jest piewcom hossy". Po tej publikacji rynek ruszył do góry, zrobił szczyty
w połowie tygodnia i od półtora tygodnia spada dając misiom (w tym mnie)
nadzieje, że szczytów szybko nie poprawi. Dow.gif SP500.gif Nasdaq.gif Bo
niby co miałoby być paliwem do tych wzrostów ? Jak wspomniałem ani stopy,
ani jak wskazują wszystkie dane - ożywienie gospodarcze. Wracając jeszcze na
chwilę do tych wątków, warto odnotować fakt, że niższa obniżka stóp wywołała
spadek zarówno indeksów, jak i gwałtowną zwyżkę obligacji , a do tego doszło
równie mocne wzmocnienie dolara. Do tej pory na wszystkich korektach
indeksów nie było takiej "zsynchronizowanej" realizacji zysków na wszystkich
trzech rynkach. A nie wygląda to na przypadek ...
Zobaczmy więc, co mogłoby wpędzić rynki w dalszą hossę, a mnie w
zakłopotanie. Raczej nie najbliższy tydzień, bo na ten trzeba będzie patrzeć
z przymrużonymi oczami. W poniedziałek dzień cudów, bo mamy ostatni dzień
kwartału i półrocza, w czwartek handel większością instrumentów na giełdach
jest skrócony z powodu piątkowego święta niepodległości gdy wszystkie rynki
są cały dzień zamknięte. Zostaje więc niewiele normalnego handlu, a do końca
nie będzie wiadomo, czy wtorek/środa to efekt obaw związanych z terroryzmem
w czasie długiego weekendu, czy na przykład przetasowań funduszy na nowe
półrocze. Gra z dnia na dzień w tym tygodniu będzie trochę ciężkostrawna, a
wszystko przyprawione szczyptą danych makro, takich jak poniedziałkowe
Chiwojennego
ożywienia. Zresztą indeks nastroju Univ Michigan nie doczekał bez spadku już
nawet do lipca. Powojenny impuls przestanie wpływać korzystnie na
gospodarkę, a zarówno wśród konsumentów nie widać chęci do zwiększania
wydatków, ani wśród firm do zwiększania inwestycji, co potwierdzały ostatnie
dane makro (opisywane w codziennych komentarzach). Oczywiście nie mówię, że
gospodarka z dnia na dzień się załamie, ale choćby tylko dla utrzymania
obecnych poziomów indeksów potrzebny jest jej dynamiczny rozwój i tutaj
sądzę, że inwestorzy powoli zaczną się rozczarowywać.
Podobnie będzie z wynikami spółek, które to właśnie zdeterminują ruchy
indeksów w najbliższych tygodniach. Oczywiście nie jest tak, że można tylko
się z nich cieszyć, lub tylko narzekać. Raz dzięki inwestycjom, raz przez
cięcie kosztów. Nie ma tu określenia białe/czarne a nawet jeśli jakoś je
zdefiniować, to jeszcze trzeba odnieść je do oczekiwań rynku akcji. Choć
może słowo oczekiwań lepiej zastąpić "zdyskontowaniem przez rynek".
Oczekiwania bowiem mocno wypaczyły pierwszy kwartał. Zyski spółek bez
wątpienia się poprawiły, ale prognozy analityków obawiających się
negatywnego wpływu wojny z Irakiem (wstrzymanie wszystkich inwestycji) były
tak pesymistyczne, że w efekcie wyszedł z tego niemal boom gospodarczy. To
teraz co nieco o minusach i plusach nadchodzących wyników. Plus jest taki,
że w tym kwartale zapowiada się podobna strategia analityków. Skoro zarządy
nie mogą już "enronizować", to upiększać zyski i podnosić indeksy muszą
analitycy (zaniżając prognozy). Chuck Hill, prezes Thomson First Call uważa,
że w tym kwartale większość analityków nie uwzględniła w ogóle pozytywnego
wpływu osłabienia dolara. Niektóre spółki odniosły z tego tytułu spore
korzyści, które na indeks S&P mogą przełożyć się na wzrost kwartalnych
zysków rzędu nawet 2-3%. To ma być w tym kwartale największa niespodzianka
dla inwestorów. No to jakie są minusy ? Nawet zakładając tą miłą
niespodziankę i bardzo bardzo optymistyczny wzrost zysków rzędu 10% w drugim
kwartale, to i tak byłby to najgorszy kwartał w tym roku. Zakładam
oczywiście przy tym, że prognozy na kolejne kwartały zostaną spełnione, a
oczekuje się w trzecim kwartale 12,7%, a w ostatnim aż 21,4%. Nie muszę przy
tym przypominać, że wszystkie takie prognozy na kolejne kwartały były
ostatnio zawsze znacznie redukowane do dołu. Można oczywiście powiedzieć, że
skoro zyski spółek mają faktycznie dalej tak szybko rosnąć, to nie ma się co
przejmować ostatnimi słabymi dla spółek miesiącami i rynek powinien
dyskontować kolejne kwartały. Zgadza się, ale problem w tym, że już to
zrobił, bo nawet licząc wycenę według spełnienia optymistycznych prognoz, to
wszystkie wskaźniki pokazują przewartościowanie szerokiego rynku, np. P/E
23,1 (przy tych optymistycznych założeniach i średnich historycznych w
okolicach 15-16).
Zbyt daleko jednak w przyszłość nie wybiegajmy, bo równie dobrze sam za 3
miesiące widząc lepsze perspektywy mogę mówić o jeszcze większych zyskach
spółek. Na razie kluczowy jest ten kwartał, a w tym przypadku nawet jeśli
jest zgodność co do tego, że będzie to najgorszy kwartał w tym roku, to
takiej zgodności nie ma na rynku akcji. Inwestorzy pamiętają ostatnie
doświadczenia, gdy stosunek negatywnych/pozytywnych zapowiedzi spółek
wynosił 3:1 a później indeksy wzrosły kilkanaście procent (nie ważne z
jakich powodów). Teraz więc nikt nie chce zostać bez akcji, niezależnie jaka
jest wycena spółek i możliwe do osiągnięcia zyski. Nie muszę przy tym
dodawać, że giełda nie lubi jednomyślności zarówno po stronie optymistów,
jak i pesymistów. Wniosek z tego taki, że w tym kwartale (i następnych)
będzie zdetów, a ewentualne
rozczarowania zarówno w tym, jak i w kolejnym kwartale zrealizują scenariusz
głównego analityka Prudential Securities, Ed Yardeni, który ostrzega, że
właśnie rozczarowanie wynikami spółek (dopiero w kolejnym kwartale) może
przynieść znaną z poprzednich lat wrześniowo-październikową "masakrę". Czas
pokaże....
A prawdopodobieństwo takiego scenariusza rosnąć będzie z każdym tygodniem.
Wystarczy spojrzeć na historyczny miesięczny kalendarz stóp zwrotu. Za
ostatnie dwadzieścia dwa lata, cztery najgorsze miesiące w roku, to patrząc na podstawie
Nasdaq, właśnie lipiec-październik. Nie trudno zgadnąć, że najgorszy to
wrzesień, zwany miesiącem krachów. Najbardziej nas teraz interesujący lipiec
jest drugi od końca i jeśli dodać do tego październik to są to jedynie 3
miesiące w roku, gdy średnia stopa zwrotu jest ujemna. Tak więc spadki ? O
tym zadecydują wyniki spółek w kolejnych tygodniach, ale jeśli niedźwiedzie
mają przeciwstawić się panującej ogólnoświatowej byczej euforii, to okres do
tego mają bardzo sprzyjający. Oczywiście byki zarzucą mnie zaraz argumentami
o trwającym trendzie wzrostowym i fakcie, że większość niedźwiedzich
argumentów jest przez rynek ignorowana. Pełna zgoda i nawet kształtowane
właśnie RGR na indeksach Dow.gif SP500.gif Nasdaq.gif (czy także na
Dax.gif ) nie dały jeszcze sygnału sprzedaży, ale jak już od paru tygodni
piszę, ja optymizm na jakiś czas straciłem.
A u nas ? W Weekendowej z 8 czerwca pisałem, że na grudniowych szczytach,
analogicznie do USA pozbyłbym się już optymizmu. Tylko krowa zdania nie
zmienia, ale do takiej zmiany potrzeba jakiś nowych argumentów, a tych jak
na razie rynek nie dostarczył. Jedyne co zrobił, to potwierdził wagę oporów
na szczytach z końca roku. Indeks dwukrotnie przetestował tą barierę
Indeks_intra.gif Indeks_dzienny.gif i za każdym razem napotykał tam ogromną
podaż. Kontrakty natomiast zrobiły nowy szczyt (nie nad maksy z końca roku),
ale dalej poruszają się w ramach kanału wzrostowego. Kontrakty_intra.gif
Kontrakty_dzienny.gif Rynek wydaje się powoli tracić siły i choć trend dalej
jest bardzo wyraźny, to wydaje się, że trzeba szukać najlepszego momentu do
ewakuacji.
Ostatnie wzrosty po części napędzane były zachowaniem rynku węgierskiego,
gdzie niepoważne zachowanie banku centralnego i związane z tym zamieszanie
na rynku walutowym, spowodowały że większość inwestorów uznała, że kapitał
zagraniczny przepływa z Węgier na nasz rynek. BUX.gif Od początku się z tym
nie zgadzałem i wystarczy spojrzeć na wykresu obu indeksów, by zobaczyć, że
każdy z większych ruchów węgierskiego rynku naśladowany był przez GPW. Pewne
różnice oczywiście występują (na niekorzyść GPW), co głównie zawdzięczamy
rodzimym politykom, ale decyzje zagranicznych funduszy dotyczą zawsze obu
rynków. Jest przy tym również nieco mniej dokładna prawidłowość, pokazująca
że ruch na polskim parkiecie występuje zawsze z lekkim opóźnieniem. Tak było
przy większości dołków i rozpoczynaniu wyprzedaży. Na czym więc oparte jest
twierdzenie "że tym razem jest inaczej" (skądś już to znam) i zamiast tak
jak zawsze umiejętnej dystrybucji, jak zawsze spóźnionym OFE, oglądamy
przepływ kapitału do Warszawy ? Nie wiem, gdyż większość punktów zwrotnych
na węgierskim indeksie naśladowana była w następnych tygodniach przez WIG20.
Zresztą bardzo ciekawe byłoby to zjawisko przepływu kapitału, wywołujące
mocne osłabienie złotego do dolara i testowanie historycznych szczytów na
EUR/PLN. Sygnałem sprzedaży byłoby dopiero zejście indeksu pod linię szyi
podwójnego szczytu, ale ewentualną euforię w najbliższych dniach
wykorzystałbym do szybkiej ewakuacji.
No ta,
pomimo niezbyt dużych wzrostów) wyglądają też poziomy niektórych
wolniejszych wskaźników na indeksie. Co ciekawe, przestały już rosnąć.
RMI_wig20.gif Inertia_wig20.gif czy choćby spadający Money Flow Index, który
często analogicznym zachowaniem wyraźnie wyprzedzał odwrót od akcji
MFI_wig20.gif (patrz czwarte kwartały w ostatnich dwóch latach). Ale
wskaźniki to tylko taki straszak. Najważniejszy jest sam ruch cen, a tutaj
póki co dalej królują byki. Jeśli spojrzeć tylko na średnie, to wręcz nie
powinno być dyskusji nad pozycją na następne .... następny miesiąc
Srednie.gif Tylko jak się spojrzy na główne spółki, a to najbardziej
interesuje kontrakty, to takiej euforii już nie ma. Po pierwsze odstają one
nie tylko od WIG20 testującego już grudniowe szczyty, ale od całej reszty
mniejszych spółek. Hossa rodząca się na mniejszych spółkach i przechodząca
później na blue chipy ? Ciekawe byłoby to zjawisko, choć w czasach rządów
OFE wszystko jest możliwe. TPS.gif zatrzymała się na bardzo ważnych oporach
i walczy o wybicie z trójkąta. PKN.gif w trendzie wzrostowym ma miejsce
jeszcze na około 3,5% wzrostu. Pekao.gif nieco mniej, a na KGHM.gif już widać
spore kłopoty, choć do zasięgu wzrostu też jeszcze parę procent. Generalnie
błędem jest patrzenie na opory w trendach wzrostowych, bo dopiero porażka
wsparć powinna być sygnałem do zamykania pozycji. Tak się powinno inwestować
i do tego będę namawiać, ale skoro czytelnicy wielokrotnie domagają się
wyrażania zdania co do zasięgu spadku/wzrostu, to moim zdaniem powinna zaraz
rozpocząć się jakaś głębsza korekta ostatnich wzrostów. Trzymając się
spiskowej teorii dziejów obecnie mamy dystrybucję akcji w ręce OFE, które
nadrabiają zaległości w pustych portfelach. Tradycyjnym scenariuszem końca
takich wzrostów byłaby ślepa euforia na ogromnym obrocie, która wystąpiłaby
po przełamaniu szczytu i wciągnęła do gry wszystkich niedowiarków (Wigometr
najniżej w historii - choć daleki jestem do uznawania tego za antywskaźnik).
Podsumowując, nie widzę dalszych wzrostów zarówno na amerykańskiej, jak i
już na polskiej giełdzie. Nie zacząłem też dopiero teraz inwestować, więc
pamiętam, że rynek jest w stanie dość mocno oderwać się od otaczającej go
rzeczywistości. A że na rynku nie gra się po to, by mieć rację, ale po to by
zarabiać, to przy dobrych wynikach amerykańskich spółek (braku ostrzeżeń na
kolejne kwartały) i pokonaniu (w dobrym stylu) oporów na naszym rynku (warto
zwrócić uwagę, że patrząc na Zniesienia.gif indeksu, to pokonanie 1300
otwiera drogę do przynajmniej 100 punktowego wzrostu) trzeba będzie posypać
głowę popiołem i przepraszać obóz byków. Póki co, po poniedziałkowym window
dressing chyba starczy tej sielanki.
[email protected]