W zasadzie jedynym pytaniem, jakie można postawić po wydarzeniach na rynku akcji Elektrimu z mijającego tygodnia, jest to, jak głęboko sięgną spadki, bo powrót do głównego trendu (zniżkowego) jest bezdyskusyjny. Już zachowanie kursu z okresu, gdy na całym rynku trwały wzrosty, było zastanawiające. Zdołał on odrobić jedynie 38,2% fali spadkowej z okresu koniec maja - koniec lipca, a zwyżki zatrzymały się idealnie na wysokości linii trendu malejącego, wyprowadzonej ze szczytu z grudnia ub.r. Trzeba przyznać, że to niezbyt imponujące osiągnięcia, które w dłuższej perspektywie nie zmieniły technicznego obrazu tego papieru. Przy tych negatywnych uwagach można jedynie zauważyć, że nie doszło do wygenerowania żadnego fałszywego sygnału, który wprowadzałby dodatkowy element niepewności przy prognozowaniu kształtowania kursu. Ale aktualnie to żadna pociecha dla posiadaczy akcji Elektrimu.

Po wysłaniu silnego sygnału sprzedaży analiza techniczna może obecnie być pomocna w określeniu potencjalnego zasięgu zniżek. Trzeba jednak pamiętać, że chodzi tu przede wszystkim o zasięg minimalny, który w przypadku silnych trendów jest często przekraczany. W tej kwestii można przedstawić dwie koncepcje, które sprowadzają się do podobnych wniosków.

Pierwsza ujmuje czteromiesięczny okres konsolidacji w ramy formacji głowy z ramionami. Wtedy linia szyi łączyłaby dołki z sierpnia i października i przebiegałaby na wysokości 18,35 zł. Do jej przerwania doszło w miniony wtorek, a wzrost obrotów potwierdzałby, że rynek przywiązuje znaczenie do tak opisanej formacji. W tym kontekście warto zwrócić również uwagę na fakt, że oba ramiona formacji opisane są linią równoległą do linii szyi, a zaczepioną o szczyt z początku sierpnia, który jest w tej sytuacji pierwszym ramieniem. Z wysokości figury minimalny zasięg spadków można określić na 13 zł. Sięgając do notowań z 1994 roku, na podobnym poziomie odnajdujemy tygodniowy szczyt z tego okresu.

Prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza zwiększa fakt, że w chwili wybicia w dół z konsolidacji z wiosny br. spadki zatrzymały się tylko nieznacznie poniżej wysokości tamtej konsolidacji. Może tym razem będzie podobnie, zwłaszcza że poziom 11 zł jako zasięg zniżki wynika z odłożenia wysokości impulsu spadkowego, rozpoczętego w końcu maja. Jednak ze względu na długość tego impulsu można tu zastosować proporcje procentowe, a nie wartości bezwzględne, co czyni tę metodę znacznie bardziej intuicyjną, a przez to mniej wiarygodną. Ze względu na to, że nie wykorzystujemy jej przy bezpośrednim podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, a jedynie przy poszukiwaniu miejsca możliwego wyczerpania się potencjału spadkowego, nic nie stoi na przeszkodzie, by z niej skorzystać. Warto przy tym zaznaczyć, że polegając na wartościach bezwzględnych, zasięg zniżek można by określić na abstrakcyjnym na dziś poziomie około 4 zł. Musiałoby to oznaczać realizację wariantu podobnego do tego, jak na Netii, czyli stanięcia przed groźbą niewypłacalności.W tej sprawie jednak zbyt mało wiadomo, by na jej podstawie formować sądy. Poprzestańmy więc na wnioskach, wypływających z analizy technicznej, która nakazuje trzymać się od akcji Elektrimu z daleka, a nawet bardzo z daleka. Trzeba być świadomym, że wyłamanie się w dół z trendu bocznego jest dopiero początkiem impulsu spadkowego, który ma duże szanse znacznie się jeszcze pogłębić. Oczywiście, będzie on przerywany krótkotrwałymi odreagowaniami, chyba że spółka zaskoczy naprawdę niemiłą niespodzianką. A przyglądając się stanowczej dystrybucji akcji przez ostatnie dni czegoś takiego nie można wykluczyć. Dlatego warto oprzeć się pokusie szybkiego zysku i przypomnieć sobie, czym kończyło się łapanie dołków podczas poprzednich fal spadkowych.