przy liniowości podatku, jeśli sama nazwa mierzi część posłów. Trzeba tak
przebudować PIT, by odciążyć małych i średnich przedsiębiorców, którzy za
jego pomocą rozliczają się ze swoich dochodów. To jest cel, a czy on będzie
zrealizowany za pomocą podatku liniowego, czy nie, jest już sprawą
drugorzędną.
Nadal niewiadomą pozostaje propozycja przyszłorocznego budżetu. Księżycowe
założenia, jakie spreparował prof. Kołodko już teraz są powoli korygowane.
Nowy minister finansów wyraźnie daje do zrozumienia, że się od nich odcina.
Mówi się nawet, że w tym kontekście pojęcie "kreatywnej księgowości" jest
określeniem delikatnym. Po urealnieniu zmiennych wygląda na to, że deficyt
budżetowy będzie znacznie większy od tegorocznego. O tym jednak mówiło się
już jakiś czas temu. Analitycy bankowi pomijali buńczuczne zapowiedzi
Tygrysa i działali antycypując faktyczne zmiany w gospodarce. Po roszadach w
rządzie należy się spodziewać, że pewne założenia ulegną zmianie i wtedy
będzie się można do nich odnieść. Do tej pory wyglądało to tak, jakby rząd
działał w zupełnie innej rzeczywistości. Można mieć nadzieję, że wróci czas
rozsądku i pragmatyzmu - z tego przynajmniej jest znany minister Hausner.
Osobiście mam nadzieję, że w końcu usłyszymy coś na temat wydatków
budżetowych. Na razie problem strony dochodowej przyciągnął całą uwagę w
dyskusji o zmianach. Propozycje akie były przynajmniej wstępne zapowiedzi w ubiegłym tygodniu.
W najbliższym tygodniu zaplanowane jest kolejne posiedzenie RPP. Prognozy
mówią o kolejnej spokojnej obniżce stóp (25 pkt bazowych). Raczej na więcej
liczyć nie można, gdyż ciągłą niewiadomą są założenia budżetowe na przyszły
rok. Nic tu oczywiście nie zmieni ostatni raport MFW, który uważa, że
polityka banku centralnego jest zbyt ostrożna. Tematem otwartym nadal
pozostaje osławiona już rezerwa rewaluacyjna. Rząd ustami swoich ministrów
zapowiada dialog z NBP w tej sprawie. Jeśli będzie on spokojny i prowadzony
w normalnych warunkach można liczyć na jakiś porozumienie. O wysokości stóp
procentowych debatować będzie także FOMC w Stanach. Przewidywania w tym
wypadku są dość śmiałe. Ciecie stóp o 25 pkt bazowych jest właściwie
zapewnione. Przebąkuje się nawet o jednorazowej obniżce o 50 pkt bazowych.
Szansę na taki ruch oceniane są na 50%. To na pewno pomoże dalej pompować
rynek nieruchomości. Dane o liczbie nowych budów potwierdzają, że rynek ten
jeszcze się trzyma. Dzięki niskim stopom procentowym cały czas rośnie liczba
kredytów hipotecznych. Ten segment gospodarki jest na razie najsilniejszym.
Chyba tak naprawdę niewielu jeszcze ma nadzieję, że obniżki stóp wpłyną na
pobudzenie przemysłu. Skoro kilkanaście obniżek tego nie dokonało, to
kolejna w niczym tu nie pomoże. Pokazuje to choćby bliska zeru dynamika
produkcji opublikowana we wtorek. Także stopień wykorzystania mocy
produkcyjnych nie sygnalizuje poprawy. Nadal jest on najniższy od wielu lat.
Teraz proponuję przejść do AT. Ostatnie tygodnie, to powolny wzrost cen.
Trend, bo o takim można już mówić, nie jest dynamiczny i cały czas wiele
czynników sygnalizuje, że szybko się skończy. Jak jednak widać, skończyć się
nie chce i nadal kontrakty zaliczają nowe maksima. Zarówno indeks WIG20
wig20.gif , jak i kontrakty na niego wig20fut.gif zbliżyły się do poziom
szczytów z przełomu lat 2002 i 2003. Poszukiwacze oporów teraz w tych
poziomach widzą potencjalny punkt zatrzymania wzrostu, a nawet powrotu do
trendu spadkowego. Ja byłbym ostrożny. Punkt faktycznie można uznać za
potencjalny, ale nie zmienia to faktu, że rynek na razie rośnie. Zatem
usilne rozmyślania, gdzie tu "przyszorcić", odłożyłbym do chwili, gdy wykres
zacznie pokazywać, że podaż przejmuje władzę. Proszę mnie źle nie zrozumieć.
Nie wieszczę tu dynamicznych wzrostów i nowej hossy, ale też bądźmy
obiektywni - skoro rynek pokazuje "białe" to nie upierajmy się w tej bieli
doszukiwać się ciemnych plamek, które mają zaświadczyć, że jednak rynek mówi
"czarne". Oczywiście nie wiem, czy poziom oporu zostanie pokonany, ale wcale
tego nie wykluczam. Wystarczy choćby spojrzeć na wykres szerokiego indeksu
WIG.gif by się przekonać, że jest to całkiem możliwe. Ba, pokonanie tego
poziomu może umożliwić wzrost do 1380 pkt. Czemu nie? Że nie ma fundamentów?
Że obroty nie zachowują się tak, jak modelowo powinny? To już mamy od
dłuższego czasu, a mimo to jakoś spadać nie chce i kierowanie się tylko tymi
przesłankami groziłoby stratami. Rynek ma zawsze rację. Dlaczego zatem nie
ma rosnąć dalej? Można wymieniać wiele argumentów za spadkami, ale jeden
argument za wzrostem kładzie tamte na łopatki - trend. Jeszcze rok temu był
to argument koronny dla wielu graczy. Ostatnie miesiące sprawiły, że wielu
uczestników rynku zapomniało, co to jest trend. Piszę te zdania także po to
by samego siebie przekonać, że mimo dziwności tego wzrostu, walka z nim
byłaby jeszcze dziwniejsza. Z rynkiem się nie wygra. Może się on nam wydawać
dziwny, ale albo chcemy wygrać na nim, albo z nim. Ja na konfrontację się
nie piszę.
Zatem przyjmijmesach tygodniowych zdają się potwierdzać trwający ruch RSItyg_fut.gif
ROCtyg_fut.gif MACDtyg_fut.gif W przypadku CCI mamy już nawet sygnalizację
wykupienia CCItyg_fut.gif ale sygnału sprzedaży jeszcze nie ma. Na
wskaźnikach opartych na danych dziennych zdarzają się pierwsze dywergencje
ROCdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif Sygnalizują one możliwość wykreślenia
szczytu, ale samego szczytu nie wyznaczają. Tu potrzebny jest odpowiedni
ruch cen. W tej chwili takowego nie ma. Można wprawdzie powoływać, się na
górne cienie z ostatnich dwóch dni notowań, ale to nadal za mało, by
zamieniać długie pozycje, na krótkie. W przypadku trendów warto więcej wagi
przywiązywać do wskaźników opartych na średnich, jakim jest np. znany MACD.
W tej chwili oczywiście o żadnych poważnych sygnałach sprzedaży nie ma tu
mowy MACDdzienny_fut.gif Naturalnie mam w głowie fakt, że obecny trend jest
szczególny, ale z drugiej strony, nie uzurpuje sobie posiadania wyczucia
rynku w 100% i mimo, że mam wiele wątpliwości staram się spoglądać na
wykresy w miarę obiektywnie. Stąd też moje wcześniejsze zdanie, że wcale nie
jest zupełną mrzonką, że rynek w ramach obecnego trendu sięgnie okolic 1380
pkt. Wynika to choćby z zależności Fibonacciego zniesienie.gif W tym wypadku
warunkiem jest pokonanie szczytu na 1265 pkt.
Nadal przypominam, że nie jest to w żadnym wypadku moja prognoza. Po prostu,
pokazuję, że i takiego scenariusza nie można zupełnie wykluczyć. Zresztą
mowa tu jest o całym trendzie, a ten przecież może być przerywany. Obecny
trend nie rozwijał się bez problemów i był korygowany już kilka razy. Nic
nie stoi na przeszkodzie, żeby właśnie taka korekta miała wkrótce miejsce.
Jest ku temu kilka przesłanek. Trzeba bowiem pamiętać, że rynek porusza się
obecnie w kanale wzrostowym. W tym tygodniu ceny kontraktów sięgnęły górnego
ograniczenia wspomnianego kanału. Zgodnie z teorią, teraz należałoby
oczekiwać odbicia i ruchu w okolice ograniczenia dolnego (choćby płaskiego).
Taki ruch ostudziłby nieco część szybszych wskaźników, a inwestorów
przyzwyczaił do nowych poziomów cenowych, których osiągnięcie jeszcze jakiś
czas temu zdawało się pobożnym życzeniem grupki byków. Oprócz wspomnianego
już górnego ograniczenia jest także inny czynnik, który może onieśmielić
kupujących. Jest nim linia.gif która już dwukrotnie zatrzymała wzrost, która
swój początek bierze z wiosennej konsolidacji ubiegłego roku. To są
przesłanki za zatrzymaniem wzrostu i wystąpieniem korekty. Przesłanki
techniczne. Jeśli nastąpi jakaś formacja odwrotu na wykresie cen, to
przesłanki te nabiorą mocy i można będzie ogłosić początek korekty. Wtedy
lepiej pozostać poza rynkiem, a dla lubiących ryzyko - wtedy dopiero pojawi
się możliwość gry na krótko. Trend wzrostowy faktycznie przestanie istnieć
dopiero, gdy nastąpi wybicie dołem z kanału. W obecnej chwili strategia jest
następująca. Trzymamy się długiej strony, bo tak nakazuje trend. Ewentualna
zmiana pozycji może nastąpić dopiero po pojawieniu się sygnału na wykresie
cen. Sygnały na innych narzędziach, mimo, że warte uwagi, nie mogą być
podstawą do zdecydowanych działań. Nie gramy bowiem na wartościach
wskaźników, ale na wartościach kontraktów.
Kamil Jaros