Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont Tak nudnego tygodnia na naszym rynku dawno nie było. Wprawdzie konsolidacja trwa już od końca stycznia, ale tak sadystycznej formy jeszcze nie przebierała. Pogłębienie marazmu to oczywiście efekt konsolidacji także na zachodnich rynkach, które po wojennym rozchwianiu nieco przywykły do działań na froncie i teraz czekają na ich efekty. Mogą się nie doczekać ... Przebieg wojny mocno zaskoczył większość obserwatorów. Jak konflikt w rzeczywistości wygląda chyba wszyscy wiedzą, wię

Publikacja: 29.03.2003 16:48

Marek Pryzmont

Tak nudnego tygodnia na naszym rynku dawno nie było. Wprawdzie konsolidacja

trwa już od końca stycznia, ale tak sadystycznej formy jeszcze nie

przebierała. Pogłębienie marazmu to oczywiście efekt konsolidacji także na

zachodnich rynkach, które po wojennym rozchwianiu nieco przywykły do działań

Reklama
Reklama

na froncie i teraz czekają na ich efekty. Mogą się nie doczekać ...

Przebieg wojny mocno zaskoczył większość obserwatorów. Jak konflikt w

rzeczywistości wygląda chyba wszyscy wiedzą, więc nie ma sensu opisywać.

Jednak jeśli pokusić się o ocenę obecnych działań wojennych, to z punktu

widzenia Amerykanów jest to do tej pory spora porażka. Oczywiście oglądający

tylko TVP lub Fox News na pewno powiedzą inaczej.

Reklama
Reklama

Źródłem kłopotów w Iraku jest to, czego można było się obawiać od miesięcy -

brak poparcia ONZ. Niemal samotna walka Amerykanów nie tylko powoduje, że

koszty takiej operacji będą ogromne, ale sprawia też, że Ameryka musi

balansować na cienkiej linii między światową opinią publiczną, a

bezwzględnością działań mających jak najszybciej zakończyć wojnę. Ciężko to

pogodzić. Taka samotna walka (tak jest to odbierane) powoduje także niechęć

Reklama
Reklama

Irakijczyków do poddawania się. Ogólnoświatowa koalicja byłaby zupełnie

inaczej odbierana (tak jak w poprzedniej wojnie), niż "supermocarstwo

podporządkowujące sobie cały świat", które do tego już raz mocno

rozczarowało Iracki naród i naraziło go na represje Saddama. Nienawiść do

USA jest tak duża, że nie tylko Irakijczycy nie chcą się poddawać, ale także

Reklama
Reklama

wbrew oczekiwaniom nie wiwatują w "wyzwolonych" miastach. Paradoksalnie

wyglądały ostatnie zdjęcia z rozdawania pomocy humanitarnej, gdy w czasie

odbierania paczek od Amerykanów Irakijczycy wykrzykiwali wrogie hasła i

wysławiali Saddama. A miało być tak pięknie.

W tym tygodniu oprócz braku uległości Irakijczyków pojawiły się nowe

Reklama
Reklama

problemy, które operacje "szok i przerażenie" przeniosły bardziej do obozu

amerykańskiego. Po pierwsze Irakijczycy stosują partyzanckie metody walki

(szczególnie uciążliwe są cywilne ubrania), co przy każdym większym mieście

będzie zwiększać liczbę ofiar zarówno po stronie Irackich cywilów, jak i

żołnierzy koalicji. Do tej pory walki były głównie na pustyni, a im bliżej

Reklama
Reklama

Bagdadu, tym teren trudniejszy i ofiary zacznie się raczej liczyć w setkach.

