Od 30 września do 9 października - w ciągu ośmiu sesji - notowania akcji Relpolu, spadły o 24,3%, z 25,50 zł, do 19,30 zł (w środę). W momencie kiedy rozpoczęło się pasmo spadków, Relpol zakończył skup własnych papierów z rynku. Zarząd spółki wydał specjalne oświadczenie, w którym zapewnił, że w firmie nie dzieje się nic, co uzasadniałoby utratę wartości rynkowej walorów. Równocześnie podtrzymana została tegoroczna prognoza finansowa. Producent m.in. przekaźników elektrycznych przewiduje, że jego zysk netto w 2002 r. wyniesie 1,36 mln zł, a przychody ze sprzedaży sięgną 70,7 mln zł. Ponadto zarząd poinformował, że zamówienia na przyszły rok sięgają już 90 mln zł. Zdaniem prezesa Wróbla, planowany na przyszły rok wzrost sprzedaży to głównie zasługa wieloletniej umowy z włoską firmą Carlo Gavazzi, która zapewni 20% wpływów ze sprzedaży w 2003 r. Wymierny efekt finansowy da również rozpoczęta we wrześniu produkcja gniazd do przekaźników.
Dlaczego więc, mimo braku fundamentalnych przyczyn, akcje Relpolu tak znacząco traciły na wartości? Władze firmy mają swoją teorię. Spółka od pewnego czasu szuka nabywcy dla swoich akcji, które kontroluje za pośrednictwem firm zależnych (ok. 25%, licząc po umorzeniu 11%, które ma w portfelu spółka-matka). Być może ktoś próbował zbić kurs, aby odkupić akcje od Relpolu po atrakcyjniejszym kursie. - Ale my nie zaakceptujemy ceny niższej niż 40-41 zł, bo w innym przypadku musielibyśmy zaksięgować straty z transakcji - zapowiedział prezes Wróbel.
Czwartkowe deklaracje władz Relpolu uspokoiły nieco rynek. Na wczorajszej sesji notowania spółki zauważalnie wzrosły (w pewnym momencie nawet o 5%).