Reklama

Średnie spółki górą

Najwięcej w 2002 roku można było zarobić, uwzględniając firmy o przyzwoitych obrotach, na akcjach Groclinu, LPP i Apatora. To spółki spoza głównego nurtu notowań - wartość rynkowa każdej z nich nie przekracza 300 mln zł, średnie dzienne obroty w 2002 roku zamykały się na ogół kwotą 100 tys. zł. Honoru największych spółek skutecznie broniły banki, mimo że w połowie roku wstrząsnęły nimi kłopoty Stoczni Szczecińskiej.

Publikacja: 02.01.2003 08:52

Po dwóch kolejnych latach spadków udało się zatrzymać bessę. Przez ostatnie 14 miesięcy indeks WIG20 nie zanotował nowego minimum. Wprawdzie w połowie roku doszło do gwałtownego załamania koniunktury, kiedy w 3 miesiące indeks stracił 300 punktów, ale nie spadł poniżej dołka ukształtowanego w październiku 2001 roku na poziomie 1 tys. punktów.

Spadki udało się powstrzymać przy bardzo niesprzyjającej koniunkturze na giełdach zagranicznych. Najniższe wartości od kilku lat zanotowały jesienią 2002 roku wszystkie liczące się giełdy zagraniczne. Europa Środkowa, jako jeden z nielicznych regionów, oparła się bessie. Rok 2002 na plusie (licząc w walutach lokalnych) zakończyły parkiety w Budapeszcie i Pradze. Przyczyn tej względnej siły środkowoeuropejskich rynków analitycy upatrywali w zbliżającym się przystąpieniu krajów naszego regionu do Unii Europejskiej. Teraz, kiedy warunki przystąpienia zostały już wynegocjowane, główny czynnik, który utrzymywał nas na tak wysokim poziomie względem rozwiniętych parkietów, stracił znaczenie. "Pod Unię" rynki już nie będą rosły. Szczególnie że spodziewane ożywienie gospodarcze w krajach Piętnastki (a szczególnie w Niemczech) nie nadchodzi.

Krajobraz po Świeciu

Rok 2001 należał do Świecia, firmy wchodzącej w skład indeksu WIG20. Ostatnie 12 miesięcy to czas średnich spółek. W 2002 roku najwięcej można było zarobić na walorach Groclinu i LPP. Kurs pierwszej z firm wzrósł ponad 250%. Spółka bardzo umiejętnie wykorzystała słabszą postawę największych giełdowych firm, skupiając na sobie zainteresowanie inwestorów. Zgodnie z zapowiedziami zarządu grupa Groclinu powinna zarobić w 2002 r. 28 mln zł, co oznaczałoby, że byłby to drugi kolejny rok, w którym zyski spółki wzrosły. Ponieważ po trzech kwartałach zysk wynosił 21 mln zł, nie ma powodów, żeby w tę prognozę wątpić. Wypada tylko żałować, że spółka nie ma w zwyczaju dzielić się z akcjonariuszami swoim sukcesem poprzez wypłatę dywidendy. Pewnym cieniem na wzroście kursu kładą się też niskie obroty. Średnia dzienna wartość wymiany nie przekroczyła 100 tys. zł (licząc pojedynczo, jako iloczyn wolumenu i kursu giełdowego), co daje spółce miejsce w piątej dziesiątce rankingu obrotów.

Czy akcje Groclinu dadzą zarobić także w najbliższych miesiącach? Prezes firmy zapowiadał nową emisję akcji, m.in. w celu poprawienia płynności. To ma być przepustka do WIG20. Jednak emisja nowych walorów z reguły źle wpływa na kurs, dlatego nie wróżę powtórzenia sukcesu z 2002 r.

Reklama
Reklama

Komu do tej pory branża odzieżowa na giełdzie kojarzyła się z Bytomiem i Próchnikiem, musi przecierać oczy ze zdumienia, patrząc na sukces LPP. Kurs walorów wzrósł 190%. Przy czym LPP działa nieco inaczej niż tradycyjne spółki odzieżowe. Korzystając z dobrze funkcjonujących za granicą wzorców, firma jedynie projektuje i sprzedaje odzież, zlecając szycie fabrykom na Dalekim Wschodzie. Tym samym nie ponosi kosztów utrzymania parku maszynowego, może także utrzymywać niższe zatrudnienie niż giełdowi konkurenci.

Wzrost kursu ma uzasadnienie w dobrych wynikach finansowych. Rok 2002 będzie piątym z kolei, w którym zysk netto firmy wzrośnie. To najdłuższa tego typu seria na całej giełdzie. Hossa na walorach LPP ma jeszcze bardziej ekskluzywny charakter niż w przypadku akcji Groclinu. Średnie obroty na sesję nie przekraczają 50 tys. zł, co plasuje spółkę w siódmej dziesiątce rankingu obrotów. LPP nie płaci i zgodnie z zapowiedziami zarządu nie zamierza płacić dywidendy.Odpowiedź na pytanie, czy LPP powtórzy sukces w 2003 r., nie jest prosta. W 2002 roku zyski zwiększyły się o 80%, kurs na giełdzie wzrósł prawie o 200%. Nawet jeśli dynamikę zysków uda się utrzymać, nie wiem, czy będzie to usprawiedliwiać równie szybki wzrost notowań.

Trochę w cieniu liderów znalazły się akcje Apatora. Bez takiego szumu medialnego, jak w przypadku Groclinu i LPP, ale przy podobnie niskich obrotach, kurs papierów wzrósł prawie o 100%. Ważne, że jedną z przyczyn sukcesu był skup własnych akcji. Spółka nabyła ponad 1 mln akcji z 2,8 mln wyemitowanych walorów. Bez kontynuacji zakupów na giełdzie powtórzenie sukcesu z 2002 r. będzie bardzo trudne.

Do łask inwestorów wrócił Polifarb Cieszyn-Wrocław. Po pięciu kolejnych latach, w których kurs tych akcji spadał, notowania wzrosły 73%. Biorąc pod uwagę, że podstawę do wzrostu stanowiła solidna konsolidacja, trend ten może być kontynuowany także w najbliższym czasie. Kurs akcji nie powinien mieć kłopotu z osiągnięciem 10 zł.

Przez cały praktycznie rok rósł kurs akcji Żywca, zbliżając się do granicy 400 zł. To najdroższe (nominalnie) walory na całym rynku. Do rekordowego poziomu z 1998 roku (545 zł) brakuje jeszcze sporo, ale wobec niskiej płynność akcji, co sprzyja wzrostom, jego osiągnięcie jest realne.

Tylko banki

Reklama
Reklama

Honoru największych spółek broniły banki. W mijających 12 miesiącach zarobić można było na akcjach wszystkich największych firm z tego sektora. Notowania BZ WBK wzrosły o 41%, Pekao i PBH PBK prawie o 20%. Wartość indeksu WIG-Banki rośnie nieprzerwanie praktycznie od początku 1998 roku, co jest ewenementem na naszej giełdzie. W 2002 roku wszystkie trzy wymienione instytucje zanotowały najwyższe kursy w historii.

Cieniem na kondycji i zaufaniu do sektora kładzie się jednak zaangażowanie w finansowanie Stoczni Szczecińskiej. Kiedy kłopoty stoczni ujrzały światło dzienne, na giełdzie doszło do niezłego tąpnięcia. Najbardziej ucierpiały na tym notowania BRE Banku (od początku marca do końca lipca kurs obniżył się o połowę), w przypadku którego na wynikach dodatkowo zaciążyły nieudane transakcje na rynku kapitałowym, oraz Pekao i BPH PBK, które spadły prawie o 40%.

Choć już po dwóch miesiącach banki zabrały się do odrabiania strat, to do końca roku kursów sprzed załamania nie udało się osiągnąć. Uważam, że powrót do trendu wzrostowego nastąpił zbyt szybko i przekroczenie najwyższych notowań w historii będzie bardzo trudne. Inwestorzy, którzy akcje Pekao, BZ WBK i BPH PBK kupowali w pierwszej połowie roku, kiedy ich kursy były najwyższe w historii, widząc teraz podobne ceny, będą zapewne pozbywać się walorów. Nie wiem, czy kupujący dysponują odpowiednimi zasobami gotówki, żeby całą tę podaż przejąć. Dlatego obawiam się, że osiągnięcie równie wysokich stóp zwrotu na walorach z tego sektora może być trudne.

Na tle sektora na minus wyróżnił się Kredyt Bank. Kurs akcji spadł o ponad 15%, w trzecim kwartale bank stracił ponad 200 mln zł i stratą zamknie zapewne cały 2002 rok. To będzie już drugi rok, kiedy grupa kapitałowa nie osiągnie zysku. Co interesujące, Kredyt Bank to jedna z ulubionych inwestycji funduszy emerytalnych. Najwięksi inwestorzy instytucjonalni na GPW kontrolują ok. 7% kapitału spółki, zainwestowali w nią ponad 150 mln zł. To daje Kredyt Bankowi mniej więcej 10. miejsce w portfelu OFE. Jak jednak pokazuje przykład Mostostali z Gdańska czy Zabrza, kiedy kłopoty firmy nasilają się, obecność funduszy nie jest żadną ochroną przed spadkiem notowań.

Najwięksi przegrani

Podobnie jak przed rokiem, miano największego przegranego wśród dużych spółek należy się Elektrimowi. Spadek kursu sprawił, że akcje te wyceniane były w pewnym momencie nawet na 1,03 zł. Spółka straciła miejsce w składzie WIG20. Sygnałów wyjścia z kryzysu nie ma.

Reklama
Reklama

O połowę spadła wartość rynkowa Softbanku. W trzecim kwartale 2002 roku firma poniosła stratę w wysokości 166 mln zł, co oznacza, że mijający rok będzie drugi z kolei,W połowie listopada kurs akcji wyniósł 8,55 zł i był najniższy w historii. Być może wyjściem z kłopotów okaże się przejęcie kontroli nad spółką przez Prokom, co jednak niekoniecznie przełoży się na wzrost notowań.

Niekorzystne trendy

w obrotach

Jednym z głównych mankamentów warszawskiej giełdy pozostaje niska płynność notowanych na niej spółek. W 2001 roku obroty na rynku akcji (liczone pojedynczo, jako iloczyn wolumenu i giełdowych kursów) wyniosły ok. 29 mld zł. W mijających 12 miesiącach obniżyły się do ok. 24 mld zł, co oznacza 17-proc. spadek.

Zmniejszyła się liczba spółek, o których można powiedzieć, że obroty są na nich duże. Granicę 1 mln dolarów obrotu na sesję przekroczyło w 2002 roku tylko pięć firm: Telekomunikacja, Pekao, PKN Orlen, KGHM i Prokom. W porównaniu z poprzednimi 12 miesiącami z ekskluzywnego grona ubyły Agora i Elektrim. Obroty na akcjach tej drugiej spółki spadły w porównaniu z 2001 r. o ponad 3/4. Równie mocno obniżyły się obroty akcjami Netii. W obydwu przypadkach zmniejszenie zainteresowania papierami tych firm wynikało z ich kłopotów finansowych i co za tym idzie - drastycznego obniżenia kursu na giełdzie.

Reklama
Reklama

Są też spółki, na których znaczne obniżenie obrotów jest efektem skupowania akcji przez otwarte fundusze emerytalne. Również o 3/4 obniżyła się wartość wymiany na papierach ING BSK czy Stomilu Olsztyn, prawie o 70% spadły obroty akcjami Świecia. W przypadku wszystkich tych trzech firm w wolnym obrocie pozostaje mniej niż 20% wyemitowanych walorów (dla ING BSK jest to mniej niż 10%).

W stosunku do poprzedniego roku największy wzrost obrotów zanotował BIG-BG. Średnio na sesji w 2002 roku wartość wymiany tymi akcjami wynosiła 2 mln zł. O ponad 200% wzrosły jeszcze obroty walorami Amiki. Nawet jednak po tak znacznym przyroście ich średnia wartość wyniosła zaledwie 367 tys. zł. Z liczących się spółek w klasyfikacji obrotów istotnie wzrosło zainteresowanie akcjami Pekao (+35%) i PKN Orlen (+12%).

Uwolnione przepływy

W 2003 roku powinien zaznaczyć się niekorzystny wpływ uwolnienia przepływów finansowych na wielkość obrotów giełdowych. Od 1 października 2002 możemy bez zezwolenia inwestować na rynkach krajów europejskich i OECD. Do założenia rachunku w zagranicznym biurze maklerskim, dzięki czemu omijamy bardzo drogich polskich pośredników, wystarczy dostęp do internetu. Tamtejsze rynki oferują nam znaczne większy wybór akcji. Chcemy skorzystać na wzroście cen złota? Mamy do wyboru ponad 100 spółek, zajmujących się metalami szlachetnymi. Interesują nas producenci opon i części samochodowych? Możemy wybierać spośród 50 firm. Dlatego najbardziej aktywni gracze, jeśli już nie porzucili inwestycji w akcje na rzecz kontraktów terminowych, teraz zapewne przeniosą się na rynki zagraniczne.

Propozycje na 2003 rok

Reklama
Reklama

- Rolimpex, Sokołów, Dębica

Pisząc podsumowanie 2001 roku na GPW upatrywałem spółki na kolejny rok w Sokołowie. Choć firma znacznie straciła do liderów, to na jej akcjach można było osiągnąć przyzwoity, 25-proc. zysk. Które papiery mogą być zyskowne w nachodzących 12 miesiącach? Analiza techniczna daje dość zaskakującą odpowiedź. W zestawieniu za 2003 rok powinien liczyć się Rolimpex. Na wykresie kursu ukształtowała się odwrócona głowa z ramionami, formacja typowa dla końca bessy. A w przypadku Rolimpeksu jest co kończyć, bowiem kurs tych akcji spadł z 31 zł w lipcu 1996 roku, do mniej niż 2 zł we wrześniu 2001 r. Rzut oka na wyniki finansowe potwierdza, że w spółce coś drgnęło. Po czterech kolejnych latach strat i niewielkim zysku w 2001 roku (na poziomie skonsolidowanym) wydaje się, że w 2002 roku spółka ponownie wyjdzie na plus. Więc czemu nie Rolimpex?

Liczyć się też powinna Dębica, która już w stopie zwrotu za 2002 roku uplasowała się wysoko. Na jej akcjach można było zarobić 50%. To w pewnym stopniu firma podobna do Rolimpeksu, ponieważ również wraca do gry po głębokim spadku kursu. W październiku 1997 roku kosztowała nawet 112 zł. Teraz cena jej akcji jest najwyższa od ponad dwóch lat i zbliża się do 50 zł. Po dwóch kolejnych latach spadku zysku, kiedy to zdarzały się kwartały, w których spółka notowała stratę netto, Dębica zarobiła po trzech kwartałach 2002 r. 60 mln zł. W całym 2001 r. było to ledwie 8 mln zł.

Analiza techniczna podpowiada, żeby ponownie uwzględnić kandydaturę Sokołowa, który kończy rok w trendzie wzrostowym. Po zakończeniu spadków w marcu 2001 roku na poziomie 1,5 zł kurs akcji znajduje się w połowie drogi do 6 zł. W przeszłości dopiero przy tej cenie kończyły się trendy wzrostowe. Także spekulacje o możliwych zmianach własnościowych, po kupnie ponad 10% akcji przez fińską spółkę HK Ruokatalo, powinny sprzyjać zwyżce notowań. Wynikami finansowymi Sokołów nie zachwyca, notując w latach 1999-2001 trzy kolejne roczne straty (także na poziomie operacyjnym). W 2002 roku sytuacja poprawiła się - we wszystkich jednostkowych raportach kwartalnych spółka pochwaliła się zyskiem operacyjnym.

Być może należałoby w tym miejscu uwzględnić jeszcze kandydaturę Świecia. To jedyna obok Dębicy spółka z WIG20, o której można bez większych wątpliwości powiedzieć, że znajduje się w długoterminowym trendzie wzrostowym. Tyle tylko, że płynność akcji w ostatnich miesiącach znacznie się zmniejszyła. Coraz mniej walorów pozostaje w wolnym obrocie, czego efektem jest rosnąca zmienność kursu. Na jednej z sesji pod koniec listopada notowania Świecia spadły o ponad 10% - jeszcze w 2001 roku takie "niespodzianki" nie zdarzały się.

Reklama
Reklama

Zahamowany rozwój

kontraktów

Po dwóch latach dynamicznego rozwoju regres zanotował rynek futures. W ciągu całego 2002 roku wolumen na najpopularniejszych kontraktach na WIG20 wyniósł 3 mln sztuk, co oznacza prawie 15-proc. spadek w porównaniu z 2001 r. Istotnego miejsca na rynku nie zdołały wywalczyć sobie inne klasy kontraktów terminowych. Łączny roczny wolumen na wszystkich pozostałych kontraktach, poza futures na waluty, nie przekroczył 100 tys. sztuk.

Przyczyn regresu może być kilka. W porównaniu z poprzednimi 12 miesiącami, w 2002 roku na GPW nie było tak wyraźnego trendu. WIG20 skończył rok mniej więcej na tym samym poziomie, na którym go zaczął. Pierwszą połowę roku, z wyjątkiem stycznia, indeks spędził w wąskim trendzie bocznym, co nie sprzyja handlowaniu kontraktami - szczególnie tak lubianemu przez polskich inwestorów day tradingowi. Właśnie ten sposób gry, wymagający dużego doświadczenia, dużego kapitału i niskich prowizji, to też jedna z przyczyn zmniejszenia się obrotów na rynku kontraktów. Day trading cechuje wysoka "śmiertelność" inwestorów, która najwyraźniej dała o sobie znać w ostatnim czasie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że rynek okrzepł, stał się bardziej profesjonalny. Żeby się na nim utrzymać, trzeba ciągle się rozwijać, szukać wciąż nowych sposobów na "wyciśnięcie z wykresu" kilku punktów więcej. Nie wszyscy to wytrzymują, a nowych inwestorów na rynku specjalnie nie przybywa.

Niekorzystny trend, związany z kurczeniem się rynku kontraktów, może być kontynuowany w najbliższym czasie. Związane jest to z coraz mniejszą płynnością rynku kasowego, który stanowi podstawę dla instrumentów pochodnych. Ta niska płynność może prowadzić do nagłych zmian trendów, co będzie narażać kolejnych inwestorów na bankructwo. Szczególnie tych, którzy mają kłopoty z kontrolowaniem ryzyka i lubią cały posiadany kapitał angażować w pojedyncze transakcje.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama