Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont To był dość nudny tydzień, nie dający zbyt wielu okazji do zarobku. Zakończyliśmy go (1068) spadkiem jedynie 3 pkt., dokładnie po środku zasięgu wahań z tego tygodnia (1047-88). Taka zmienność wygląda bardzo mizernie przy niemal codziennych "jazdach" na amerykańskich giełdach i ostatniej dynamicznej fali spadkowej na naszym rynku. Po takich atrakcjach ostatni tydzień wydawał się ciągnąć w nieskończoność, o braku weny twórczej do jego komentowania nawet nie wspominając. Na p

Publikacja: 04.08.2002 19:27

Marek Pryzmont

To był dość nudny tydzień, nie dający zbyt wielu okazji do zarobku.

Zakończyliśmy go (1068) spadkiem jedynie 3 pkt., dokładnie po środku zasięgu

wahań z tego tygodnia (1047-88). Taka zmienność wygląda bardzo mizernie przy

niemal codziennych "jazdach" na amerykańskich giełdach i ostatniej

Reklama
Reklama

dynamicznej fali spadkowej na naszym rynku. Po takich atrakcjach ostatni

tydzień wydawał się ciągnąć w nieskończoność, o braku weny twórczej do jego

komentowania nawet nie wspominając.

Na pierwszy ogień idą dane o deficycie obrotów bieżących. To już kolejna

jaskółka przynosząca dobre dane po ostatniej dynamice produkcji

przemysłowej. Teraz deficyt był dwukrotnie mniejszy od prognoz, a eksport

Reklama
Reklama

bardzo znacząco wzrósł. Zadziwiający jest tutaj jeden fakt. Przez ostatnie

kilkanaście miesięcy nabijałem się z magicznego stwierdzenia "następny

kwartał". Padało ono w większości "bankowych" i "rządowych" analiz. W

momencie gdy pojawiają się dobre dane, niemal wszyscy jednogłośnie mówią, że

to tylko korekta, że to nie jest trwała tendencja, poczekajmy na kolejne

dane, to dopiero pierwsza jaskółka ... i wcześniejszy optymizm prysł jak

Reklama
Reklama

bańka mydlana akurat przy pierwszych dobrych danych. Zadziwiające, choć do

prawdziwego ożywienia nam jeszcze daleko, widać przecież wyraźnie, że

gospodarka przestała się staczać i zapowiadane przeze mnie pozytywne efekty

procesu obniżek stóp zaczynają być powoli widoczne. To faktycznie dopiero

pierwsze jaskółki i nie głoszę tutaj jakiegoś super optymizmu, bo z kryzysów

Reklama
Reklama

(tak to trzeba nazywać) tak szybko i gwałtownie się nie wychodzi, ale

patrząc na ostatnie dane mam mimo wszystko coraz większą nadzieję, że dno

koniunktury (nie giełdowe) już za nami, a pod koniec roku mój obecny

optymizm zagości wśród innych analityków.

Zdecydowanie nie pasuje mi tylko jeden puzzle w tej układance. Rynki

Reklama
Reklama

zachodnie, na które w niedalekiej przyszłości powinna zawitać ponowna

recesja. Choć problemy polskiej gospodarki wynikają bardziej z problemów

wewnętrznych, niż zewnętrznych, to oczywiście nie żyjemy na Księżycu i

kolejne ogólnoświatowe spowolnienie gospodarcze będzie także na nas

oddziaływać. Bardziej odnosiłbym to jednak do spadku inwestycji

Reklama
Reklama

zagranicznych, niż do naszego eksportu, który według niektórych jest naszą

jedyną nadzieją, co jest moim zdaniem nieco błędnym założeniem. Patrząc na

ostatni okres, wbrew ekonomicznym regułom, nie było wcale żadnego dużego

spadku eksportu w związku ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego Eurolandu.

Eksport cały czas trzymał się na dość wysokim poziomie, a ostatnie dane o

deficycie pokazały wzrost eksportu trzeci miesiąc z rzędu (8,5% więcej niż

rok wcześniej). Wprawdzie wszystkie dane makro ze wskaźnikami nastroju na

czele ostrzegają przed kolejnymi problemami naszych zachodnich sąsiadów, ale

raz jeszcze powtórzę, że po pierwsze nie determinuje to naszej koniunktury

aż tak mocno jak się powszechnie uznaje, a po drugie problemem polskiej

gospodarki nie jest słaby eksport czy złotówka, ale głównie słaby popyt

wewnętrzny i to właśnie to ostatnie zdecyduje o ewentualnym ożywieniu

gospodarczym. Jeśli zaś chodzi jeszcze o inwestycje zagraniczne, to tutaj

mamy dość nietypową sytuację ze względu na zbliżające się wejście Polski do

UE, więc wcale nie musi dojść do ucieczki zagranicznych inwestorów z Polski

(nie mówię o giełdzie !!). Na razie z lekkim optymizmem i nadzieją pozostaje

obserwować poczynania rządu, a szczególnie uważnie konstruowanie budżetu,

którego już zawczasu przestraszył się Standard&Poor obniżając rating dla

polskich papierów. Następni optymiści obniżający do tej pory świetny rating

w dołku koniunktury (to założenie ;-wno kupna jak i

sprzedaży. Ale obecna sytuacja wygląda tak, że zagranica systematycznie

pozbywa się znaczących pakietów akcji, a polskie fundusze chętnie je

odbierają (szczególnie na majowym szczycie - o czym przynudzać będę z uporem

maniaka). Szerzej o ucieczce kapitału zagranicznego z GPW było w piątkowym

Parkiecie, a tak w skrócie to ... Od początku roku bilans inwestycji

zagranicznych (łącznie wszystkich instytucji) w akcje polskich spółek jest

najgorszy w historii. Do końca czerwca z GPW wypłynęło 326 mln USD !!!.

Bilans portfelowych inwestycji zagranicznych w akcje polskich społek może

być w 2002 ujemny po raz drugi z rzędu. W poprzednich latach wyglądało to

następująco 1998` +951 mln USD, 99` +882 USD , 00` +866 USD i to był

ostatni wzrost, 01` (-)306 USD, a w tym roku tylko do czerwca (lipiec

jeszcze gorzej) było (-)326 USD. Posiadacze kwitów depozytowych (Deutsche

Bank Trust Company Americas i Bank of New York) sypią papiery na potęgę

korzystając z każdej korekty, no i jak mówiłem wcześniejszego majowe

sztucznego trzymania rynku. A teraz uwaga. "Ta struktura inwestorów jest

korzystna" - powiedział dziennikarzom Rozłucki. Też bym się cieszył Panie

Prezesie, gdyby tort obrotów podzielony został po 30% między indywidualnych,

zagranicznych, instytucjonalnych, ale tylko wtedy, gdyby przy takim podziale

obrotów występowała mniej więcej taki sam udział w akcjonariacie. Faktem

jednak jest, że indywidualni uciekają z rynku kasowego na terminowy, a

zagraniczni w ogóle się wycofują. OFE skupują wszystko trochę z przymusu

braku innych mozliwości, trochę z ochrony wartości dotychczasowych

inwestycji. Perspektywą dla rynku akcji za kilkanaście miesięcy jest samotna

walka OFE z wiatrakami i z tego bym się raczej nie cieszył.

Liczyć jedynie można, że w końcu inwestorzy zobaczą skalę przewartościowania

np. amerykańskiego rynku i uciekając stamtąd cokolwiek kapnie na nasz

skromny grajdołek. Akurat naszemu parkietowi potrzebny byłby tylko mały

procent kapitału średniej wielkości funduszu. Tyle tylko, że to właśnie

powoduje brak zainteresowania poważnych inwestorów naszym małym i niepłynnym

rynkiem. A w USA coraz więcej powodów do ucieczki. Do utraty zaufanie

księgowych, audytorów i zarządów spółek, doszła utrata zaufanie do całej

administracji państwowej. Zaczęło się ostatnio od brudnych interesów

prezydenta i wiceprezydenta, a dzieła zniszczenia w zaufaniu dokonała

ostatnia rewizja danych PKB za kilka poprzednich kwartałów. Nie jest to nowa

praktyka, ale skala zmian była zaskakująca i zdecydowanie większa niż

zwykle. Do tego odnosiła się do dość kluczowych kwartałów. Głównie chodzi o

cały poprzedni rok, w którym na przykład w pierwszym kwartale zamiast

wzrostu 1,3% był spadek 0,6%. W drugim kwartale zamiast +0,3 było -1,6% co z

kolejnym kwartałem -0,3% daje nam książkową recesję. Skala tych korekt jest

zdecydowanie za duża porównując to do ostatnich 22 lat, gdzie średnia

korekta nie przekroczyła 0,7% (zresztą w większości była do góry, a nie w

dół). Trudno przy takich korektach ufać obecnym danym. Trudno też przy

obecnych ogólnoświatowych zawirowaniach przedstawiać bardzo dokładne dane.

Może nie jest to celowe wprowadzanie w błąd, ale tendencja do zawyżania

danych i ich późniejszych korekt staje się coraz bardziej wyraźna.