Do tego wszystkiego Turcja w końcu nie pozwoliła na rozmieszenie wojska na

swoim terytorium. Kolejny problem to bardzo rozciągnięta linia frontu, która

nie tylko jest dla żołnierzy bardzo wyczerpująca, ale też powoduje problemy

z zaopatrzeniem oddziałów najbliżej Bagdadu, a to przecież jest

najważniejsze. Dzisiaj Reuters podał, że centralne dowództwo poleciło

wstrzymać marsz na Bagdad co najmniej na kilka dni, właśnie z powodów braku

zaopatrzenia. Kontynuowane ma być tylko bombardowanie Bagdadu i wzmacnianie

zdobytych już pozycji. Pentagon natychmiast zaprzeczył, ale po pierwsze w

każdej plotce jest ziarnko prawdy, a po drugie nie wiem jak USA wyobraża

sobie zdobycie Bagdadu garstką żołnierzy ze słabym zaopatrzeniem i wrogiem

za plecami.

Zresztą mój bardzo mały rozumek (jak u każdego misia ;-) w ogóle nie jest w

stanie wyobrazić sobie zdobycia Bagdadu. Co innego gdyby stosowano

polsko/rosyjską taktykę hurrrraaaaaa nie licząc się z ofiarami. Amerykanie

jednak opłakują każdego ze "swoich chłopców", a do tego kamery śledzące

niemal wszystkie wydarzenia, oburzeniem opinii publicznej nie pozwolą na

żadne krwawe starcia w Bagdadzie. Nie będę się na temat wojny rozpisywać, bo

scenariuszy w każdej gazecie są dziesiątki, wniosek jednak jest jeden -

zajęcie Bagdadu to kwestia najwcześniej kilku tygodni, a wojna pou (niemożliwe). Co dalej ? Jak

pokazuje przykład mniejszych zajętych już miast, po ich zajęciu Irakijczycy

przeprowadzają samobójcze ataki i nie podporządkowują się amerykańskim, czy

brytyjskim rządom. W Bagdadzie ma być inaczej ? Wręcz będzie gorzej, bo od

10 dni stolica Iraku jest codziennie bombardowana i straty wśród ludności

cywilnej są bardzo duże. Nikt USA nie powita tam jako wyzwoliciela.

Przy okazji warto zwrócić uwagę jak ciekawym zjawiskiem jest propagandowa

wojna i mieszanie ludziom w głowach. Irakijczyk dokonujący samobójczego

zamachu na amerykańskich żołnierzy jest określany jako terrorysta, podczas

gdy spadająca na targowisko rakieta (ponad 50 zabitych cywilów) jest jedynie

wypadkiem i niech ktoś śmie coś złego powiedzieć o Amerykanach. Oczywiście

nikt celowo cywilów nie zabija, ale zrzucając tyle bomb na Bagdad musi się z

tym liczyć. Ale co tam, USA nie zgodziły się by Amerykanów sądzono w Hadze.

Ciekawe tylko jak długo wytrzyma to światowa opinia publiczna i arabska

ulica. Z takiej wojny zwycięsko wyjdzie jedynie terroryzm, obojętnie jak

zakończy się ten konflikt.

I znowu w przyszłym roku, po następnym ataku terrorystycznym USA zastosują

"uderzenie wyprzedzające" ??? Tym razem Syria, Iran, czy wracamy do Korei ?

Przecież gdyby USA nie zaatakowały Korei, bo byłby to sygnał dla innych

krajów, że mając broń nuklearną, możemy czuć się bezpiecznie. Irakowi nie

zostało jeszcze nic udowodnione. Korei tak, a pomimo to USA "uderzenia

wyprzedzającego" (wobec już stwierdzonego zagrożenia) nie stosuje. A Syria,

Iran ? W weekend posypały się oskarżenia o wspieranie Iraku, a powiązania z

terrorystami oczywiste. I tak dalej ... Chcę tylko pokazać, że interwencja w

Iraku nie jest wojną, ale dopiero bitwą, którą USA na pewno wygrają (pytanie

kiedy), ale wojny z terroryzmem i tyranami wygrać po prostu nie mogą. Już

nawet nie chodzi o to, że z terrorystami jest jak z Napoleonem w Rosji, gdy

nie mógł znaleźć wroga. Na kolejne konflikty nie pozwolą sami Amerykanie, a

szczególnie ich portfele.

Nikt nie ma wątpliwości, że prośba Busha o 75 mld USD jest dopiero

początkiem wojennych kosztów, a już teraz prognozy tegorocznego deficytu to

co najmniej rekordowe 400 mld USD, czyli aż 100 mld więcej niż najwyższy

deficyt w latach 90-tych. Tak zadłużone państwo, na skraju kolejnej recesji

nie stać ani na długi konflikt z Irakiem, ani na jakiekolwiek inne światowe

spory, zarówno na tle militarnym (wspomniane wyżej) jak i ekonomicznym

(choćby z Francją czy Niemcami). Zresztą na ofiary kosztownego konfliktu nie

trzeba było długo czekać. Kongres w tym tygodniu zredukował obniżkę podatków

o połowę z sumy 726 mld USD. Przypomnę, że tak mocne zwiększenie deficytu

swego czasu mocno krytykowałem, więc ograniczenie tego do 350 mld USD

inwestorzy powinni odbierać korzystnie, z jednym tylko zastrzeżeniem. Jeśli

pod ekonomiczny nóż pójdzie na przykład wycofanie podatku od dywidend, to

choć giełda reagowała na to bardzo krótko (słusznie), to taka informacja

natychmiast mocno przeceniłaby część spółek.

Przy okazji Francji i Niemiec. W ostatnim raporcie ONZ inspektorzy

rozbrojeniowi napisali coś takiego - "wojny można było uniknąć, gdyby nie

błędna, pokojowa w założeniu, polityka Niemiec, Francji i Rosji". Raport

analizuje zachowanie Iraku, które przy każdej groźbie użycia siły zwiększało

współpracę, by później znowu od niej odstąpić, po pokojowych wystąpieniach

wspomnianych krajów. Dla mnie nieco kontrowersyjne, a już na pewno takie

stanowisko inspektorów nie pomoże w odbudowie dobrych stosunków między tymi

krajami a USA.

Temat wojny w Iraku jest tak złożony, że nie starczy miejsca i cz Widać jednak

wyraźnie, że priorytetem jest dla USA bezpieczeństwo "swoje i innych"

(poprzez wojny), a na plan dalszy schodzi "Gospodarka głupcze !". Lekcja z

przegranych wyborów starszego Busha (gdy skoncentrował się na sprawach

międzynarodowych, a zaniedbał sprawy gospodarcze) też nie została

wyciągnięta. Oczywiście giełdy ze zdjęcia ciężaru niepewności i zapewnieniu

bezpieczeństwa euforycznie by się ucieszyły. Ale pozostają dwa problemy. Po

pierwsze terroryzmu się nigdy nie zlikwiduje, a po drugie jeśli kosztem tego

ma być stagflacja, to nie wiem, czy ktokolwiek kupi mocno przewartościowane

akcje w bezpiecznym kraju. Krótko mówiąc w dłuższym terminie trudno u mnie o

optymizm.

To wzrostów już koniec ? Tego nie powiedziałem. Obecne zachowanie rynku

wskazuje, że na razie mamy do czynienia jedynie z korektą wojennej euforii.

Rekordowe wzrosty nie mogły być kontynuowane bez przerwy, szczególnie jeśli

weźmiemy pod uwagę dwa wykresy Dow_liniowy.gif Nasdaq_liniowy.gif oraz

rekordowy wręcz skok optymizmu zarówno wśród analityków, zarządzających, jak

i samych inwestorów. We wszystkich wskaźnikach i ankietach rekordowa zmiana

na optymistów musiała przynieść korektę, zresztą tak naprawdę skala

Irackiego oporu powinna znieść cały ten wojenny wzrost. Tak się jednak nie

dzieje, gdyż inwestorzy bardzo dobrze wiedzą, co będzie gdy zaczną się

pojawiać kolejne sukcesy, lub choćby zwiększą się na nie szanse. W czasie

wojny do wyceny akcji (poza standardowym przez ostatnie lata

przewartościowaniem) dodawana będzie premia związana z możliwością szybkiego

zakończenia konfliktu. Przewaga USA jest tak duża, że pytanie jest nie "czy"

, ale "kiedy". A po wojnie wiadomo - ożywienie, tania ropa, kontrakty na

odbudowę Iraku etc. Nawet gdy konflikt zacznie się mocno przedłużać,

inwestorzy liczyć będą właśnie na kontynuację tym razem już powojennej

euforii.

