pracy o 50k. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na jedną rzecz. Mit obniżki stóp
mimo tak długiej bessy jeszcze nie umarł i choć pojawiają się pierwsze
komentarze, że FED będzie musiał niedługo stopy podnosić, to fatalne dane z
rynku pracy mogą dać nadzieje na jeszcze jedną, ostatnią obniżkę na
posiedzeniu 6 maja lub 25 czerwca. W takim układzie na piątek tylko nieco
gorsze dane miałyby negatywny wpływ na rynek. Za to mocno negatywny.
Wracają do wyników spółek chciałem zwrócić uwagę na jedną rzecz.
Amerykańskie media jak katarynka powtarzają byczą wiadomość, że liczba
spółek która przekroczyła prognozy analityków wyniosła pod koniec tygodnia
około 65%, przy jedynie 15% które pokazujących zyski gorsze od prognoz. Tak
jest (te proporcje) niemal w każdym ostatnim kwartale !! Kwestia czy to
niewiedza analityków, czy tylko asekuranctwo po dotkliwej bessie to już
sprawa wtórna. Nie oznacza to wcale, że wyniki są takie jak w poprzednich
kwartałach. Są dużo lepsze, a wynika to z faktu, że spółki po pierwsze
bardzo mocno przekraczały swoje prognozy, a po drugie dotyczyło to z reguły
największych firm. Jeśli sezon wyników będzie dalej trwać w takim tonie, to
średni wzrost zysku może wynieść nawet 10%, a wszystko w czasie wojennego
okresu sporej niepewności. To co, hossa ?
Chyba nic z tego nie wyjdzie i już nie tylko ze względu na krótkoterminowe
korzyści cięcia kosz
pokazały ostatnie dane o PKB. Zamiast prognozowanego +2,3% było tylko +1,6%.
To oczywiście wstępne dane i sam przestrzegałem przed pochopnym wyciąganiem
wniosków, ale wystarczy spojrzeć na szczegółowy raport by nawet wstępne dane
nieco przestraszyły. Wydatki konsumentów wzrosły tylko 1,4%, czyli nawet
mniej niż w czwartym kwartale 02 i najgorzej od 10 lat ! (a to najważniejsze
dla gospodarki). Mniej więcej to samo w firmach. Do tego wzrost PKB byłby
mniej więcej 1% niższy, gdyby nie spadek eksportu 3,2% przy spadku importu
7,9%. Raport potwierdza też ostatnie inflacyjne obawy (a to wpłynie później
na stopy proc.), choć wyraźnie główna przyczyna to droga energia (a to się
zmienia). Dopóki wydatki konsumentów nie zaczną rosnąć (chyba że wraz z
długami), firmy nie zaczną zatrudniać pracowników (firmy, a nie rządowa
administracja) i zamiast ciąć koszty rozpoczną inwestycje ... to do tego
czasu o żadnym większym ożywieniu/hossie mowy być nie może. Oczywiście
absolutnie nie zapominam o tym co pisałem wcześniej w odniesieniu do wojny.
Już widać pozytywny wpływ wojny na gospodarkę i nastroje konsumentów, jak
choćby kolejny piątkowy wzrost indeksu nastroju U. Michigan (z 83,2 do
86,0). To dopiero początek tego procesu i znaczny wzrost optymizmu będziemy
oglądać przynajmniej do okresu wakacyjnego. Więcej szczegółów zobaczymy we
wtorek. Publikowany będzie wskaźnik zaufania konsumentów, który ma wzrosnąć
z 62,5 aż do 69,4. Prognoza jest bardzo optymistyczna .... ale ja
spodziewałbym się nawet więcej. Jeśli nie teraz, to kolejny mocny wzrost w
przyszłym miesiącu.
Jest tylko jedno, trochę niedoceniane przez rynki zagrożenie - SARS, które
powojenny optymizm szybko może obrócić w pył. Poza Azją faktyczny wpływ na
gospodarkę jest na razie niewielki, ale ostatnia ankieta Gallupa pokazuje
dość niepokojące wyniki. Aż 40% Amerykanów czuje zagrożenie w związku z
SARS. Zachowanie niemal analogiczne do wojny z Irakiem. Z ankiety wynika
także, że aż 14% zmieniło plany podróży w związku z tą chorobą. A to póki co
tylko lokalny azjatycki problem. Fakt faktem, że jego skala według wielu
instytucji dorównuje już "azjatyckiemu kryzysowi", ale na razie wpływ na
zachodnie (o naszym nie mówiąc) rynki jest niewielki. Warto jednak pamiętać,
że w przypadku rozprzestrzenienia się zachorowań na USA lub Europę mamy
analogiczne zachowanie do azjatyckich indeksów, czyli spadki po parę procent
i o wzroście wydatków konsumentów i nowych inwestycjach firm możemy w takich
warunkach zapomnieć.
Tego pesymizmu póki co nie podzielają giełdowi analitycy i inwestorzy. Tutaj
panuje bardzo duży optymizm, ale wnioski z tego nie są wcale takie
oczywiste. Wiadomo oczywiście, że im większy optymizm, tym szczyt bliżej. W
drugim tygodniu kwietnia w ankiecie Investors Intelligence procent byków
przekroczył 50% i poziom ten ostatni raz przekroczony był w styczniu To wraz
ze sporym wykupieniem rynku budziło spore obawy. Ich wynik to ostatnia
korekta, ale korekta w wyniku której ilość byków spadła z 50,6% w ciągu
tygodnia do 42,7%. Z kolei niższy od tego poziom oglądaliśmy ostatnio
dopiero 13 marca, czyli dzień po ustanowieniu "przedwojennego" dołka i
bardzo mocnego odreagowania. Skąd tak ogromny spadek optymizmu przy korekcie
indeksów po ustanowieniu nowych szczytów ? Z jakiego powodu ? Powiem
szczerze, że takie zachowanie tego indeksu nastroju mocno mnie zdziwiło i
tak jak wyniki spółek, czy niektóre dane gospodarcze czasami trudne są do
uzasadnienia, tak ten wskaźnik nastroju naśladuje jedynie atmosferę choćby w
mediach. Tak silne spadki optymizmu oczywiście też już widzieliśmy, ale nie
wywoływała ich nigdy korekta (jej początek) w trendzie wzrostowym. Odcz gdy nastąpił odwrót i parodniowe bardzo
dynamiczne wzrosty. Ogólnie w krótkim terminie takie zachowanie nie
pokazuje, by rynki miały runąć teraz w przepaść. Optymizm za szybko uciekł z
rynku. Z drugiej strony, ciągle dość wysoka liczba byków nie daje szansy na
dłuższą hossę. Zresztą to samo cały czas pokazuje indeks nastroju Marka
Hulberta konstruowany na podstawie analizy 160 biuletynów inwestycyjnych. W
ciągu ostatnich 6 tygodni indeks wzrósł ponad 80% i takiego wzrostu jeszcze
nie notowano. Tak hossa się nie rodzi i w dłuższym terminie, potwierdza to
tylko korekcyjny charakter całego wzrostu (za szybko rośnie optymizm, a nie
ma przysłowiowej "ściany strachu"). Tak wiec indeksy nastroju dają
krótkoterminowo sprzeczne sygnały, a już na pewno nie odpowiedz, czy
mieliśmy już w USA szczyt.
Ja przyznam szczerze, też jestem trochę rozbity. Spodziewałem się, że sezon
wyników indeksy spędzą na jakiejś konsolidacji, po której nastąpi ostatnia
fala wzrostowa wyprzedzająca wymuszoną wojną poprawę w gospodarce. Zaniżone
prognozy w zestawieniu z całkiem dobrymi wynikami firm wyniosły indeksy na
nowe szczyty już teraz. Bez odpoczynku i bez zbierania sił. Zrobiło się wiec
za szybko i za wysoko. A czy może być wyżej ? Spójrzmy na wykresy. Na
Dow.gif mieliśmy w tym tygodniu umocnienie oporu tuż nad 8500 pkt To jedyny
indeks, który nie pokonał szczytów. Paradoksalnie jednak, techniczny wygląd
indeksu można uznać nawet za lepszy od dwóch pozostałych. Na pierwszy rzut
oka bowiem, w ostatnich tygodniach zarówno SP500.gif jak i Nasdaq.gif rysują
coś na kształt klinów zwyżkujących, co z reguły oznacza wyjście dołem i
odwrócenie trendu. Gdyby zgodnie ze wcześniejszymi oczekiwaniami indeksy
pociągnęły tą ostatnią falę wzrostową aż pod grudniowe szczyty, to akurat
wypadłoby to na górnych ograniczeniu tych klinów. Na Dow.gif natomiast można
teoretycznie mówić o trójkącie zwyżkującym, a to z kolei formacja
kontynuacji trendu (wzrostowego w tym wypadku). Sytuacja widać więc równie
niejasna, jak na wskaźnikach nastroju, które z jednej strony pokazują duży
optymizm, a z drugiej mamy jego ogromny spadek tuż przy szczycie (jeszcze
przed piątkowym spadkiem). Jakoś podsumowując rynek amerykański
powiedziałbym tak - nieco przedwczesny wzrost wywołany znaczącym pobiciem
zaniżonych prognoz wykreował nową falę wzrostową (ze wzrostem obrotu na
rosnącym rynku i spadku przy korekcie), ale rynek był i dalej jest bardzo
wykupiony (o przewartościowaniu nie wspomnę) i w obecnej sytuacji
jakikolwiek większy wzrost musiałby skończyć się porażką i odbiciem od
grudniowych szczytów. Taki techniczny sygnał byłby dla rynku dramatyczny,
choć po końcówce zeszłego tygodnia już można się zastanawiać, czy już ta
ostatnia fala wzrostowa (z ostatnich dwóch tygodni) nie okaże się faktycznie
tą "ostatnią", a jej nieco mniejszy od wcześniej prognozowanego zasięg
wynikać będzie ze zbyt szybkiego ataku na kolejne opory. Nie wykluczam, że
na fali poprawy danych makro jeszcze jeden wzrost jest możliwy (analogicznie
do scenariusza japońskiego), ale takie ewentualne rally wykorzystywałbym już
do sprzedaży.
Nasz rynek chyba właśnie takiego scenariusza bardzo się obawia. Niezależnie
z jakiego poziomu indeksy w USA rozpoczną spadki, to wszystko wskazuje na
to, że po raz kolejny sprawdzi się giełdowe przysłowie "sell in May and go
away". Skoro na zachodnich parkietach w maju należy pozbywać się akcji, a u
nas handel rozpocznie się tak naprawdę właśnie dopiero w maju, to kto ma
teraz kupować i pod co grać ? Pod szczyty na amerykańskim rynku ? Gdyby
świąteczny kalendarz ułożył się nieco inaczej, to choć nieco nieracjonalnie,
to jednak naśladowalibyśmy ruchy zachodnich st przy wzrostach na rynkach zagranicznych byłoby łatwo, ale
wciągnąć do gry między świętami większą liczbę inwestorów jest u nas niemal
niemożliwe. Nie znalazł się więc chętny na kupno i kontynuowaliśmy swoją
słabość z ostatnich tygodni, notując nowe minima i naruszając linię trendu,
przy nowych szczytach na rynkach zachodnich. Nawet węgierski BUX.gif nie
wytrzymał presji zachodnich byków i po obronie wsparcia atakuje szczyty.
Byliśmy więc jednym z najgorszych rynków, ale tak naprawdę nie ma co
panikować, choć fakt faktem, że wygląda to wręcz dramatycznie, gdy większość
rynków rośnie po kilkanaście procent, a my stoimy w miejscu. Prawda jest
taka, że od końca stycznia kręcimy się wokół jednego i tego samego poziomu
Kontrakty_dzienny.gif Indeks_dzienny.gif co nie tylko obnaża słabość naszego
rynku, ale dość skutecznie odbiera ochotę do gry. Esencją każdego rynku są
występujące na nim trendy, a my zamiast tego mamy dziesiątki technicznych
pułapek. Tak to już jest w horyzoncie. Mieliśmy w ostatnich tygodniach
bardzo dużo luk, które były niemal natychmiast negowane, przebijane były
linie trendu co starczało na ruch wystarczający do pokrycia prowizji (no
może dwóch), czy w końcu było nawet przecież wybicie z tej dwumiesięcznej
konsolidacji, które także okazuje się pułapką. Czy można przy takich
zmiennych nastrojach mieć zaufanie do obecnej linii trendu wzrostowego
Kontrakty_intra.gif Indeks_intra.gif Może przy szczycie konsolidacji tak,
ale chyba nie w samym jej środku. Zresztą podobne myślenie widać u innych
inwestorów, gdy tak wyraźne sygnały techniczne są już ostatnio ignorowane,
gdyż za dużo było ostatnich wszelkich pułapek. Wskaźników na złość nie
pokażę dzisiaj, bo to tylko wszystkim namiesza w głowach, w wnioski z nich
nie płyną żadne istotne. Może jedynie warto zerknąć na wskaźnik pokazujący
zmienność ATR.gif , która notuje dawno niewidziane niskie poziomy. Do tego
jesteśmy w środku horyzontu, plus między dwoma średnimi Srednie.gif Bardzo
ciężko grać i prognozować na takim rynku.
Prawdziwy handel rozpocznie się dopiero po majowym weekendzie, czyli w
przyszłym tygodniu, a dokładniej w środę. 5 maja mamy bowiem pierwszy wysyp
wyników polskich spółek. Tego dnia wyniki podają BPH, Comarch, Computerland,
KGHM, Bank Handlowy. Kontynuacja tej serii 12-15 maja. Tak więc w tym
tygodniu trend boczny potęgować będzie nie tylko majowy weekend (czwartek
nie ma sesji, w piątek też być nie powinno, ale GPW uznała, że za późno by
ją odwołać), ale także wyczekiwanie na pierwsze wyniki spółek, oraz
kontynuacje publikacji spółek amerykańskich. Oczywiście prawdopodobieństwo,
że za dwa tygodnie w piątek zamknięcie będzie 1221 pkt. jest znikome, ale ja
teraz kierunku jasno nie widzę i podobnie jak w zeszłej Weekendowej
zalecałbym wstrzymanie się z transakcjami. Przynajmniej do czasu pierwszych
majowych sesji. Ten kto się nie posłuchał ostatnich rad musiał grać na
krótko w czasie ostatnich sesji. Brawo jeśli się komuś udało, ale odbywało
się to podczas mocno rosnących rynków zagranicznych i gdyby przy tak niskich
obrotach na naszym rynku któryś z funduszy (wystarczy nawet jeden)
zdecydowałby się na podgrzanie rynku, to tradycyjnie mielibyśmy 2-3 sesyjny
zryw. Podobnie będzie niestety przynajmniej przez następne półtora tygodnia.
Oczywiście część inwestorów nie znosi braku wskazania kierunku na najbliższe
sesje, ale czy mam to zawsze robić dając wskazówki na bardzo niepewnym (moim
zdaniem) rynku i nieco przy tym zgadując, czy też robić to z nieco większą
wiarygodnością i trafnością (moim zdaniem ;-) w momencie gdy rynek na to
pozwala ?
Na koniec jeszcze 4 wykresy, które gdzieś umknęły we wcześniejszym tekście. całym tym obszarze. ROPA.gif po
dziwnych decyzjach OPEC (teoretycznie zmniejszającej wydobycie, ale tak
naprawdę legalizującej "szarą strefę" czyli większe wydobycie) testuje linie
trendu wzrostowego. WIG_Banki.gif przy ewentualnych złych majowych wynikach
(uważam, że sporo przez rynek jest zdyskontowane - choć wycena banków bez
wątpienia dalej bardzo wysoka) wyglądałby dramatycznie, rozstrzygniecie
coraz bliżej. I w końcu EURODOLAR.gif który atakuje marcowe szczyty.
Zupełnie nie współgra to z rynkiem akcji i wydaje się, że taka utrata
korelacji zbyt długo już nie potrwa. Inwestorzy walutowi bardzo źle oceniają
perspektywy amerykańskiej gospodarki i albo rynek akcji też szybko to
dostrzeże, albo waluta przestraszy się chwilowego powojennego ożywienia i
będziemy mieć głębszą korektę po odbiciu od oporu na szczycie.
O pomysłach/reformach/planach Kołodki nawet nie zaczynam pisać, bo zanim
skończę to możliwe, że propozycje będą już zupełnie inne, tak jak ma to
miejsce ostatnio (czego emerytury, PIT czy CIT najlepszym przykładem). O
zeznaniach Millera też nie ma co się rozwodzić, bo nie wnoszą nic ciekawego
do sprawy, a do tego ważniejsze będą dopiero poniedziałkowe spory z
opozycyjnymi posłami. Ciekawa jest za to notka (tylko notka) w sobotniej
Rzeczpospolitej, w której czytamy, że wiceminister finansów Andrzej Sopoćko
nie wyklucza, że podatek od zysków giełdowych nie zostanie wprowadzony 1
stycznia 04" Przyczyną opóźnienia są rzekomo trudności proceduralne, a
zwłaszcza niedostosowanie biur maklerskich do ściągania tego podatku. Gdyby
ta informacja została oficjalnie przez ministerstwo przedstawiona, to
powinno to nieco giełdzie pomóc, choć oczywiście nie w takim zakresie w
jakim propozycje podatkowych zmian zdążyły już rynkowi zaszkodzić. Odłożenie
wyroku ma nieco mniejszy pozytywny oddźwięk.
Podsumowując, przez następne półtora tygodnia nie widać możliwości
wykreowania nowego trendu. Cały czas kręcimy się od końca stycznia wokół
jednego poziomu zmieniając bardzo często i szybko rynkowy nastrój. Prawdziwe
oblicze rynku zobaczymy dopiero po pierwszych majowych wynikach i jeśli nie
rozczarują zbyt mocno rynku, to przy braku głębszych spadków na rynku
amerykańskim powinniśmy zagrać jeszcze pod czerwcowe referendum. Tyle tylko,
że tutaj podobnie jak w USA - jeśli taki zryw (nasz rynek lubi nadrabiać w
2-3 sesje) będzie mieć miejsce, to też trzeba myśleć w którym momencie
wykorzystać go do zajęcia krótkiej pozycji, a nie traktować tego jako sygnał
kupna do nowego trendu wzrostowego.
[email protected]