Bagdadu, tym teren trudniejszy i ofiary zacznie się raczej liczyć w setkach.
Do tego wszystkiego Turcja w końcu nie pozwoliła na rozmieszenie wojska na
swoim terytorium. Kolejny problem to bardzo rozciągnięta linia frontu, która
nie tylko jest dla żołnierzy bardzo wyczerpująca, ale też powoduje problemy
z zaopatrzeniem oddziałów najbliżej Bagdadu, a to przecież jest
najważniejsze. Dzisiaj Reuters podał, że centralne dowództwo poleciło
wstrzymać marsz na Bagdad co najmniej na kilka dni, właśnie z powodów braku
zaopatrzenia. Kontynuowane ma być tylko bombardowanie Bagdadu i wzmacnianie
zdobytych już pozycji. Pentagon natychmiast zaprzeczył, ale po pierwsze w
każdej plotce jest ziarnko prawdy, a po drugie nie wiem jak USA wyobraża
sobie zdobycie Bagdadu garstką żołnierzy ze słabym zaopatrzeniem i wrogiem
za plecami.
Zresztą mój bardzo mały rozumek (jak u każdego misia ;-) w ogóle nie jest w
stanie wyobrazić sobie zdobycia Bagdadu. Co innego gdyby stosowano
polsko/rosyjską taktykę hurrrraaaaaa nie licząc się z ofiarami. Amerykanie
jednak opłakują każdego ze "swoich chłopców", a do tego kamery śledzące
niemal wszystkie wydarzenia, oburzeniem opinii publicznej nie pozwolą na
żadne krwawe starcia w Bagdadzie. Nie będę się na temat wojny rozpisywać, bo
scenariuszy w każdej gazecie są dziesiątki, wniosek jednak jest jeden -
zajęcie Bagdadu to kwestia najwcześniej kilku tygodni, a wojna pou (niemożliwe). Co dalej ? Jak
pokazuje przykład mniejszych zajętych już miast, po ich zajęciu Irakijczycy
przeprowadzają samobójcze ataki i nie podporządkowują się amerykańskim, czy
brytyjskim rządom. W Bagdadzie ma być inaczej ? Wręcz będzie gorzej, bo od
10 dni stolica Iraku jest codziennie bombardowana i straty wśród ludności
cywilnej są bardzo duże. Nikt USA nie powita tam jako wyzwoliciela.
Przy okazji warto zwrócić uwagę jak ciekawym zjawiskiem jest propagandowa
wojna i mieszanie ludziom w głowach. Irakijczyk dokonujący samobójczego
zamachu na amerykańskich żołnierzy jest określany jako terrorysta, podczas
gdy spadająca na targowisko rakieta (ponad 50 zabitych cywilów) jest jedynie
wypadkiem i niech ktoś śmie coś złego powiedzieć o Amerykanach. Oczywiście
nikt celowo cywilów nie zabija, ale zrzucając tyle bomb na Bagdad musi się z
tym liczyć. Ale co tam, USA nie zgodziły się by Amerykanów sądzono w Hadze.
Ciekawe tylko jak długo wytrzyma to światowa opinia publiczna i arabska
ulica. Z takiej wojny zwycięsko wyjdzie jedynie terroryzm, obojętnie jak
zakończy się ten konflikt.
I znowu w przyszłym roku, po następnym ataku terrorystycznym USA zastosują
"uderzenie wyprzedzające" ??? Tym razem Syria, Iran, czy wracamy do Korei ?
Przecież gdyby USA nie zaatakowały Korei, bo byłby to sygnał dla innych
krajów, że mając broń nuklearną, możemy czuć się bezpiecznie. Irakowi nie
zostało jeszcze nic udowodnione. Korei tak, a pomimo to USA "uderzenia
wyprzedzającego" (wobec już stwierdzonego zagrożenia) nie stosuje. A Syria,
Iran ? W weekend posypały się oskarżenia o wspieranie Iraku, a powiązania z
terrorystami oczywiste. I tak dalej ... Chcę tylko pokazać, że interwencja w
Iraku nie jest wojną, ale dopiero bitwą, którą USA na pewno wygrają (pytanie
kiedy), ale wojny z terroryzmem i tyranami wygrać po prostu nie mogą. Już
nawet nie chodzi o to, że z terrorystami jest jak z Napoleonem w Rosji, gdy
nie mógł znaleźć wroga. Na kolejne konflikty nie pozwolą sami Amerykanie, a
szczególnie ich portfele.
Nikt nie ma wątpliwości, że prośba Busha o 75 mld USD jest dopiero
początkiem wojennych kosztów, a już teraz prognozy tegorocznego deficytu to
co najmniej rekordowe 400 mld USD, czyli aż 100 mld więcej niż najwyższy
deficyt w latach 90-tych. Tak zadłużone państwo, na skraju kolejnej recesji
nie stać ani na długi konflikt z Irakiem, ani na jakiekolwiek inne światowe
spory, zarówno na tle militarnym (wspomniane wyżej) jak i ekonomicznym
(choćby z Francją czy Niemcami). Zresztą na ofiary kosztownego konfliktu nie
trzeba było długo czekać. Kongres w tym tygodniu zredukował obniżkę podatków
o połowę z sumy 726 mld USD. Przypomnę, że tak mocne zwiększenie deficytu
swego czasu mocno krytykowałem, więc ograniczenie tego do 350 mld USD
inwestorzy powinni odbierać korzystnie, z jednym tylko zastrzeżeniem. Jeśli
pod ekonomiczny nóż pójdzie na przykład wycofanie podatku od dywidend, to
choć giełda reagowała na to bardzo krótko (słusznie), to taka informacja
natychmiast mocno przeceniłaby część spółek.
Przy okazji Francji i Niemiec. W ostatnim raporcie ONZ inspektorzy
rozbrojeniowi napisali coś takiego - "wojny można było uniknąć, gdyby nie
błędna, pokojowa w założeniu, polityka Niemiec, Francji i Rosji". Raport
analizuje zachowanie Iraku, które przy każdej groźbie użycia siły zwiększało
współpracę, by później znowu od niej odstąpić, po pokojowych wystąpieniach
wspomnianych krajów. Dla mnie nieco kontrowersyjne, a już na pewno takie
stanowisko inspektorów nie pomoże w odbudowie dobrych stosunków między tymi
krajami a USA.
Temat wojny w Iraku jest tak złożony, że nie starczy miejsca i cz Widać jednak
wyraźnie, że priorytetem jest dla USA bezpieczeństwo "swoje i innych"
(poprzez wojny), a na plan dalszy schodzi "Gospodarka głupcze !". Lekcja z
przegranych wyborów starszego Busha (gdy skoncentrował się na sprawach
międzynarodowych, a zaniedbał sprawy gospodarcze) też nie została
wyciągnięta. Oczywiście giełdy ze zdjęcia ciężaru niepewności i zapewnieniu
bezpieczeństwa euforycznie by się ucieszyły. Ale pozostają dwa problemy. Po
pierwsze terroryzmu się nigdy nie zlikwiduje, a po drugie jeśli kosztem tego
ma być stagflacja, to nie wiem, czy ktokolwiek kupi mocno przewartościowane
akcje w bezpiecznym kraju. Krótko mówiąc w dłuższym terminie trudno u mnie o
optymizm.
To wzrostów już koniec ? Tego nie powiedziałem. Obecne zachowanie rynku
wskazuje, że na razie mamy do czynienia jedynie z korektą wojennej euforii.
Rekordowe wzrosty nie mogły być kontynuowane bez przerwy, szczególnie jeśli
weźmiemy pod uwagę dwa wykresy Dow_liniowy.gif Nasdaq_liniowy.gif oraz
rekordowy wręcz skok optymizmu zarówno wśród analityków, zarządzających, jak
i samych inwestorów. We wszystkich wskaźnikach i ankietach rekordowa zmiana
na optymistów musiała przynieść korektę, zresztą tak naprawdę skala
Irackiego oporu powinna znieść cały ten wojenny wzrost. Tak się jednak nie
dzieje, gdyż inwestorzy bardzo dobrze wiedzą, co będzie gdy zaczną się
pojawiać kolejne sukcesy, lub choćby zwiększą się na nie szanse. W czasie
wojny do wyceny akcji (poza standardowym przez ostatnie lata
przewartościowaniem) dodawana będzie premia związana z możliwością szybkiego
zakończenia konfliktu. Przewaga USA jest tak duża, że pytanie jest nie "czy"
, ale "kiedy". A po wojnie wiadomo - ożywienie, tania ropa, kontrakty na
odbudowę Iraku etc. Nawet gdy konflikt zacznie się mocno przedłużać,
inwestorzy liczyć będą właśnie na kontynuację tym razem już powojennej
euforii.
Na korekcyjny charakter ostatnich spadków wskazują też malejące obroty. Choć
w tym wojennym okresie jakiekolwiek prognozy są trochę szaleństwem, to
oczekiwałbym testu nawet szczytów z końcówki roku na amerykańskich
indeksach, czyli niemal powtórka pierwszej fali wzrostowej Dow.gif
Nasdaq.gif SP500.gif Jednak kontynuacja tego wzrostu musiałaby nastąpić
najpóźniej w przyszłym tygodniu. Przedłużająca się konsolidacja i
przedłużająca się wojna będą zwiększały presję podaży i umacnianie szczytów
ostatniej fali wzrostowej. Co miałoby spowodować ten wzrost ? Nawet nie
warto zgadywać - wiadomo, że może to zrobić każda dowolnie interpretowana
informacja z wojennego frontu.
Warto jeszcze zerknąć na parę tradycyjnych wykresów, które budzą zazdrość
techników grających na naszym mizernym rynku. Ropa tuż nad linią trendu
wzrostowego skończyła wodospad i z powodu problemów w Iraku, oraz konfliktów
etnicznych w Nigerii ruszyła do odrabiania strat ROPA.gif Opór tuż nad 31
powinien zatrzymać odbicie. Złoto skończyło korektę na wsparciu i linii
trendu wzrostowego ZLOTO.gif a porównując te dwa rynki wygląda na to, że
inwestorzy obawiają się już teraz nie "III wojny światowej" z całym światem
arabskim, a jedynie problemów z wydobyciem i transportem irackiej ropy.
Skutki wojny widać też na EURODOLAR.gif który zatrzymał korektę dokładnie na
linii trendu. Indeks CRB.gif zanegował formację podwójnego dna, co tylko
przyspieszyło spadki, po odbiciu od linii trendu spadkowego od 1988 r.
(tylko przez 2 szczyty, a zadziałała co do punktu). Z innych wykresów warto
jeszcze wspomnieć o Nikkei, który wspomagany opisywanymi wcześniej rządowymi
interwencjami powrócił w obszar konsolidacji. NIKKEI.gif
Dla nas ten indeks to jedynie ciekawostka. Dla nas ostatnio najbardziejla niedźwiedzi ostatnie zachowanie nie jest żadną oznaką siły, a jedynie
ruchem go górnego ograniczenia konsolidacji.
Bez wątpienia tak to trzeba na razie technicznie interpretować. Konsolidacja
generuje bardzo dużo fałszywych sygnałów, czy formacji. Zresztą ostatnio
celowo staram się unikać zarówno rysowania klinów (na indeksie), czy
odwróconej głowy z ramionami. Najważniejszym sygnałem będzie i tak wzrost
obrotów i wyjście ze obszaru konsolidacji. Kontrakty_intra.gif
Indeks_intra.gif Ja od paru tygodni jestem optymistą i dzisiaj też się to
nie zmieniło. Także podkreślając lekkomyślność stawiania prognoz w czasie
wojennej zawieruchy, większe szanse dawałbym wybiciu do góry (największe
przedłużeniu konsolidacji). Wskazuje na to właśnie nie tylko dość dobre
zachowanie giełd zachodnich, ale także nasz europejski kalendarz i obecne
(korzystne dla zagranicy) kursy walut.
Na naszym rynku także w czasie korekty w tym tygodniu mocno spadły obroty.
To dobry znak. Na wskaźniki poza faktem wyraźnych pozytywnych dywergencji
nie zwracałbym teraz uwagi. Stochastic.gif Price_ROC.gif Ultimate.gif
RSI.gif MACD.gif Trix.gif Warto za to zwrócić uwagę na poziomy zniesienia
ostatniej fali spadkowej, co akurat jest dość mocnym argumentem niedźwiedzi.
Jeszcze żadna korekta w tej fali spadkowej nie przekroczyła 38,2% zniesienia
i tak też było w przypadku ostatniego wzrostu Zniesienia.gif Wzmacnia to
tylko górną krawędź konsolidacji.
Tutaj analogicznie do USA jakiś większy ruch powinien zacząć się w przeciągu
najbliższych tygodni. Jeśli nie zagramy pod Traktat Akcesyjny i węgierskie
referendum, to rozczarowanie brakiem podgrzania rynku zacznie zalewać rynek
podażą. Na to, że nie poczekamy zbyt długo na nowy trend, wskazują też
wskaźniki zmienności, notujące tak niskie poziomy, z których z reguły
zaczynał się jakiś dłuższy wzrost/spadek. Ja jak mówiłem liczę na
optymistyczne rozwiązanie, by zdążyć jeszcze z wzrostem przed
majem/czerwcem, gdy trzeba będzie zapewne na kolejne miesiące pozbyć się
akcji.
Poza wspomnianą niepewnością co do wojny w Iraku jest jeszcze jeden czynnik,
który zahamować może wybicie z konsolidacji górą nawet w czasie kontynuacji
wzrostów na zagranicznych rynkach. Mowa o polskim politycznym bagienku, na
którego opisywanie po pierwsze nie mam ochoty, a po drugie chyba każdy z
czytelników zna konflikty prezydenta i premiera, plus całą resztę innych
politycznych zgrzytów z ostatnimi kontrowersjami wokół PZU na czele. W tym
tygodniu polityka może być wyjątkowo istotna (choć nie musi). We wtorek
minister gospodarki i pracy Jerzy Hausner przedstawi rządowi nowy program
działania kierowanego przez siebie resortu. "Pakiet ten stanowi podbudowę
pod program finansów publicznych, ale nie jest jego alternatywą" -
powiedział Hausner, ale wszyscy wiedzą, że właśnie na tym polu trwa konflikt
z Kołodką. Siłą rzeczy, program musi poruszać kwestie, które leżą w gestii
ministra finansów i jeśli będą to projekty ze sobą sprzeczne, lub
którykolwiek medialnie skrytykuje rządowego kolegę (konferencja prasowa
przedstawiająca program w środę) to może to spowodować mocny konflikt dwóch
"kogutów". Inwestorzy mogliby się bardzo przestraszyć takiego kolejnego
zamieszania, tym bardziej, że to akurat dwóch ministrów odbieranych jako
najważniejsi dla rynku kapitałowego. Dymisja któregokolwiek z nich zostałaby
bardzo źle odebrana.
Tak odnośnie Kołodki i planu reformy finansów publicznych, to jeśli ktoś nie
miał okazji, to polecam komentarze do tego projektu polskich
najpopularniejszych ekonomistów (Jankowiak, Orłowski, Rybiński)), którzy w
czwartkowym Pulsie i piątkowej Wyborczej solidaotwarte w tym tygodniu nie tylko na Irak, ale
też na polską scenę polityczną. Choć głównie te dwa czynniki będą dominować
kierunek rynkowych wahań, to nie można w tym tygodniu pominąć danych makro,
z bezrobociem i ISM na czele. O tym już jednak nieco bardziej szczegółowo w
porannych. Nastawiony do rynku jestem optymistycznie, ale jeśli ktoś nie
lubi hazardu, to powinien z kupnem poczekać do czasu mocnego wzrostu obrotów
i wybicia poza obszar konsolidacji. Miejsca będzie jeszcze na 50 pkt. więc
lepiej wskoczyć później, ale gdy będziemy pewni, że pociąg już jedzie, a nie
jedynie przestawiany jest tylko na inny peron. Ciężko grać w takiej
konsolidacji, ciężko prognozować cokolwiek w takiej konsolidacji, jeszcze
ciężej prognozować efekty działań wojenny i ich wpływ na giełdy. Tak więc
optymistycznie, ale bardzo bardzo ostrożnie.
[email protected]