Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Gdy przychodzi koniec pewnego okresu automatycznie przychodzi myśl, by dokonać podsumowań. Najlepiej sprzyja temu koniec roku, ale kto bardziej pracowity może robić to częściej. My na rynku podsumowujemy w każdy możliwy sposób. Najczęściej codziennie, ale by nabrać dystansu i nie stracić dalszej perspektywy także i tygodniowo. Może słowo posumowanie nie zawsze jest w tym przypadku adekwatne. W końcu podsumowywanie kojarzy się z sumą, a obecnie rynek bardziej kojarzy się z różnicą. Przez osta

Publikacja: 09.02.2003 17:37

Gdy przychodzi koniec pewnego okresu automatycznie przychodzi myśl, by

dokonać podsumowań. Najlepiej sprzyja temu koniec roku, ale kto bardziej

pracowity może robić to częściej. My na rynku podsumowujemy w każdy możliwy

sposób. Najczęściej codziennie, ale by nabrać dystansu i nie stracić dalszej

perspektywy także i tygodniowo. Może słowo posumowanie nie zawsze jest w tym

Reklama
Reklama

przypadku adekwatne. W końcu podsumowywanie kojarzy się z sumą, a obecnie

rynek bardziej kojarzy się z różnicą.

Przez ostatnie kilka tygodni większa część z nas, inwestujących, odejmuje, a

nie dodaje. Dotyka to głównie inwestorów na akcjach, ale oczywiście także

tych na rynku terminowym. W końcu połowa pozycji to długie. Nastał czas

spadków i ten tydzień nie jest tu wyjątkiem. Grający na zwyżkę lub próbujący

Reklama
Reklama

złapać dołek po raz kolejny się sparzyli. Walka z trendem rzadko wychodzi na

dobre. Prawda to chyba znana wszystkim, ale jak trudno przełożyć ją na

własne inwestycje. Umysł nasz jest niestety naszym największym wrogiem.

Racjonalne przesłanki naszych poczynań opracowane w spokojnej atmosferze, w

najważniejszych momentach, gdy składamy zlecenie, są wypierane przez pułapki

uczuć i urojonych oczekiwań. Po spojrzeniu na wykres "widzimy" jego dalszy

Reklama
Reklama

ciąg. Bawimy się we wróżkę nawet nie zdając sobie sprawy, że to zabawa. Po

sesji, gdy emocje opadną, stukamy się w głowę. "Jak mogło do tego dojść?

Przecież to ten sam błąd, który popełniłem podczas ostatniego trendu. Tyle

razy obiecywałem sobie, że już więcej tak nie zrobię." I tak w kółko...

Ucieczka w system mechaniczny jest iluzoryczna. Tu pułapki są te same.

Reklama
Reklama

Niezależnie od podstaw naszych decyzji, liczy się konsekwencja w wejściu i

wyjściu. To jest truizm, który można znaleźć w każdej książce, a mimo to

tyle ich powstaje i mają tak dużą "czytalność". Nie znajdzie się tam nic

ponad to. Każda opisana nawet niezwykle rewolucyjna metoda sprowadza się do

późniejszego jej przestrzegania. Każdy dobry system jest dobry tylko, jeśli

Reklama
Reklama

się do stosuje ze 100% konsekwencją. Myślę, że wielu zauważyło w swoich

poczynaniach taką dziwną zależność, że rynek wykonuje najciekawsze ruchy,

gdy my właśnie próbowaliśmy zagrać inaczej, "mądrzej" od tego, co wcześniej

założyliśmy. Czy to takie dziwne? W cale nie. My jako całość tworzymy tłum.

Wbrew pozorom i być może własnym przeświadczeniom, jesteśmy do siebie bardzo

Reklama
Reklama

podobni. Ulegamy zwykle podobnym odczuciom w podobnym czasie. To wychodzi w

cenach. Z rynkiem nie wygrywa ten, który jest inny, bo takich jest niewielu.

Skoro jesteśmy podobni, to wygra ten, który poskromi w sobie to

podobieństwo. Zatem, gdy mamy obawy by wejść w taką czy inną pozycję, lub

zamknąć już posiadaną, należy sądzić, że z podobnymi uczuciami teraz walczy

spora grupa graczy. Wygrywa ten, który szybciej sobie z tym poradzi, który

złoży zlecenie szybciej. Jak jest to trudne, nie trzeba chyba nikomu mówić.

Pewność posiadanej pozycji jest z reguły zgubna. By liczyć na zyski należy

się o nią bać. Nie chodzi o jakąś permanentną nerwicę, ale obawa pozwala

sadzić, że boją się też inni, a ci słabsi popełnią błąd.

Analizując rynek zawsze znajdziemy przesłanki ku temu, by zarówno liczyć na

wzrosty, jak i na spadki. To jest właśnie natura rynku oraz bogactwa

narzędzi, które mają go w lepszy lub gorszy sposób opisywać. Wiele

sprzecznych sygnałów i przesłanek musi jednak w konsekwencji "wypluć" coś,

co jednoznacznie wskaże dalszy tok postępowania. By jednak do tego doszło,

potrzebne jest coś, co pomoże z tego kotła wybrać te sygnały, które w danej

chwili można uważać za bardziej wiarygodne. Sposobów jest tu równie wiele,

jak samych sygnałów. Wielu graczy stara się ograniczyć liczi innych (np. miary siły trendu, by

czasowo "wyłączyć" oscylatory). Wszystko po to, by uprościć sprawę do

sakramentalnego "kupić - sprzedać". Każde podejście ma swoich zwolenników, a

efekt i tak jest zwykle taki sam - zdania inwestorów, co do kierunku ruchu

są odmienne. Jednak nie posiadanie racji ma tu znaczenie, ale zdecydowanie,

by iść dalej za swoim przekonaniem i złożyć zlecenie. Kto się waha ten

traci.

Ogólnie podejścia są dwa. Gramy z trendem, czyli liczymy na dłuższe ruchy,

które przyniosą spore zyski. Na tyle, by pokryć straty z okresów, gdy na

rynku trendów nie ma. Drugim podejściem jest gra na takie właśnie

beztrendowe okresy. Wtedy próby łapania dołków i szczytów zwykle przynoszą

efekty. Na dłuższą metę przy silnej konsekwencji na zyski mogą liczyć oba

podejścia. Osobiste preferencje sprawiają, która z form gry nam bardziej

odpowiada. Miejmy jednak świadomość, że nie ma sposobu, by pogodzić oba

podejścia. Poszukiwania oczywiście trwają, ale nadal nie znaleziono niczego,

co mogłoby z pewnością stwierdzić, że w danej chwili warto grać z trendem,

czy polować na ekstremum. Podejmując się gry z trendem, skazujemy się

automatycznie na to, że nie będziemy kupować w dołkach i sprzedawać na

górkach. Natomiast, ten któremu bliższe sercu jest wyłapywanie ekstremów

musi się pogodzić z faktem, że nie będzie beneficjantem dużych trendów. Jego

podejście będzie powodować, że zbyt szybko będzie on wychodził z rynku, lub

nawet wchodził w pozycję przeciwną do panującego trendu. Ta świadomość

pozwala trzymać się ustalonych wcześniej reguł.

No to może tyle tych pseudopsychologicznych tekstów. Mają one po prostu

usprawiedliwić fakt, że czasem zdarzają się różnice zdań między osobami

prowadzącymi ten serwis :-) W końcu to nie jedna lecz dwie osoby, więc raz

po raz może dojść do rozjechania się zdań. Moje zapatrywanie na rynek jest z

reguły skierowane w stronę koncepcji trzemaj_się_trednu, natomiast Markowi

zdarza się pogrywać na ekstremach. Myślę, że ta różnica w podejściu jest

zdrowa, gdyż czasem dajemy sobie "po łapach". Pozwala też szybko spojrzeć na

rynek z innej perspektywy. Uważni nasi czytelnicy na pewno tą różnie

wychwytują. Oczywiście staramy się mówić jednym głosem, ale nasze podejście

możne wychwycić np. przy porównaniu sygnałów, które skłaniają w danej chwili

do takiego, lub innego zachowania.

Zważywszy na moje podejście, oczywiście skłaniam się ku tezie, że trzymanie

się trendu jest w tej chwili najlepszym rozwiązaniem, mimo, że jestem

świadom, że istnieją przesłanki dla zatrzymania spadków właśnie w tej

chwili. Jak zawsze :-) Przyjmuję, że może pojawić się korekta, ale właśnie

przeświadczenie, że to tylko korekta sprawia, że nie próbuję jej "łapać".

Trend jest dla mnie wartościowszy. Właśnie w takich chwilach wychodzi

różnica w naszym podejściu - Marek lubi łapać i często mu się to udaje.

Jeśli chodzi o kierunek trendu w dłuższym terminie, to jesteśmy zgodni.

Przesłanki dla spadków to m.in. wałkowane przez nas od dłuższego czasu

przewartościowanie spółek, słaba sytuacja makroekonomiczna głównych

gospodarek światowych z największą gospodarką amerykańską na czele. Ostatnio

nic pocieszającego w tym względzie powiedzieć się nie da. Także ostatni

tydzień nie był tu odmienny. Napływające na rynek informacje raczej

potwierdzają, że niedźwiedzie nastawienie jest najodpowiedniejsze na chwilę

obecną oraz na najbliższy czas.

U naszych sąsiadów zza zachodniej granicy doszło pogorszenia się sytuacji na

rynku pracy. Bezrobocie przekroczyło już poziom 11,1% (najwyższy poziom od

końca 1999 roku), a trzeba pamiętać, że we wschodnich landach jest znacznieObniżono rządową prognozę wzrostu PKB do 1% w 2003 r. Takie

też są przewidywania najważniejszych centrów badawczych. Przypomnę, że na

jesieni mówiło się o przyspieszeniu w I kw. 2003 r. Teraz widać, że były to

tylko nadzieje. Przesocjalizowana gospodarka boryka się z podobnymi do

naszych problemami. Związki zawodowe są przeciwne liberalizacji prawa pracy.

Niemcy mają jednak znacznie lepszą sytuację, gdyż "spadają z wyższego

poziomu". Po prostu gospodarka Niemiecka, mimo problemów, nadal pozostaje

czołową w Europie. Niemcy mają jeszcze jeden powód, by uważać się za

szczęściarzy. Mają silną opozycję. Ostatnia wygrana chadeków w wyborach w

Hesji i Dolnej Saksonii dala im większe pole manewru w naciskach na stronę

rządową (także w sprawie wspomnianych zamian w prawie pracy). U nas na razie

to tylko marzenia.

Jak już jesteśmy przy rynku pracy i bezrobociu. W tym tygodniu podano także

wielkość bezrobocia w USA. Prognozowano, że jego wielkość nie zmieni się w

stosunku do poprzednich miesięcy. Podana wartość mocno zaskoczyła rynek,

gdyż podobno odnotowano spadek bezrobocia o 0,3% (spadek z 6,0 do 5,7%).

Piszę podobno, bo już chyba nikt bezkrytycznie nie wierzy w dane podawane

przez ośrodki rządowe w USA. Ostatnie hece z danymi zdecydowanie zmniejszyły

ich wiarygodność. Od początku 2003 r. ponownie zmieniono sposób liczenia

stopy bezrobocia. Chyba dobrze widać, w którą stronę poszły zmiany. Rynek po

krótkiej radości dał jasno do zrozumienia, co o tym myśli. Sytuacji nie

poprawiła liczba nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Po pierwsze

Po ostatnim spadku należało się spodziewać poprawy, a po drugie dokonano

rewizji poprzednich i tak już fatalnych danych na znacznie gorsze. Ogólnie

nie ma się z czego cieszyć.

Jednak to nie "krzywe" bezrobocie była przyczyną spadków w tym tygodniu na

rynkach amerykańskich. Wiadomości z rynku pracy podano dopiero w piątek.

Kiepskie informacje napływały już od poniedziałku. Zaczęło się od smutnych

nastrojów po katastrofie promu kosmicznego Columbia. Rynki nie spadły jednak

zbyt mocno z tego powodu. Ba, poniedziałek był jedynym dniem w tym tygodniu,

w którym zanotowano wzrost. Przeważyła tu reakcja inwestorów na lepsze od

oczekiwań dane o dynamice wydatków na inwestycje budowlane. Zmienna, która

zwykle nie przykuwa uwagi nagle zrobiła się niezwykle ważna i już padały

przypuszczenia, że mamy do czynienia z pierwszą jaskółką ożywienia. Ileż to

już razy słyszeliśmy? Jako sygnał ożywienia określano fakt spadku

wskaźnika ISM dla przedsiębiorstw. Paradoks? Chodzi o to, że spadek nie był

większy od prognoz, a najważniejsze, że po raz trzeci z rzędu wskaźnik ten

utrzymuje wartość powyżej poziomu 50 pkt. Trudno z taki argumentami

dyskutować. Ja pamiętam, jak mówiło się, że po trzech obniżkach stóp na

rynku akcji pojawia się hossa. Już chyba nikt o tym nie pamięta :-) Z

pozostałych danych należy odnotować, że wskaźnik ISM niewiele spadł także

trzymając się nad poziomem 50 pkt. Spadła wydajność pracy (zamiast

wzrosnąć). To ostatnie próbowano nawet przekuć na świetną wiadomość, bo

podobno przełoży się to na zwiększenie zatrudnienia.

Wróćmy do Europy, a właściwie do domu. U nas powoli zaczyna odżywać spór

MF-NBP. Na razie ruchy są małe, ale jak widać, długo nasz minfin nie

wytrzymał, by nie wbijać szpili bankowi centralnemu. Kołodko stoi przed

niezwykle trudnym zadaniem konstrukcji budżetu na przyszły rok. Musi się w

nim znaleźć ok. 1,5% PKB na sfinansowanie obecności Polski w UE (składki

członkowskiej oraz współfinansowania projektów mających na celu poprawę

infrastruktury). W tym celu padł pomysł by wykorzystać część rezerw

walutowych NBP. Chodzizy w kryzys walutowy i uważa, że polskie rezerwy

walutowe są zbyt duże i zbyt kosztowne. No cóż, wiara czyni cuda. To jest

jeszcze do przełknięcia przez przedstawicieli NBP (choć na razie nie

potwierdzają by trwały jakieś oficjalne rozmowy na ten temat). Rozwija się

powoli coś znacznie gorętszego - dyskusja na temat wysokości stóp

procentowych. Wymianę zdań rozpoczął G. Kołodko w "Sygnałach dnia" i szybko

otrzymał odpowiedź od wiceprezesa NBP A. Bratkowskiego.

Jak już jesteśmy przy NBP. Pojawiła się ostatnio opinia banku centralnego,

co do jego oczekiwań w stosunku do kondycji sektora bankowego w 2003 roku.

Sprawa o tyle ważna, że sektor ten ma zdecydowanie największy wpływ na

poziom indeksu WIG20, a więc i samych kontraktów. NBP spodziewa się, że

wyniki będą lepsze od tych w 2002 roku. Całe szczęście, że się spodziewa,

ale czy to wystarczy? Na razie mamy nieprzyjemne wiadomości od kolejnych

banków. Swoje wyniki ostatnio podał Kredyt Bank. Strata dużo większa od

oczekiwanej nie mogła się nikomu spodobać. Była ona spowodowana kolejnymi

rezerwami, z których lwia część związana jest z zaangażowaniem banku w

Stoczni Gdynia. Prognozę zysku obniżył PEO. Tym razem mowa jest o 800 mln.

Przypomnijmy tylko, że zaczęło się od 1,4 mld złotych. Po takich wpadkach

prognostycznych bank zrezygnował z publikowania prognoz. Może to i lepiej.

Przynajmniej nie wprowadzi dezinformacji. W najbliższym tygodniu czekają nas

kolejne wyniki banków (PEO i BIG - oprócz nich wyniki poda również KGH i

CPL). Warto więc uważać.

Najważniejszą sprawą nadal pozostaje jednak zbliżajacy się konflikt w

Iraku. Oczywiście nikt oficjalnie jeszcze nie stwierdził, że jest on

nieuchronny, ale po dotychczasowych wypowiedziach nie można dojść do innych

wniosków. Mamy za sobą wystąpienie Colina Powella przed członkami Rady

Bezpieczeństwa ONZ. Pokaz efektowny, choć mało przekonujący. Oparcie swoich

tez na materiałach wywiadowczych niestety nie mogło przekonać sceptyków. Nie

jest może ich tak wielu, ale na razie jest spory "opór materii", by

społeczność międzynarodowa poprała konflikt zbrojny. Oporna jest Francja,

która na razie nie dała się przekonać W. Brytanii. "Jeśli chodzi o naszą

pozycję, jeszcze wiele może i powinno być zrobione w celu rozbrojenia

środkami pokojowymi. Zajmiemy stanowisko dopiero wtedy, gdy uznamy, że nic

więcej nie można uczynić" - mówił francuski prezydent. Na to, że konflikt

jest właściwie pewny wskazuje wiele czynników. Ostatnio G. Bush przekazał do

Kongresu propozycję budżetu na 2004 rok. Już odezwali się demokraci z

krytyką, że nie ma w nim uwzględnionych wydatków na wojnę z Irakiem, co

sprawia, że budżet jest nierealny. Pojawiły się pogróżki, że w razie

konfliktu uaktywniona zostanie armia samobójców gotowych do ataków na cele

amerykańskie położone nie tylko na terenie Bliskiego Wschodu. Problem

ewentualnego konfliktu jest nadal najważniejszym straszakiem dla rynków i

dyżurnym powodem spadków (jakby nie było innych). Ostatnio świetnie to widać

po cenach ropy, które nieprzerwanie rosną ropa.gif oraz mocno rozchwianym

rynku złota zloto.gif

Tematów do omówienia jest znacznie więcej, ale już zrobił się spory tekst, a

przecież należałoby powiedzieć coś o wykresach. Ten tydzień był kolejnym

tygodniem spadków cen WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif Czarne świece mówią chyba

wszystko. Spadki zostały potwierdzone przez wskaźniki średnioterminowe,

które moim zdaniem obecnie, gdy trend jest dość wyraźny, należy uznać za

najważniejsze. Zatem spadają oscylatory oparte na danych tygodniowych

ROCtyg_fut.gif RSItyg_fut.gif CCItyg_fut.gif . Spada także MACD

MACDtyg_fut.gif To jest o tyle ważne, że widać tu oem jest to

mało istotne. Oczywiście nie należy zupełnie tego faktu ignorować, ale same

dywergencje nie są jeszcze podstawą do zmiany pozycji. Zwłaszcza jeśli jest

ona zgodna z panującym trendem. Oczywiście łapanie dołka jest kuszące, ale

czy naszym zadaniem jest szukanie poziomu końca spadków? Moim nie :-) Być

może spadki na chwilę się tu zatrzymają, bo poziom do korekty jest całkiem

niezły. W końcu spadało już dość długo, a korekty z prawdziwego wrażenia

jeszcze nie było. Po drugie jak pokazują zniesienia.gif jest to dobry poziom

do odbicia, gdyż ostatni spadek wykonał ruch, jaki można było określić na

podstawie ostatnich dwóch wzrostów. Jako ciekawostkę powiem, że podobna

sytuacja ma miejsce również w USA SP500.gif Tak więc jako potencjalne

wsparcie może wystarczyć. Jednak fakt, że mowa jest o potencjalnym wsparciu

sprawia, że na razie głowy tym sobie nie zaprzątam. To nie wsparcia powinny

martwić w czasie spadków. Gdy posiadamy krótkie pozycje to szukamy dobrych

sygnałów do wejścia w długie. Te pojawią się, gdy zmieni się trend, a do

tego jeszcze nie tak blisko. O końcu spadków dowiemy się z opóźnieniem.

Wydaje mi się, że nie ma sensu wyprzedzać faktów.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama