Informacja o tym, że zarząd Polskiego Jadła złożył wniosek o upadłość układową spółki, trafiła na rynek w piątek po godz. 17.00, ale jeszcze przed końcem sesji. Kurs momentalnie runął. Na zamknięciu akcje potaniały aż o 21 proc. do 0,3 zł. Zarząd podkreśla, że widzi możliwość kontynuowania działalności przez spółkę, dlatego proponuje układ z wierzycielami.
Pierwszy sygnał sprzed dwóch tygodni
To, że Polskie Jadło ma problem z płynnością, nie jest niespodzianką. Już w połowie września zarząd poinformował, że BNP Paribas wypowiedział spółce kredyt.
To właśnie ta wierzytelność jest bezpośrednią przesłanką złożenia wniosku o upadłość. Chodzi o rozliczany we frankach szwajcarskich kredyt z 2008 r. Na dzień 12 września zadłużenie z tytułu tego kredytu wynosiło ponad 3 mln zł. Zarząd tłumaczył, że spółka ma problemy ze spłatą ze względu na bardzo silne umocnienie franka wobec złotego.
Z kolei już w raporcie półrocznym można było wyczytać, że „spółka (...) ma problemy z regulowaniem bieżących zobowiązań".
– Nie spodziewamy się wypowiedzenia innych kredytów, choć niczego nie możemy wykluczyć. Czasem takie zdarzenia dzieją się lawinowo – mówił w piątek „Parkietowi" Jan Kościuszko, jeszcze zanim pojawiła się informacja o wniosku o upadłość.
Spory w akcjonariacie
W lipcu tego roku w spółce pojawił się znany inwestor Krzysztof Moska. Ma około 7?proc. udziałów i 6,5 proc. głosów. Z kolei Kościuszko dysponuje uprzywilejowanymi akcjami, które dają mu ponad 14-proc. udział w głosach na WZA. – Wciąż jestem w sporze z panem Moską, który chce wrogo przejąć spółkę. Jeśli to zrobi, ja zrezygnuję ze stanowiska – mówi Kościuszko.
Tymczasem Moska swoich akcji sprzedawać nie zamierza. – Nie mam takich planów. Informacja o wniosku o upadłość układową może być informacją pozytywną, jeśli jej konsekwencją będzie redukcja długu spółki. Pytanie, jakie propozycje układowe przedstawi zarząd – mówi Moska.
Na sierpniowym walnym zgromadzeniu udziałowcom nie udało się porozumieć. Kościuszko skrytykował pomysł Moski, dotyczący budowy dużej sieci fast foodów z polskim jedzeniem. Moska zapowiedział wówczas, że zamierza zwołać kolejne walne zgromadzenie.
– Jest prawdopodobne, że to zrobię. Jednak najpierw muszę zobaczyć, jak wyglądają propozycje układowe zarządu dla Polskiego Jadła – mówi.
Leśne Runo kością niezgody
Punktem spornym pomiędzy Moską a Kościuszką jest też notowane na NewConnect Leśne Runo. Moska ma w tej spółce znaczące udziały. Kościuszko natomiast sceptycznie wypowiada się o tej sieci. Przypomina, że niegdyś Polskie Jadło rozważało zakup Leśnego Runa, ale po analizie wycofało się z tego pomysłu.
Polskie Jadło zajmuje się zarówno działalnością gastronomiczną, jak również działa w segmencie produkcyjnym. Na koniec czerwca 2012 r. łączne zobowiązania (razem z rezerwami) spółki wynosiły ponad 24,6 mln zł. Rok wcześniej były na poziomie 21,3 mln zł.
Dobre złego początki
Co ciekawe, jeszcze kilka miesięcy temu o problemach Polskiego Jadła nie było nawet mowy. W maju, w informacji prasowej, spółka podkreślała, że po dokonaniu udanej restrukturyzacji w ciągu ostatniego roku uzyskała stabilizację finansową i wypracowała zysk.
– Mocno wierzę, że Polskie Jadło ma olbrzymią szansę w ciągu najbliższych dwóch lat powrócić do swojej pozycji rynkowej z roku 2008, gdzie odnotowało zysk na poziomie 12,5 mln zł – zapowiadał wówczas prezes Kościuszko.
Jednak już we wrześniu sygnalizował, że drugie półrocze nie będzie dla jego spółki udane. Wskazywał, że ze współpracy z Polskim Jadłem wycofał się kontrahent, co może mieć negatywny wpływ na wyniki spółki. Kościuszko twierdził, że kontrahent bał się wrogiego przejęcia i spekulacyjnego charakteru inwestycji Krzysztofa Moski.
katarzyna.kucharczyk@parkiet.com
Kapitalizacja gastronomicznej spółki topnieje w oczach
Polskie Jadło zadebiutowało na GPW w czerwcu 2008 r. Cena akcji w ofercie wynosiła 6,5 zł. Dekoniunktura mocno zaszkodziła branży gastronomicznej – w tym spółce Polskie Jadło. Na przestrzeni ostatnich lat jej wyniki finansowe pozostawiały wiele do życzenia. Wraz z tym topniała też jej kapitalizacja na GPW. W maju 2011 r. kurs spadł poniżej poziomu 1 zł, natomiast w czerwcu tego roku akcje kosztowały zaledwie 0,28 zł. Kiedy w lipcu w akcjonariacie pojawił się Krzysztof Moska, kurs zaczął się piąć w górę. Informacja o sporze pomiędzy prezesem spółki Janem Kościuszką i Moską również nie zniechęciła inwestorów do kupowania akcji. Wręcz przeciwnie, najwyraźniej liczyli, że udziałowcy będą zwiększać udziały w kapitale. Informacja z raportu półrocznego, w której zarząd informował, że spółka ma problemy z regulowaniem zobowiązań, nie wystraszyła inwestorów. Dopiero komunikat o tym, że bank wypowiedział firmie kredyt, przełożył się na mocną przecenę jej akcji. Kapitalizacja stopniała wówczas o kilkanaście procent. Piątkowy komunikat sprawił, że kurs spadł aż o 21 proc. Na zamknięciu sesji wyniósł 0,3 zł. Pytanie, czy informacja o upadłości została już w pełni zdyskontowana. Inwestorzy mieli niewiele czasu na reakcję. Komunikat o złożeniu wniosku o upadłość trafił na rynek dopiero o godz. 17.10.