trzeba pamiętać, że mimo gwałtownego spadku ceny ELE, co wyraźnie pokazuje
kto rządzi rynkiem tych papierów, mamy sporą liczbę chętnych do kupna.
Dynamiczny spadek rodzi nadzieję na rychłe odbicie i to także jest przyczyną
pojawienia się popytu (głównie ze strony daytradów). A ten jest naprawdę
spory. Obroty na Elektrimie zdominowały ostatnio nasz rynek.
Warto sobie zdawać sprawę, że konsekwencje problemów ELE mogą jak koła na
wodzie po wrzuceniu kamienia, rozejść się także na inne spółki uchodzące
dotąd za blue chips. Do niedawna przecież Elektrim był ostoją inwestorów
zachodnich. Duża kapitalizacja (jak na ten rynek) oraz spory obrót
umożliwiał w miarę bezpiecznej wejście i wyjście z inwestycji. Teraz okazuje
się, że ta lokomotywa to ledwie ciuchcia wąskotorowa i to bez zapasu węgla.
Kto podepnie pod "takie coś" spory wagon z gotówką? To może zniechęcić
choćby część inwestorów zagranicznych. Drugim problemem jest fakt, że to
wszystko dzieje się w trakcie podobnych problemów jednak o znacznie większej
skali w Argentynie. Kraj ten ma obecnie poważne problemy z wypłacalnością i
trudno by w takiej chwili Polska, zaliczana przecież do tej samej grupy
ryzyka co Argentyna, przyciągnęła wielką falę kapitału. Problemy Argentyny
podobnie jak Elektrimu poważnie zaciążą na postrzeganiu naszego rynku na
granicą. Na a przecież to nie wszystko. O sytuacji finał wydatków socjalnych oraz minimalny "wydatków rozwojowych" w
wydatkach ogółem nie wróży niczego dobrego. Struktura tak przez wszystkich
przeklinana zostaje ta sama. Już na początku rządów obecnej ekipy dało się
słyszeć tezy, że wprawdzie mamy kryzys ale wyjdziemy z tego bez uszczuplania
wydatków socjalnych by najbiedniejsi nie ponosili kosztów recesji. Jak to
zrobić? Skoro "nie można" zmniejszyć wydatków socjalnych a deficyt ma być
nie większy niż 40 mld zł to należy zmniejszyć inne pozycje strony wydatków.
Sporą pozycją jest koszt obsługi zadłużenia Państwa. Koszt byłby mniejszy
gdyby oprocentowanie długu było mniejsze. Proste :) Niby tak tylko, że
wysokość tego oprocentowania nie zupełnie zależy od rządu. A szkoda mówią
jego członkowie. Należy zrobić coś by jednak ta wysokość zależała
"zupełnie".
O naciskach na RPP mówi się sporo i z tego co widać ona tym naciskom się
poddaje. Jednak nie w takiej skali jakby sobie tego rządząca koalicja
życzyła. Mówi się więc o tym, że celem banku centralnego nie może być tylko
walka z inflacją lecz także wzrost gospodarczy. Więc skoro obecni
członkowie RPP nie są podobnego zdania należy tą radę poszerzyć w taki
sposób by nowi członkowie mogli przegłosować niepokornych, czego owocem
byłoby niewątpliwie zanik konfliktu między rządem chcącym niskich stóp oraz
RPP, która tylko walczy z inflacją za pomocą wysokich stóp. Nie byłoby
konfliktu, wydatki na obsługę zadłużenia byłyby mniejsze, Pan Kalinowski
byłby uśmiechnięty. Tani pieniądz oczywiście cudownie pobudziłby gospodarkę.
Sielanka. Nikogo nie interesuje, że atak na niezależność banku centralnego
to atak na normy unijne, które wyraźnie o takiej niezależności mówią. Dla
członków obecnego rządu nie ma to teraz dużego znaczenia. I tak do Unii
wejdziemy najwcześniej za trzy lata. A przez trzy lata wiele się może
zdarzyć. Zresztą ważniejszym od niezależności BC jest embargo na zakup ziemi
przez obcokrajowców.
Wracając jednak do wydatków budżetowych. Temat to niewdzięczny ale jak się
okazuje łatwy do rozwiązania. Bo gdy już będziemy mieli niskie stopy
procentowe (poszerzona rada to załatwi) i gospodarka szczęśliwie się odbije
"już w II połowie przyszłego roku" to podatki będą większe więc z wydatkami
nie powinno być problemu. Pozostaje jeszcze jeden element dość na razie mało
wygodny, mianowicie zadłużenie wobec OFE. Zaległości rządu wobec OFE sięgają
kwoty ok. 4-4,,5 mld zł. Od tej kwoty naliczane są oczywiście odsetki za
zwłokę. Do tej pory jest to suma ok. 1-1,5 mld zł (500 mln w tą czy w tą dla
rządu nie roni różnicy - będzie przecież wzrost gospodarczy). Do niedawna to
zadłużenie było uważane za świetną lokatę kapitału, co było przyczyna, dla
której fundusze ociągały się ze ściąganiem tych należności. Niestety złote
czasu właśnie się skończyły. Rząd widząc, że jego zobowiązania wobec
funduszy za szybko rosną, obniżył stopę, według której odsetki są naliczane.
To genialne posunięcie da kolejne oszczędności. Jest to specyficzna sytuacja
gdy to dłużnik określa wysokość oprocentowania długu, w sytuacji gdy
wierzyciel nie ma szans na wycofanie "lokaty". Skończyło się Eldorado
(proszę nie mylić ze spółką, która ostatnio zawitała na rynku publicznym),
choć i tak nawet te 20% jest dość kuszące zważywszy na wyniki funduszy.
Wykorzystanie środków funduszy emerytalnych do łatania dziury budżetowej.
Ostatnio taki pomysł gdzieś się pojawił. Nawet serwisy podawały. Tak, tak...
właśnie w Argentynie: "Aby zdobyć środki Argentyna zmusza prywatne fundusze
emerytalne do wykupywania obligacji emitowanych przez rząd." Czy my tego nie
znamy? Nasz rząd robi to jednak odwrotnie a co za tym idzie bardziej
cywilizowanie. W Argentynie zmuszymuje. Po co gotówka ma niepotrzebnie krążyć w te i we w te skoro i tak
rządowi przyda się ona bardziej. Czy pamiętamy listopadowe propozycje Min.
Belki by zamienić zadłużenie w OFE na obligacje? Nikt nawet nie będzie
zmuszał funduszy do ich objęcia. Wynik ten sam (obligacje w rękach funduszy
a gotówka wspiera wydatki budżetowe - w naszym wypadku ponad połowa na cele
socjalne) a jak ładniej i bez krzyku.
Skończmy jednak te przygnębiające teksty i skupmy się na czymś
przyjemniejszym - Analizie Technicznej. Piszę z wielkich liter bo to podobno
sztuka, a jak Sztuka to przez wielkie "S" bo my na tej stronie disco-polo
się nie zajmujemy. Otwórzmy więc umysły i spójrzmy na szerokie horyzonty...
dla ułatwienia niech na razie będzie to tylko jeden horyzont - inwestycyjny
i może nie tyle szeroki co długi. Taki tunel lub kanał. Jeśli już mowa o
kanałach to taki da się zaobserwować na tygodniowym wykresie indeksu WIG20
wykres1.gif W tym kanale to my już jesteśmy od 7 kwartałów i nie zanosi się
by miało się to zmienić. Były ba to szanse miesiąc temu jednak zostały
zaprzepaszczone. Zabrakło determinacji bądź pieniędzy a najprawdopodobniej i
jednego i drugiego. Tak więc, pod odbiciu się od górnego ograniczenia kanału
przyszło nam spaść. Spadek przybrał ostatnio na dynamice za sprawą
ujawnionych problemów ELE oraz słabości innych czołowych akcji. Spadki na
KGHM oraz TPSA nie wzięły się przecież znikąd. Gdzie może nas obecny trend
zaprowadzić? Trend to chyba jednak za mocne słowo. Na razie w średnim
terminie możemy mówić o korekcie poprzedniego wzrostu choć zważywszy, że nie
udało się pokonać górnego ograniczenia kanału, prawdopodobnym jest test
ograniczenia dolnego, a to już są nowe minia trwającej bessy. Myślę, że dość
istotnym poziomem, który choć na chwilę zatrzyma spadki, jest połowa
wysokości kanału. Na wykresie widać, że w tych okolicach często mieliśmy do
czynienia z konsolidacjami i korektami. Nie wykluczone, że będzie tak i tym
razem. Zwłaszcza, że już w piątek dało się zauważyć pewne osłabienie sił
podażowych. Biała świeczka na wykresie tygodniowym? Czemu nie, choćby doji
ale czarnej się nie spodziewam. Mamy przecież koniec roku i jakoś trudno i
sobie wyobrazić by graczom rozliczanym z wyników zależało na spadkach. Do
końca roku pozostało już tylko 8 sesji, w tym dwie zaraz po Świętach ze
spodziewanym małym obrotem i sesja widmo w Sylwestra (skrócona), gdzie
handlować będą sami zapaleńcy i na której dochodzić może do cudów. Tak więc
mamy przed sobą ostatni pełny tydzień notowań. To są jednak tylko
przemyślenia. AT wykresów tygodniowych wskazuje na spadki. Czarna świeca z
ubiegłego tygodnia może napawać dumą właścicieli krótkich pozycji. Na
indeksie został przebity ważny poziom 1200 pkt. Teraz byczki mogą liczyć na
wsparcie na 1120 pkt, co mniej więcej zbiega się z połową wysokości kanału
spadkowego. Gdyby jednak ten poziom nie został przez siły popytu obroniony
to następnym szańcem powinien być poziom połowy wielkiej białej świecy z
początku października czyli okolice 1060 pkt. Spójrzmy na wskaźniki.
Tygodniowy MACD MACDtyg.gif wyhamował swój wzrost w pobliżu linii równowagi,
co tylko potwierdza fakt, że jesienny wzrost mógłby być tylko korektą w
trwającej już wiele miesięcy bessie. Nie wróży to niczego dobrego
właścicielom akcji a więc pośrednio nam wszystkim za sprawą sporych udziałów
akcji w portfelach OFE. Także inne wskaźniki tygodniowe potwierdzają te
pesymistyczne zapatrywania. CCItyg.gif RSItyg.gif i ROCtyg.gif Wszystkie
potwierdzają ostatnie spadki własną stratą na wartości. Wydaje się, że
najlepiej zachował się ROC mierzący procentową różnicę ceny między ostatnim
zamknięciem a zamknięciem sprzed 10 sesji. Trzeba es2.gif W piątek zatrzymaliśmy spadki na
dość istotnym oporze 1180 pkt. Został on nieznacznie wprawdzie naruszony
lecz w stali tygodni nie jest to przebicie znaczące. Są więc szanse na
odbicie. Może nawet dojście do strefy konsolidacji w okolicach 1230-40 pkt.
Szanse są lecz trzeba jeszcze chęci. Tych po przeglądzie wskaźników może
zabraknąć. MACD widoczny na wykresie MACDtyg2.gif jasno daje do zrozumienia,
że czas przewagi popytu dobiegł końca. Po dojściu do poziomu równowagi
wskaźnik zaczął spadać i wydaje się kwestią czasu gdy przebije swoją linię
sygnału. Pozostałe wskaźniki także trudno uznać za optymistyczne CCItyg2.gif
RSItyg2.gif ROCtyg2.gif Wszystkie trzy spadają a ROC może ten ruch znacznie
przyspieszyć z powodów opisanych wyżej. Gdzie więc wspominane przez mnie
świąteczne odbicie? Nie tu. Na wykresach tygodniowych go nie widać bo gdyby
nawet ono zaistniało to byłoby jedynie korektą sygnalizowanego przez wykresy
tygodniowe spadku a wskaźniki szybsze zyskałyby w najlepszym razie "ząbek".
Jeśli nie tu to gdzie? Spójrzmy na wykresy dzienne. Najpierw przyjrzyjmy się
indeksowi Wig20.gif W ferworze walki z bykami sprzedającym udało się dojść
do poziomu 1150 pkt. na rynku kasowym jednak niewiele jest osób, które
faktycznie są z tego faktu zadowolone. Tam się na spadkach nie zarabia. W
związku z tym ciągle znajdują się tam chętni do kupna niesieni nadzieją na
odbicie. Takie też było przeświadczenie piątkowych kupujących. Liczyli oni,
że indeks w najbliższym czasie nie przebije poziomu 1150 pkt. gdyż jest to
dość istotny opór. Na tym poziomie 16 października br. została wyrysowana
luka hossy, która by zyskać na znaczeniu obroniła się 18 i 19 października.
Wydaje się więc, że ten poziom nadaje się na odbicie. Tylko czy faktycznie
ono nastąpi? MACDdzienny.gif nie daje żadnych szans bykom. Wskaźnik ten
dynamicznie spada pod swoją linią sygnału i, co ważne pod linią równowagi
potwierdzając istniejący na rynku trend spadkowy. Reszta wskaźników nie
pozostaje w tyle a właściwie, z racji swojej konstrukcji, wyprzedza nieco
wolniejszy wskaźnik MACD. CCIdzienny.gif dzięki swojemu spadkowi doszedł do
poziomów na tyle niskich by można było mówić o znacznym wyprzedaniu rynku.
Tu korekta byłaby wskazana choćby dla higieny i ostudzenia tego oscylatora.
Ten już, mimo ostatnich spadków rwie się już do góry, co może sygnalizować
nadchodzącą korektę. RSIdzienny.gif do poziomu wyprzedania ma już niewiele.
Jednak jeszcze mu nieco brakuje, co sugeruje, że nawet gdyby na rynku
zagościł byczek to gościna będzie raczej krótka gdyż misie tej zimy nie mają
ochoty na sen. Czwarty z badanych tu wskaźników ROCdzienny.gif jest już
bliski pokonania linii trendu, co mogłoby być wstępnym sygnałem dla byków.
Nie spodziewam się jednak by oscylator ten wyszedł do strefy wartości
dodatnich (to wyjście jest uważane za potwierdzenie sygnału wstępnego).
Warto także zauważyć, że mimo spadku wartości indeksu wskaźnik ROC nie
spadł. Interpretacja może być podobna do CCI - szykuje się odbicie.
Przyszła pora na kontrakty.gif Jak widać na wykresie poziom 1180 pkt został
naruszony. Gdyby spadki jednak miały nastąpić to następnym poziomem, na
którym popyt zwiększy aktywność to okolice 1120 pkt. Jednak nie jestem
przekonany czy faktycznie szybko tam zlecimy. O świątecznej zwyżce już
wspominałem a wskaźniki dają do zrozumienia, że ona faktycznie może mieć
miejsce. MACDdzienny2.gif oczywiście tego nie sygnalizuje. Ten wskaźnik z
racji oparcia swojej wartości na średnich jest wolny więc nie wychwytuje
takich małych wahań popytu i podaży. Wychwytują je natomiast inne wskaźniki,
nieco szybsze. CCIdzienny2.gif spadł już tak nisko, że kierując się jego
history linia trendu została przebita a teraz
mieliśmy ruch powrotny. Podobnie jak miało to miejsce na indeksie także i tu
widać dywergencję na piątkowej sesji.
Podsumowując, długoterminowy trend jest nadal spadkowy i nie zanosi się by
miało się to zmienić. W średnim terminie wydaje się, że wkraczamy w kolejną
falę spadków. Zwłaszcza po wyrysowaniu na indeksie oraz kontraktach formacji
głowy i ramion. Jeśli weźmiemy pod uwagę daleki horyzont to perspektywy mogą
być kiepskie, co można zauważyć choćby na wykresie indeksu WIG.gif Jednak to
tylko hipoteza. Dla graczy operujących na rynku kontraktów terminowych liczy
się termin kilku najbliższych dni. W tym bliskim horyzoncie rysuje się
szansa na odbicie. To jednak tylko szansa. Nie zapominajmy by zawsze trend
był naszym przyjacielem. Kto chciałby wykorzystać ewentualny wyskok w górę
powinien poczekać aż kontrakty przejdą przez spadkową linię trendu na
wykresie intraday.gif Dopiero ten sygnał naprawdę może sygnalizować
polepszenie koniunktury (choć i tak raczej krótkotrwałe).
Kamil Jaros