Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 18.01.2004 20:36

Ten tydzień był stosunkowo obfity w informacje, które potencjalnie mogły

wpłynąć na bieżące notowania na rynku akcji. Wszyscy starali się je jak

najszybciej wyłapać, by w miarę potrzeby zareagować rzuceniem zlecenia na

rynek. Wspomniany strumień danych dotyczył głównie rynku amerykańskiego, na

który wprawdzie ostatnio mniej jesteśmy czuli, niemniej w przypadku jakiegoś

Reklama
Reklama

zaskoczenia i tu należało oczekiwać zmian na naszym rynku. Mieliśmy zatem

wskaźniki zmian cen produkcji sprzedanej i towarów konsumpcyjnych (tych

ostatnich także w wydaniu Polskim - bez niespodzianek), wielkość deficytu w

bilansie handlowym (deficyt okazał się mniejszy od prognoz), dynamikę

sprzedaży detalicznej (tu lekkie rozczarowanie sezonem świątecznym) oraz na

koniec dynamikę produkcji przemysłowej, która nie spełniła oczekiwań

Reklama
Reklama

analityków oraz wskaźnik nastrojów wśród konsumentów (pierwszy odczyt),

który sprawił miłą niespodziankę przekraczając poziom 100 pkt. Jak widać

koktajl ten nie ma jednoznacznego wydźwięku, co powodowało, że indeksy w USA

poddawały się dużym zmiennym ruchom. Dodatkiem do tego strumienia danych

była publikacja Beżowej Księgi. Ta przeszła jednak bez większego echa, gdyż

nic nowego w niej się nie znalazło. Dzień wcześniej w Bundesbanku przemawiał

Reklama
Reklama

A. Greenspan i to co najważniejsze i tak zostało przypomniane. Tym

wydarzeniom towarzyszyły kolejno publikowane wyniki finansowe spółek w USA.

Bez większego wpływu na nasz rynek.

Wśród tej powodzi informacji mniej lub bardziej istotnych zupełnie

niezauważona przeszła jedna, która wydaje się jednak znacznie ważniejsza niż

Reklama
Reklama

można przypuszczać na pierwszy rzut oka. W tym tygodniu została opublikowana

wielkość grudniowej podaży pieniądza. Zwykle dane te nie przykuwają uwagi,

ale na tą ostatnią publikację warto zwrócić uwagę. Po pierwsze dlatego, że w

grudniu wielkość podaży pieniądza spadła w stosunku do wartości z listopada.

Spadek podaży w grudniu jest rzeczą dość niezwykłą. Wtedy m.in. mamy do

Reklama
Reklama

czynienia z okresem wzmożonych zakupów świątecznych, z których część jest

dokonywana na kredyt. Każdy pośrednik kredytowy potwierdzi, że to podobnie

jak w handlu, okres żniw. W ostatnich latach każdy grudzień to nominalny

wzrost wielkości podaży pieniądza. Spadek notowano najczęściej dopiero w

styczniu. W tym roku mamy spadek już grudniu. Warto o tym pamiętać.

Reklama
Reklama

Dlaczego? Już kiedyś pisałem, zresztą nie jest to jakieś wielkie odkrycie,

że istnieje zależność między dynamiką zmian podaży pieniądza, a koniunkturą

na rynku akcji. Nie jest to oczywiście zależność sztywna, ale da się już

zauważyć pewną prawidłowość w dłuższym terminie.

Jeśli dynamika podaży pieniądza skokowo się zmienia, to zwykle powoduje to

impuls, który po jakimś czasie daje o sobie znać w postaci zmian na rynku

akcji. By to zjawisko zobrazować posłużyłem się porównaniem obecnej

wielkości masy pieniądza z tą odnotowaną przed pół roku. Obserwacja

przyniosła zadziwiające rezultaty (też już tu opisywane). Przypomnę tylko,

że jeśli półroczna dynamika podaży pieniądza zmienia się o 2 lub więcej

procent, możemy spodziewać się, że rynek akcji na to zareaguje średnio około

3-4 miesiące później. W przypadku skoku w dół, można oczekiwać uformowania

się średnioterminowego szczytu. W przypadku wzrostu, prawdopodobnie w ciągu

najbliższego kwartału będziemy mieli średnioterminowy dołek.

W ostatniej weekendowej opisywałem, że takiej skokowej zmiany można

oczekiwać najszybciej w styczniu. Publikacja z tego tygodnia zrewidowała tą

prognozę. Spadek agregatu M3, mierzącego masę pieniądza w gospodarce,

sprawił, że oczekiwana zmiana miała miejsce już na koniec 2003 roku

podaz_pl.gif Wnioski? Jak łatwo się domył się w chwili zmiany podaży pieniądza. Jednak

takich przesunięć nie było wiele i nie będzie błędem oczekiwać, że

przesunięcie w czasie będzie miało miejsce. Wynika z tego, że jest całkiem

prawdopodobne, że w marcu lub kwietniu rynek wykreśli ekstremum.

Oczywiście trudno taką informację nazwać precyzyjną. Jednak nie jest ona

zupełnie bezużyteczna. Dzięki temu, że znamy potencjalny moment zakończenia

trendu można pokusić się o "wpięcie" tej informacji do analizy aktualnego

stanu rynku i jego perspektyw w najbliższym czasie. Idźmy od tyłu. Skoro

szczyt ma się pojawić w marcu lub kwietniu, to musi to znaczyć, że wcześniej

powinniśmy mieć trend wzrostowy, który do tego szczytu doprowadzi. W końcu

szczyt to zakończenie jakiejś tendencji wzrostowej. Czyli prawdopodobnie

marzec będzie należał do byków. Kiedy się ten wzrost cen zacznie? Czy już w

lutym rynek będzie piął się w górę? Popatrzmy na wykres tygodniowy indeksu

WIG20tyg.gif Może ostatnie białe świece są już częścią "tego" wzrostu -

zaraz pokonamy opór na 1700 pkt i zakończymy wzrost w marcu? Posiadacze

długich pozycji już pewnie zacierają ręce. Przyznam jednak, że takie

rozwiązanie wydaje mi się mało prawdopodobne.

Trend ma to do siebie, że jego kolejne fale charakteryzują się znacznie

większą dynamiką ruchu w stosunku do fali poprzedniej. Impulsy kończące to

już szczyt emocji. Byki są pewne siebie, w gazetach pisze się o hossie, a

niedźwiedziom w głowie tylko jak najszybsze opuszczenie rakiety, która rwie

w górę. Można przypuszczać, że w takiej atmosferze będzie wyznaczany

wspomniany szczyt. Drugą sprawą jest długość trwania ruchu. Skoro ma być

tyle emocji, a dynamika ma być duża, to wzrost raczej nie będzie trwał wiele

miesięcy. To nie czas internetowej hossy. Tu podstawy do zwyżki nadal są

mało pewne i nikt nie inwestuje na bazie optymistycznych wypowiedzi

zarządów. Rynek aż w takim amoku nie będzie. Ożywienie jest nadal niepewne,

a jeszcze dochodzą problemy z finansami publicznymi. Rekordów na WIG20 nie

należy się spodziewać. Zatem trzeba założyć, że szczyt pojawi się w okolicy

oporów na 1900 lub 2100 pkt. Gdzie, to już sprawa wtórna. To od obecnych

poziomów nie jest znowu aż tak daleko. Do 2100 to raptem 400 pkt. Dużo?

Przypomnijmy sobie, jak szybko rynek osiągnął poziom 1750 z 1350 pkt (5

tygodni), a procentowo to przecież odcinek większy niż wzrost z 1700 do

2100. Skoro dynamika ma być większa, to trzeba do takiego wzrostu nabrać

wysokości, a właściwie niskości. Wzrost musi się zacząć na poziomu, który

pozwoli na późniejszy wzrost w szybkim tempie przez co najmniej miesiąc,

półtora. By rynek miał wzrosnąć, musi najpierw spaść. Truizm.

Jest kolejny element. Euforia. Ta musi się pojawić. By taka euforia miała

miejsce, wcześniejsza faza fali wzrostu powinna mieć miejsce w atmosferze

przekreślenia byczych szans. Czy obecnie mamy z nią do czynienia? Wątpię.

Oczywiście można powiedzieć, że z taka sytuacja miała miejsce w październiku

i teraz mamy "ten" wzrost. Tu powraca problem dynamiki i poziomów. Jak

wysoko rynek musiałby zajść, jeśli ma przez najbliższe co najmniej dwa

miesiące rosnąć w szybkim tempie? Jeśli obecny wzrost uważać za część fali

końcowej, to by dynamika ruchu była duża, trzeba by było oczekiwać nowych

historycznych rekordów indeksu i kontraktów. Ja nie uważam tego za wielce

prawdopodobne.

Z powyższych wywodów wynika jedno. Rynek musi się przygotować do ostatniej

fazy wzrostów. Takim przygotowaniem będzie spadek cen i przekonanie

większości graczy, że wzrost się już skończył. O pokonaniu 1700 pkt na

indeksie nie byłoby w tej chwili mowy. Czy jest to możliwe? Prawdę mówiąc

scać, że na szeregu wskaźników opartych na danych dziennych sygnały

sprzedaży mamy już za sobą. Nie dotyczy to tylko tych szybszych

RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif , ale i tych

wolniejszych z MACDdzienny_fut.gif na czele. Na razie spadek cen nie był

jeszcze duży, ale patrząc na wykres intra Kontrakty.gif można wnioskować, że

zejście cen pod 1650 pkt będzie sprzyjało dalszym spadkom. Tym bardziej, że

w takiej sytuacji pokonana zostałaby pierwsza wzrostowa linia trendu. Druga

linia jest już mniej stroma i za kilka dni znajdzie się w okolicy dołków z

16 i 17 grudnia (1560). Tam można się spodziewać końca ewentualnych spadków.

Jeśli w dołku nastroje mają być naprawdę podłe, to nie jest wykluczone, że i

ta druga linia trendu nie zatrzyma spadków. Pytanie na koniec. Czy wierzyć

podaży pieniądza? :-)

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama