Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Niższa inflacja od wcześniejszych prognoz, a za to wyższa od nich dynamika produkcji przemysłowej to dwie dobre informacje ostatniego tygodnia. Zwłaszcza wzrost produkcji cieszy. Wprawdzie nadal problemem jest popyt wewnętrzny, ale na szczęście ratuje nas rosnący eksport. Jest to dość ciekawe zjawisko, gdyż głównymi naszymi odbiorcami są kraje UE, z Niemcami na czele, a jak wiemy, wcale tam nie jest za dobrze. Mamy szczęście(?), że nasze towary stają się coraz bardziej konkurencyjne. To cieszy.

Publikacja: 22.06.2003 17:44

Niższa inflacja od wcześniejszych prognoz, a za to wyższa od nich dynamika

produkcji przemysłowej to dwie dobre informacje ostatniego tygodnia.

Zwłaszcza wzrost produkcji cieszy. Wprawdzie nadal problemem jest popyt

wewnętrzny, ale na szczęście ratuje nas rosnący eksport. Jest to dość

ciekawe zjawisko, gdyż głównymi naszymi odbiorcami są kraje UE, z Niemcami

Reklama
Reklama

na czele, a jak wiemy, wcale tam nie jest za dobrze. Mamy szczęście(?), że

nasze towary stają się coraz bardziej konkurencyjne. To cieszy. Nie jest

jednak pocieszeniem fakt, że nasz rozwój w coraz większym stopniu zależy od

czynników zewnętrznych. Warto by było, by i na naszym, wewnętrznym rynku

zaczęło się coś dziać. Zwłaszcza, że nie wiadomo ile to nasze szczęście

jeszcze potrwa. W tym wypadku problemem jest popyt Polaków. Ten jednak nie

Reklama
Reklama

może się podźwignąć. Wysokie bezrobocie, duża skala fiskalizmu nie pozwala

rozwinąć skrzydeł. Mamy jednak światełko w tunelu i bynajmniej nie zapowiada

ono pociągu. Rząd przyjął propozycję, by w przyszłym roku stawka CIT

wyniosła 19%. Ma to być jeden z elementów programu (na razie

krystalizującego się) pobudzenia polskiej gospodarki. Nie znamy wielu

szczegółów tego programu bo po ostatniej wojnie z G. Kołodką powstał już

Reklama
Reklama

mętlik, co jest propozycją aktualną, a co tylko propozycją do dyskusji.

Niestety tym ostatnim został podatek liniowy. Przedsiębiorcy starają się go

mocno lansować, gdyż już drugi raz w historii temat takiego podatku pojawił

się w ustach przedstawiciela rządu. Trzeba drążyć, bo być może jest cień

szansy, że argumenty dotrą tam gdzie trzeba. Nie chodzi tu nawet o to, żeby

Reklama
Reklama

od razu wprowadzić "liniówkę", ale o to, by do obecnych oponentów dotarło,

że argumentacja o sprawiedliwości społecznej jest mrzonką. Już pojawiły się

pierwsze głosy przeciw takiemu rozwiązaniu. Autorem jednego z nich jest

obecny koalicjant - UP.

Myśląc poważne, raczej nie ma się co zbytnio napalać. Z punktu widzenia

Reklama
Reklama

ideologii nie ma szans na wprowadzenie takiego rozwiązania. Tu motyw

janosikowej redystrybucji jest wciąż żywy. Przykład innych krajów, które już

taki ruch wykonały nie dociera do znacznej części posłów. Pewnym

rozwiązaniem pośrednim mógłby być podatek PIT w konstrukcji zaproponowanej

przez prof. Orłowkiego na łamach Rzeczpospolitej. Nie trzeba się upierać

Reklama
Reklama

przy liniowości podatku, jeśli sama nazwa mierzi część posłów. Trzeba tak

przebudować PIT, by odciążyć małych i średnich przedsiębiorców, którzy za

jego pomocą rozliczają się ze swoich dochodów. To jest cel, a czy on będzie

zrealizowany za pomocą podatku liniowego, czy nie, jest już sprawą

drugorzędną.

Nadal niewiadomą pozostaje propozycja przyszłorocznego budżetu. Księżycowe

założenia, jakie spreparował prof. Kołodko już teraz są powoli korygowane.

Nowy minister finansów wyraźnie daje do zrozumienia, że się od nich odcina.

Mówi się nawet, że w tym kontekście pojęcie "kreatywnej księgowości" jest

określeniem delikatnym. Po urealnieniu zmiennych wygląda na to, że deficyt

budżetowy będzie znacznie większy od tegorocznego. O tym jednak mówiło się

już jakiś czas temu. Analitycy bankowi pomijali buńczuczne zapowiedzi

Tygrysa i działali antycypując faktyczne zmiany w gospodarce. Po roszadach w

rządzie należy się spodziewać, że pewne założenia ulegną zmianie i wtedy

będzie się można do nich odnieść. Do tej pory wyglądało to tak, jakby rząd

działał w zupełnie innej rzeczywistości. Można mieć nadzieję, że wróci czas

rozsądku i pragmatyzmu - z tego przynajmniej jest znany minister Hausner.

Osobiście mam nadzieję, że w końcu usłyszymy coś na temat wydatków

budżetowych. Na razie problem strony dochodowej przyciągnął całą uwagę w

dyskusji o zmianach. Propozycje akie były przynajmniej wstępne zapowiedzi w ubiegłym tygodniu.

W najbliższym tygodniu zaplanowane jest kolejne posiedzenie RPP. Prognozy

mówią o kolejnej spokojnej obniżce stóp (25 pkt bazowych). Raczej na więcej

liczyć nie można, gdyż ciągłą niewiadomą są założenia budżetowe na przyszły

rok. Nic tu oczywiście nie zmieni ostatni raport MFW, który uważa, że

polityka banku centralnego jest zbyt ostrożna. Tematem otwartym nadal

pozostaje osławiona już rezerwa rewaluacyjna. Rząd ustami swoich ministrów

zapowiada dialog z NBP w tej sprawie. Jeśli będzie on spokojny i prowadzony

w normalnych warunkach można liczyć na jakiś porozumienie. O wysokości stóp

procentowych debatować będzie także FOMC w Stanach. Przewidywania w tym

wypadku są dość śmiałe. Ciecie stóp o 25 pkt bazowych jest właściwie

zapewnione. Przebąkuje się nawet o jednorazowej obniżce o 50 pkt bazowych.

Szansę na taki ruch oceniane są na 50%. To na pewno pomoże dalej pompować

rynek nieruchomości. Dane o liczbie nowych budów potwierdzają, że rynek ten

jeszcze się trzyma. Dzięki niskim stopom procentowym cały czas rośnie liczba

kredytów hipotecznych. Ten segment gospodarki jest na razie najsilniejszym.

Chyba tak naprawdę niewielu jeszcze ma nadzieję, że obniżki stóp wpłyną na

pobudzenie przemysłu. Skoro kilkanaście obniżek tego nie dokonało, to

kolejna w niczym tu nie pomoże. Pokazuje to choćby bliska zeru dynamika

produkcji opublikowana we wtorek. Także stopień wykorzystania mocy

produkcyjnych nie sygnalizuje poprawy. Nadal jest on najniższy od wielu lat.

Teraz proponuję przejść do AT. Ostatnie tygodnie, to powolny wzrost cen.

Trend, bo o takim można już mówić, nie jest dynamiczny i cały czas wiele

czynników sygnalizuje, że szybko się skończy. Jak jednak widać, skończyć się

nie chce i nadal kontrakty zaliczają nowe maksima. Zarówno indeks WIG20

wig20.gif , jak i kontrakty na niego wig20fut.gif zbliżyły się do poziom

szczytów z przełomu lat 2002 i 2003. Poszukiwacze oporów teraz w tych

poziomach widzą potencjalny punkt zatrzymania wzrostu, a nawet powrotu do

trendu spadkowego. Ja byłbym ostrożny. Punkt faktycznie można uznać za

potencjalny, ale nie zmienia to faktu, że rynek na razie rośnie. Zatem

usilne rozmyślania, gdzie tu "przyszorcić", odłożyłbym do chwili, gdy wykres

zacznie pokazywać, że podaż przejmuje władzę. Proszę mnie źle nie zrozumieć.

Nie wieszczę tu dynamicznych wzrostów i nowej hossy, ale też bądźmy

obiektywni - skoro rynek pokazuje "białe" to nie upierajmy się w tej bieli

doszukiwać się ciemnych plamek, które mają zaświadczyć, że jednak rynek mówi

"czarne". Oczywiście nie wiem, czy poziom oporu zostanie pokonany, ale wcale

tego nie wykluczam. Wystarczy choćby spojrzeć na wykres szerokiego indeksu

WIG.gif by się przekonać, że jest to całkiem możliwe. Ba, pokonanie tego

poziomu może umożliwić wzrost do 1380 pkt. Czemu nie? Że nie ma fundamentów?

Że obroty nie zachowują się tak, jak modelowo powinny? To już mamy od

dłuższego czasu, a mimo to jakoś spadać nie chce i kierowanie się tylko tymi

przesłankami groziłoby stratami. Rynek ma zawsze rację. Dlaczego zatem nie

ma rosnąć dalej? Można wymieniać wiele argumentów za spadkami, ale jeden

argument za wzrostem kładzie tamte na łopatki - trend. Jeszcze rok temu był

to argument koronny dla wielu graczy. Ostatnie miesiące sprawiły, że wielu

uczestników rynku zapomniało, co to jest trend. Piszę te zdania także po to

by samego siebie przekonać, że mimo dziwności tego wzrostu, walka z nim

byłaby jeszcze dziwniejsza. Z rynkiem się nie wygra. Może się on nam wydawać

dziwny, ale albo chcemy wygrać na nim, albo z nim. Ja na konfrontację się

nie piszę.

Zatem przyjmijmesach tygodniowych zdają się potwierdzać trwający ruch RSItyg_fut.gif

ROCtyg_fut.gif MACDtyg_fut.gif W przypadku CCI mamy już nawet sygnalizację

wykupienia CCItyg_fut.gif ale sygnału sprzedaży jeszcze nie ma. Na

wskaźnikach opartych na danych dziennych zdarzają się pierwsze dywergencje

ROCdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif Sygnalizują one możliwość wykreślenia

szczytu, ale samego szczytu nie wyznaczają. Tu potrzebny jest odpowiedni

ruch cen. W tej chwili takowego nie ma. Można wprawdzie powoływać, się na

górne cienie z ostatnich dwóch dni notowań, ale to nadal za mało, by

zamieniać długie pozycje, na krótkie. W przypadku trendów warto więcej wagi

przywiązywać do wskaźników opartych na średnich, jakim jest np. znany MACD.

W tej chwili oczywiście o żadnych poważnych sygnałach sprzedaży nie ma tu

mowy MACDdzienny_fut.gif Naturalnie mam w głowie fakt, że obecny trend jest

szczególny, ale z drugiej strony, nie uzurpuje sobie posiadania wyczucia

rynku w 100% i mimo, że mam wiele wątpliwości staram się spoglądać na

wykresy w miarę obiektywnie. Stąd też moje wcześniejsze zdanie, że wcale nie

jest zupełną mrzonką, że rynek w ramach obecnego trendu sięgnie okolic 1380

pkt. Wynika to choćby z zależności Fibonacciego zniesienie.gif W tym wypadku

warunkiem jest pokonanie szczytu na 1265 pkt.

Nadal przypominam, że nie jest to w żadnym wypadku moja prognoza. Po prostu,

pokazuję, że i takiego scenariusza nie można zupełnie wykluczyć. Zresztą

mowa tu jest o całym trendzie, a ten przecież może być przerywany. Obecny

trend nie rozwijał się bez problemów i był korygowany już kilka razy. Nic

nie stoi na przeszkodzie, żeby właśnie taka korekta miała wkrótce miejsce.

Jest ku temu kilka przesłanek. Trzeba bowiem pamiętać, że rynek porusza się

obecnie w kanale wzrostowym. W tym tygodniu ceny kontraktów sięgnęły górnego

ograniczenia wspomnianego kanału. Zgodnie z teorią, teraz należałoby

oczekiwać odbicia i ruchu w okolice ograniczenia dolnego (choćby płaskiego).

Taki ruch ostudziłby nieco część szybszych wskaźników, a inwestorów

przyzwyczaił do nowych poziomów cenowych, których osiągnięcie jeszcze jakiś

czas temu zdawało się pobożnym życzeniem grupki byków. Oprócz wspomnianego

już górnego ograniczenia jest także inny czynnik, który może onieśmielić

kupujących. Jest nim linia.gif która już dwukrotnie zatrzymała wzrost, która

swój początek bierze z wiosennej konsolidacji ubiegłego roku. To są

przesłanki za zatrzymaniem wzrostu i wystąpieniem korekty. Przesłanki

techniczne. Jeśli nastąpi jakaś formacja odwrotu na wykresie cen, to

przesłanki te nabiorą mocy i można będzie ogłosić początek korekty. Wtedy

lepiej pozostać poza rynkiem, a dla lubiących ryzyko - wtedy dopiero pojawi

się możliwość gry na krótko. Trend wzrostowy faktycznie przestanie istnieć

dopiero, gdy nastąpi wybicie dołem z kanału. W obecnej chwili strategia jest

następująca. Trzymamy się długiej strony, bo tak nakazuje trend. Ewentualna

zmiana pozycji może nastąpić dopiero po pojawieniu się sygnału na wykresie

cen. Sygnały na innych narzędziach, mimo, że warte uwagi, nie mogą być

podstawą do zdecydowanych działań. Nie gramy bowiem na wartościach

wskaźników, ale na wartościach kontraktów.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama