za granicą. Ta z kolei wiąże się z zanotowanym ostatnio osłabieniem się
złotego zwłaszcza wobec euro, w którym obecnie głównie rozliczany jest
eksport. Kurs walutowy sprzyja obecnie eksporterom i, jak widać, jest to
wystarczający czynnik, by w tej chwili polscy producenci nie odczuwali
problemów makro krajów unii, głównych naszych odbiorców. Problem w tym, że
należałoby teraz oczekiwać symptomów poprawy także ze strony popytu
krajowego. Na razie bowiem nadal jesteśmy w zbyt dużym stopniu uzależnieni
od kaprysów popytu zewnętrznego.
Wzrost popytu krajowego jest oczekiwany w IV kw tego roku. Właśnie wtedy ma
być już widoczny wzrost nakładów na inwestycje. Po ostatnich publikacjach
wszyscy komentatorzy zwracają uwagę na zmniejszającą się dynamikę spadku, w
ujęciu rocznym, produkcji budowlano-montażowej. To ona uchodzi za papierek
lakmusowy stanu gospodarki. Wzrost popytu inwestycyjnego jest o tyle ważny,
że to właśnie on ma przejąć pałeczkę popychania polskiej gospodarki. Raczej
nie należy się bowiem spodziewać dalszego osłabienia złotego, a nie
wykluczony jest jego umocnienie, co odbije się na wielkości eksportu.
Relację eksport-import może także popsuć spodziewany wzrost importu
wynikający z powoli ożywiającej się gospodarki. Na popyt konsumpcyjny na
razie nie ma co liczyć. Jeśli wszystko pójdzie dobrze pierwsze oznaki
poprawy na tym pdzenie RPP. Nie zmieniła wysokości stóp
procentowych. To także było zgodne z oczekiwaniami. Było kilka powodów,
którymi kierowano się prognozując pozostawienie stóp procentowych na
niezmienionym poziomie. Najważniejszym wydaje się, niepełny skład rady
wynikający z tragicznego wypadku, jakiemu uległ jeden z członków, Janusz
Krzyżewski. Zmieniło to bowiem układ sił w radzie na korzyść tych, którym
nie w smak jest kontynuacja luzowania polityki monetarnej. Ostrożność wobec
kolejnych cięć nie jest zupełnie bezzasadna. Kolejne obniżki stóp
procentowych prowadzą do zmniejszenia się atrakcyjności lokat złotowych, co
skutkuje wycofywaniem się z naszego kraju kapitałów zagranicznych oraz
osłabieniem złotego. Pojawiające się oznaki ożywienia sprawiają, że można
dojść do wniosku, że gospodarce nie są już niezbędne kolejne obniżki, gdyż
te poprzednie zaczynają spełniać swoje zadanie. Kolejne cięcia mogą bowiem
wywołać napięcia inflacyjne, które będą musiały być duszone podwyżkami stóp.
Nie bez znaczenia, przynajmniej dla oficjalnego tłumaczenia swojej decyzji,
był fakt, że rada zabrała się w nieco odmiennym od zwyczajowego terminie, a
tym samym, nie znała wszystkich danych dotyczących czerwca.
Zamiast debatować nad obniżką stóp podjęto rozmowy nad obniżką rezerw
obowiązkowych, czyli kwoty jakie banki muszą lokować w NBP proporcjonalnie
do przyjmowanych u siebie wkładów. Wysokość rezerw obowiązkowych jest jednym
z narzędzi banku centralnego, które służą do kontroli wielkości
udostępnianych przez banki kredytów. Im stopa rezerw jest mniejsza, tym
większa jest możliwość ekspansji kredytowej banków komercyjnych. Obecnie
stopa ta w Polsce wynosi 4,5% i jest planowane jej obniżenie do poziomu
unijnych 2%. Warto także dodać, że rezerwy obowiązkowe są czynnikiem
kosztowym banku. W Polsce nie są one oprocentowane, a zatem cześć
posiadanych wkładów w bankach nie przynosi dochodów. Podjęta w tym tygodniu
dyskusja o obniżce stopy rezerw pewnie wkrótce zaowocuje odpowiednią decyzją
RPP. Oczekuje się, że nie będzie do jednorazowa obniżka o 2,5%, ale
stopniowe obniżanie z 4,5% do 2%. Fakt obniżki stopy rezerw spowoduje, że
spadnie chęć do obniżania stop procentowych. Już teraz mówi się, że do końca
roku mamy szansę na maksymalnie dwa cięcia po 25 pkt bazowych, a i to nie
jest pewne. Można przypuszczać, że przy najbliższym posiedzeniu RPP (26-27
sierpień) zapadnie decyzja o obniżce stopy rezerw, a nie zostaną zmienione
stopy procentowe. Najprawdopodobniej dyskusja nad tym drugim rozgorzeje we
wrześniu, gdy już będą znane propozycje rządowe dotyczące budżetu oraz dane
o tegorocznych zbiorach, a także rada będzie już w pełnym składzie. Czy
obniżka stopy rezerw wpłynie na stopy lokat w bankach? Raczej w niskim
stopniu, jeśli w ogóle. Wydaje się, że banki wykorzystają ten ruch do
poprawy swojej sytuacji finansowej, która przy spadających stopach staje się
coraz trudniejsza. Żeby zdać sobie sprawę z wielkości "strat", jakie są
ponoszone przez sektor bankowy wyniku odprowadzania część wkładów na nie
oprocentowane rachunki w NBP warto wiedzieć, że w ubiegłym roku ten utracony
dochód brutto stanowił 25 proc. wyniku finansowego brutto sektora bankowego.
Można zatem przyjąć, że sam spadek stopy rezerw do unijnego poziomu 2%
powinien poprawić wynik brutto banków o ponad 10%. Poprawa powinna być
jeszcze większa za sprawą propozycji oprocentowania lokat rezerwowych w NBP.
Równolegle trwają przymiarki na obsadzenie wolnego miejsca w RPP. Na
nieszczęście nadal przewija się w informacjach nazwisko byłego Minfina, G.
Kołodki. W tym tygodniu PSL, ustami Marka Sawickiego przedstawiło właśnie
kandydaturę "Tygrysa". Jak widać, chęć powrotuże osoba Kołodki byłaby dobrą kandydaturą. Fakt,
kandydaturą może i dobrą, ale nie koniecznie dobrym członkiem RPP. Być może
sprawa jest bardziej skomplikowana i takim ruchem pomysłodawcy chcą pomóc
komuś innemu? Jakiemuś kontrkandydatowi, który nie jest równie
skompromitowany? Chodzą bowiem słuchy, że nowym członkiem obecnej rady może
zostać już któryś z kandydatów do nowej rady, która będzie kompletowana na
początku przyszłego roku. Warto poobserwować sposób wybierania kandydata na
wakujące stanowisko, gdyż to może być wprawka do tego, co nas czeka w
przyszłym roku. Wybór "własnych" ludzi bez oglądania się na zdanie innych z
pewnością odbije się na oczekiwaniach, co do przyszłych stóp procentowych
oraz aktualnym układnie stóp rynkowych, a to na koszcie finansowania
potężnego długu publicznego. Nowy członek RPP powinien być wybrany do końca
sierpnia br.
Jak już jesteśmy przy długu, a zwłaszcza przy deficycie. Nadal jego wartość
nie jest znana na 100% choć przedział 45-47 mld złotych przewija się już w
większości opracowań. Takie też wartości podała w jednej ze swoich
wypowiedzi wiceminister Wasilewska-Trekner. Sam Hausner skłania się ku
wartości 45 mld złotych pewnie przyciskany przez bank centralny w ramach
targów o pożyczkę na szybszą spłatę części zadłużenia zagranicznego. W tym
tygodniu dowiedzieliśmy się, że Ministerstwo Finansów zamierza zaoszczędzić
w 2004 roku około 2 mld zł na braku waloryzacji części świadczeń (oprócz
rent i emerytur), co ma dać ok. 1 mld oszczędności, i ograniczeniu nakładów
inwestycyjnych na budowę dróg krajowych - drugi 1 mld złotych. To drugie
jest zrozumiałe skoro rząd ma ambitne plany sprzedać temat finansowania
infrastruktury naszym funduszom emerytalnym, które "nie mają co z pieniędzmi
zrobić". Zwłaszcza tymi pieniędzmi, które należą się od Skarbu Państwa za
zaległe składki. Interesująco w tym kontekście wyglądają wypowiedzi naszego
obecnego Minfina o propozycji włoskiego ministra finansów, Giulio
Tremontiego, żeby zachęcić sektor prywatny do większego zaangażowania w mało
atrakcyjne projekty z zakresu infrastruktury transportowej. Myślę, że Polska
na forum międzynarodowym może przedstawić swój nowatorski pomysł takich
zachęt. Wszelkie zobowiązania Skarbu Państwa zamiast gotówką powinny być
"regulowane" niskooprocentowanymi obligacjami służącymi finansowaniu budowy
dróg. Myślę, że znajdzie to poklask u wielu rządzących w Europie.
W związku z i tak już wysokim deficytem projekt zrównania opodatkowania
wszelkich form działalności gospodarczej nie zostanie wprowadzony w 2004
roku. Przedsiębiorcy rozliczających się za pomocą PIT, a więc znakomita
większość, nadal podlegać będą progresji podatkowej. To jest takie
specyficzne podejście do hasła wspierania małej i średniej
przedsiębiorczości. Czy taki pomysł ma szansę wejść w 2005 roku? Moim
zdaniem równe tym, jakie ma wejście w życie podatku liniowego. Każdy bowiem
rok będzie "trudny", a sytuacja "niesprzyjająca kosztownym" posunięciom
budżetowym. A euro? Co tam euro. Już pojawiają się analizy banków
inwestycyjnych sugerujące, że Polska być może wejdzie do unii monetarnej
dopiero za 10 lat. Balcerowiczowy rok 2007 to już czysta mrzonka.
Na szczęście, jakimś dziwnym trafem ostał nam się pomysł obniżenia CIT do
19%. W związku z tym, że pomysł nie został zmieniony w ciągu dwóch tygodniu
zaczęto na niego spoglądać nieco poważniej. Pojawiły się nawet pewne
analizy. Ogólnie obniżenie CIT poprawi wyniki spółek, choć nie wszystkich i
nie w jednakowym stopniu. Szacuje się, że rozpiętość wzrostu wartości
poszczególnych spółek sięga od kilka do ponad 20%. Ocenia się, że sporo
zyska na wartości ie i tak nie płaciłyby podatku, lub płaciłyby go w
niewielkiej ilości. Obniżenie podatków wpłynie na ich wyniki dopiero po
rozliczeniu strat, czyli trzy, cztery lata po obniżce CIT.
Na koniec proponuję rzucić okiem na wykresy. Nic tu odkrywczego właściwie
powiedzieć się nie da. Mocny początek tygodnia praktycznie ustalił cały
tydzień. Ustanowione w poniedziałek maksy tylko nieznacznie zostały pokonane
w następnych dniach. Można zatem stwierdzić, że trend wzrostowy wyhamował.
Nie widać tego jeszcze na wykresie tygodniowym, gdzie mamy kolejną z rzędu
białą świecę FUTUREStyg.gif Widać to jednak już na wykresie dziennym
wig20fut.gif Trzeba także przypomnieć, że w czwartek pokonana została
przyspieszona linia trendu wzrostowego na wykresie intra, co było sygnałem
do zamknięcia długich pozycji przez graczy krótkoterminowych. Teraz oczekują
oni na potwierdzenie, czyli ruch powrotny do linii, który powinien zakończyć
się odbiciem od niej, co da podstawę do otwarcia krótkich pozycji, gdyż
prawdopodobnym stanie się większa korekta ostatnich wzrostów. Może się też
zdarzyć, że rynek pchany kolejnym impulsem popytu wróci nad linię trendu i
ustanowi nowe maksy. Wtedy też należałoby powrócić do długich pozycji.
Dla graczy średnioterminowych jest zdecydowanie za wcześnie na stwierdzenie,
że utrzymywanie długich pozycji nie ma już sensu. Tu pierwszym sygnałem
ostrzegawczym może być brak nowych maksów i odbicie od wspomnianej linii
trendu wzrostowego. Wyraźnym sygnałem utraty kontroli nad rynkiem przez
byków byłoby zejście cen pod poziom zamknięcia poprzedniego piątku. Tym
samym przekreślona byłaby cała poniedziałkowa świeca. Wtedy można by
oczekiwać, że spadek wyniesie minimum 38,2% całego wzrostu, a więc sięgnie
poziomu 1250 pkt. Tam też znajduje się konsolidacja z końca czerwca.
To jednak tylko ewentualność, którą można rozpatrywać poważnie, ale pod
warunkiem wystąpienia sygnału sprzedaży. Póki go nie ma, nie warto walczyć z
rynkiem. Obecnie wskaźniki tygodniowe spokojnie potwierdzają wzrosty
CCItyg_fut.gif RSItyg_fut.gif ROCtyg_fut.gif Wprawdzie wartości ich są już
dość wysokie, ale po pierwsze nie jest jeszcze powód do sprzedaży, a po
drugie, należy pamiętać, że to jest ruch po stosunkowo długiej konsolidacji
i oscylatory dość szybko w takich sytuacjach osiągają wysokie wartości. To
samo tyczy się wskaźników opartych na danych dziennych CCIdzienny_fut.gif
RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif Tu widać już dywergencje, ruch
wskaźników nie potwierdza ruchu cen. Jednak to ruch cen jest dla nas
ważniejszy. W czasie trendu ważniejsze wydają się wskaźniki oparte ma
średnich lub same średnie. Ta grupa spokojnie rośnie, jak choćby MACD
MACDdzienny_fut.gif Z tego można przypuszczać, że nawet jeśli mielibyśmy
spadki, to pewnie szybko by się one skończyły i ponownie przyszłoby nam
przetestować szczyty. Dopiero taki powtórny test, lub próba jego dokonania,
mógłby coś o rynku powiedzieć odmiennego.
Kamil Jaros