moda poszła w świat. Jednym z jej przejawów był zaprezentowany w 1959 roku Mercedes W111, solidna limuzyna klasy wyższej, jeden z protoplastów obecnej klasy S.

Ten model jest następcą znanego już stałym czytelnikom „Pontona", z którym zresztą łączy go pewne pokrewieństwo: zawieszenie i ten sam silnik. Poprzednika przewyższał jednak choćby strefami kontrolowanego zgniotu. Na podobnych rozwiązaniach konstrukcyjnych i stylistycznych opierały się także modele W112 i W110, które zadebiutowały nieco później. Zgodnie z „nominałem" serii limuzyny z wyższym numerkiem były bardziej luksusowe, miały mocniejszy silnik, nadwozie przedłużone o 10 cm i pneumatyczne zawieszenie w standardzie. Te z niższym miały trafić do klientów z mniej zasobnymi portfelami. Nie znajdziemy w nich choćby chromowanych wykończeń.

Wiosenna promocja -50% na Parkiet.com z NYT!

Wiosenna promocja dotyczy rocznej subskrypcji Parkiet.com w pakiecie z The New York Times.

Kliknij i poznaj warunki

Reklama
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama