Dlaczego? Już kiedyś pisałem, zresztą nie jest to jakieś wielkie odkrycie,
że istnieje zależność między dynamiką zmian podaży pieniądza, a koniunkturą
na rynku akcji. Nie jest to oczywiście zależność sztywna, ale da się już
zauważyć pewną prawidłowość w dłuższym terminie.
Jeśli dynamika podaży pieniądza skokowo się zmienia, to zwykle powoduje to
impuls, który po jakimś czasie daje o sobie znać w postaci zmian na rynku
akcji. By to zjawisko zobrazować posłużyłem się porównaniem obecnej
wielkości masy pieniądza z tą odnotowaną przed pół roku. Obserwacja
przyniosła zadziwiające rezultaty (też już tu opisywane). Przypomnę tylko,
że jeśli półroczna dynamika podaży pieniądza zmienia się o 2 lub więcej
procent, możemy spodziewać się, że rynek akcji na to zareaguje średnio około
3-4 miesiące później. W przypadku skoku w dół, można oczekiwać uformowania
się średnioterminowego szczytu. W przypadku wzrostu, prawdopodobnie w ciągu
najbliższego kwartału będziemy mieli średnioterminowy dołek.
W ostatniej weekendowej opisywałem, że takiej skokowej zmiany można
oczekiwać najszybciej w styczniu. Publikacja z tego tygodnia zrewidowała tą
prognozę. Spadek agregatu M3, mierzącego masę pieniądza w gospodarce,
sprawił, że oczekiwana zmiana miała miejsce już na koniec 2003 roku
podaz_pl.gif Wnioski? Jak łatwo się domył się w chwili zmiany podaży pieniądza. Jednak
takich przesunięć nie było wiele i nie będzie błędem oczekiwać, że
przesunięcie w czasie będzie miało miejsce. Wynika z tego, że jest całkiem
prawdopodobne, że w marcu lub kwietniu rynek wykreśli ekstremum.
Oczywiście trudno taką informację nazwać precyzyjną. Jednak nie jest ona
zupełnie bezużyteczna. Dzięki temu, że znamy potencjalny moment zakończenia
trendu można pokusić się o "wpięcie" tej informacji do analizy aktualnego
stanu rynku i jego perspektyw w najbliższym czasie. Idźmy od tyłu. Skoro
szczyt ma się pojawić w marcu lub kwietniu, to musi to znaczyć, że wcześniej
powinniśmy mieć trend wzrostowy, który do tego szczytu doprowadzi. W końcu
szczyt to zakończenie jakiejś tendencji wzrostowej. Czyli prawdopodobnie
marzec będzie należał do byków. Kiedy się ten wzrost cen zacznie? Czy już w
lutym rynek będzie piął się w górę? Popatrzmy na wykres tygodniowy indeksu
WIG20tyg.gif Może ostatnie białe świece są już częścią "tego" wzrostu -
zaraz pokonamy opór na 1700 pkt i zakończymy wzrost w marcu? Posiadacze
długich pozycji już pewnie zacierają ręce. Przyznam jednak, że takie
rozwiązanie wydaje mi się mało prawdopodobne.
Trend ma to do siebie, że jego kolejne fale charakteryzują się znacznie
większą dynamiką ruchu w stosunku do fali poprzedniej. Impulsy kończące to
już szczyt emocji. Byki są pewne siebie, w gazetach pisze się o hossie, a
niedźwiedziom w głowie tylko jak najszybsze opuszczenie rakiety, która rwie
w górę. Można przypuszczać, że w takiej atmosferze będzie wyznaczany
wspomniany szczyt. Drugą sprawą jest długość trwania ruchu. Skoro ma być
tyle emocji, a dynamika ma być duża, to wzrost raczej nie będzie trwał wiele
miesięcy. To nie czas internetowej hossy. Tu podstawy do zwyżki nadal są
mało pewne i nikt nie inwestuje na bazie optymistycznych wypowiedzi
zarządów. Rynek aż w takim amoku nie będzie. Ożywienie jest nadal niepewne,
a jeszcze dochodzą problemy z finansami publicznymi. Rekordów na WIG20 nie
należy się spodziewać. Zatem trzeba założyć, że szczyt pojawi się w okolicy
oporów na 1900 lub 2100 pkt. Gdzie, to już sprawa wtórna. To od obecnych
poziomów nie jest znowu aż tak daleko. Do 2100 to raptem 400 pkt. Dużo?
Przypomnijmy sobie, jak szybko rynek osiągnął poziom 1750 z 1350 pkt (5
tygodni), a procentowo to przecież odcinek większy niż wzrost z 1700 do
2100. Skoro dynamika ma być większa, to trzeba do takiego wzrostu nabrać
wysokości, a właściwie niskości. Wzrost musi się zacząć na poziomu, który
pozwoli na późniejszy wzrost w szybkim tempie przez co najmniej miesiąc,
półtora. By rynek miał wzrosnąć, musi najpierw spaść. Truizm.
Jest kolejny element. Euforia. Ta musi się pojawić. By taka euforia miała
miejsce, wcześniejsza faza fali wzrostu powinna mieć miejsce w atmosferze
przekreślenia byczych szans. Czy obecnie mamy z nią do czynienia? Wątpię.
Oczywiście można powiedzieć, że z taka sytuacja miała miejsce w październiku
i teraz mamy "ten" wzrost. Tu powraca problem dynamiki i poziomów. Jak
wysoko rynek musiałby zajść, jeśli ma przez najbliższe co najmniej dwa
miesiące rosnąć w szybkim tempie? Jeśli obecny wzrost uważać za część fali
końcowej, to by dynamika ruchu była duża, trzeba by było oczekiwać nowych
historycznych rekordów indeksu i kontraktów. Ja nie uważam tego za wielce
prawdopodobne.
Z powyższych wywodów wynika jedno. Rynek musi się przygotować do ostatniej
fazy wzrostów. Takim przygotowaniem będzie spadek cen i przekonanie
większości graczy, że wzrost się już skończył. O pokonaniu 1700 pkt na
indeksie nie byłoby w tej chwili mowy. Czy jest to możliwe? Prawdę mówiąc
scać, że na szeregu wskaźników opartych na danych dziennych sygnały
sprzedaży mamy już za sobą. Nie dotyczy to tylko tych szybszych
RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif , ale i tych
wolniejszych z MACDdzienny_fut.gif na czele. Na razie spadek cen nie był
jeszcze duży, ale patrząc na wykres intra Kontrakty.gif można wnioskować, że
zejście cen pod 1650 pkt będzie sprzyjało dalszym spadkom. Tym bardziej, że
w takiej sytuacji pokonana zostałaby pierwsza wzrostowa linia trendu. Druga
linia jest już mniej stroma i za kilka dni znajdzie się w okolicy dołków z
16 i 17 grudnia (1560). Tam można się spodziewać końca ewentualnych spadków.
Jeśli w dołku nastroje mają być naprawdę podłe, to nie jest wykluczone, że i
ta druga linia trendu nie zatrzyma spadków. Pytanie na koniec. Czy wierzyć
podaży pieniądza? :-)
Kamil Jaros