Spółka chce na razie objąć układem zobowiązania w kwocie około 15 mln zł. I, jak informowaliśmy, wystąpiła już do sądu. Chodzi o długi wobec kontrahentów, niezabezpieczone. Ale to nie wystarcza - nawet jeśli postępowanie zakończy się sukcesem i zobowiązania zostaną zredukowane (o 40%), spółka zbankrutuje, jeśli nie porozumie się z innymi wierzycielami. Wniosek o układ pomija bowiem w tej chwili w sumie prawie 100 mln zł zobowiązań. Chodzi o długi handlowe, zabezpieczone oraz przede wszystkim kredyty zaciągnięte na budowę linii do produkcji rur zgrzewanych prądami wysokiej częstotliwości.
- Chcemy je również włączyć do układu. Prowadzimy na ten temat rozmowy z wierzycielami - informuje nas Jerzy Smędzik, członek zarządu Huty Ferrum.
Na propozycję włączenia jego wierzytelności do układu nerwowo zareagował Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej z Katowic, który zażądał w poniedziałek spłaty ponad 10 mln zł pożyczki. Z naszych informacji wynika, że nie prowadzi on obecnie negocjacji z Hutą. Nie może jednak liczyć, że w wyznaczonym - 7-dniowym - terminie, dostanie pieniądze. Spółka ich po prostu nie ma.
Na rozmowy zgodziły się ING BSK i BOŚ. - Rozmawiamy nie tylko o redukcji zobowiązań, ale i o zamianie długu na akcje - przyznaje Jerzy Smędzik. - Nie chcę jednak w tej chwili mówić o szczegółach. Mamy nadzieję, że banki zaakceptują nasze propozycje.
ING BSK, któremu Huta winna jest około 50 mln zł, to największy akcjonariusz przedsiębiorstwa. Ma pakiet ponad 28% akcji spółki, które również przejmował za długi od jej akcjonariuszy. Bank będzie też musiał najprawdopodobniej zapłacić około 5 mln zł WFOŚiGW, ponieważ do tej kwoty poręczył pożyczkę zaciągniętą przez Hutę.