Przed sądem w Lubinie zeznawali wczoraj pracownicy hotelu w Szklarskiej Porębie, w którym w trakcie swojej kampanii prezydenckiej w sierpniu 2000 r. przebywał Marian Krzaklewski. Kosztami obciążono KGHM SA.
Na ławie oskarżonych w procesie zasiadają: były prezes lubińskiego holdingu Marian K. oraz jego zastępca Marek S. Prokuratura zarzuciła im poświadczenie nieprawdy oraz działanie na szkodę spółki, która finansowała pobyt kandydata w luksusowym hotelu.
Według przesłuchiwanych wczoraj świadków, Marian Krzaklewski przebywał w luksusowym hotelu "Bornit" w Szklarskiej Porębie kilka dni. Towarzyszyło mu od kilku do kilkunastu osób (m.in. żona, specjalista od wizerunku Piotr Tymochowicz oraz pracownicy ochrony). Według prokuratury, grupa zajęła łącznie 11 hotelowych pokoi. Za ich pobyt wystawiono rachunek opiewający na blisko 30 tys. zł, którym obciążono KGHM.
- Rozmawiałam z jednym z mężczyzn. Mówił, że jest ochroniarzem. On i kilku innych sprawdzali np. szatnie lub basen przed wejściem tam Mariana Krzaklewskiego. Mieli też dyżury w nocy - mówiła pracownica recepcji.
- Otrzymaliśmy polecenie, aby Mariana Krzaklewskiego oraz wszystkie towarzyszące mu osoby zameldować pod jedną pozycją: gość specjalny. Nigdy wcześniej ani później nie słyszałam o takiej praktyce. Nawet gdy odbywało się u nas posiedzenie rady nadzorczej holdingu, to zawsze wszystkich meldowaliśmy, podając imię i nazwisko - zeznała była kierownik recepcji.