Ferrovial od początku bardzo sprytnie zaaranżował przejęcie Budimeksu. Poprzez kilka spółek zależnych skupił głównie w transakcjach pozasesyjnych akcje dające łącznie ponad 40% głosów (wcześniej Hiszpanie uzyskali zgodę KPWiG na przekroczenie progu 33%). Rynek liczył wtedy na wezwanie i... się przeliczył. Następnie Ferrovial objął większość nowej emisji Budimeksu i zwiększył swój udział do 49,99% głosów. Hiszpanie nie ukrywali wówczas, że taki udział w dłuższym terminie ich zadowala.

Pojawiły się jednak nowe okoliczności - Kredyt Bank, który posiadał akcje uprzywilejowane, zdecydował się kilkanaście dni temu na ich konwersję. W efekcie udział banku spadł z 18,57% głosów do 4,36%, a Ferrovialu (poprzez spółkę zależną Valivala Holdings z Holandii) wzrósł do 58%. Hiszpanie musieli ogłosić wezwanie, co stało się wczoraj. Zgodnie z naszymi zapowiedziami, jego cena została ustalona na minimalnym dopuszczalnym przez przepisy poziomie i wynosi 24,50 zł (w środę na GPW papiery wyceniono na 29,50 zł). Zapisy potrwają od 14 marca do 12 kwietnia.

Taka cena wezwania oznacza jedno - Ferrovial nie zamierza znacząco zwiększać swojego udziału, a jedynie wypełnić obowiązki ustawy o publicznym obrocie. I zapewne jego zamiary się powiodą, bo nie należy się spodziewać, aby odzew był duży. Według naszych informacji, Ferrovial jest zainteresowany wycofaniem Budimeksu z GPW. Woli poczekać na spadek kursu i dopiero wtedy ogłosić kolejne wezwanie na wszystkie pozostające w wolnym obrocie papiery. Być może decyzję o wycofanie polskiej spółki z giełdy Hiszpanie podjęliby szybciej, jednak kurs Budimeksu nieco ich zaskoczył, ponieważ na spadającym rynku akcje zyskiwały. W ostatnich 12 miesiącach warszawska spółka wzrosła o 64%, podczas gdy WIG Budownictwo zaledwie o 2%, a WIG20 spadł o 8%.

Plan Ferrovialu, który liczy na zniżkę kursu Budimeksu i ogłoszenie za około roku kolejnego wezwania będzie jednak w praktyce trudno zrealizować. Według naszych informacji, w realizacji takiego scenariusza mogą przeszkodzić instytucje finansowe (przede wszystkim OFE), które dysponują już znaczącym udziałem w Budimeksie. Mają one około 15% kapitału (nieoficjalnie prawie 20%). Jeśli przekroczą ten poziom, będą mogli zablokować ewentualną uchwałę o wycofaniu spółki z obrotu publicznego. Przedstawiciele inwestorów finansowych są bowiem bardzo niezadowoleni z ostatnich działań Ferrovialu.