Reklama

Weekednowa Analiza Futures

Gdy wspominałem w połowie maja o tym, że wybicie z 16 dnia tamtego miesiąca będzie pamiętane długo przez inwestorów, miałem na myśli początek jakiegoś nowego ruchu wzrostowego. Po długotrwałym marazmie, taki dzień niósł nadzieję na wybicie z trendu bocznego, a to z kolei dawało szansę na zyski, o które w czasie marazmu bardzo trudno. Jednak już parę dni później klarowny obraz zaczął mętnieć. Przystanek po wybiciu zaczął się przedłużać. W końcu po wielu dniach, miast bić nowe rekordy, rynek zacz

Publikacja: 16.06.2002 20:20

Gdy wspominałem w połowie maja o tym, że wybicie z 16 dnia tamtego miesiąca

będzie pamiętane długo przez inwestorów, miałem na myśli początek jakiegoś

nowego ruchu wzrostowego. Po długotrwałym marazmie, taki dzień niósł

nadzieję na wybicie z trendu bocznego, a to z kolei dawało szansę na zyski,

o które w czasie marazmu bardzo trudno. Jednak już parę dni później klarowny

Reklama
Reklama

obraz zaczął mętnieć. Przystanek po wybiciu zaczął się przedłużać. W końcu

po wielu dniach, miast bić nowe rekordy, rynek zaczął słabnąć. Zamknęliśmy

lukę hossy z 17 maja i znowu niewiadoma. Parę dni konsolidacji i próby

powrotu na poprzednie poziomy. Bez skutku. Robiło się coraz mniej

przyjemnie. W takiej atmosferze przyszło nam się zmagać z coraz głębszymi

spadkami na rynkach zachodnich. Przychodziło to ze sporym trudem ale się

Reklama
Reklama

udawało... do czasu.

Do czasu, gdy na rynku pojawiły się informacje o wielkości kredytów jakie

zostały udzielone niedawnej gwieździe polskiej gospodarki - Stoczni

Szczecińskiej. Blask tej gwiazdy zredukował swoje natężenie niemal do zera,

a ten który w nią zainwestował dziś boryka się w problemami. Te właśnie

problemy dotknęły większość giełdowych banków. Utworzyły one wraz z PKO BP

Reklama
Reklama

konsorcjum, które pożyczyło swego czasu stoczni 1,4 mld zł. Problemy z

płynnością spowodowały, że konsorcjum otrzymało propozycję zredukowania

zadłużenia stoczni, jako warunek zaangażowania się Skarbu Państwa w ramach

tzw. renacjonalizacji przedsiębiorstwa. Pierwszym, który ochoczo wyraził

zgodę, co nie powinno dziwić, był PKO BP. Także trzy inne banki się

Reklama
Reklama

zgodziły. Jednak konsorcjum jako całość nie wraziło zgody na takie

rozwiązanie. Nie wszystkie bowiem banki się zgodziły, w tym bank najbardziej

zaangażowany czyli PEO. Jest on najbardziej zaangażowany ale paradoksalnie

stosunkowo najmniej straci. Stosunkowo, bo licząc w wartościach

bezwzględnych może to być nawet 150 mln złotych, a to chyba jednak sporo.

Reklama
Reklama

Ten stoicki spokój przedstawicieli PEO wynika z rodzaju zabezpieczenia

kredytu udzielonego przez ten bank. Są nim budowane statki, a więc towar,

który być może da się upłynnić na znacznie lepszych warunkach niż to co

zaprezentowała stocznia. Przecież redukcja zadłużenia także nie gwarantuje,

że reszta długu zostanie spłacona. Zarząd od razu stwierdził, że perturbacje

Reklama
Reklama

z kredytem dla stoczni nie wpłyną ujemnie na wynik finansowy i prognoza

zysku pozostaje taka sama. No cóż, takie podejście wydaje się raczej mało

wiarygodne i rynek to odpowiednio wycenił. Inne banki mają nieco większe

problemy, co będzie rzutować na ich wyniki w większym stopniu.

Moim zdaniem akcjonariuszy BRE powinno martwić podejście Pana Kostrzewy do

całej sprawy. Twierdzi on, że ma ona dla jego banku marginalne znaczenie,

gdyż jego zaangażowanie mieści się w kwocie dwucyfrowej. Czyżby BRE

pożyczyło stoczni tylko 99 złotych? Oczywiście, że nie. Chodzi o minimum 10

mln złotych a sądzę, że jest to jednak więcej. Czy to jest mała suma? Pan

Prezes lekką ręką macha na nią. Trochę mnie to dziwiło - przecież nie są to

jego pieniądze lecz akcjonariuszy. Szybko jednak dotarło do mnie, że Pan

Prezes ma obecnie trochę inne problemy z własnymi inwestycjami i kolejne

straty rzędu nawet 99 mln złotych nie robią na nim wrażenia. Takie gwiazdy

jak ELE łatwo mu to zrekompensują, prawda?

To mnie martwiło, ale ubawiła mnie wypowiedź ministra Kaczmarka

komentującego decyzje poszczególnych banków zainteresowanych sprawą.

Stwierdził on, że banki, które nie zgodziły się na redukcję zadłużenia

zachowały się nie tylko nie fair wobec stoczni, ale także i pozostałych

uczestników konsorcjum. Chciałbym niniejszym przypomnieć Panu Ministrowi, że

żyjemy w

imieniu właścicieli tego banku i ma być ona jak najkorzystniejsza dla nich,

a nie dla innych banków biorących udział w konsorcjum, które nie potrafiły

sobie zagwarantować spłaty kredytu. Występuje tu gra interesów, a wygrywa

ten, które swoje zabezpieczył najlepiej. Czy PEO faktycznie straci mniej

starając się samodzielnie dokończyć budowę statków? Nie wiem. Zarząd jednak

podjął taką decyzję i z niej powinien być później rozliczony. Gadki o grze

fair wobec innych banków to zwykła polityczna paplanina. "Poszkodowane"

banki mogły przecież do konsorcjum nie wchodzić. Liczyły jednak na zysk. Ten

bez ryzyka nie występuje, nawet w przypadku obligacjach skarbowych.

Inną sprawą, która zaprzątała głowy naszych inwestorów była sprawa, która

zaprzątała głowy inwestorów na całym świecie. Ostatnia seria danych makro

pokazała, że z gospodarką w USA nie jest tak różowo, jak mogło się jeszcze

niedawno wydawać. Sprzedaż detaliczna (generator 2/3 amerykańskiego PKB) po

kwietniowym imponującym skoku o ponad 1% w maju zamiast wzrosnąć, spadła.

Produkcja przemysłowa wprawdzie wzrosła, ale nie tak, jak oczekiwała

większość analityków. Dodając do tego fatalny wskaźnik nastrojów podany w

piątek przez Uniwersytet Michigan, można odnieść wrażenie, że to co się

miało właśnie powoli rozpędzać trafiło na jakąś dziurę, która skutecznie

ruch do przodu zahamowała. Trendy na indeksach są wyraźne. Poziomy bieżących

notowań powoli zbliżają się do okolic dołków ustanowionych zaraz po ataku 11

września ub. r. Pamiętamy, jaka w tamtym okresie była psychoza, by nie

sprzedawać akcji. Nawoływano wszędzie gdzie się da, że patriotycznym jest

dokonanie zakupów na rynku kapitałowym, że sprzedawanie w tamtym okresie

było niemal równe akceptacji ataku. Te wszystkie bzdury odniosły taki

skutek, że rynek potrafił się podźwignąć. Nawet dość sporo. Potem przyszły

nieco lepsze dane makro - gospodarka została podpompowana pieniędzmi

rządowymi. Ten impuls zdaje się jednak wyczerpywać. Ci, co wtedy kupili,

bądź nie sprzedali czuli się do niedawna bardzo pewnie mając

przeświadczenie, że "najgorsze mają już za sobą". Zdaniem wielu analityków,

panika po ataku na WTC miała zakończyć bessę. Dane makro dawały nadzieję.

Było OK. Tylko , że w pewnym momencie indeksy przestały rosnąć. Jestem

ciekaw jak będą czuli się amerykanie w momencie ustanawiania przez indeksy

nowych dołków Nasdaq.gif SP500.gif Do kogo będą mieli pretensje? Co powiedzą

nawołujący do "patriotyzmu"? Sytuacja robi się bardzo nieciekawa. Aha,

jeszcze jedno... w jakim momencie bessy jest indeks Dow.gif Jones?

Niezależnie jak bardzo będą tego chciały nasze fundusze, rynek w Warszawie

nie może pozostać zupełnie obojętnym na sytuację na rynkach światowych.

Zwłaszcza, że nie jest ona sprzyjająca inwestycjom na dłuższy termin. Możemy

oczywiście pozostać najmocniejszym rynkiem świata. Wydaje mi się jednak, że

gdyby w Ameryce doszło do pokonania ostatnich dołków nasz rynek nie zdołał

by się obronić przed spadkiem. Jego skala może nie byłaby taka sama, jak na

giełdach w Nowym Jorku, ale nie ma co się łudzić, że stalibyśmy w miejscu.

Jedyny obrońca jest już mocno zapakowany w akcje, a ciągle go karmią nowymi

papierami (BoNY zmniejszył udział w PEO do poniżej 5% - teraz może

sprzedawać cichcem).

Tak jak dla Amerykanów poziomem-papierkiem lakmusowym tendencji na rynku

jest dołek po ataku na WTC, tak dla nas próbą odpowiedzi na pytanie, co się

właściwie dzieje, jest poziom 1285-95 pkt. dla kontraktów. On to przez długi

czas skutecznie zatrzymywał zapędy niedźwiedzi. Prób jego przebicia było

kilka i żadna na poważnie się nie powiodła. Przez pierwsze miesiące obecnego

roku utrzymywał się na wyższym poziomie, a niedowiarki zaczęły myśleć o

faktycznym wybiciu. Sprawy jednak nie chciały iść dalszym wzrostowym tokiem.

Konsolidacja na wyższej półce się przeciągała. Obecnie można dojść do

wniosku, że "wybijający" w tym czasie spokojnie wyszedł z rynku. Wtedy nadal

czekaliśmy na wzrost, który nadal nie chciał nadejść. Rozbudzone nadzieje

nie zostały zaspokojone. Początkiem czerwca nastąpiło wybicie z tej małej

konsolidacji, ale dołem. Po kilku dniach wahań kursy spadły jeszcze

bardziej. Majowe wybicie okazało się pułapką, która teraz może się zemścić.

Można zakładać, że przejdzie nam obserwować faktyczne wybicie z tego

wielkiego trójkąta. Wybicie dołem. Wskaźniki dzienne oczywiście potwierdzają

spadki. Zarówno te szybkie, które już w większości osiągnęły stan

wyprzedania ( CCIdzienny_fut.gif RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif ),

jak i te wolniejsze, które mają za zadanie wskazywać na faktyczny trend

panujący na rynku MACDdzienny_fut.gif Wskazania dla indeksu są niemal

identyczne.

Biorąc pod uwagę wykresy tygodniowe można dojść do wniosku, że trend

sygnalizowany obecnie przez MACD dla danych dziennych znajduje potwierdzenie

takie i na danych tygodniowych FUTUREStyg.gif Majowa biała świeca została

prawie cała zakryta przez świecę czarną z tego tygodnia. Powinno to zmartwić

właścicieli długich pozycji. Trzeba jednak zaznaczyć, że tutaj jeszcze na

panikę jest stanowczo za wcześnie. Wprawdzie ceny spadły ale w tym

horyzoncie to tylko kontynuacja trendu bocznego, co także sugeruje

MACDtyg_gif niezbyt oddalając cię od swej linii sygnału. Takie wnioski można

też wyciągnąć po obserwacji innych wskaźników. ROC nadal jest pomiędzy dwoma

liniami trendu ROCtyg_fut.gif . Czekamy tu na przebicie jednej z nich. RSI

nadal znajduje się w strefie wartości neutralnych, przy czym trend przybiera

kierunek spadkowy RSItyg_fut.gif tylko CCI sygnalizuje, że z rynkiem jest

coś nie tak CCItyg_fut.gif Po wcześniejszym opuszczeniu poziomów uważanych za strefę

wykupienia, wskaźnik traci na wartości.

Jak zatem mamy rozumieć ostatnie spadki pod kątem analizy technicznej?

Niewątpliwie, mamy obecnie do czynienia z trendem spadkowym w krótkim

terminie. W średnim, póki nie zostanie przebite wsparcie nadal mamy trend

boczny. Przecież równie dobrze możemy znowu zatrzymać się w okolicach

wsparcia i wpaść w kleszcze marazmu. Niezależnie o tego, czy mamy trend

boczny, czy też może początek nowej tendencji spadkowej (zakładając, że

wsparcie padnie) od długich pozycji na razie bym stronił. Można próbować

łapać dołki, np. w okolicach wsparcia, ale raczej miałoby się to przejawiać

w zamknięciu krótkich pozycji niż w faktycznej grze na zwyżkę. Tak naprawdę

jednak póki nie zostaną pokonane poziomy oporów powinno się utrzymywać

krótkie pozycje. Jakie to opory? Pierwszym jest oczywiście luka bessy z

piątku, czyli wyjście nad poziom 1355 pkt. W tych okolicach znajdzie się

wkrótce linii trendu spadkowego Kontrakty.gif Podsumowując, nie ma jeszcze

co panikować. Wprawdzie da się zauważyć pierwsze symptomy nowego trendu

spadkowego, jednak póki wsparcie na poziomie 1295-85 się trzyma nie ma o

nowej tendencji mowy. Obrona powinna być ciekawa, zwłaszcza w kontekście

zbliżającej się oceny działalności funduszy emerytalnych. Sam test wsparcia

jest chyba przesądzony.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama