Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Tydzień upłynął w spokojnej atmosferze. Mimo szeregu ciekawych informacji rynek zachował spokój. Głównie dlatego, że informacje były jedynie ciekawe, natomiast nie zaskakujące. W sferze makro mieliśmy kilka publikacji, które okazały się zgodne wcześniejszymi prognozami, a zatem zdyskontowanymi przez rynek. Od połowy tygodnia światek finansowy skupił się więc na rozdmuchiwaniu afery Hoop"a. Ja nie będę się nad nią rozwodzić, choć kilka zdań miałbym chęć napisać. Nie jest to jednak miejsce odpowi

Publikacja: 20.07.2003 19:44

Tydzień upłynął w spokojnej atmosferze. Mimo szeregu ciekawych informacji

rynek zachował spokój. Głównie dlatego, że informacje były jedynie ciekawe,

natomiast nie zaskakujące. W sferze makro mieliśmy kilka publikacji, które

okazały się zgodne wcześniejszymi prognozami, a zatem zdyskontowanymi przez

rynek. Od połowy tygodnia światek finansowy skupił się więc na

Reklama
Reklama

rozdmuchiwaniu afery Hoop"a. Ja nie będę się nad nią rozwodzić, choć kilka

zdań miałbym chęć napisać. Nie jest to jednak miejsce odpowiednie. Choćby ze

względu na tematykę analizy. W końcu my tu się zajmujemy rynkiem terminowym

i czynnikami, który na ten rynek mogą bezpośrednio lub tylko pośrednio

wpłynąć.

A jakie to czynniki? W tym tygodniu opublikowany został wskaźnik wzrostu cen

Reklama
Reklama

towarów konsumpcyjnych. Nie było tu żadnego zaskoczenia. Tendencja spadku

cen w ujęciu rocznym dobiegła końca. Teraz spodziewany jest powolny wzrost

rocznej inflacji do ok. 1,5-1,8% na koniec roku. Wzrost ten wynika z bardzo

niskiej bazy, jaką jest ubiegłoroczny poziom cen. Pamiętajmy, że w ubiegłym

roku zanotowano cztery miesiące, w czasie których ceny spadały. W tym roku

nie jest to do powtórzenia. Po pierwsze, mamy do czynienia z niekorzystnymi

Reklama
Reklama

tendencjami na rynku cen energii. Ostatnie podwyżki w kraju oraz wysoka cena

ropy naftowej nie pozostaną bez wpływu na poziom inflacji. Po drugie należy

pamiętać, że wiosną miała miejsce susza, która odbije się z pewnością na

ilości i jakości tegorocznych zbiorów. To może spowodować wzrost cen

żywości. Dla wysokości inflacji nie jest na razie zagrożeniem popyt

Reklama
Reklama

wewnętrzny, gdyż nadal mamy tu zastój.

Opublikowano czerwcową dynamikę produkcji sprzedanej. Tu także nie było

zaskoczenia. Produkcja nieznacznie spadła wobec maja (uwzględniając czynnik

sezonowy wzrosła) oraz wzrosła wobec czerwca roku ubiegłego. Można zatem

stwierdzić, że pojawiają się pierwsze potwierdzone symptomy poprawy sytuacji

Reklama
Reklama

makroekonomicznej. Po publikacji danych podniesiono prognozy wzrostu PKB w

II kw do ok. 3%. Gdyby taka dynamika faktycznie została odnotowana to byłby

powód do zadowolenia. Niemniej nie można zapominać, że obecnie ożywienie ma

źródło jedynie z zagranicy. To rosnący eksport napędza produkcję, co po

części wynika ze wzrostu konkurencyjności cenowej naszych polskich towarów

Reklama
Reklama

za granicą. Ta z kolei wiąże się z zanotowanym ostatnio osłabieniem się

złotego zwłaszcza wobec euro, w którym obecnie głównie rozliczany jest

eksport. Kurs walutowy sprzyja obecnie eksporterom i, jak widać, jest to

wystarczający czynnik, by w tej chwili polscy producenci nie odczuwali

problemów makro krajów unii, głównych naszych odbiorców. Problem w tym, że

należałoby teraz oczekiwać symptomów poprawy także ze strony popytu

krajowego. Na razie bowiem nadal jesteśmy w zbyt dużym stopniu uzależnieni

od kaprysów popytu zewnętrznego.

