Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 16.12.2001 20:30

Dobiegający końca tydzień zdominował tematy wypłacalności oraz wysokości

stóp procentowych. Wypłacalność czyli zdolność do bieżącego regulowania

zaciągniętych zobowiązań, jak się ostatnio dowiedzieliśmy, to nie tylko

problem mikro ale makro. Obie wersje były ostatnio na tapecie. Właściwie

trzeba by było sprostować, że nie sama wypłacalność była tematem ale jej

Reklama
Reklama

brak.

Problemy z regulowaniem zobowiązań ma Elektrim - gwiazda ostatnich dni.

Szczególna gwiazda bo spadająca. Mawia się, że gdy zaobserwuje się spadającą

gwiazdę należy wypowiedzieć życzenie, które powinno się spełnić. Mogę się

założyć o 100 pkt na kontrakt, że zgadnę, jakie życzenie wypowiadają teraz

szczęśliwi inaczej akcjonariusze Elektrimu. Spółka z ociąganiem (trzeba było

Reklama
Reklama

na to długo czekać) przedstawiła ogółowi swoją aktualną sytuację finansową.

Zadłużenie spółki wynosi 752 mln. euro z czego powinna oddać w poniedziałek

488 mln. euro w formie wykupu swoich obligacji. Niestety, w kasie jest tylko

276 mln. euro. Gdzie więc pozostałe ponad 200 mln? Akcjonariusze (bo wątpię

by zarząd także) łudzili się, że być może część obligatariuszy nie zdecyduje

się na wykup papierów. Tak się jednak nie stało i prawie wszyscy zgłosili

Reklama
Reklama

obligacje do wykupu. Skąd więc zarząd zdobędzie pozostałą gotówkę? Z Kabli

dumnie odpowiada Prezes. I faktycznie w piątek mamy ogłoszone wezwanie na

Elektrim Kable. Elektrim w wyniku tej transakcji otrzyma około 110 mln

dolarów. Niestety nie jest to 200 mln euro żeby nie wiem jak liczyć. Nikt

chyba nie był zaskoczony komunikatem o treści: ""Spółka nie uzyskała

Reklama
Reklama

dodatkowych źródeł finansowania, które byłyby wystarczające dla

przedterminowego wykupu wszystkich obligacji w dniu 17 grudnia" oraz dalej

"Dlatego w dniu 17 grudnia 2001 roku nie będzie możliwy wykup obligacji w

pełnej wysokości, natomiast zostaną zapłacone odsetki w wysokości 8.364.400

euro od wszystkich wyemitowanych obligacji wymiennych". Oczywiście "Spółka

Reklama
Reklama

podała także, że będzie się starać, aby zagwarantować swoim obligatariuszom

pełną wypłatę, ale zaproponuje im zmianę terminu wykupu obligacji." Sytuacja

jest dla dłużników niezbyt ciekawa. Dla spółki także. Już pojawiają się

szacunki co do kwoty jaka przypadłaby na jedną akcję w sytuacji ogłoszenia

przez Elektrim upadłości. Mówi się o 16 zł i na to chyba liczą kupujący. Bo

Reklama
Reklama

trzeba pamiętać, że mimo gwałtownego spadku ceny ELE, co wyraźnie pokazuje

kto rządzi rynkiem tych papierów, mamy sporą liczbę chętnych do kupna.

Dynamiczny spadek rodzi nadzieję na rychłe odbicie i to także jest przyczyną

pojawienia się popytu (głównie ze strony daytradów). A ten jest naprawdę

spory. Obroty na Elektrimie zdominowały ostatnio nasz rynek.

Warto sobie zdawać sprawę, że konsekwencje problemów ELE mogą jak koła na

wodzie po wrzuceniu kamienia, rozejść się także na inne spółki uchodzące

dotąd za blue chips. Do niedawna przecież Elektrim był ostoją inwestorów

zachodnich. Duża kapitalizacja (jak na ten rynek) oraz spory obrót

umożliwiał w miarę bezpiecznej wejście i wyjście z inwestycji. Teraz okazuje

się, że ta lokomotywa to ledwie ciuchcia wąskotorowa i to bez zapasu węgla.

Kto podepnie pod "takie coś" spory wagon z gotówką? To może zniechęcić

choćby część inwestorów zagranicznych. Drugim problemem jest fakt, że to

wszystko dzieje się w trakcie podobnych problemów jednak o znacznie większej

skali w Argentynie. Kraj ten ma obecnie poważne problemy z wypłacalnością i

trudno by w takiej chwili Polska, zaliczana przecież do tej samej grupy

ryzyka co Argentyna, przyciągnęła wielką falę kapitału. Problemy Argentyny

podobnie jak Elektrimu poważnie zaciążą na postrzeganiu naszego rynku na

granicą. Na a przecież to nie wszystko. O sytuacji finał wydatków socjalnych oraz minimalny "wydatków rozwojowych" w

wydatkach ogółem nie wróży niczego dobrego. Struktura tak przez wszystkich

przeklinana zostaje ta sama. Już na początku rządów obecnej ekipy dało się

słyszeć tezy, że wprawdzie mamy kryzys ale wyjdziemy z tego bez uszczuplania

wydatków socjalnych by najbiedniejsi nie ponosili kosztów recesji. Jak to

zrobić? Skoro "nie można" zmniejszyć wydatków socjalnych a deficyt ma być

nie większy niż 40 mld zł to należy zmniejszyć inne pozycje strony wydatków.

Sporą pozycją jest koszt obsługi zadłużenia Państwa. Koszt byłby mniejszy

gdyby oprocentowanie długu było mniejsze. Proste :) Niby tak tylko, że

wysokość tego oprocentowania nie zupełnie zależy od rządu. A szkoda mówią

jego członkowie. Należy zrobić coś by jednak ta wysokość zależała

"zupełnie".

O naciskach na RPP mówi się sporo i z tego co widać ona tym naciskom się

poddaje. Jednak nie w takiej skali jakby sobie tego rządząca koalicja

życzyła. Mówi się więc o tym, że celem banku centralnego nie może być tylko

walka z inflacją lecz także wzrost gospodarczy. Więc skoro obecni

członkowie RPP nie są podobnego zdania należy tą radę poszerzyć w taki

sposób by nowi członkowie mogli przegłosować niepokornych, czego owocem

byłoby niewątpliwie zanik konfliktu między rządem chcącym niskich stóp oraz

RPP, która tylko walczy z inflacją za pomocą wysokich stóp. Nie byłoby

konfliktu, wydatki na obsługę zadłużenia byłyby mniejsze, Pan Kalinowski

byłby uśmiechnięty. Tani pieniądz oczywiście cudownie pobudziłby gospodarkę.

Sielanka. Nikogo nie interesuje, że atak na niezależność banku centralnego

to atak na normy unijne, które wyraźnie o takiej niezależności mówią. Dla

członków obecnego rządu nie ma to teraz dużego znaczenia. I tak do Unii

wejdziemy najwcześniej za trzy lata. A przez trzy lata wiele się może

zdarzyć. Zresztą ważniejszym od niezależności BC jest embargo na zakup ziemi

przez obcokrajowców.

Wracając jednak do wydatków budżetowych. Temat to niewdzięczny ale jak się

okazuje łatwy do rozwiązania. Bo gdy już będziemy mieli niskie stopy

procentowe (poszerzona rada to załatwi) i gospodarka szczęśliwie się odbije

"już w II połowie przyszłego roku" to podatki będą większe więc z wydatkami

nie powinno być problemu. Pozostaje jeszcze jeden element dość na razie mało

wygodny, mianowicie zadłużenie wobec OFE. Zaległości rządu wobec OFE sięgają

kwoty ok. 4-4,,5 mld zł. Od tej kwoty naliczane są oczywiście odsetki za

zwłokę. Do tej pory jest to suma ok. 1-1,5 mld zł (500 mln w tą czy w tą dla

rządu nie roni różnicy - będzie przecież wzrost gospodarczy). Do niedawna to

zadłużenie było uważane za świetną lokatę kapitału, co było przyczyna, dla

której fundusze ociągały się ze ściąganiem tych należności. Niestety złote

czasu właśnie się skończyły. Rząd widząc, że jego zobowiązania wobec

funduszy za szybko rosną, obniżył stopę, według której odsetki są naliczane.

To genialne posunięcie da kolejne oszczędności. Jest to specyficzna sytuacja

gdy to dłużnik określa wysokość oprocentowania długu, w sytuacji gdy

wierzyciel nie ma szans na wycofanie "lokaty". Skończyło się Eldorado

(proszę nie mylić ze spółką, która ostatnio zawitała na rynku publicznym),

choć i tak nawet te 20% jest dość kuszące zważywszy na wyniki funduszy.

Wykorzystanie środków funduszy emerytalnych do łatania dziury budżetowej.

Ostatnio taki pomysł gdzieś się pojawił. Nawet serwisy podawały. Tak, tak...

właśnie w Argentynie: "Aby zdobyć środki Argentyna zmusza prywatne fundusze

emerytalne do wykupywania obligacji emitowanych przez rząd." Czy my tego nie

znamy? Nasz rząd robi to jednak odwrotnie a co za tym idzie bardziej

cywilizowanie. W Argentynie zmuszymuje. Po co gotówka ma niepotrzebnie krążyć w te i we w te skoro i tak

rządowi przyda się ona bardziej. Czy pamiętamy listopadowe propozycje Min.

Belki by zamienić zadłużenie w OFE na obligacje? Nikt nawet nie będzie

zmuszał funduszy do ich objęcia. Wynik ten sam (obligacje w rękach funduszy

a gotówka wspiera wydatki budżetowe - w naszym wypadku ponad połowa na cele

socjalne) a jak ładniej i bez krzyku.

Skończmy jednak te przygnębiające teksty i skupmy się na czymś

przyjemniejszym - Analizie Technicznej. Piszę z wielkich liter bo to podobno

sztuka, a jak Sztuka to przez wielkie "S" bo my na tej stronie disco-polo

się nie zajmujemy. Otwórzmy więc umysły i spójrzmy na szerokie horyzonty...

dla ułatwienia niech na razie będzie to tylko jeden horyzont - inwestycyjny

i może nie tyle szeroki co długi. Taki tunel lub kanał. Jeśli już mowa o

kanałach to taki da się zaobserwować na tygodniowym wykresie indeksu WIG20

wykres1.gif W tym kanale to my już jesteśmy od 7 kwartałów i nie zanosi się

by miało się to zmienić. Były ba to szanse miesiąc temu jednak zostały

zaprzepaszczone. Zabrakło determinacji bądź pieniędzy a najprawdopodobniej i

jednego i drugiego. Tak więc, pod odbiciu się od górnego ograniczenia kanału

przyszło nam spaść. Spadek przybrał ostatnio na dynamice za sprawą

ujawnionych problemów ELE oraz słabości innych czołowych akcji. Spadki na

KGHM oraz TPSA nie wzięły się przecież znikąd. Gdzie może nas obecny trend

zaprowadzić? Trend to chyba jednak za mocne słowo. Na razie w średnim

terminie możemy mówić o korekcie poprzedniego wzrostu choć zważywszy, że nie

udało się pokonać górnego ograniczenia kanału, prawdopodobnym jest test

ograniczenia dolnego, a to już są nowe minia trwającej bessy. Myślę, że dość

istotnym poziomem, który choć na chwilę zatrzyma spadki, jest połowa

wysokości kanału. Na wykresie widać, że w tych okolicach często mieliśmy do

czynienia z konsolidacjami i korektami. Nie wykluczone, że będzie tak i tym

razem. Zwłaszcza, że już w piątek dało się zauważyć pewne osłabienie sił

podażowych. Biała świeczka na wykresie tygodniowym? Czemu nie, choćby doji

ale czarnej się nie spodziewam. Mamy przecież koniec roku i jakoś trudno i

sobie wyobrazić by graczom rozliczanym z wyników zależało na spadkach. Do

końca roku pozostało już tylko 8 sesji, w tym dwie zaraz po Świętach ze

spodziewanym małym obrotem i sesja widmo w Sylwestra (skrócona), gdzie

handlować będą sami zapaleńcy i na której dochodzić może do cudów. Tak więc

mamy przed sobą ostatni pełny tydzień notowań. To są jednak tylko

przemyślenia. AT wykresów tygodniowych wskazuje na spadki. Czarna świeca z

ubiegłego tygodnia może napawać dumą właścicieli krótkich pozycji. Na

indeksie został przebity ważny poziom 1200 pkt. Teraz byczki mogą liczyć na

wsparcie na 1120 pkt, co mniej więcej zbiega się z połową wysokości kanału

spadkowego. Gdyby jednak ten poziom nie został przez siły popytu obroniony

to następnym szańcem powinien być poziom połowy wielkiej białej świecy z

początku października czyli okolice 1060 pkt. Spójrzmy na wskaźniki.

Tygodniowy MACD MACDtyg.gif wyhamował swój wzrost w pobliżu linii równowagi,

co tylko potwierdza fakt, że jesienny wzrost mógłby być tylko korektą w

trwającej już wiele miesięcy bessie. Nie wróży to niczego dobrego

właścicielom akcji a więc pośrednio nam wszystkim za sprawą sporych udziałów

akcji w portfelach OFE. Także inne wskaźniki tygodniowe potwierdzają te

pesymistyczne zapatrywania. CCItyg.gif RSItyg.gif i ROCtyg.gif Wszystkie

potwierdzają ostatnie spadki własną stratą na wartości. Wydaje się, że

najlepiej zachował się ROC mierzący procentową różnicę ceny między ostatnim

zamknięciem a zamknięciem sprzed 10 sesji. Trzeba es2.gif W piątek zatrzymaliśmy spadki na

dość istotnym oporze 1180 pkt. Został on nieznacznie wprawdzie naruszony

lecz w stali tygodni nie jest to przebicie znaczące. Są więc szanse na

odbicie. Może nawet dojście do strefy konsolidacji w okolicach 1230-40 pkt.

Szanse są lecz trzeba jeszcze chęci. Tych po przeglądzie wskaźników może

zabraknąć. MACD widoczny na wykresie MACDtyg2.gif jasno daje do zrozumienia,

że czas przewagi popytu dobiegł końca. Po dojściu do poziomu równowagi

wskaźnik zaczął spadać i wydaje się kwestią czasu gdy przebije swoją linię

sygnału. Pozostałe wskaźniki także trudno uznać za optymistyczne CCItyg2.gif

RSItyg2.gif ROCtyg2.gif Wszystkie trzy spadają a ROC może ten ruch znacznie

przyspieszyć z powodów opisanych wyżej. Gdzie więc wspominane przez mnie

świąteczne odbicie? Nie tu. Na wykresach tygodniowych go nie widać bo gdyby

nawet ono zaistniało to byłoby jedynie korektą sygnalizowanego przez wykresy

tygodniowe spadku a wskaźniki szybsze zyskałyby w najlepszym razie "ząbek".

Jeśli nie tu to gdzie? Spójrzmy na wykresy dzienne. Najpierw przyjrzyjmy się

indeksowi Wig20.gif W ferworze walki z bykami sprzedającym udało się dojść

do poziomu 1150 pkt. na rynku kasowym jednak niewiele jest osób, które

faktycznie są z tego faktu zadowolone. Tam się na spadkach nie zarabia. W

związku z tym ciągle znajdują się tam chętni do kupna niesieni nadzieją na

odbicie. Takie też było przeświadczenie piątkowych kupujących. Liczyli oni,

że indeks w najbliższym czasie nie przebije poziomu 1150 pkt. gdyż jest to

dość istotny opór. Na tym poziomie 16 października br. została wyrysowana

luka hossy, która by zyskać na znaczeniu obroniła się 18 i 19 października.

Wydaje się więc, że ten poziom nadaje się na odbicie. Tylko czy faktycznie

ono nastąpi? MACDdzienny.gif nie daje żadnych szans bykom. Wskaźnik ten

dynamicznie spada pod swoją linią sygnału i, co ważne pod linią równowagi

potwierdzając istniejący na rynku trend spadkowy. Reszta wskaźników nie

pozostaje w tyle a właściwie, z racji swojej konstrukcji, wyprzedza nieco

wolniejszy wskaźnik MACD. CCIdzienny.gif dzięki swojemu spadkowi doszedł do

poziomów na tyle niskich by można było mówić o znacznym wyprzedaniu rynku.

Tu korekta byłaby wskazana choćby dla higieny i ostudzenia tego oscylatora.

Ten już, mimo ostatnich spadków rwie się już do góry, co może sygnalizować

nadchodzącą korektę. RSIdzienny.gif do poziomu wyprzedania ma już niewiele.

Jednak jeszcze mu nieco brakuje, co sugeruje, że nawet gdyby na rynku

zagościł byczek to gościna będzie raczej krótka gdyż misie tej zimy nie mają

ochoty na sen. Czwarty z badanych tu wskaźników ROCdzienny.gif jest już

bliski pokonania linii trendu, co mogłoby być wstępnym sygnałem dla byków.

Nie spodziewam się jednak by oscylator ten wyszedł do strefy wartości

dodatnich (to wyjście jest uważane za potwierdzenie sygnału wstępnego).

Warto także zauważyć, że mimo spadku wartości indeksu wskaźnik ROC nie

spadł. Interpretacja może być podobna do CCI - szykuje się odbicie.

Przyszła pora na kontrakty.gif Jak widać na wykresie poziom 1180 pkt został

naruszony. Gdyby spadki jednak miały nastąpić to następnym poziomem, na

którym popyt zwiększy aktywność to okolice 1120 pkt. Jednak nie jestem

przekonany czy faktycznie szybko tam zlecimy. O świątecznej zwyżce już

wspominałem a wskaźniki dają do zrozumienia, że ona faktycznie może mieć

miejsce. MACDdzienny2.gif oczywiście tego nie sygnalizuje. Ten wskaźnik z

racji oparcia swojej wartości na średnich jest wolny więc nie wychwytuje

takich małych wahań popytu i podaży. Wychwytują je natomiast inne wskaźniki,

nieco szybsze. CCIdzienny2.gif spadł już tak nisko, że kierując się jego

history linia trendu została przebita a teraz

mieliśmy ruch powrotny. Podobnie jak miało to miejsce na indeksie także i tu

widać dywergencję na piątkowej sesji.

Podsumowując, długoterminowy trend jest nadal spadkowy i nie zanosi się by

miało się to zmienić. W średnim terminie wydaje się, że wkraczamy w kolejną

falę spadków. Zwłaszcza po wyrysowaniu na indeksie oraz kontraktach formacji

głowy i ramion. Jeśli weźmiemy pod uwagę daleki horyzont to perspektywy mogą

być kiepskie, co można zauważyć choćby na wykresie indeksu WIG.gif Jednak to

tylko hipoteza. Dla graczy operujących na rynku kontraktów terminowych liczy

się termin kilku najbliższych dni. W tym bliskim horyzoncie rysuje się

szansa na odbicie. To jednak tylko szansa. Nie zapominajmy by zawsze trend

był naszym przyjacielem. Kto chciałby wykorzystać ewentualny wyskok w górę

powinien poczekać aż kontrakty przejdą przez spadkową linię trendu na

wykresie intraday.gif Dopiero ten sygnał naprawdę może sygnalizować

polepszenie koniunktury (choć i tak raczej krótkotrwałe).

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama