decyzji. Dlaczego sądzono, że w USA stopy procentowe pozostaną na
niezmienionym poziomie? Kierowano się tu niedawnym wystąpieniem A.
Greenspana w Izbie Reprezentantów. Zdanie "Jestem przekonany, że gospodarka
USA może się rozwijać w szybszym tempie niż w ubiegłym roku, chociaż czas i
skala ożywienia pozostają niepewne" mówi chyba samo za siebie. Ciekawe jak
zareagowaliby nasi czytelnicy, gdybym teraz stwierdził, że "Jestem
przekonany, że kontrakty na WIG20 mogą rosnąć w szybszym tempie niż w
ubiegłym roku, chociaż czas i skala wzrostu pozostają niepewne". Potem mamy
białą świecę w poniedziałek i ja zaczynam swój komentarz po sesji "Jak
pisałem wczoraj rynek wzrósł...". Trudno taką wypowiedź nazwać wartościową
dla słuchaczy. Ciekawa jest jednak dalsza część wypowiedzi, bo tu wyłania
się coś, co chyba ciężko przychodzi wypowiedzieć politykom. Tym bowiem nie
należy mówić złych rzeczy, bo się lubią obrazić. Zatem cytuję za PAP:
"Ocenił on, że będzie to [ożywienie - przyp. KJ] możliwe między innymi pod
warunkiem, że amerykańskie korporacje zerwą z dotychczasowym pesymistycznym
nastawieniem i zaczną więcej inwestować". No to teraz wszystko zaczyna być
jasne. Przypomnijmy sobie wypowiedzi szefa Fed z jesieni ubiegłego roku.
Ogólnie chodziło o to, że główną przyczyną osłabienia wzrostu gospodarczego
było przeinwestowanie, jakie
wzrostu. Sprzedaż spadała, a koszty inwestycji ciążyły i nadal ciążą na
wynikach spółek. Spadek wykorzystania mocy produkcyjnych od połowy 2000 roku
nie wynikał jedynie ze spadku produkcji, ale również ze wzrostu mocy
produkcyjnych dzięki oddawanych do u żytku inwestycjom. Jak widać na
wykresie Wykres_1.gif Tendencja na razie jedynie wyhamowana. Spójrzmy na ten
sam wykres, ale z nieco większej perspektywy Wykres_2.gif Dawno moce
produkcyjne nie były wykorzystywane w tak niskim stopniu. Przedsiębiorstwa
teraz starają się przeżyć. Nie w głowie menadżerom nowe wielkie wydatki.
Upraszczając, kto myśli o inwestycjach, gdy na hali produkcyjnej stoją
nieużywane maszyny? Zatem, by spodziewać się większych wydatków
inwestycyjnych, muszą zapracować te, które już zostały poczynione. W takim
razie, jeśli motorem ożywienia mają być inwestycje, to pytanie o termin
ożywienia staje się retoryczne. Odpowiedź jest znana - Nie za szybko. No,
ale politykom tego powiedzieć nie wolno.
Innym ciekawym tematem kończącego się tygodnia był tandem Kołodko-Hausner.
Jak wiemy, Panowie sporządzili swoje plany gospodarcze, które nie za bardzo
były ze sobą kompatybilne. Różnice zdań dotyczyły kwestii fundamentalnych
więc można było odnieść wrażenie, że "kierunkowe" przyjęcie programu Kołodki
przez rząd miało za zadanie odniesienie się do tego dokumentu w jakikolwiek
sposób, a faktyczny "kierunek" zostanie dopiero obrany. Gdyby tak nie było,
program Hausnera szybko zszedłby na plan dalszy, aż w końcu zaniknąłby w
ramach prac rządu. Tak się nie stało, zatem należy sadzić, że poparcie dla
propozycji Kołodki nie jest wcale zbyt wielkie. Trwały prace nad oboma
dokumentami. Każdy z autorów publicznie wypowiadał się na temat własnych
propozycji, ale jakoś nie mogło dojść do porozumienia między nimi i
wypracowania wspólnej koncepcji. Mówiło się nawet o konflikcie między
Panami, co szybko było dementowane. Niemniej widać, że Panowie nie darzą
siebie zbyt wielką sympatią. No, ale przecież to polityka więc osobiste
animozje należałoby odsunąć na bok i w końcu się dogadać. W tym tygodniu
pojawiły się pierwsze informacje sugerujące, że powoli do takiego
porozumienia jednak dochodzi. Minister Kołodko wprowadza do swojego planu
propozycje Hausnera, by obniżyć podatek CIT do 19% oraz wprowadzić dodatkową
stawkę PIT dla najuboższych. Nadal jednak najpoważniejszym problemem dla obu
Panów jest dogadanie się w kwestii wysokości deficytu budżetowego. Kołodko
naciska, by był on możliwie najmniejszy, by już przed 2006 r.spełnić
kryteria z Maastricht i wejść do strefy euro. Hausner stoi na stanowisku, że
priorytetem jest wzrost gospodarczy, który ma być pobudzony przez zwieszenie
popytu globalnego czyli m.in. poluzowanie polityki budżetowej (obniżka stóp
podatkowych , podniesienie kwoty wolnej od podatku PIT), a wejście do strefy
euro może poczekać. Pojawiają się głosy, że Kołodko powoli traci poparcie,
czemu trudno się dziwić, gdyż żadnemu z ministrów nie uśmiecha się
zaciskanie pasa. Utrata poparcia w rządzie może jednak spowodować, że nasz
Minfin pęknie i będzie chciał się podać do dymisji. Zmiana na stanowisku
szefa resortu finansów nigdy nie jest postrzegana przez rynek jako
pozytywna. Na szczęście przez miesiąc nie musimy się tym martwić. Uciekło
nam bowiem na razie ryzyko polityczne. Już w ubiegły weekend Prezydent
zapowiedział, że do czasu referendum nie należy się spodziewać żadnych
ruchów w rządzie. Zdaniem Kwaśniewskiego "społeczeństwo zasłużyło na to,
żeby mieć poważną debatę przedreferendalną i zagłosować bez zajmowania się
sprawami drugorzędnymi takimi jak kolejne zmiany w rządzie". Trudno
rekonstrukcje rządu nazwać sprawą drugorzędną, ale dobrze ł wykład w Polskim Towarzystwie Ekonomicznym.
Potwierdził on, że istnieje poważna różnica zdań miedzy min, a Kołodką:
"Jest to spór merytoryczny dwóch logik, czy będziemy myśleli kategoriami
równowagi makroekonomicznej jako efektu osiągnięcia wzrostu gospodarczego,
czy też ożywienia gospodarki, osiągnięcia wzrostu gospodarczego, by dopiero
na ścieżce wzrostu gospodarczego uzyskać równowagę makroekonomiczną".
Okazuje się, że Panowie różnią się także co do prowadzenia i efektywności
polityki pieniężnej. O ile Kołodko za wszelkie zło jest w stanie obwinić RPP
z Balcerowiczem na czele (powraca motyw cięcia stóp o 3-2,5%), to już
Hausner jest zdania, że "polityka pieniężna jest nadal zbyt restrykcyjna,
ale nie jest ona już kluczem do zdynamizowania wzrostu gospodarczego".
Kołodko także chłodno odniósł się do propozycji "niektórych ministrów".
Patrząc z boku trudno się opowiedzieć za jednym z dwóch przedstawionych
rozwiązań. Każdy ma swoje plusy i można mieć tylko nadzieję, że te plusy
będą właśnie elementami, które złożą się na wspólny program rządu, który
wkrótce będzie omawiany. O nadziei nie będę już pisać. Każdy wie jak jest.
Popularności Minfnowi nie przysporzy ostatnio ogłoszona prognoza wzrostu PKB
w całym 2003 r. Według Ministerstwa Finansów dynamika PKB w 2003 rolu ma
wynieść 3%. Warto przypomnieć, że w założeniach na ten rok przyjęto wzrost
PKB na poziomie 3,5%. Już, gdy je tworzono większość ekonomistów zgłaszało
uwagi w związku z tą optymistyczną prognozą. Nie znalazły one jednak
posłuchu w ministerstwie. Teraz przyszedł czas na rewizję swoich poglądów.
Szkoda tylko, że "pójście w zaparte" MinFina może nasz kosztować
przynajmniej potencjalnymi problemami większego deficytu budżetowego (mniej
dochodów zależnych od wzrostu gospodarczego przy sztywno określonych
wydatkach). Jak w takiej atmosferze mają spadać stopy procentowe? Na
szczęście rynek ma swój rozum i dawno wyśmiał propozycje Kołodki. Niższe, od
założonego w budżecie, tempo wzrostu PKB jest już w cenach. Czy MinFin
poniesie jakiekolwiek konsekwencje swojego postępowania? Wątpię. U nas nie
ma tego w zwyczaju. Ot pomylił się chłopina, a nikt mu tego nie powiedział,
bo w ministerstwie wszystkich ręce bolą od klaskania.
Rzućmy jeszcze okiem na wykresy. Jak wspominałem w komentarzu po piątkowej
sesji, stoimy w niezbyt przyjemnym punkcie technicznym. Na wykresie dziennym
widać to dość wyraźnie wig20fut.gif Z jednej strony da się wykreślić kanał
wzrostowy, którego dolne ograniczenie przebiega nie tak daleko od obecnych
poziomów, a z drugiej mamy linię trendu spadkowego opartą już na trzech
szczytach. Co ciekawe linia ta pokrywa się z długoterminową linią trendu
pociągniętą od szczytu hossy FUTUREStyg.gif futuresd.gif Wskaźniki
tygodniowe sugerują, że z popytem nie jest tak źle. RSI trzyma się nieźle
RSItyg_fut.gif Podobnie ROC ROCtyg_fut.gif oraz CCI CCItyg_fut.gif Zwłaszcza
te ostatni zabrnął na wysokie poziomy. Czy można tu mówić o wykupieniu?
Chyba nie, bo przecież o zdecydowanym kupnie nie było jeszcze mowy.
Interesująco wyglądają wskaźniki dzienne RSIdzienny_fut.gif
ROCdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif Od pewnego czasu utrzymują one lekkie
trendy wzrostowe. Po początkowym wzroście teraz są już nieco "wychłodzone" i
gotowe do kolejnej fali wzrostów. Zaczyna to wyglądać bardzo interesująco.
Mając na uwadze istnienie kanału wzrostowego, przez ostatni tydzień
oczekiwałem, że dojdzie do testu jego dolnego ograniczenia i wtedy wszystko
stałoby się jasne. Do testu nie doszło. Rynek zatrzymał spadek kilkanaście
pkt nad linią. Jeśli piątkowa zwyżka będzie miała swoją kontynuację w
poniedziałek to nie tylko wyjdziemy ponad poziom szczytu ntualność jest o wiele mniej prawdopodobna.
Kamil Jaros