szerokiego rynku jest tylko przerwą przed dalszymi wzrostami. Trochę
zadziwiająca jest taka ogromna przewaga optymistów jeśli chodzi o ankiety
dotyczące przyszłej giełdowej! koniunktury, jak i zdecydowana przewaga
drobnych inwestorów (wobec instytucji) jeśli chodzi o otwarte długie pozycje
w kontraktach terminowych, która mocno kontrastuje z brakiem tak dużego
optymizmu jeśli chodzi o ocenę samej gospodarki. Co prawda wtorkowy wskaźnik
zaufania konsumentów był (81,3) nieco lepszy od prognoz (79,6) ale jest to i
tak poziom, który nie licząc tegorocznego spadku w marcu notowano po raz
ostatni w okresie 1990-1993 r. Od 1996 roku do końca 2000 roku wartość
wskaźnika nie spadła poniżej 100 a w szczycie hossy przekraczała 140. Bardzo
podobna sytuacja jest z indeksem nastroju Uniwersytetu Michigan. Przypomnę,
że nie jest to ocena perspektyw indeksów, ale gospodarki. Oczywiście możnaby
to tłumaczyć bardzo wysokim bezrobociem, które straszy konsumentów, ale i
tak duża różnica w ocenie gospodarki i giełdy może zastanawiać. Nikt nie
jest zadowolony ze skali ożywienia (nawet Fed) i jego efektów, a na
giełdowym parkiecie od dłuższego czasu utrzymuje się skrajny optymizm
(Investor"s Intelligence) i przeświadczenie dalszych wzrostów. A co w tym
wszystkim najdziwniejsze, to fakt, że chciwość inwestorów nie doprowadziła
jeszcze do załamania rynku.
Po ostatnich tygodniach mocnego rynku (miałem h stóp procentowych wystarczą do tego, by
zatrzymać napływ nowych środków na rynek akcji. Perspektywa podnoszenia
przez Fed stóp procentowych jest dla giełdy najgorszym z możliwych
scenariuszy. Drastycznie obniża "atrakcyjność" inwestycji w akcje, dając
alternatywę w bezpieczniejszych papierach. Tyle tylko, że ostatnie tygodnie
FED próbował każdego sposobu, by przekonać rynki, że niskie stopy procentowe
będziemy oglądać jeszcze przez "dłuższy okres czasu", niezależnie co to
oznacza. Udało mu się. Do tego jeszcze na piątkowym wystąpieniu na sympozjum
w Jackson Hole szef Fed odrzucił ideę używania celu inflacyjnego podczas
ustalania przez Fed wysokości stóp procentowych. W gospodarce jest "za dużo
niepewności" by stosować taką politykę. Stąd jak to nazwał Greenspan - te
"innowacje na rynkach finansowych". Oczywiście jeszcze nikt nie jest w
stanie ocenić efektów jakie to przyniesie, ale trochę to przypomina zmianę
zasad w czasie gry, a dosadniej mówiąc to coś w stylu "kreatywnej
księgowości". Ale to następny sygnał wysyłany do inwestorów, że teraz to już
nawet rosnąca inflacja (a taką zapowiada rekordowy deficyt, dalej słaby
dolar, rosnący indeks towarów ze złotem na czele, problemy/koszty w Iraku
itd.) nie zmusi Fed do szybkiej podwyżki stóp procentowych. Jeszcze z tego
typu instrumentów wspomagających (poprzez niskie stopy) pompowanie balona na
rynku akcji pozostał skup długoterminowych obligacji (spadek rentowności).
Co prawda Greenspan powtarzał ostatnio, że jest temu przeciwny, ale w tym
tygodniu to nie on ma prezentację w NY (czwartek), a Ben Bernake który od
dawna jest zwolennikiem takiego rozwiązania. Nawet tylko taka słowna
interwencja mogłaby znowu rynkom pomóc. Dopóki inwestorzy nie zaczną bać się
rosnących stóp procentowych, indeksy będą bezpieczne, nawet przy nieco
słabszych danych makro.
A te zaczynają spływać na rynek już od poświątecznego wtorku, gdy podany
zostanie bardzo ważny indeks ISM (prognoza 54,0 wobec 53,5) oraz ankieta na
temat zwolnień w firmach przeprowadzana przez Challenger Gray & Christmas. W
środę wydatki na inwestycje budowlane i dane o sprzedaży samochodów (mniej
ważne ze względu na sektor, bardziej ze względu na wydatki konsumentów) oraz
Beżowa Księga i wystąpienie prezesa Cisco na konferencji w Bostonie. Takie
wbrew pozorom błahe wypowiedzi mają ostatnio spory wpływ na rynek (patrz
Intel). To już wystarczy by mocniej ruszyć rynkami w tym tygodniu, ale przez
pierwsze dwa dni inwestorzy będą raczej wracali z wakacji i handel może
aktywniej ruszyć chyba dopiero po czwartkowych decyzjach banków centralnych
(ECB i Bank Anglii), danych makro (wnioski o zasiłek, wydajność pracy,
zamówienia fabryczne, ISM dla strefy usług), wynikach sieci handlowych,
uaktualnieniu prognoz Intela i wspomnianym wystąpieniu Ben"a Bernake. Z
kolei w piątek dane o bezrobociu ! i przemówienie prezydenta Busha na temat
stanu gospodarki.
W Polsce stan gospodarki w tym tygodniu najlepiej odczytać z decyzji RPP.
Brak obniżki stóp to efekt dwóch czynników, z których jeden jest faktem,
drugi zagrożeniem. Faktem jest trwające ożywienie gospodarcze, które
powstrzymało RPP przed kolejnym cięciem. Na tym etapie taka decyzja była
najbardziej korzystna dla rynku, bo po tak głębokim procesie obniżek stóp
procentowych 25 pb nic by teraz nie zmieniło (w przepływie środków na rynek
akcji), a brak obniżki utwierdza tylko rynek , że gospodarka zostawia
problemy za sobą, co pokazywały ostatnio dane o produkcji przemysłowej, czy
sprzedaży detalicznej. Większość ekonomistów dopatruje się też optymizmu w
większym od oczekiwanego deficycie handlowym, za co odpowiedzialny jest
większy wzrost importu, niż eksportu (ożywie redukcją stóp, to zbliżający się termin rządowych prac nad budżetem.
Rada Ministrów zajmie się projektem 9 września i należy się spodziewać, że
będą to raczej burzliwe obrady. Jeśli udałoby się zmniejszyć deficyt
budżetowy, to wrześniowe posiedzenie RPP powinno zakończyć się (ostatnim w
tym roku) cięciem 25 pb. Jeśli politycy na to nie pozwolą, to RPP szukając
wymówki dla pozostawienia stóp na obecnym poziomie zajęłaby się
zmniejszeniem bankom komercyjnym stóp rezerw obowiązkowych. Co prawda o
zrównaniu stóp rezerw obowiązkowych z poziomem UE mówi się już od paru
miesięcy, ale pamiętając giełdową euforię związaną z obniżką podatku CIT,
decyzja taka jeśli zapadnie już we wrześniu (i nie będzie rozłożona zbyt
długo w czasie), to powinna dzięki bankom pomóc giełdowym indeksom znacznie
bardziej, niż sama obniżka o 25 pb. Czyli chyba najlepsze dla GPW
rozwiązanie na najbliższe tygodnie to lekka polityczna zawierucha wokół
budżetu (z happy end"em), nie odstraszająca zagranicznych inwestorów, a
przyspieszająca obniżkę stóp rezerw obowiązkowych i jednocześnie
przekładająca ostatnią tegoroczną obniżę stóp procentowych na październik
(byłoby pod co zagrać).
Ale wróćmy na ziemię ? Czy któryś z inwestorów jest w stanie uwierzyć, że
niewielkie korekty w projekcie budżetu, albo zmiany stóp procentowych o 25
pb. są w stanie zmienić teraz oblicze rynku ? Oczywiście nie są bez wpływu
na rynek, ale o ile obecna ślepa euforia będzie dalej kontynuowana, to mogą
jedynie zmniejszyć, lub zwiększyć skalę dużego wzrostu. Rynek w tej fazie
oderwał się od rzeczywistości i nie będzie oglądać się ani na gospodarcze
dane, ani na wyniki i wycenę spółek. Rośnie po prostu wszystko, niezależnie
od tego, czy spółka prezentuje dobre, czy złe wyniki, oraz jakie ma przed
sobą perspektywy. Ożywienie gospodarcze oczywiście pozwala na jakiś
optymizm, ale hiperbola w jaką wszedł rynek zaczyna przerażać chyba nawet
największych optymistów. Gdy wyraźnie najgorsze spółki zaczynają przewodzić
wzrostom to skóra cierpnie na plecach.
Pisanie o takim rynku jest trochę niewdzięcznym zajęciem. Podobnie jak w
marazmie było strasznie nudno, tak przy tak silnym trendzie wspieranym także
przez rynki naszego regionu, po prostu nie można zalecać nic innego, jak
tylko kurczowe trzymanie się trendu. Niezależnie jak logicznie jest to z
punktu widzenia analizy fundamentalnej. Oczywiście co jakiś czas pojawiają
się sygnały słabości i potencjalne poziomu do odwrotu, ale nie przynosiły
one nic więcej, niż skromne korekty. Nie mówię, że nie należy ich spróbować
wykorzystać (zmienność rynku jest bardzo duża), ale póki co w średnim
terminie, niezależnie od swoich poglądów, trzeba zacisnąć zęby i jedynie
zgadywać dokąd zaprowadzi nas ta hiperbola. Przy takim rynku nie należy, a
wręcz nie można prognozować np. minimalnego zasięgu wzrostu, czy momentu
rynkowego zwrotu. Dopóki Srednie.gif mają układ wzorcowy dla hossy
stwierdzania o ustanowieniu szczytu będą zgadywaniem.
A gdzie szczyt ? No przecież napisałem, że nie można teraz stawiać takich
prognoz. Cofnijmy się do hossy internetowej. Po wzroście WIG20 do 2000 pkt.
oprócz rynkowej euforii i wyceny Optimusa na 500 pln pojawiały się głosy
rozsądku o skrajnym przewartościowaniu. Przyszłość pokazała, że całkowicie
słuszne, ale czy rynek chciał tego słuchać rosnąć kolejne 20% ? Inwestor
walczący z takim trendem nie dożyłby chyba satysfakcji ze swojej słusznej
wyceny i prognozy spadków choćby tylko do 1500 pkt. Wcześniej było 2500 pkt.
Teraz też nie można zgadywać, dokąd zaprowadzi nas to odreagowanie bessy i
dopiero jego załamanie zmieniające rynkowe nastroje pozwoli uznać trend za
zakończony. Co prawda rowe nadają się od miesięcy do kosza, bo w takim trendzie cały
czas pokazują tylko albo negatywne dywergencje, albo silne wykupienie.
Przestrzegałem już, żeby je ignorować Stochastic.gif Ultimate.gif CCI.gif
Price_ROC.gif Rekordowy ADX pokazuje najsilniejszy trend w historii
kontraktów ADX.gif , co właśnie z jednej strony nakazuje ignorować
krótkoterminowe wskaźniki, a z drugiej ostrzega, że korekta może być bardzo
gwałtowna i głęboka. To, że rynek rozgrzany jest trochę za mocno widać
choćby na testującym rekordowe poziomy RMI.gif , Inertia.gif , Trix.gif ,
najwyższym od hossy internetowej MACD.gif (ale dalej rośnie) , RSI.gif , czy
w końcu rekordowym wykupieniu na Money_Flow_Index.gif Nie ma poziomów,
które pokazują tak duże wykupienie/wyprzedanie, że gwarantują
spadki/wzrosty. Ale taki wygląda wskaźnik pokazuje, że rynek jest tak
przegrzany, że jeśli rozpoczną się spadki, to mogą być dla byków bardzo
bardzo bolesne. Pytanie tylko czy "już", czy 200 pkt. wyżej. Głupie pytanie,
bo pisałem już, że nie można się nad tym zastanawiać i trzeba po prostu
czekać na sygnał sprzedaży. Tak samo jak nie można powiedzieć, ile sesji bez
korekty indeks Cenowy.gif jest w stanie rosnąć i gdzie jest ta "skrajność".
Tych fałszywych skrajności było już po prostu zbyt dużo w tym trendzie, by
szukać kolejnych.
Trzeba teraz tylko obserwować zachowanie rynku na wsparciach, a nie przy
oporach. W końcówce tygodnia zarówno indeks, jak i kontrakty świetnie
poradziły sobie broniąc 1597 pkt. na kontraktach, i 1591 pkt. na indeksie.
To zamknięcia czwartkowej sesji i linia szyi ewentualnych formacji RGR na
wykresach intraday. Już na piątkowe otwarcie oba rynki lukami zakończyły
korektę i umacniając wsparcia ruszyły do testowania szczytów
Kontrakty_intra.gif Indeks_intra.gif Wymienione wyżej poziomy są teraz
najbliższymi wsparciami, poniżej których mogą reagować choćby najbardziej
krótkoterminowi gracze. Ewentualny poniedziałkowy spadek mógłby wprawdzie
wykreować formację podwójnego szczytu, ale i tak właśnie dopiero po zejściu
pod wspomniane wsparcia. Na to się jednak nie zapowiada, bo piątkowa siła
rynku/brak sesji w USA dają na jutro dobre nastroje/brak zagrożeń.
Jeśli zaś chodzi o dłuższy termin, to za koniec trendu będzie można dopiero
uznać zejście pod styczniowe szczyty z zeszłego roku Kontrakty_dzienny.gif
Indeks_dzienny.gif Daleko prawda ??? Ale i wzrost też ogromny, wiec jego
zakończenie musiałoby być dość wyraźne. Na razie tylko wskaźniki sugerują,
że możliwe byłoby rozpoczęcie spadku do tych wsparć, ale i tak póki co
byłoby to traktowane jako ruch powrotny. Taka korekta bez wątpienia warta
byłaby wykorzystania, ale raz jeszcze podkreślam, że nawet nie można jej
rozpatrywać, bez sygnałów słabości rynku (zejścia pod wsparcia). Takie ze
względu na poniedziałkowe święto w USA (dające bezkarność naszym funduszom)
nie powinny pojawić się przynajmniej do środy.
[email protected]