z kredytem dla stoczni nie wpłyną ujemnie na wynik finansowy i prognoza
zysku pozostaje taka sama. No cóż, takie podejście wydaje się raczej mało
wiarygodne i rynek to odpowiednio wycenił. Inne banki mają nieco większe
problemy, co będzie rzutować na ich wyniki w większym stopniu.
Moim zdaniem akcjonariuszy BRE powinno martwić podejście Pana Kostrzewy do
całej sprawy. Twierdzi on, że ma ona dla jego banku marginalne znaczenie,
gdyż jego zaangażowanie mieści się w kwocie dwucyfrowej. Czyżby BRE
pożyczyło stoczni tylko 99 złotych? Oczywiście, że nie. Chodzi o minimum 10
mln złotych a sądzę, że jest to jednak więcej. Czy to jest mała suma? Pan
Prezes lekką ręką macha na nią. Trochę mnie to dziwiło - przecież nie są to
jego pieniądze lecz akcjonariuszy. Szybko jednak dotarło do mnie, że Pan
Prezes ma obecnie trochę inne problemy z własnymi inwestycjami i kolejne
straty rzędu nawet 99 mln złotych nie robią na nim wrażenia. Takie gwiazdy
jak ELE łatwo mu to zrekompensują, prawda?
To mnie martwiło, ale ubawiła mnie wypowiedź ministra Kaczmarka
komentującego decyzje poszczególnych banków zainteresowanych sprawą.
Stwierdził on, że banki, które nie zgodziły się na redukcję zadłużenia
zachowały się nie tylko nie fair wobec stoczni, ale także i pozostałych
uczestników konsorcjum. Chciałbym niniejszym przypomnieć Panu Ministrowi, że
żyjemy w
imieniu właścicieli tego banku i ma być ona jak najkorzystniejsza dla nich,
a nie dla innych banków biorących udział w konsorcjum, które nie potrafiły
sobie zagwarantować spłaty kredytu. Występuje tu gra interesów, a wygrywa
ten, które swoje zabezpieczył najlepiej. Czy PEO faktycznie straci mniej
starając się samodzielnie dokończyć budowę statków? Nie wiem. Zarząd jednak
podjął taką decyzję i z niej powinien być później rozliczony. Gadki o grze
fair wobec innych banków to zwykła polityczna paplanina. "Poszkodowane"
banki mogły przecież do konsorcjum nie wchodzić. Liczyły jednak na zysk. Ten
bez ryzyka nie występuje, nawet w przypadku obligacjach skarbowych.
Inną sprawą, która zaprzątała głowy naszych inwestorów była sprawa, która
zaprzątała głowy inwestorów na całym świecie. Ostatnia seria danych makro
pokazała, że z gospodarką w USA nie jest tak różowo, jak mogło się jeszcze
niedawno wydawać. Sprzedaż detaliczna (generator 2/3 amerykańskiego PKB) po
kwietniowym imponującym skoku o ponad 1% w maju zamiast wzrosnąć, spadła.
Produkcja przemysłowa wprawdzie wzrosła, ale nie tak, jak oczekiwała
większość analityków. Dodając do tego fatalny wskaźnik nastrojów podany w
piątek przez Uniwersytet Michigan, można odnieść wrażenie, że to co się
miało właśnie powoli rozpędzać trafiło na jakąś dziurę, która skutecznie
ruch do przodu zahamowała. Trendy na indeksach są wyraźne. Poziomy bieżących
notowań powoli zbliżają się do okolic dołków ustanowionych zaraz po ataku 11
września ub. r. Pamiętamy, jaka w tamtym okresie była psychoza, by nie
sprzedawać akcji. Nawoływano wszędzie gdzie się da, że patriotycznym jest
dokonanie zakupów na rynku kapitałowym, że sprzedawanie w tamtym okresie
było niemal równe akceptacji ataku. Te wszystkie bzdury odniosły taki
skutek, że rynek potrafił się podźwignąć. Nawet dość sporo. Potem przyszły
nieco lepsze dane makro - gospodarka została podpompowana pieniędzmi
rządowymi. Ten impuls zdaje się jednak wyczerpywać. Ci, co wtedy kupili,
bądź nie sprzedali czuli się do niedawna bardzo pewnie mając
przeświadczenie, że "najgorsze mają już za sobą". Zdaniem wielu analityków,
panika po ataku na WTC miała zakończyć bessę. Dane makro dawały nadzieję.
Było OK. Tylko , że w pewnym momencie indeksy przestały rosnąć. Jestem
ciekaw jak będą czuli się amerykanie w momencie ustanawiania przez indeksy
nowych dołków Nasdaq.gif SP500.gif Do kogo będą mieli pretensje? Co powiedzą
nawołujący do "patriotyzmu"? Sytuacja robi się bardzo nieciekawa. Aha,
jeszcze jedno... w jakim momencie bessy jest indeks Dow.gif Jones?
Niezależnie jak bardzo będą tego chciały nasze fundusze, rynek w Warszawie
nie może pozostać zupełnie obojętnym na sytuację na rynkach światowych.
Zwłaszcza, że nie jest ona sprzyjająca inwestycjom na dłuższy termin. Możemy
oczywiście pozostać najmocniejszym rynkiem świata. Wydaje mi się jednak, że
gdyby w Ameryce doszło do pokonania ostatnich dołków nasz rynek nie zdołał
by się obronić przed spadkiem. Jego skala może nie byłaby taka sama, jak na
giełdach w Nowym Jorku, ale nie ma co się łudzić, że stalibyśmy w miejscu.
Jedyny obrońca jest już mocno zapakowany w akcje, a ciągle go karmią nowymi
papierami (BoNY zmniejszył udział w PEO do poniżej 5% - teraz może
sprzedawać cichcem).
Tak jak dla Amerykanów poziomem-papierkiem lakmusowym tendencji na rynku
jest dołek po ataku na WTC, tak dla nas próbą odpowiedzi na pytanie, co się
właściwie dzieje, jest poziom 1285-95 pkt. dla kontraktów. On to przez długi
czas skutecznie zatrzymywał zapędy niedźwiedzi. Prób jego przebicia było
kilka i żadna na poważnie się nie powiodła. Przez pierwsze miesiące obecnego
roku utrzymywał się na wyższym poziomie, a niedowiarki zaczęły myśleć o
faktycznym wybiciu. Sprawy jednak nie chciały iść dalszym wzrostowym tokiem.
Konsolidacja na wyższej półce się przeciągała. Obecnie można dojść do
wniosku, że "wybijający" w tym czasie spokojnie wyszedł z rynku. Wtedy nadal
czekaliśmy na wzrost, który nadal nie chciał nadejść. Rozbudzone nadzieje
nie zostały zaspokojone. Początkiem czerwca nastąpiło wybicie z tej małej
konsolidacji, ale dołem. Po kilku dniach wahań kursy spadły jeszcze
bardziej. Majowe wybicie okazało się pułapką, która teraz może się zemścić.
Można zakładać, że przejdzie nam obserwować faktyczne wybicie z tego
wielkiego trójkąta. Wybicie dołem. Wskaźniki dzienne oczywiście potwierdzają
spadki. Zarówno te szybkie, które już w większości osiągnęły stan
wyprzedania ( CCIdzienny_fut.gif RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif ),
jak i te wolniejsze, które mają za zadanie wskazywać na faktyczny trend
panujący na rynku MACDdzienny_fut.gif Wskazania dla indeksu są niemal
identyczne.
Biorąc pod uwagę wykresy tygodniowe można dojść do wniosku, że trend
sygnalizowany obecnie przez MACD dla danych dziennych znajduje potwierdzenie
takie i na danych tygodniowych FUTUREStyg.gif Majowa biała świeca została
prawie cała zakryta przez świecę czarną z tego tygodnia. Powinno to zmartwić
właścicieli długich pozycji. Trzeba jednak zaznaczyć, że tutaj jeszcze na
panikę jest stanowczo za wcześnie. Wprawdzie ceny spadły ale w tym
horyzoncie to tylko kontynuacja trendu bocznego, co także sugeruje
MACDtyg_gif niezbyt oddalając cię od swej linii sygnału. Takie wnioski można
też wyciągnąć po obserwacji innych wskaźników. ROC nadal jest pomiędzy dwoma
liniami trendu ROCtyg_fut.gif . Czekamy tu na przebicie jednej z nich. RSI
nadal znajduje się w strefie wartości neutralnych, przy czym trend przybiera
kierunek spadkowy RSItyg_fut.gif tylko CCI sygnalizuje, że z rynkiem jest
coś nie tak CCItyg_fut.gif Po wcześniejszym opuszczeniu poziomów uważanych za strefę
wykupienia, wskaźnik traci na wartości.
Jak zatem mamy rozumieć ostatnie spadki pod kątem analizy technicznej?
Niewątpliwie, mamy obecnie do czynienia z trendem spadkowym w krótkim
terminie. W średnim, póki nie zostanie przebite wsparcie nadal mamy trend
boczny. Przecież równie dobrze możemy znowu zatrzymać się w okolicach
wsparcia i wpaść w kleszcze marazmu. Niezależnie o tego, czy mamy trend
boczny, czy też może początek nowej tendencji spadkowej (zakładając, że
wsparcie padnie) od długich pozycji na razie bym stronił. Można próbować
łapać dołki, np. w okolicach wsparcia, ale raczej miałoby się to przejawiać
w zamknięciu krótkich pozycji niż w faktycznej grze na zwyżkę. Tak naprawdę
jednak póki nie zostaną pokonane poziomy oporów powinno się utrzymywać
krótkie pozycje. Jakie to opory? Pierwszym jest oczywiście luka bessy z
piątku, czyli wyjście nad poziom 1355 pkt. W tych okolicach znajdzie się
wkrótce linii trendu spadkowego Kontrakty.gif Podsumowując, nie ma jeszcze
co panikować. Wprawdzie da się zauważyć pierwsze symptomy nowego trendu
spadkowego, jednak póki wsparcie na poziomie 1295-85 się trzyma nie ma o
nowej tendencji mowy. Obrona powinna być ciekawa, zwłaszcza w kontekście
zbliżającej się oceny działalności funduszy emerytalnych. Sam test wsparcia
jest chyba przesądzony.
Kamil Jaros