Reklama

Andrzej Modrzejewski: jestem niewinny

Z Andrzeje Modrzejewskim, byłym prezesem PKN Orlen, rozmawiają: Ewa Bałdyga [email protected] Michał Śliwiński [email protected]

Publikacja: 29.05.2003 08:57

Prokuratura postawiła Panu zarzuty dotyczące ujawnienia tajemnicy poufnej. Może się Pan do tego odnieść?

Od momentu, kiedy sprawa ujrzała światło dzienne, czyli już od półtora roku, zawsze twierdziłem, że jestem niewinny, a zarzuty, jakie postawiła mi prokuratura, czyli ujawnienie informacji poufnej, oparte są na zeznaniach jednego świadka. Dodam, że jego zeznań nie potwierdzają inni przesłuchiwani w tej sprawie. Ta sprawa nabiera odpowiedniego kontekstu, kiedy złoży się w jedno wszystkie zdarzenia temu towarzyszące.

Jakie?

Proszę przypomnieć sobie, w jaki sposób prokuratura zdecydowała się przedstawić mi zarzuty. W lutym ubiegłego roku skorzystała z sił specjalnych, by odczytać mi przepis z artykułu 176, paragraf 1 Prawa o publicznym obrocie papierami wartościowymi. Tego nigdy wcześniej nie było. Nikt nigdy nie skorzystał nawet z pomocy policji w takiej sprawie. Dodam, że wcześnie stawiałem się na każde wezwanie prokuratury. Tego dnia rozmawiałem z panią prokurator o terminie kolejnego przesłuchania. Kilka godzin później zatrzymali mnie oficerowie UOP i zawieźli na Rakowiecką. Tam zostałem poddany badaniom lekarskim, które wykazały, że można bezpiecznie osadzić mnie w areszcie.

Co Panu wtedy zarzucono?

Reklama
Reklama

Wieczorem postawiono mi zarzut ujawnienia informacji poufnej. Uprzedzając pytanie, dodam, że nigdy nie stawiano mi zarzutu o czerpanie korzyści majątkowych, wynikających z wykorzystania takiej wiedzy. Kiedy zapoznałem się z oświadczeniem, zostałem zwolniony.

W tym czasie z każdej strony pojawiały się oskarżenia wobec Pana.

Tak. To była cała fala pomówień. Prasa i telewizja stawiały mi zarzuty o finansowanie kampanii wyborczej Krzaklewskiego na 20 mln zł. Miałem dopuścić się nadużyć w Orlenie na kwotę 5 miliardów złotych. Ta absurdalna informacja została podana na dwa dni przed wyborami parlamentarnymi w głównym wydaniu Wiadomości. Wszystko zostało przez prokuraturę umorzone z powodu niepopełnienia przestępstwa. W końcu doszła właśnie sprawa o ujawnienie informacji poufnej i pomówienia o czerpanie korzyści majątkowych z racji wykorzystywania tajnych informacji.

Inwestował Pan na giełdzie w okresie, kiedy zarządzał Pan spółkami publicznymi?

Odkąd zostałem prezesem NFI im. E. Kwiatkowskiego, czyli w czerwcu 1998 roku, nie dokonywałem na swoich rachunkach i rachunkach powinowatych żadnych transakcji. I tak jest do dziś. Mimo że moje inwestycje mocno ucierpiały podczas kryzysu rosyjskiego latem 1998 r., uważałem, że to jest słuszne i tego wymaga od mnie etyka zawodowa.

Czy odnosi Pan wrażenie, że na Andrzeja Modrzejewskiego szuka się przysłowiowego haka?

Reklama
Reklama

Prokuratura musiała dopełnić formalnych czynności po doniesieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Kiedy jakiś podejrzany w trakcie zeznań (były prezes PZU Życie Grzegorz Wieczerzak - przyp. red.) coś twierdzi, prokuratura ma obowiązek sprawę wyjaśnić. W efekcie można każdego oskarżyć i postawić przed prokuratorem. To, że sąd uwolni go z zarzutów, nie zmienia faktu, że niewinny człowiek został obrzucony błotem.

Nie obawiam się wyroku sądowego i chciałbym mieć całą sprawę jak najszybciej z głowy. Oburzam się tylko, że od półtora roku, bez przerwy, w telewizji, w prasie pokazuje się mnie, jakbym był największym przestępcą III Rzeczypospolitej. Nie zdziwię się, jak wkrótce media zaczną zadawać pytania, czy Modrzejewski jest pierwszą ofiarą Wieczerzaka i kto będzie następną...

Zakładając, że Grzegorz Wieczerzak kłamał przed sądem, dlaczego to robił?

Nie wiem. Może ktoś mu coś powiedział? Może ma do mnie nieuzasadniony żal? Nie jest również wykluczone, że ktoś sterował jego zeznaniami w tym kierunku. Być może ktoś zdecydował, że należy zniszczyć Modrzejewskiego i wykorzystał w tym celu Grzegorza Wieczerzaka.Czy w podobny sposób mogą zostać potraktowani inni prezesi dużych spółek?

Oczywiście. W Polsce wszystkie chwyty są dozwolone. Niestety, przybrało to tak brudną formę, że dotyka nie tylko mnie, ale, nad czym ubolewam, również moją rodzinę. Jedyną rzeczą, na którą liczę, jest niezawisłość sądów. Ponieważ moja sprawa jest dość głośna, mam nadzieję, że zostanie bardzo szybko wyjaśniona.

Jaki, według Pana, jest cel ataków na Andrzeja Modrzejewskiego?

Reklama
Reklama

Nie mogę nikogo oskarżać i nie znam odpowiedzi na to pytanie.

Czy szum wokół Pana został wywołany tylko zeznaniami byłego prezesa PZU Życie?

Pojawił się wcześniej. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd przyglądała się transakcjom zawieranym na akcjach Izolacji, gdy zbliżało się ogłoszenie wezwania do ich sprzedaży. Ponieważ cena akcji spółki wzrosła przy większych obrotach, KPWiG zaczęła rutynowo badać, czy nie doszło do ujawnienia informacji poufnej. Podobno mogło dojść do nadużyć w tej kwestii, ale mnie nigdy nie zarzucono wykorzystania tajnych informacji dla własnych korzyści majątkowych (A. Modrzejewski był prezesem NFI im. E. Kwiatkowskiego, które miało w swoim portfelu spory pakiet akcji Izolacji - przyp. red.).

O tym, że Icopal miał ogłosić wezwanie do sprzedaży akcji Izolacji, wiedział tylko Pan?

Inwestor wielokrotnie zwiedzał zakład w Zduńskiej Woli. O zamiarze jego przejęcia wiedziała więc cała firma - kilkuset pracowników, całe kierownictwo firmy. Takiego obrotu sprawy spodziewali się również inni inwestorzy. NFI im. E. Kwiatkowskiego miał znaleźć dobrego inwestora dla tej spółki - o tym wiedziało mnóstwo osób.

Reklama
Reklama

W takiej sytuacji można by podobne oskarżenia wysunąć wobec wielu innych osób?

Oczywiście.

Zarzut, który Panu postawiła prokuratura, na rynku finansowym jest uznawany za jeden z najcięższych. Jak takie oskarżenia mogą Panu zawodowo zaszkodzić?

Faktycznie, że w środowisku finansowym taki zarzut i opinia niezwykle utrudniają normalne działanie i pracę. W obecnej, kryzysowej sytuacji gospodarczej, praktycznie zamyka to drogę kariery na rynkach finansowych.

Co Pan powie na temat zarzutu o błędach popełnionych przy poręczeniu kredytu, jakiego udzielił PBK spółce Eko Drewno Majewski?

Reklama
Reklama

Gdybym miał taką decyzję, przy tych samych warunkach, podejmować teraz - zrobiłbym dokładnie tak samo. Wtedy kończyliśmy budowę jednej z najnowocześniejszej fabryk w Europie. Chcieliśmy, by jak najszybciej została skończona. Dlatego poręczyliśmy kredyt. Nie wiem, co dalej się działo z tą inwestycją, gdyż zostałem powołany na stanowisko prezesa Petrochemii Płock. To automatycznie wiązało się z rezygnacją ze stanowiska prezesa NFI im. E. Kwiatkowskiego. Zarządzanie tym funduszem przejęło PZU NFI Management.

Często się zdarza, że w dużych, nie do końca sprywatyzowanych spółkach, dochodzi do nadużyć... Jest Pan z gatunku ludzi na wymarciu? Nie zostawił Pan np. Orlenowi jakiegoś "trupa w szafie''?

Z całą pewnością nie było żadnych nadużyć na szczeblu zarządu PKN Orlen, kiedy kierowałem firmą.

Czy to prawda, że jako prezes płockiego koncernu cieszył się Pan większym zaufaniem biznesu niż polityki? To za Pańskiej kadencji w spółce był najwyższy udział inwestorów zagranicznych w akcjonariacie. W szczytowym momencie sięgał prawie połowy wszystkich akcji?

Rzeczywiście, miałem bardzo dobre kontakty z przedstawicielami inwestorów zagranicznych. Z funduszami inwestycyjnymi i właścicielami GDR-ów.

Reklama
Reklama

Proszę jednak wziąć pod uwagę, że kiedy zarządzał Pan płockim koncernem, na warszawskiej giełdzie była sporo lepsza sytuacja niż obecnie.

Tak, ale udział zagranicznych inwestorów w akcjonariacie nie wynika z przejściowych zmian nastrojów na giełdzie. To przede wszystkim dowód, że przedstawiciele zagranicznych funduszy zgadzają się i popierają strategię rozwoju firmy, jej wyniki finansowe i otoczenie biznesowe. Jest to też bezpośredni wyraz zaufania do zarządu spółki.Jest Pan jednym z niewielu prezesów największych polskich spółek, który został wybrany w drodze konkursu. Czy to prawda, że od czasu wygrania, różnym osobom zależało na Pana odwołaniu?

Fakt, od tego momentu musiałem odpierać zmasowane ataki na moją osobę. Jeżeli chodzi o konkurs, to rzeczywiście poszukiwanie odpowiedniej osoby na stanowisko prezesa zarządu ówczesnej Petrochemii Płock trwało bardzo długo. Odbywało się wiele konkursów, zakończonych niepowodzeniem. Zdecydowałem się wziąć udział w ostatnim, otwartym konkursie - ogłoszonym w lutym 1999 roku. W pierwszym etapie wzięło udział czterdzieści kilka osób. Przeszedłem kilka etapów. W ostatniej rundzie znalazłem się z Konradem Jaskółą, byłym prezesem Petrochemii Płock i Jerzym Drygalskim, ówczesnym szefem 5 NFI im. Victorii.

Co przesądziło o Pana wygranej?

Program rozwoju przedsiębiorstwa, który zaprezentowałem, wypadł najlepiej. I tak naprawdę, jak już zostałem powołany na stanowisko prezesa, to właśnie ten program był systematycznie wdrażany i z tego co obserwuję, to nowy zarząd spółki wykorzystuje w dalszym ciągu zaproponowane przeze mnie rozwiązania, z czego bardzo się cieszę.

Czy próbowano Pana odwołać w ciągu trzech lat, kiedy zarządzał Pan spółką?

Przez cały czas trwały takie próby. Największe miały miejsce po przeprowadzeniu drugiego etapu prywatyzacji w 2001 r., kiedy zakończona została tzw. czarna robota, czyli połączone zostały skonfliktowane firmy: Petrochemia Płock i Centrala Produktów Naftowych w PKN Orlen. Później koncern w dużym stopniu sprywatyzowano. Wiele osób chciało zostać prezesem największej w Polsce spółki. Myślę, że to właśnie dlatego pojawiały się wobec mnie ciągle jakieś oskarżenia.

Dziękujemy za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama