finansowej państwa, tak aby dynamika ich wzrostu niższa niż tempo wzrostu
PKB". Chyba wszystko wydaje się jasne. Wnioski członków rządu co do cięć
dotyczą raczej ogólnikowych stwierdzeń typu: eliminowanie tzw. szarej
strefy, poszerzanie bazy podatkowej oraz restrukturyzację m.in. górnictwa
węgla kamiennego, transportu kolejowego czy służby zdrowia. To są jednak
slogany z których nic konkretnego nie wynika, a teraz potrzeba jest właśnie
konkretów. Czasy gadania się skończyły, a nadszedł czas działań. Teraz
należy oczekiwać propozycji, co dokładnie planuje się zrobić, a nie do czego
się dąży.
Pewne szczegóły propozycji ministra Hausnera w ramach "racjonalizacji"
wydatków pojawiły się ponownie w prasie. Taki sposób przedstawiania
propozycji rządowych wydaje się mało poważny. W ubiegłym tygodniu mieliśmy
podobną sytuację. Pewnie jest to próba sondowania rynku, ale tego typu
działania nie służą transparentności rynku i widoczny jest ciągły kłopot z
przepływem informacji na styku rząd-rynek. A co do samych propozycji to mamy
wyrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w ciągu najbliższych 10 lat
oraz likwidację PFRON. Ma to podobno przynieść oszczędności już w
najbliższym roku w wielkości 3,5 mld złotych.
Brak komunikacji z rządu z rynkiem to oczywiście nie jest jedynie winaeuro zloty.gif
Sytuacja uspokoiła się w wtorek, gdy swoją decyzję odnośnie polityki
pieniężnej miała ogłosić obradująca RPP. Ze względu na zawirowania na
rynkach finansowych nie spodziewano się, że stopy procentowe zostaną
obniżono. I faktycznie, nie zmieniły się. Rada dokonała jednak cięcia
wielkości rezerwy obowiązkowej z 4,5% na 3,5%. Przypomnę, że rezerwa ta, to
kwota odpowiadająca części ulokowanych w bankach pieniędzy, którą banki te
muszą odprowadzić na rachunek banku centralnego. Jest to jedno z narzędzi,
którym bank centralny może regulować podażą pieniądza. Zmniejszając stopę
rezerw umożliwia się bankom na wykorzystanie większej kwoty pieniędzy na
aktywną banku. Inną sprawą jest, jak banki ten zastrzyk gotówki
wykorzystają. Według niektórych szacunków obniżenie stopy rezerw zwiększy
podaż pieniądza o ok. 1.5-2 mld złotych. Pytanie, gdzie te pieniądze zostaną
skierowane. Można się obawiać, że ten ruch nie zmieni obecnej polityki
baków i nadal bardziej będą one skłonne pożyczać pieniądze na potrzeby
budżetu niż angażować się w projekty gospodarcze. Nie wydaje się więc, by
obserwowany od dawna efekt wypierania inwestycji przez popyt na pieniądz ze
strony rządu miał się zmienić. Nie ma co oczekiwać, że zmniejszenie
obciążenia banków zmieni warunki ich aktualnej oferty.
Decyzja RPP została przyjęta przez rynek pozytywnie. Mamy więc coś na
kształt przysłowia "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek". Nie zdecydowano się
na cięcie stóp, ale by nie pozostawiać rynku i rządu bez jakiś pozytywnych
sygnałów, co mogłoby być źle odebrane, zmniejszono stopę rezerw, co i tak
musiało mieć miejsce ze względu na regulacje unijne. Obecne oczekiwania co
do kolejnych ruchów rady nie są jednoznaczne. Rada ma obecnie bardzo małe
pole manewru do kolejnych cięć. I nie jest to wynikiem jedynie sytuacji na
rynku, choć ta także luzowaniu polityki monetarnej nie sprzyja. Jeśli nawet
sytuacja się w tym względzie unormuje to pozostaje jeszcze problem, na jakim
poziomie pozostawić stopy kolejnej radzie. Jak bowiem wiemy, skład rady
zmieni się na początku przyszłego roku. Można mniemać, jeśli nawet nie
obawiać się, że nowi członkowie rady, ze względu na obecny układ polityczny,
będą bardziej skłonni kierować się ku gołębiej stornie. Nowi członkowie będą
musieli się także "wykazać" już na początku kadencji. Ten impuls monetarny
trzeba po prostu brać pod uwagę. Można mniemać, że obecna rada będzie teraz
szykować grunt nowemu składowi, by ten "zrobił swoje" bez zbytnich szkód dla
gospodarki. Idąc tym topem można się zastanawiać, czy w tym roku jeszcze
dojdzie do obniżki podstawowych stóp procentowych. Możemy być świadkami
"jedynie" kolejnych cięć poziomu stopy rezerw. Obecna sytuacja budżetowa
daje dobre podstawy do powstrzymywania się od cięć. Idąc tym tropem, a
wchodząc już w sferę wysokich spekulacji, nie jest wykluczone, że obecne
dziwne zachowanie rządu w kwestii informowania rynku jest działaniem
zamierzonym. Rynek się niepokoi, ale nie na tyle, by wywołać poważny kryzys.
Dla zaognienia sytuacji mamy Grabowksiego, a strażakiem broniącym
stabilności jest Balcerowicz (wypowiedzi na konferencji pasowej po
posiedzeniu RPP), który uspokaja, że nie jest tragicznie i o kryzysie nie ma
mowy. Spiskowa teoria dziejów? Być może, choć w tym wypadku ja bym to nazwał
pragmatyzmem.
Nikt nie ma zamiaru umniejszać znaczenia problemów budżetu, ale rynek
pokazał ostatnio, że na razie da rządowi chwilę wytchnienia. Decyzja RPP
oraz szczęśliwe zakończenie środowej aukcji obligacji dwuletnich to impulsy,
które wprowadziły pewien ład. Złotówka się umocniła zloty.gif i wszystko
powoli zaczęło wracać do normy. To oczywiście nie koniezej determinacji do odpowiedzi na apele rynku oraz
RPP wołające o zmniejszenie wydatków.
W tym tygodniu oprócz problemów polskich finansów publicznych zwracaliśmy
także szczególną uwagę na gospodarkę USA. Mieliśmy bowiem do czynienia z
kilkoma interesującymi publikacjami danych makro. Dwie najważniejsze grupy
to wskaźniki aktywności gospodarczej oraz nastrojów, a także dane dotyczące
amerykańskiego rynku pracy. Te pierwsze rozczarowały i to bardzo.
Opublikowane na początku tygodnia wskaźniki: zaufania konsumentów oraz
aktywności gospodarczej w rejonie Chicago (Chicago PMI) okazały się
zaskakująco złe. To fatalnie wpłynęło na tamtejsze rynki, a i naszemu nie
pomogło. Oczekiwania, co do publikowanego w środę wskaźnika ISM były więc
bardzo ostrożne. Wskaźnik wprawdzie okazał się niższy od oczekiwań, ale
różnica nie była już tak znaczna, jak w przypadku dwóch poprzednich. To
pomogło tamtejszym indeksom, które wykonały wzrost w skali dawno nie
odnotowywanej. Rynek odetchnął po wcześniejszym rozczarowaniu.
Drugą sferą, która skupiła uwagę graczy był rynek pracy - maruder jeśli
chodzi o potwierdzenie wstępnych sygnałów ożywienia. Do tej pory inne
wskaźniki zachowywały się choćby neutralnie, a tu mieliśmy ciągłe
pogorszenie. Procesy restrukturyzacji pociągnęły za sobą kolejne zwolnienia.
Wyniki spółek się poprawiały, ale nie widać było chęci do ponownego
zwiększenia zatrudnienia. Obawiano się, że tak będzie i tym razem, że
wrzesień okaże się kolejnym miesiącem spadku liczby miejsc pracy w sektorze
pozarolniczym (na stopę bezrobocia nikt już teraz nie patrzy).
Pewnym sygnałem, jak mogą wyglądać dane publikowane w piątek, miał być
cotygodniowy raport o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.
Jak pokazały dane sierpniowe nie jest to może idealny wskaźnik, ale mimo
wszystko daje pewne pojęcie o zachodzących zmianach. Czwartkowy raport był
jednak wyjątkowy nie tylko z powodu piątkowych danych z rynku pracy. Do
czwartkowych danych podchodzono z uwagą także z tego powodu, że ilość nowych
bezrobotnych podana w poprzednim tygodniu była zaskakująco niska. Szybko za
powód podano szalejący w badanym tygodniu huragan Isabel i przypuszczenie,
że nie wszyscy chętni mieli możliwość złożenia wniosku. Oczekiwano więc, że
albo dane za ten szczególny tydzień zostaną zrewidowane w górę, albo, że
czwartkowe dane będą nieco wyższe, gdyż zostaną uwzględnienie pechowcy.
Czwartkowe dane okazały się jednak zaskakujące. Po pierwsze liczba nowych
wniosków nie wzrosła ponad 400k, a po drugiej rewizja danych dotyczących
feralnego tygodnia była kosmetyczna. To było lekkie zaskoczenie. Dało ono
jednak podstawę do oczekiwań, że dane publikowane w piątek nie będą jednak
tak fatalne, jak w poprzednich miesiącach.
Oczekiwania były ostrożne, ale czwartkowe dane wlały nieco optymizmu. Gdzie
niegdzie mówiło się już o możliwości, że we wrześniu zatrudnienie jednak nie
spadło. Nikt raczej nie sugerował możliwości wzrostu, ale po cichu sądzono,
że oficjalne prognozy zostaną jednak pokonane, co widać choćby po zachowaniu
kontraktów oraz dolara tuż przed publikacją danych. Te jednak przeszły
najśmielsze chyba oczekiwania. Okazało się, że zamiast spadku, liczba miejsc
pacy wzrosła w stosunku do tego, co odnotowano w sierpniu. By było jeszcze
optymistyczniej, spadek w sierpniu zmniejszono w wyniku rewizji o połowę.
Reakcja była natychmiastowa - indeksy i dolar skoczyły w górę, ceny złota
zanotowały poważny spadek zloto_wykres.gif podobnie ceny obligacji
obligacje.gif skutecznie dając do zrozumienia, że szanse na obniżkę stóp w
USA w najbliższym czasie są bardzo małe. Fakt, dane są lepsze od oost widoczny we
wskaźnikach nastrojów. Pamiętajmy jednak o jednym, psychologia psychologią,
ale o mówienie o trwałej poprawie jest w tej chwili zdecydowanie
przedwczesne. Wzrost cieszy, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.
Na koniec proponuję krótkie spojrzenie na wykresy. Patrząc na te tygodniowe
na razie nie ma wątpliwości, że nadal jesteśmy w trendzie wzrostowym
WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif Spadek trwający przez cały wrzesień nie
wyrządził zbyt wielkich szkód. Ceny osiągnęły poziom zniesienia wynoszący
38,2% i się od niego odbiły zniesienia.gif To na razie potwierdza, że rynek
jest silny. Po opublikowanych w tym tygodniu danych o strukturze funduszy
emerytalnych można spokojnie stwierdzić, że to właśnie dzięki nim korekta
jest tak płytka. Po wcześniejszym tempie wzrostu można się było przyjąć, że
spadek cen może zaprowadzić nas poniżej poziomu zniesienia 38,2%. Na razie
podaż okazała się za słaba. Warto także zauważyć, że indeks odbił się do
swojej linii trendu wzrostowego wig20.gif
Ostatnie dni to ruch cen w ramach kanału spadkowego, do górnego ograniczenia
którego w piątek się zbliżyliśmy Kontrakty.gif Bykom zabrakło determinacji,
by skutecznie zaatakować, choć okoliczności były sprzyjające (wzrost na
całym świecie po raporcie o rynku pracy w USA). Teraz będzie nieco trudniej,
gdyż sesja w Stanach nie skończyła się na maskach, lecz spadkiem dzięki
realizacji zysków z trzech ostatnich sesji wzrostowych. Na razie można
odnieść wrażenie, że dobre dane okazały się pretekstem do sprzedaży. To nie
jest dobry sygnał. Na te techniczny sygnały ewentualnego końca wzrostów
trzeba jeszcze poczekać. Mimo, że wzrost został zatrzymany na oporze, jest
jeszcze szansa na wyjście w górę. Wtedy można byłoby oczekiwać wzrostu w
okolice 1590 pkt i kolejnej próby pokonania tego poziomu. Wyjście z kanału
da sygnał kupna, który będzie potwierdzeniem wcześniejszego (powrót nad
linię łączącą dwa dołki z 23 i 25 września). Obecnie można przyjąć, że
sygnałem sprzedaży byłoby ponowny nieudany atak popytu na górne ograniczenie
kanału i pewnie wyrysowanie podwójnego szczytu lub brak nawet tego ataku i
zjazd cen pod poziom minimum z piątku. To przekreśliłoby cały optymistyczny
wydźwięk piątkowej sesji.
Kamil Jaros