Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Tego tygodnia długo nie zapomnimy. Po, wydawałoby się, ciągnącym się w nieskończoność marazmie przyszła pora na wybicie. To szczęście spotkało nas w czwartek, a "los" chciał, że kierunek wybicia okazał się wzrostowy. Początek tygodnia nie zapowiadał niczego ciekawego. Oczywiście czekaliśmy na sygnał do ataku ale miał to być sygnał z zewnątrz - jakieś zdarzenie (szczęśliwe bądź nie). Nikt już się nie spodziewał, że atak może być rozpoczęty przez rodzimych inwestorów (nawet mimo publikacji wynikó

Publikacja: 19.05.2002 19:47

Tego tygodnia długo nie zapomnimy. Po, wydawałoby się, ciągnącym się w

nieskończoność marazmie przyszła pora na wybicie. To szczęście spotkało nas

w czwartek, a "los" chciał, że kierunek wybicia okazał się wzrostowy.

Początek tygodnia nie zapowiadał niczego ciekawego. Oczywiście czekaliśmy na

sygnał do ataku ale miał to być sygnał z zewnątrz - jakieś zdarzenie

Reklama
Reklama

(szczęśliwe bądź nie). Nikt już się nie spodziewał, że atak może być

rozpoczęty przez rodzimych inwestorów (nawet mimo publikacji wyników

finansowych). Do środy nic ciekawego się nie działo. Czwartej jednak

zaskoczył wszystkich.

Pierwsza godzina notowań przebiegała, jak zwykle a właściwie jeszcze gorzej.

W czasie tych 60 minut obrót na kontraktach wyniósł raptem nieco ponad 200

Reklama
Reklama

szt. Okazało się, że była to cisza przed burzą. Gracze oczekiwali na reakcję

rynku na kiepskie wyniki TPS za I kw. br. Zyski grupy TPS drastycznie spadły

(zysk netto dla całej grupy zmalał o 83% w stosunku do I kw. roku ubiegłego)

i to mimo nieznacznego wzrostu przychodów ze sprzedaży. Główną przyczyną,

zdaniem prezesa, były wysokie koszty pracownicze oraz usług obcych, a także

nagły wzrost kosztów finansowych w wyniku różnic kursowych. Jakkolwiek

Reklama
Reklama

koszty zatrudnienia wynikają z restrukturyzacji grupy (mimo to jestem ciekaw

jak wyglądały zmiany w pozycji premie dla kadry kierowniczej) to zmiana

kosztu finansowego budzi poważne obawy o jakość zarządzania ryzykiem

kursowym w spółce. Można tylko ubolewać nad tym, że w Polsce wykorzystanie

inżynierii finansowej stoi na tak niskim poziomie. Przecież sprawa TPS nie

Reklama
Reklama

jest jedyną tego typu. Pamiętam, jak parę miesięcy temu przedstawiciel PKN

z rozbrajającą szczerością stwierdzał, że firma nie dokonuje transakcji

zabezpieczających gdyż w wypadku wzrostu cen ropy na rynkach światowych PKN

po prostu podnosi ceny sprzedawanych przez siebie paliw. Popyt na paliwo

jest w miarę sztywny, a konkurencja na rynku dość ograniczona, więc ryzyko

Reklama
Reklama

kursowe ponosi klient. Proste prawda? W przypadku TPS sytuacja wygląda nieco

inaczej, gdyż tu w dużej mierze chodzi o zobowiązania finansowe i raczej

trudno będzie spółce przerzucić zwiększone koszty finansowe na abonentów.

Tak więc ryzyko faktycznie poniosą akcjonariusze. Tym razem dostało im się

po kieszeni. Cen usług naszego operatora raczej podnieść się nie da bo to

Reklama
Reklama

"nie polityczne". To już nawet nie chodzi o ewentualne kary - przecież i tak

spółka ma je w głębokim poważaniu - i tak ich nie płaci.

Wróćmy jednak do tego czwartku. Tak więc po kiepskich danych TPS należało

oczekiwać, że akcje tej spółki raczej nie będą należeć do najsilniejszych

tego dnia. I tak też było... przez pierwsze kilka minut. Później nastąpiło,

coś na co czekało wielu graczy ale i tak byli oni zaskoczeni i zareagowali z

opóźnieniem. Nastąpił poważny atak popytu. Najpierw celem były trzy spółki:

TPS - mimo słabych wyników, SFT i KGH, który odrabiał straty po spadku

wywołanym najświeższą rekomendacją "sprzedaj" wydaną przez analityków PEO.

Sporo graczy wykorzystywało ten atak do szybkiego pozbycia się gorącego

towaru. Jednak mimo sporej podaży popyt trzymał się całkiem dzielnie i nie

ustępował. Obrót rósł w oczach, a rynek zamiast osłabienia stawał się coraz

silniejszy za sprawą poszerzania się liczby spółek rosnących. I tak

nastąpiło to na co czekaliśmy od wielu tygodni - wybicie.

Po tej szalonej sesji komputery poszły w ruch. Trwała ożywiona wymiana myśli

i próby odpowiedzi na nurtujące wszystkich pytania, kto ten atak

przeprowadził i jakie ten ktoś ma zamiary. Jeśli chodzi osobę to tradycyjnie

mówiło się o dwóch grupach graczy: fundusze i "zagranica". Fundusze,

zwłaszcza OFE, przez większą część usiały się ich pozbywać, gdyż waga akcji w portfelu

zacznie przekraczać dopuszczalne wartości. (zresztą musi się jeszcze znaleźć

jakiś kupujący). Takie działanie uniemożliwiałoby uczestnictwo w całym

ewentualnym ruchu cen akcji - jeśli założyć, że kupujący wytrzymałby

"limitową" podaż funduszy, co jest dość mało realne. Wydaje się, że lepszym

rozwiązaniem byłoby pozostawienie sobie marginesu między aktualnym wysokim,

a maksymalnie dopuszczalnym udziałem akcji w portfelu i wygenerowanie fali

wzrostowej, dzięki której ceny posiadanych akcji by rosły, a tym samym

wartość jednostki. Wywołanie fali wzrostowej w okresie marazmu, jak widać

nie jest zbyt trudne, a fakt, że fundusze były już mocno napakowane może

wskazywać, że to właśnie one dały rynkowi kopa. To tylko hipoteza, choć

trzeba przyznać, że obecny wzrost im najbardziej przypadł do gustu. Nie po

to się kupowało akcje i pomagało indeksowi by nie spadł poniżej luki ze

stycznia. Wykres indeksu wygląda przecież jak ślad kaczki puszczonej na

tafli jeziora wig20.gif Z tym, że każdy przecież wie, że tak puszczony

kamień, mimo, że odbije się kilka razy od powierzchni wody to w końcu jednak

utonie. W wypadku wykresu indeksu (i kontraktów oczywiście) sytuacja ma się

trochę inaczej - tutaj kamień nie utoną tylko poleciał w górę. Prawdziwy

cud.

Inną hipotezą jest atak "zagranicy". Wiele się mówiło o tym, że nasz rynek

przez zachód pozostawiony został samopas. Tęsknym wzrokiem spoglądaliśmy na

węgierskiego BUX"a, który piął się do góry w czasie gdy u nas zmienność biła

swoje negatywne rekordy. Teraz sytuacja się odwróciła. Na Węgrzech obserwuje

się spadki podczas gdy u nas dziwnym trafem mamy nagle wzrosty. Czyżby

przerzut środków z jednego rynku na drugi? Przyznam, że ten wariant mniej mi

się podoba gdyż stwarza to ryzyko, że trend może się równie szybko skończyć

jak się zaczął. Może ale nie musi. Tutaj też jest nadzieja, że te dwa dni

wzrostów to początek trendu podobnego w skali do wzrostów z października

ub.r. i stycznia br. Nie mówię tu o podobieństwie wykresów bo to widzi

każdy. Jeśli przyjąć, że faktycznie te dwa dni wzrostu zostały

zapoczątkowane przez graczy spoza Polski to trzeba przyznać, że wybrali

sobie nie najlepszy moment na takie zabawy. Inwestorzy zagraniczni narażeni

są przecież na ryzyko kursowe. Oni nie rozliczają swoich wyników w

złotówkach lecz w walucie. Zdają sobie z tego sprawę, że nawet spory wzrost

cen polskich akcji może być poważnie zredukowany przez osłabienie złotówki.

A to osłabienie to przecież temat numer jeden ostatnich dni. Trudno więc

wybrać gorszy moment na wejście na polski rynek - chyba, że spodziewany

wzrost cen jest na tyle duży, że osłabienie złotego nie jest tu już

elementem znaczącym. I to jest pocieszające. Nie będę tu rozwijać wątku

"dyskusji" Rząd-RPP choć temat jest ciekawy i aż korci by to skomentować.

Boję się jednak, że mógłbym się zagalopować i użyć sformułowań

"nieparlamentarnych" - nawet jeśli to określenie miałoby się odnosić do

naszego "parlamentu". Pozwolę sobie tylko na jedno zdanie :) Sposób

wypowiedzi i ich treść przypominają mi czasy, które zdawało mi się, już

minęły. Jak widać pewnych wyuczonych wzorców nie da się odrzucić lub

zatuszować i żaden płaszczyk czy ładne ubranko ich nie zakryje. Pozwolę

sobie na mały cytat: ,,RPP nie zamierza uczestniczyć w ratowaniu polskiej

gospodarki i zamierza się biernie przyglądać upadkom kolejnych

przedsiębiorstw. Nie zamierza reagować na wzrastające bezrobocie i szkodzi

gospodarce i państwu polskiemu".

Skończmy jednak ten smutny temat. Mamy w końcu wybicie i należy się z niego

cieszyć. Analizy technicznej będzie dziś nieco mniej bo przecież każdy ić na zgadywanie, gdzie nas ten wzrost może

zaprowadzić. Prognozowanie ruchu pozostawiam magikom. Dla mnie w tej chwili

najważniejszą kwestią jest jak zachować się w zależności od tego, jak

zachowa się rynek. Gdy będzie rósł dalej to oczywiście można się tylko

spokojnie temu przyglądać i ewentualnie podnosić poziom, przy którym

należałoby ewentualnie zamknąć posiadane długie pozycje. Gorzej gdy rynek

nie będzie miał ochoty na wzrost. W końcu nieco odzwyczailiśmy się od takich

ruchów i teraz ciężko przychodzi spoglądać na zmianę cen o 50 pkt na sesji.

Trzeba trochę ochłonąć. Po to właśnie są korekty z taką mieliśmy do

czynienia już w piątek (sprawą otwartą jest czy będziemy ją kontynuować w

poniedziałek) Po dojściu do 1408 pkt kurs kontraktów słabł w oczach (spadek

do 1381). Taka reakcja rynku jest całkiem normalna. Gracze, którym udało się

zarobić, nie wytrzymali i przystąpili do realizacji sporych, jak na ostatnie

miesiące, zysków. Sporych i, co równie ważne, szybkich. Mimo tego spadku

rynek nie był aż tak słaby by wyrysowana w piątek rano luka hossy zastała

zamknięta wig20fut.gif wig20.gif To optymistyczny fakt. Widać, że popyt nie

uciekł lecz jedynie się nieco cofnął. Można przyjąć, że póki ta luka

funkcjonuje to powinno się utrzymywać długie pozycje. Sygnałem zagrożenia

byłoby właśnie zejście poniżej poziomu wspomnianej luki. Negatywna wymowa

tego sygnału byłaby bezsprzeczna. Mimo to jeszcze bym w tym momencie nie

dramatyzował. Wydaje mi się, że kluczowym dla istnienia bądź nie trendu

wzrostowego jest obecnie połowa czwartkowej białej świecy. Dopiero zejście

poniżej tego poziomu skłoniłoby mnie pomyślenia o krótkich pozycjach.

Sporo osób widzi podobieństwo obecnego układu dziennych świec z układem

obserwowanym w styczniu br. Długa biała świeca i następująca po niej świeca

o małym korpusie i wielkim górnym cieniu. Stąd też wśród tych graczy silny

nacisk na obserwację zachowania się cen w okolicy piątkowej luki hossy. Gdy

ta zostanie zamknięta gracze ci przystąpią do szybkiej wyprzedaży. Ja bałbym

się takich analogii choćby z racji krótkiego okresu, jaki obie te sytuacje

dzieli. Wobec tego faktycznie, zamknięcie luki może skłonić do sprzedaży,

ale moim zdaniem jedynie posiadanych długi pozycji. Z krótkimi bym się

wstrzymał do pokonania połowy białej świecy z czwartku.

Sygnał techniczny w postaci wybicia z konsolidacji jest ewidentny ale, jak

to sygnał, może być trafny lub nie. Wydaje mi się, że jednak okaże się

całkiem dobry. Niezależnie kogo byśmy nie wskazali jako atakującego

(fundusze czy zagranica) to jednak można przypuszczać, że horyzont

inwestycyjny, jaki temu działaniu przyświecał jest dłuższy niż kilka dni i

większy niż 7%. Jeszcze niedawno obawiałem się jednomyślności komentarzy

ostatnich wydarzeń. Doszedłem jednak do wniosku, że niepotrzebnie. Spora

grupa komentujących opisuje wydarzenia i stwierdza, co się zmieniło w AT,

samemu jednak nie inwestując. Ci, którzy faktycznie podejmują decyzje mają

większe wątpliwości. Trudno im nie przyznać racji w końcu praktyka uczy by

być ostrożnym. Wśród inwestorów już takiej jednomyślności nie da się

zauważyć, co zresztą świetnie pokazuje LOP. Liczba ta praktycznie się nie

zmieniła mimo, że ceny skoczyły o 80 pkt czyli właściciele krótkich pozycji

stracili sporą część depozytu przypadającego na jeden kontrakt. Gracze,

którzy mocno oberwali wycofują się zamykając pozycje (generują popyt) jednak

na ich miejsce pojawiają się ci, którzy nie wierzą we wzrost lub ci, którym

podoba się łapanie ekstremów. Brak spadku LOP świadczy, że niedowiarków jest

jeszcze sporo, a to jest świetna pożywka dla kontynuacji zapoczątkowanego

trendu. Ceny rosną, mamy w

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama