Płocki koncern poinformował, że weźmie udział w programie "Ropa za żywność" w porozumieniu z Ministerstwem Rolnictwa. Bogumiła Kasperowicz, dyrektor Departamentu Rynków Rolnych Ministerstwa Rolnictwa, nic nie wie o udziale PKN w ONZ-owskim programie. - Takimi sprawami zajmuje się raczej Ministerstwo Spraw Zagranicznych - twierdzi B. Kasperowicz. Sceptycznie do sprawy odniosło się MSZ. - Program "Ropa za żywność" niedługo wygasa, więc nie sądzę, żeby polskie firmy zdążyły jeszcze się na niego załapać. Poza tym w projekcie tym nie zrealizowano kontraktów podpisanych o wiele wcześniej, więc to one będą miały pierwszeństwo - twierdzi Andrzej Biera, polski ambasador w Bagdadzie, odpowiedzialny obecnie w MSZ za koordynowanie prac zespołu ds. odbudowy Iraku. W ciągu kilku najbliższych dni mają być uchwalone rezolucje znoszące sankcje wobec tego kraju. Oznacza to, że praktycznie automatycznie straci sens funkcjonowanie programu "Ropa za żywność" (planowane jest jego przedłużenie maksymalnie o pół roku), gdyż Irak będzie mógł samodzielnie importować wszystkie towary. Środki pochodzące ze sprzedaży ropy naftowej mają być gromadzone na specjalnym funduszu. PKN deklaruje, że zgodnie z szacunkami ONZ, program rzeczywiście ma być realizowany przez pół roku, a jego wartość szacowana jest na 1 mld USD.
Z komunikatu PKN Orlen wynika, że firmy zakwalifikowane do udziału w programie na wezwanie ONZ zgłaszają możliwość dostarczenia określonych towarów żywnościowych, za które zapłatą ma być ropa naftowa. Wszystko odbywa się na zasadach przetargu. Zdaniem B. Kasperowicz, resort rolnictwa ,nie jest w stanie obsłużyć programu "Ropa za żywność" ani nawet go nadzorować. - Jedyne co możemy zrobić, to ewentualnie wskazać te grupy produktów, które mogłyby być brane pod uwagę - twierdzi B. Kasperowicz. Najbardziej prawdopodobny byłby eksport cukru, wyrobów cukierniczych i mleka w proszku. - Z pewnością nie uda się w tamtym rejonie sprzedać wieprzowiny, mimo że mamy spore nadwyżki - dodaje B. Kasperowicz.