Niepewność na giełdzie przynosi dużo większe straty niż złe dane. Po

rozczarowującym wstępnym PKB +1,1% w drugim kwartale trudno w tej chwili

prognozować jak dokładne są to dane. Według wieloletnich statystyk korekta

do końcowych danych nie powinna przekroczyć -0,6 do +1%. Nawet przy tym

optymistycznym założeniu jest to zdecydowanie za mało jak na oczekiwane

ożywienie i obecną wycenę spółek. powrotu na wrześniowe

dołki. Na razie wzrosty powstrzymała linia trendu (powinienem napisać -

fatalne dane makro), do której Dow.gif i SP500.gif zabrakło parę procent, a

od której Nasdaq.gif zdążył się już odbić. Skąd ta słabość po tak mocnych

sesjach. Może stąd, że te odbicia były za mocne. Wzrost od dołka przekroczył

przecież dwucyfrowe wartości i wszystko w kilka dni. Zresztą skończył się

już festiwal zamykania krótkich pozycji. To jest to czego naszym polskim

bykom trochę brakuje ;-). Nikt nie musi "kupować" akcji by rosło. Wystarczy,

że niedźwiedzie zaczną realizować zyski i wzrost indeksów gotowy. Teraz

jednak potrzeba kapitału, który widziałby szansę na wzrosty przez co

najmniej kilka tygodni. Moim zdaniem taki w nadchodzących tygodniach

powinien się jeszcze pojawić. O danych makro nie piszę na razie. Znów mamy

cały tydzień danych, ale to zostawię na codzienne komentarze.

A co czeka nasz rynek ? W ostatnim tygodniu zalecałem raczej mały

odpoczynek, gdyż z dołu fundusze bronić będą dna bessy, a do wzrostu

potrzebna jest jakaś konsolidacja. Bez niej wszystkie fale wzrostowe kończą

się zasypaniem rynku podażą przez wszystkich spóźnialskich, którzy nie

zdążyli wyjść z rynku i korzystają z ruchu powrotnego. Konsolidacja trochę

już trwa i oczywiście nie musi ona oznaczać, że wyjdziemy do góry i ruszymy

do korekty. Niechętnie stawiałbym teraz prognozę dla naszego grajdołka, ale

bliżej mi właśnie do uznania obecnej konsolidację za budowę podstawy do

zrobienia korekty. Czemu niechętnie ? Kto jest dłużej na naszym rynku tego

nie muszę przekonywać, że w krótkim terminie zachowanie indeksów w dużej

mierze zależy od kaprysu i dziwnych gier funduszy. Analogią niech będzie

właśnie okres ostatniej publikacji zysków spółek. Taki mamy właśnie obecnie,

a poprzedni kwartał jak wyglądał ? Wyniki podawane na początku maja były

wprost fatalne. Zresztą nie tylko ja je mocno krytykowałem, ale także ci

"zależni" ;-) analitycy nie wypowiadali się zbyt przychylnie. Na świecie

wszystko się wali i perspektywy wręcz dramatyczne, a nasz rynek zażarcie

przez parę tygodni broni styczniowej luki hossy, po czym jedziemy 10% do

góry. Dopiero później przyszła pora by za to zapłacić. Obecne wyniki

zapowiadają się jeszcze gorsze, ale czy dominować będzie myślenie życzeniowe

na zasadzie "gorzej być nie może", czy raczej strach przed fatalnymi

wynikami ..... nie potrafię teraz powiedzieć. Na obecnych wynikach odbijać

się będą także błędy poprzednich kwartałów, gdzie także mocno krytykowane

niskie rezerwy banków były po prostu ignorowane, a banki ustanawiały kolejne

cenowe rekordy, zupełnie jakby bankrutowali wszyscy, tylko nie akurat

klienci banków. Teraz nie dość, że rezerwy muszą być i tak utworzone, to

dochodzi utrata zaufania do tego sektora i mocne rozczarowanie. To taka

przestroga na przyszłość, choć sam nie wiem czy kogokolwiek poza inwestorami

interesuje kurs spółki.

Najciekawiej powinno być przy Pekao i BRE. PEO podaje wyniki już w

poniedziałek i ostatnie obniżenie rocznej prognozy o 400 mln nie wróży nic

dobrego. Na pierwszym planie jest zaangażowanie w Stocznie, ale przecież to

tylko 150 mln. Gdzie się podziało 250 mln ? Średnia prognoza na ten kwartał

wynosi 75 mln wobec 325 mln w analogicznym zeszłorocznym okresie i wobec 304

mln w pierwszym kwartale tego roku. Spadek widać więc jest znaczący i choć

kurs sporo już zdyskontował, to jeśli spełniłyby się niektóre niedźwiedzie

prognozy zysku (np. ING Securities 18 mln) to kurs dalej mocno by ucierpiał.

W takich wypadkach zarząd mógłby uratować kurs zapowiedzią poprawy w

następnych kwartałach, ale po ostatnim okłamywaniu inwestorów, nikt w to nie

uwierzy. Dri za drugi

kwartał bank poda w środę i wynieść mają około 20 mln zysku. W tym wypadku

trudno mi trochę wyobrazić sobie jakieś pozytywne niespodzianki. Wszystko

wskazuje na ogromne kłopoty banku, a zwalnianie pracowników dobre byłoby w

takich firmach jak TPS, a nie w BRE (i to rzekomo głównie w działach

zajmujących się udzielaniem kredytów instytucjom, z czego bank przecież

słynie i na czym zarabia, a z czym będzie mieć dodatkowe trudności po

utracie wizerunku). Zaskakująco dobry zysk podejrzewam, że także rynku by

nie ucieszył, budząc obawy (już były plotki) o "kretywną księgowość". Przy

korekcie prognozy zwróciłbym uwagę na czym bank opiera szacunkowy zysk.

Jeśli chce go osiągnąć na wzroście kursu Elektrimu, Szeptela, lub sprzedaży

ITI, Skarbca czy Mbanku, to powinno budzić to spore obawy. Sam bank na

indeks nie wpływa, ale zapewne na atmosferę znacząco. Inne wyniki są

oczywiście nie mniej istotne, choć tak jak pisałem nie zawsze w krótkim

terminie przekłada się to na ruch indeksów. Zobaczmy więc na analizę

techniczną.

Cały tydzień dominował trend boczny, choć indeks tak naprawdę porusza się w

kanale wzrostowym. W piątek zakończył spadek niemal dokładnie na dolnym

ograniczeniu. Załamanie tego kanału nie oznacza od razu dalszej przeceny.

Szerokość kanału nie jest na tyle znacząca. Indeks_intra.gif Kontrakty

linię trendu wzrostowego w piątek już przebiły, ale dalej utrzymują się w

zasięgu konsolidacji. Kontrakty_intra.gif Wsparciami są oczywiście ostatnie

dołki wyprzedaży i mocno ujemna baza wskazuje na powszechne oczekiwanie na

ich ponowny test. Niżej bez dramatu na zagranicznych parkietach na razie

spaść nie powinniśmy. Jeśli chodzi o obecnie bliższy memu sercu ruch do

góry, to tutaj najważniejszym poziomem jest na obu rynkach obszar 1100-20

gdzie widać znaczące opory, zarówno w postaci średnich, linii trendu, luk

bessy, jak i choćby pierwszego zniesienia.gif Wyjście nad ten obszar

dałoby nieco optymizmu nawet w średnim terminie, choć droga do góry usiana

jest tyloma oporami, że nawet nie ma sensu wszystkich na wykresie zaznaczać.

Pierwszy w okolicach 1150 pkt Kontrakty_dzienny.gif Indeks_dzienny.gif Na

wskaźnikach coraz więcej zachęt do uznania konsolidacji za wstęp do korekty.

RSI.gif ciągle w pozytywnej dywergencji, Trix.gif bardzo mocno wyprzedany a

MACD.gif dał w piątek kolejny sygnał kupna, choć teraz nieco bardziej

wiarygodny, ze względu na pozytywne dywergencje na histogramie. Na indeksie

sygnał kupna w czwartek był po raz pierwszy w całej fali spadkowej

MACD_wig20.gif

Nieco powodów do optymizmu gdzieś znalazłem i muszę powiedzieć, że to

zdecydowanie trudniejsze niż wynajdywanie przewartościowania rynku i powodów

do spadku. Sytuacja byłaby zupełnie inna gdyby wartość spółek odpowiadała

fundamentom, a tak nie jest ... na całym świecie. Dlatego najlepszym

rozwiązaniem byłby odpoczynek od giełdy i powrót na nią (zapewne za

kilkanaście miesięcy dopiero) dopiero w momencie gdy skończy się bessa.

Jednak łatwo mówić, trudniej zrobić. Jednak jeszcze trudniej jest łapać

jakieś korekty w nieskończonej bessie, dlatego pomimo lekkiego optymizmu

przestrzegam przed graniem przeciwko głównemu trendowi. Nie trzeba cały czas

mieć otwartych pozycji i okresy niepewności można przeczekać poza rynkiem.

Ja preferuję ochronę kapitału, choć jeśli zobaczę wybicie z konsolidacji to

postaram się szybko dołączyć. Niezależnie w którą stronę, choć obecnie

spodziewam się prędzej wzrostu.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama