"nie polityczne". To już nawet nie chodzi o ewentualne kary - przecież i tak
spółka ma je w głębokim poważaniu - i tak ich nie płaci.
Wróćmy jednak do tego czwartku. Tak więc po kiepskich danych TPS należało
oczekiwać, że akcje tej spółki raczej nie będą należeć do najsilniejszych
tego dnia. I tak też było... przez pierwsze kilka minut. Później nastąpiło,
coś na co czekało wielu graczy ale i tak byli oni zaskoczeni i zareagowali z
opóźnieniem. Nastąpił poważny atak popytu. Najpierw celem były trzy spółki:
TPS - mimo słabych wyników, SFT i KGH, który odrabiał straty po spadku
wywołanym najświeższą rekomendacją "sprzedaj" wydaną przez analityków PEO.
Sporo graczy wykorzystywało ten atak do szybkiego pozbycia się gorącego
towaru. Jednak mimo sporej podaży popyt trzymał się całkiem dzielnie i nie
ustępował. Obrót rósł w oczach, a rynek zamiast osłabienia stawał się coraz
silniejszy za sprawą poszerzania się liczby spółek rosnących. I tak
nastąpiło to na co czekaliśmy od wielu tygodni - wybicie.
Po tej szalonej sesji komputery poszły w ruch. Trwała ożywiona wymiana myśli
i próby odpowiedzi na nurtujące wszystkich pytania, kto ten atak
przeprowadził i jakie ten ktoś ma zamiary. Jeśli chodzi osobę to tradycyjnie
mówiło się o dwóch grupach graczy: fundusze i "zagranica". Fundusze,
zwłaszcza OFE, przez większą część usiały się ich pozbywać, gdyż waga akcji w portfelu
zacznie przekraczać dopuszczalne wartości. (zresztą musi się jeszcze znaleźć
jakiś kupujący). Takie działanie uniemożliwiałoby uczestnictwo w całym
ewentualnym ruchu cen akcji - jeśli założyć, że kupujący wytrzymałby
"limitową" podaż funduszy, co jest dość mało realne. Wydaje się, że lepszym
rozwiązaniem byłoby pozostawienie sobie marginesu między aktualnym wysokim,
a maksymalnie dopuszczalnym udziałem akcji w portfelu i wygenerowanie fali
wzrostowej, dzięki której ceny posiadanych akcji by rosły, a tym samym
wartość jednostki. Wywołanie fali wzrostowej w okresie marazmu, jak widać
nie jest zbyt trudne, a fakt, że fundusze były już mocno napakowane może
wskazywać, że to właśnie one dały rynkowi kopa. To tylko hipoteza, choć
trzeba przyznać, że obecny wzrost im najbardziej przypadł do gustu. Nie po
to się kupowało akcje i pomagało indeksowi by nie spadł poniżej luki ze
stycznia. Wykres indeksu wygląda przecież jak ślad kaczki puszczonej na
tafli jeziora wig20.gif Z tym, że każdy przecież wie, że tak puszczony
kamień, mimo, że odbije się kilka razy od powierzchni wody to w końcu jednak
utonie. W wypadku wykresu indeksu (i kontraktów oczywiście) sytuacja ma się
trochę inaczej - tutaj kamień nie utoną tylko poleciał w górę. Prawdziwy
cud.
Inną hipotezą jest atak "zagranicy". Wiele się mówiło o tym, że nasz rynek
przez zachód pozostawiony został samopas. Tęsknym wzrokiem spoglądaliśmy na
węgierskiego BUX"a, który piął się do góry w czasie gdy u nas zmienność biła
swoje negatywne rekordy. Teraz sytuacja się odwróciła. Na Węgrzech obserwuje
się spadki podczas gdy u nas dziwnym trafem mamy nagle wzrosty. Czyżby
przerzut środków z jednego rynku na drugi? Przyznam, że ten wariant mniej mi
się podoba gdyż stwarza to ryzyko, że trend może się równie szybko skończyć
jak się zaczął. Może ale nie musi. Tutaj też jest nadzieja, że te dwa dni
wzrostów to początek trendu podobnego w skali do wzrostów z października
ub.r. i stycznia br. Nie mówię tu o podobieństwie wykresów bo to widzi
każdy. Jeśli przyjąć, że faktycznie te dwa dni wzrostu zostały
zapoczątkowane przez graczy spoza Polski to trzeba przyznać, że wybrali
sobie nie najlepszy moment na takie zabawy. Inwestorzy zagraniczni narażeni
są przecież na ryzyko kursowe. Oni nie rozliczają swoich wyników w
złotówkach lecz w walucie. Zdają sobie z tego sprawę, że nawet spory wzrost
cen polskich akcji może być poważnie zredukowany przez osłabienie złotówki.
A to osłabienie to przecież temat numer jeden ostatnich dni. Trudno więc
wybrać gorszy moment na wejście na polski rynek - chyba, że spodziewany
wzrost cen jest na tyle duży, że osłabienie złotego nie jest tu już
elementem znaczącym. I to jest pocieszające. Nie będę tu rozwijać wątku
"dyskusji" Rząd-RPP choć temat jest ciekawy i aż korci by to skomentować.
Boję się jednak, że mógłbym się zagalopować i użyć sformułowań
"nieparlamentarnych" - nawet jeśli to określenie miałoby się odnosić do
naszego "parlamentu". Pozwolę sobie tylko na jedno zdanie :) Sposób
wypowiedzi i ich treść przypominają mi czasy, które zdawało mi się, już
minęły. Jak widać pewnych wyuczonych wzorców nie da się odrzucić lub
zatuszować i żaden płaszczyk czy ładne ubranko ich nie zakryje. Pozwolę
sobie na mały cytat: ,,RPP nie zamierza uczestniczyć w ratowaniu polskiej
gospodarki i zamierza się biernie przyglądać upadkom kolejnych
przedsiębiorstw. Nie zamierza reagować na wzrastające bezrobocie i szkodzi
gospodarce i państwu polskiemu".
Skończmy jednak ten smutny temat. Mamy w końcu wybicie i należy się z niego
cieszyć. Analizy technicznej będzie dziś nieco mniej bo przecież każdy ić na zgadywanie, gdzie nas ten wzrost może
zaprowadzić. Prognozowanie ruchu pozostawiam magikom. Dla mnie w tej chwili
najważniejszą kwestią jest jak zachować się w zależności od tego, jak
zachowa się rynek. Gdy będzie rósł dalej to oczywiście można się tylko
spokojnie temu przyglądać i ewentualnie podnosić poziom, przy którym
należałoby ewentualnie zamknąć posiadane długie pozycje. Gorzej gdy rynek
nie będzie miał ochoty na wzrost. W końcu nieco odzwyczailiśmy się od takich
ruchów i teraz ciężko przychodzi spoglądać na zmianę cen o 50 pkt na sesji.
Trzeba trochę ochłonąć. Po to właśnie są korekty z taką mieliśmy do
czynienia już w piątek (sprawą otwartą jest czy będziemy ją kontynuować w
poniedziałek) Po dojściu do 1408 pkt kurs kontraktów słabł w oczach (spadek
do 1381). Taka reakcja rynku jest całkiem normalna. Gracze, którym udało się
zarobić, nie wytrzymali i przystąpili do realizacji sporych, jak na ostatnie
miesiące, zysków. Sporych i, co równie ważne, szybkich. Mimo tego spadku
rynek nie był aż tak słaby by wyrysowana w piątek rano luka hossy zastała
zamknięta wig20fut.gif wig20.gif To optymistyczny fakt. Widać, że popyt nie
uciekł lecz jedynie się nieco cofnął. Można przyjąć, że póki ta luka
funkcjonuje to powinno się utrzymywać długie pozycje. Sygnałem zagrożenia
byłoby właśnie zejście poniżej poziomu wspomnianej luki. Negatywna wymowa
tego sygnału byłaby bezsprzeczna. Mimo to jeszcze bym w tym momencie nie
dramatyzował. Wydaje mi się, że kluczowym dla istnienia bądź nie trendu
wzrostowego jest obecnie połowa czwartkowej białej świecy. Dopiero zejście
poniżej tego poziomu skłoniłoby mnie pomyślenia o krótkich pozycjach.
Sporo osób widzi podobieństwo obecnego układu dziennych świec z układem
obserwowanym w styczniu br. Długa biała świeca i następująca po niej świeca
o małym korpusie i wielkim górnym cieniu. Stąd też wśród tych graczy silny
nacisk na obserwację zachowania się cen w okolicy piątkowej luki hossy. Gdy
ta zostanie zamknięta gracze ci przystąpią do szybkiej wyprzedaży. Ja bałbym
się takich analogii choćby z racji krótkiego okresu, jaki obie te sytuacje
dzieli. Wobec tego faktycznie, zamknięcie luki może skłonić do sprzedaży,
ale moim zdaniem jedynie posiadanych długi pozycji. Z krótkimi bym się
wstrzymał do pokonania połowy białej świecy z czwartku.
Sygnał techniczny w postaci wybicia z konsolidacji jest ewidentny ale, jak
to sygnał, może być trafny lub nie. Wydaje mi się, że jednak okaże się
całkiem dobry. Niezależnie kogo byśmy nie wskazali jako atakującego
(fundusze czy zagranica) to jednak można przypuszczać, że horyzont
inwestycyjny, jaki temu działaniu przyświecał jest dłuższy niż kilka dni i
większy niż 7%. Jeszcze niedawno obawiałem się jednomyślności komentarzy
ostatnich wydarzeń. Doszedłem jednak do wniosku, że niepotrzebnie. Spora
grupa komentujących opisuje wydarzenia i stwierdza, co się zmieniło w AT,
samemu jednak nie inwestując. Ci, którzy faktycznie podejmują decyzje mają
większe wątpliwości. Trudno im nie przyznać racji w końcu praktyka uczy by
być ostrożnym. Wśród inwestorów już takiej jednomyślności nie da się
zauważyć, co zresztą świetnie pokazuje LOP. Liczba ta praktycznie się nie
zmieniła mimo, że ceny skoczyły o 80 pkt czyli właściciele krótkich pozycji
stracili sporą część depozytu przypadającego na jeden kontrakt. Gracze,
którzy mocno oberwali wycofują się zamykając pozycje (generują popyt) jednak
na ich miejsce pojawiają się ci, którzy nie wierzą we wzrost lub ci, którym
podoba się łapanie ekstremów. Brak spadku LOP świadczy, że niedowiarków jest
jeszcze sporo, a to jest świetna pożywka dla kontynuacji zapoczątkowanego
trendu. Ceny rosną, mamy w