Wzrost popytu krajowego jest oczekiwany w IV kw tego roku. Właśnie wtedy ma

być już widoczny wzrost nakładów na inwestycje. Po ostatnich publikacjach

wszyscy komentatorzy zwracają uwagę na zmniejszającą się dynamikę spadku, w

ujęciu rocznym, produkcji budowlano-montażowej. To ona uchodzi za papierek

lakmusowy stanu gospodarki. Wzrost popytu inwestycyjnego jest o tyle ważny,

że to właśnie on ma przejąć pałeczkę popychania polskiej gospodarki. Raczej

nie należy się bowiem spodziewać dalszego osłabienia złotego, a nie

wykluczony jest jego umocnienie, co odbije się na wielkości eksportu.

Relację eksport-import może także popsuć spodziewany wzrost importu

wynikający z powoli ożywiającej się gospodarki. Na popyt konsumpcyjny na

razie nie ma co liczyć. Jeśli wszystko pójdzie dobrze pierwsze oznaki

poprawy na tym pdzenie RPP. Nie zmieniła wysokości stóp

procentowych. To także było zgodne z oczekiwaniami. Było kilka powodów,

którymi kierowano się prognozując pozostawienie stóp procentowych na

niezmienionym poziomie. Najważniejszym wydaje się, niepełny skład rady

wynikający z tragicznego wypadku, jakiemu uległ jeden z członków, Janusz

Krzyżewski. Zmieniło to bowiem układ sił w radzie na korzyść tych, którym

nie w smak jest kontynuacja luzowania polityki monetarnej. Ostrożność wobec

kolejnych cięć nie jest zupełnie bezzasadna. Kolejne obniżki stóp

procentowych prowadzą do zmniejszenia się atrakcyjności lokat złotowych, co

skutkuje wycofywaniem się z naszego kraju kapitałów zagranicznych oraz

osłabieniem złotego. Pojawiające się oznaki ożywienia sprawiają, że można

dojść do wniosku, że gospodarce nie są już niezbędne kolejne obniżki, gdyż

te poprzednie zaczynają spełniać swoje zadanie. Kolejne cięcia mogą bowiem

wywołać napięcia inflacyjne, które będą musiały być duszone podwyżkami stóp.

Nie bez znaczenia, przynajmniej dla oficjalnego tłumaczenia swojej decyzji,

był fakt, że rada zabrała się w nieco odmiennym od zwyczajowego terminie, a

tym samym, nie znała wszystkich danych dotyczących czerwca.

Zamiast debatować nad obniżką stóp podjęto rozmowy nad obniżką rezerw

obowiązkowych, czyli kwoty jakie banki muszą lokować w NBP proporcjonalnie

do przyjmowanych u siebie wkładów. Wysokość rezerw obowiązkowych jest jednym

z narzędzi banku centralnego, które służą do kontroli wielkości

udostępnianych przez banki kredytów. Im stopa rezerw jest mniejsza, tym

większa jest możliwość ekspansji kredytowej banków komercyjnych. Obecnie

stopa ta w Polsce wynosi 4,5% i jest planowane jej obniżenie do poziomu

unijnych 2%. Warto także dodać, że rezerwy obowiązkowe są czynnikiem

kosztowym banku. W Polsce nie są one oprocentowane, a zatem cześć

posiadanych wkładów w bankach nie przynosi dochodów. Podjęta w tym tygodniu

dyskusja o obniżce stopy rezerw pewnie wkrótce zaowocuje odpowiednią decyzją

RPP. Oczekuje się, że nie będzie do jednorazowa obniżka o 2,5%, ale

stopniowe obniżanie z 4,5% do 2%. Fakt obniżki stopy rezerw spowoduje, że

spadnie chęć do obniżania stop procentowych. Już teraz mówi się, że do końca

roku mamy szansę na maksymalnie dwa cięcia po 25 pkt bazowych, a i to nie

jest pewne. Można przypuszczać, że przy najbliższym posiedzeniu RPP (26-27

sierpień) zapadnie decyzja o obniżce stopy rezerw, a nie zostaną zmienione

stopy procentowe. Najprawdopodobniej dyskusja nad tym drugim rozgorzeje we

wrześniu, gdy już będą znane propozycje rządowe dotyczące budżetu oraz dane

o tegorocznych zbiorach, a także rada będzie już w pełnym składzie. Czy

obniżka stopy rezerw wpłynie na stopy lokat w bankach? Raczej w niskim

stopniu, jeśli w ogóle. Wydaje się, że banki wykorzystają ten ruch do

poprawy swojej sytuacji finansowej, która przy spadających stopach staje się

coraz trudniejsza. Żeby zdać sobie sprawę z wielkości "strat", jakie są

ponoszone przez sektor bankowy wyniku odprowadzania część wkładów na nie

oprocentowane rachunki w NBP warto wiedzieć, że w ubiegłym roku ten utracony

dochód brutto stanowił 25 proc. wyniku finansowego brutto sektora bankowego.

Można zatem przyjąć, że sam spadek stopy rezerw do unijnego poziomu 2%

powinien poprawić wynik brutto banków o ponad 10%. Poprawa powinna być

jeszcze większa za sprawą propozycji oprocentowania lokat rezerwowych w NBP.

Równolegle trwają przymiarki na obsadzenie wolnego miejsca w RPP. Na

nieszczęście nadal przewija się w informacjach nazwisko byłego Minfina, G.

Kołodki. W tym tygodniu PSL, ustami Marka Sawickiego przedstawiło właśnie

kandydaturę "Tygrysa". Jak widać, chęć powrotuże osoba Kołodki byłaby dobrą kandydaturą. Fakt,

kandydaturą może i dobrą, ale nie koniecznie dobrym członkiem RPP. Być może

sprawa jest bardziej skomplikowana i takim ruchem pomysłodawcy chcą pomóc

komuś innemu? Jakiemuś kontrkandydatowi, który nie jest równie

skompromitowany? Chodzą bowiem słuchy, że nowym członkiem obecnej rady może

zostać już któryś z kandydatów do nowej rady, która będzie kompletowana na

początku przyszłego roku. Warto poobserwować sposób wybierania kandydata na

wakujące stanowisko, gdyż to może być wprawka do tego, co nas czeka w

przyszłym roku. Wybór "własnych" ludzi bez oglądania się na zdanie innych z

pewnością odbije się na oczekiwaniach, co do przyszłych stóp procentowych

oraz aktualnym układnie stóp rynkowych, a to na koszcie finansowania

potężnego długu publicznego. Nowy członek RPP powinien być wybrany do końca

sierpnia br.

Jak już jesteśmy przy długu, a zwłaszcza przy deficycie. Nadal jego wartość

nie jest znana na 100% choć przedział 45-47 mld złotych przewija się już w

większości opracowań. Takie też wartości podała w jednej ze swoich

wypowiedzi wiceminister Wasilewska-Trekner. Sam Hausner skłania się ku

wartości 45 mld złotych pewnie przyciskany przez bank centralny w ramach

targów o pożyczkę na szybszą spłatę części zadłużenia zagranicznego. W tym

tygodniu dowiedzieliśmy się, że Ministerstwo Finansów zamierza zaoszczędzić

w 2004 roku około 2 mld zł na braku waloryzacji części świadczeń (oprócz

rent i emerytur), co ma dać ok. 1 mld oszczędności, i ograniczeniu nakładów

inwestycyjnych na budowę dróg krajowych - drugi 1 mld złotych. To drugie

jest zrozumiałe skoro rząd ma ambitne plany sprzedać temat finansowania

infrastruktury naszym funduszom emerytalnym, które "nie mają co z pieniędzmi

zrobić". Zwłaszcza tymi pieniędzmi, które należą się od Skarbu Państwa za

zaległe składki. Interesująco w tym kontekście wyglądają wypowiedzi naszego

obecnego Minfina o propozycji włoskiego ministra finansów, Giulio

Tremontiego, żeby zachęcić sektor prywatny do większego zaangażowania w mało

atrakcyjne projekty z zakresu infrastruktury transportowej. Myślę, że Polska

na forum międzynarodowym może przedstawić swój nowatorski pomysł takich

zachęt. Wszelkie zobowiązania Skarbu Państwa zamiast gotówką powinny być

"regulowane" niskooprocentowanymi obligacjami służącymi finansowaniu budowy

dróg. Myślę, że znajdzie to poklask u wielu rządzących w Europie.

W związku z i tak już wysokim deficytem projekt zrównania opodatkowania

wszelkich form działalności gospodarczej nie zostanie wprowadzony w 2004

roku. Przedsiębiorcy rozliczających się za pomocą PIT, a więc znakomita

większość, nadal podlegać będą progresji podatkowej. To jest takie

specyficzne podejście do hasła wspierania małej i średniej

przedsiębiorczości. Czy taki pomysł ma szansę wejść w 2005 roku? Moim

zdaniem równe tym, jakie ma wejście w życie podatku liniowego. Każdy bowiem

rok będzie "trudny", a sytuacja "niesprzyjająca kosztownym" posunięciom

budżetowym. A euro? Co tam euro. Już pojawiają się analizy banków

inwestycyjnych sugerujące, że Polska być może wejdzie do unii monetarnej

dopiero za 10 lat. Balcerowiczowy rok 2007 to już czysta mrzonka.

Na szczęście, jakimś dziwnym trafem ostał nam się pomysł obniżenia CIT do

19%. W związku z tym, że pomysł nie został zmieniony w ciągu dwóch tygodniu

zaczęto na niego spoglądać nieco poważniej. Pojawiły się nawet pewne

analizy. Ogólnie obniżenie CIT poprawi wyniki spółek, choć nie wszystkich i

nie w jednakowym stopniu. Szacuje się, że rozpiętość wzrostu wartości

poszczególnych spółek sięga od kilka do ponad 20%. Ocenia się, że sporo

zyska na wartości ie i tak nie płaciłyby podatku, lub płaciłyby go w

niewielkiej ilości. Obniżenie podatków wpłynie na ich wyniki dopiero po

rozliczeniu strat, czyli trzy, cztery lata po obniżce CIT.

Na koniec proponuję rzucić okiem na wykresy. Nic tu odkrywczego właściwie

powiedzieć się nie da. Mocny początek tygodnia praktycznie ustalił cały

tydzień. Ustanowione w poniedziałek maksy tylko nieznacznie zostały pokonane

w następnych dniach. Można zatem stwierdzić, że trend wzrostowy wyhamował.

Nie widać tego jeszcze na wykresie tygodniowym, gdzie mamy kolejną z rzędu

białą świecę FUTUREStyg.gif Widać to jednak już na wykresie dziennym

wig20fut.gif Trzeba także przypomnieć, że w czwartek pokonana została

przyspieszona linia trendu wzrostowego na wykresie intra, co było sygnałem

do zamknięcia długich pozycji przez graczy krótkoterminowych. Teraz oczekują

oni na potwierdzenie, czyli ruch powrotny do linii, który powinien zakończyć

się odbiciem od niej, co da podstawę do otwarcia krótkich pozycji, gdyż

prawdopodobnym stanie się większa korekta ostatnich wzrostów. Może się też

zdarzyć, że rynek pchany kolejnym impulsem popytu wróci nad linię trendu i

ustanowi nowe maksy. Wtedy też należałoby powrócić do długich pozycji.

Dla graczy średnioterminowych jest zdecydowanie za wcześnie na stwierdzenie,

że utrzymywanie długich pozycji nie ma już sensu. Tu pierwszym sygnałem

ostrzegawczym może być brak nowych maksów i odbicie od wspomnianej linii

trendu wzrostowego. Wyraźnym sygnałem utraty kontroli nad rynkiem przez

byków byłoby zejście cen pod poziom zamknięcia poprzedniego piątku. Tym

samym przekreślona byłaby cała poniedziałkowa świeca. Wtedy można by

oczekiwać, że spadek wyniesie minimum 38,2% całego wzrostu, a więc sięgnie

poziomu 1250 pkt. Tam też znajduje się konsolidacja z końca czerwca.

To jednak tylko ewentualność, którą można rozpatrywać poważnie, ale pod

warunkiem wystąpienia sygnału sprzedaży. Póki go nie ma, nie warto walczyć z

rynkiem. Obecnie wskaźniki tygodniowe spokojnie potwierdzają wzrosty

CCItyg_fut.gif RSItyg_fut.gif ROCtyg_fut.gif Wprawdzie wartości ich są już

dość wysokie, ale po pierwsze nie jest jeszcze powód do sprzedaży, a po

drugie, należy pamiętać, że to jest ruch po stosunkowo długiej konsolidacji

i oscylatory dość szybko w takich sytuacjach osiągają wysokie wartości. To

samo tyczy się wskaźników opartych na danych dziennych CCIdzienny_fut.gif

RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif Tu widać już dywergencje, ruch

wskaźników nie potwierdza ruchu cen. Jednak to ruch cen jest dla nas

ważniejszy. W czasie trendu ważniejsze wydają się wskaźniki oparte ma

średnich lub same średnie. Ta grupa spokojnie rośnie, jak choćby MACD

MACDdzienny_fut.gif Z tego można przypuszczać, że nawet jeśli mielibyśmy

spadki, to pewnie szybko by się one skończyły i ponownie przyszłoby nam

przetestować szczyty. Dopiero taki powtórny test, lub próba jego dokonania,

mógłby coś o rynku powiedzieć odmiennego.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama