Czerwiec przyniósł zakończenie trendu bocznego, w którym głównej indeksy GPW poruszały się od pięciu miesięcy. Tak jak na czołowych rynkach świata, tak i u nas wybicie nastąpiło dołem. Cieszyć mogą się z niego tylko grający na kontraktach, bo dla posiadaczy akcji zmiana trendu na spadkowy, jeśli nie towarzyszyła jej szybka reakcja w postaci sprzedaży papierów, oznacza rosnące straty.
Pytanie, gdzie zakończy się obecna fala spadkowa, pozostaje otwarte. Patrząc na wykresy czołowych indeksów zagranicznych, które po wybiciu z analogicznych trendów bocznych przyspieszyły spadki i znajdują się już w okolicach wrześniowych dołków, wydaje się mało prawdopodobne, żeby WIG20 zakończył bessę powyżej 1000 pkt. Właśnie stamtąd indeks rozpoczynał wzrost na jesieni zeszłego roku.
Banki pod kreską
Największą miesięczną stratę od października 2000 roku poniósł indeks WIG-Banki, którego wartość spadła ponad 10%. To efekt problemów z kredytami dla upadającej Stoczni Szczecińskiej, a może przede wszystkim postawy samych banków, które początkowo broniły się przed podaniem szczegółowych informacji na temat swoich interesów ze stocznią. Już od jakiegoś czasu "bankowe" akcje miały kłopoty z kontynuacją długoterminowych trendów wzrostowych. Sprawa stoczni okazała się impulsem, który zachęcił podaż do bardziej zdecydowanych działań. Ich efektem jest zmiana trendów średnioterminowych na wykresach kursów Pekao, BZ WBK i BPH PBK. Akcje tych banków potaniały w czerwcu między od 12 do 19%.
Jeszcze zanim wyszły na światło dzienne problemy ze stocznią, uznaniem inwestorów nie cieszyły się akcje BRE. Czerwiec przyniósł zakończenie korekcyjnego trendu wzrostowego na rynku tych papierów, w efekcie czego ich kurs spadł w piątek do najniższego poziomu w tym roku (107,5 zł).