Na korekcyjny charakter ostatnich spadków wskazują też malejące obroty. Choć

w tym wojennym okresie jakiekolwiek prognozy są trochę szaleństwem, to

oczekiwałbym testu nawet szczytów z końcówki roku na amerykańskich

indeksach, czyli niemal powtórka pierwszej fali wzrostowej Dow.gif

Nasdaq.gif SP500.gif Jednak kontynuacja tego wzrostu musiałaby nastąpić

najpóźniej w przyszłym tygodniu. Przedłużająca się konsolidacja i

przedłużająca się wojna będą zwiększały presję podaży i umacnianie szczytów

ostatniej fali wzrostowej. Co miałoby spowodować ten wzrost ? Nawet nie

warto zgadywać - wiadomo, że może to zrobić każda dowolnie interpretowana

informacja z wojennego frontu.

Warto jeszcze zerknąć na parę tradycyjnych wykresów, które budzą zazdrość

techników grających na naszym mizernym rynku. Ropa tuż nad linią trendu

wzrostowego skończyła wodospad i z powodu problemów w Iraku, oraz konfliktów

etnicznych w Nigerii ruszyła do odrabiania strat ROPA.gif Opór tuż nad 31

powinien zatrzymać odbicie. Złoto skończyło korektę na wsparciu i linii

trendu wzrostowego ZLOTO.gif a porównując te dwa rynki wygląda na to, że

inwestorzy obawiają się już teraz nie "III wojny światowej" z całym światem

arabskim, a jedynie problemów z wydobyciem i transportem irackiej ropy.

Skutki wojny widać też na EURODOLAR.gif który zatrzymał korektę dokładnie na

linii trendu. Indeks CRB.gif zanegował formację podwójnego dna, co tylko

przyspieszyło spadki, po odbiciu od linii trendu spadkowego od 1988 r.

(tylko przez 2 szczyty, a zadziałała co do punktu). Z innych wykresów warto

jeszcze wspomnieć o Nikkei, który wspomagany opisywanymi wcześniej rządowymi

interwencjami powrócił w obszar konsolidacji. NIKKEI.gif

Dla nas ten indeks to jedynie ciekawostka. Dla nas ostatnio najbardziejla niedźwiedzi ostatnie zachowanie nie jest żadną oznaką siły, a jedynie

ruchem go górnego ograniczenia konsolidacji.

Bez wątpienia tak to trzeba na razie technicznie interpretować. Konsolidacja

generuje bardzo dużo fałszywych sygnałów, czy formacji. Zresztą ostatnio

celowo staram się unikać zarówno rysowania klinów (na indeksie), czy

odwróconej głowy z ramionami. Najważniejszym sygnałem będzie i tak wzrost

obrotów i wyjście ze obszaru konsolidacji. Kontrakty_intra.gif

Indeks_intra.gif Ja od paru tygodni jestem optymistą i dzisiaj też się to

nie zmieniło. Także podkreślając lekkomyślność stawiania prognoz w czasie

wojennej zawieruchy, większe szanse dawałbym wybiciu do góry (największe

przedłużeniu konsolidacji). Wskazuje na to właśnie nie tylko dość dobre

zachowanie giełd zachodnich, ale także nasz europejski kalendarz i obecne

(korzystne dla zagranicy) kursy walut.

Na naszym rynku także w czasie korekty w tym tygodniu mocno spadły obroty.

To dobry znak. Na wskaźniki poza faktem wyraźnych pozytywnych dywergencji

nie zwracałbym teraz uwagi. Stochastic.gif Price_ROC.gif Ultimate.gif

RSI.gif MACD.gif Trix.gif Warto za to zwrócić uwagę na poziomy zniesienia

ostatniej fali spadkowej, co akurat jest dość mocnym argumentem niedźwiedzi.

Jeszcze żadna korekta w tej fali spadkowej nie przekroczyła 38,2% zniesienia

i tak też było w przypadku ostatniego wzrostu Zniesienia.gif Wzmacnia to

tylko górną krawędź konsolidacji.

Tutaj analogicznie do USA jakiś większy ruch powinien zacząć się w przeciągu

najbliższych tygodni. Jeśli nie zagramy pod Traktat Akcesyjny i węgierskie

referendum, to rozczarowanie brakiem podgrzania rynku zacznie zalewać rynek

podażą. Na to, że nie poczekamy zbyt długo na nowy trend, wskazują też

wskaźniki zmienności, notujące tak niskie poziomy, z których z reguły

zaczynał się jakiś dłuższy wzrost/spadek. Ja jak mówiłem liczę na

optymistyczne rozwiązanie, by zdążyć jeszcze z wzrostem przed

majem/czerwcem, gdy trzeba będzie zapewne na kolejne miesiące pozbyć się

akcji.

Poza wspomnianą niepewnością co do wojny w Iraku jest jeszcze jeden czynnik,

który zahamować może wybicie z konsolidacji górą nawet w czasie kontynuacji

wzrostów na zagranicznych rynkach. Mowa o polskim politycznym bagienku, na

którego opisywanie po pierwsze nie mam ochoty, a po drugie chyba każdy z

czytelników zna konflikty prezydenta i premiera, plus całą resztę innych

politycznych zgrzytów z ostatnimi kontrowersjami wokół PZU na czele. W tym

tygodniu polityka może być wyjątkowo istotna (choć nie musi). We wtorek

minister gospodarki i pracy Jerzy Hausner przedstawi rządowi nowy program

działania kierowanego przez siebie resortu. "Pakiet ten stanowi podbudowę

pod program finansów publicznych, ale nie jest jego alternatywą" -

powiedział Hausner, ale wszyscy wiedzą, że właśnie na tym polu trwa konflikt

z Kołodką. Siłą rzeczy, program musi poruszać kwestie, które leżą w gestii

ministra finansów i jeśli będą to projekty ze sobą sprzeczne, lub

którykolwiek medialnie skrytykuje rządowego kolegę (konferencja prasowa

przedstawiająca program w środę) to może to spowodować mocny konflikt dwóch

"kogutów". Inwestorzy mogliby się bardzo przestraszyć takiego kolejnego

zamieszania, tym bardziej, że to akurat dwóch ministrów odbieranych jako

najważniejsi dla rynku kapitałowego. Dymisja któregokolwiek z nich zostałaby

bardzo źle odebrana.

Tak odnośnie Kołodki i planu reformy finansów publicznych, to jeśli ktoś nie

miał okazji, to polecam komentarze do tego projektu polskich

najpopularniejszych ekonomistów (Jankowiak, Orłowski, Rybiński)), którzy w

czwartkowym Pulsie i piątkowej Wyborczej solidaotwarte w tym tygodniu nie tylko na Irak, ale

też na polską scenę polityczną. Choć głównie te dwa czynniki będą dominować

kierunek rynkowych wahań, to nie można w tym tygodniu pominąć danych makro,

z bezrobociem i ISM na czele. O tym już jednak nieco bardziej szczegółowo w

porannych. Nastawiony do rynku jestem optymistycznie, ale jeśli ktoś nie

lubi hazardu, to powinien z kupnem poczekać do czasu mocnego wzrostu obrotów

i wybicia poza obszar konsolidacji. Miejsca będzie jeszcze na 50 pkt. więc

lepiej wskoczyć później, ale gdy będziemy pewni, że pociąg już jedzie, a nie

jedynie przestawiany jest tylko na inny peron. Ciężko grać w takiej

konsolidacji, ciężko prognozować cokolwiek w takiej konsolidacji, jeszcze

ciężej prognozować efekty działań wojenny i ich wpływ na giełdy. Tak więc

optymistycznie, ale bardzo bardzo ostrożnie.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama