kwietnia.
Jeszcze w marcu oraz do połowy kwietnia rynek rósł. Problem w tym, że rósł
już powoli i kolejne rekordy nie wzbudzały już takiego entuzjazmu wśród
graczy. Zamiast reagować popytem na nowe szczyty inwestorzy zwykle
wykorzystywali chwilowy optymizm do zasypania rynku podażą. W efekcie mamy
formację klina zwyżkującego na wykresie kontraktów. Taką formację należy
uznać za wieszczącą spadek cen. Tym bardziej, gdy powstaje ona po długim
trendzie wzrostowym. Wybicie z klina traktuje się jako sygnał sprzedaży. Nie
musi to zaraz skutkować szybkim spadkiem cen. W przypadku klinów
zwyżkujących często mamy to czynienia z ruchami powrotnymi. Może to być
zdradliwe, gdyż zdarza się, że w ramach ruchu powrotnego ceny notują nawet
nowe maksima trendu. Warto w tym wypadku obserwować dolnego ograniczenie
formacji. Jeśli wykres nie powróci nad jego poziom to można uznać, że sygnał
jest wiarygodny. Problemem mogą być ewentualnie bardzo strome kliny, ale
akurat nasz do takich nie należy.
Mamy więc już podaż pieniądza i układ wykresu. Co jeszcze przemawia za tym,
by skłaniać się ku scenariuszowi spadków cen? Spójrzmy na wykresy tygodniowe
indeksu WIG20tyg.gif i kontraktów FUTUREStyg.gif Oba doszły do poziomów
oporu. Kontraktom zabrakło ledwie kilka punktów do oczekiwanego przez nas
poziomu 1900 pkt. Czy będzie jeszcze okazja by się tam znaleźć? Czwartkowa
sesja stawia to pod otwierdzane przez wykresy
wskaźników, które już nie notowały nowych szczytów. Dotyczy to zarówno tych
wolniejszych MACDtyg_fut.gif jaki i tych szybszych wskaźników CCItyg_fut.gif
ROCtyg_fut.gif RSItyg_fut.gif Same dywergencje nie były oczywiście jeszcze
sygnałami sprzedaży, ale podkreślamy cały czas, że fakt ich pojawienia się
znakomicie ewentualne sygnały uwiarygodnia.
Wskaźniki dzienne są oczywiście znacznie szybsze i tu wybicie z konsolidacji
szybko znalazło swoje odzwierciedlenie w ich wyglądzie. Naturalnie posypały
się sygnały sprzedaży. MACDdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif
RSIdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif To potwierdza, że w krótkim terminie
mamy zmianę trendu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jest
bardzo blisko do poziomów, których przebicie pociągnie za sobą wygenerowanie
sygnałów sprzedaży także w średnim terminie. Mamy więc tu mały konflikt,
albo ostatnie sygnały krótkoterminowe okażą się niewypałem i zostaną zaraz
zanegowane, lub też wsparcia mimo, że istotne zostaną pokonane, a trend
rozszerzy swoją ważność także na okres średnioterminowy. Przyznam, że na
razie bardzo trudno znaleźć mi przesłanki, które sugerowałyby, że wsparcia
się obronią.
I jeszcze jeden fakt, choć może z punktu widzenia gra najmniej ważny, ale
warto chyba o nim wiedzieć. Obecny moment jest świetnym dla ewentualnych
sygnałów sprzedaży. Istnieje bowiem przesłanka, że właśnie w ostatnich
tygodniach miał dobiec końca cały wzrost trwający już od dwóch i pół roku.
Dlaczego akurat teraz? Otóż obserwując czas trwania spadku od szczytu
internetowej hossy w 2000 do dołka we wrześniu 2001 i zakładając, że czas
kolejnego ruchu będzie w jakimś związku z tym spadkiem, można wyznaczyć
przybliżony moment zakończenia tego "kolejnego ruchu". Spadek od szczytu do
dołka trwał 81 tygodni. Jeśli ten czas przemnożymy przez 1,618 to otrzymamy
133 tygodni. Oczywiście takich mnożników może być więcej. Wyznaczają one
miejsca, które potencjalnie mogą okazać się końcem ruchu. Tak się składa, że
dwa tygodnie po 133 tygodniu wzrostu rynek wyznaczył szczyt czas.gif
Oczywiście na razie nie wiemy, czy to już jest TEN szczyt, ale fakt, że po
jego wykreśleniu zaczynają pojawiać się sygnały sprzedaży zdaje się sprzyjać
tezie o końcu wzrostu.
To jeszcze nie koniec przesłanek do tego, by stwierdzić, że czwartkowy
spadek cen to coś więcej niż tylko "klasyczna realizacja zysków". Tak bowiem
ten dzień oceniło cześć analityków. Po usłyszeniu tych słów doszedłem do
wniosku, że chyba czytałem inną klasykę. W czwartek mieliśmy poważne wybicie
z konsolidacji i towarzyszące temu zwiększone obroty. Właśnie ich skok jest
tu znamienny. W przypadku "klasycznej realizacji zysków" obroty nie
potwierdzałyby spadku. Poza tym, jakich zysków, skoro przez prawie dwa
tygodnie rynek szedł w bok? Gracze na coś czekali, a teraz stracili
cierpliwość? Jeśli tak to już nie można mówić o realizacji zysków, ale o
zmianie nastrojów.
Jeśli już poruszamy temat nastrojów. Bardzo interesująco zachowała się
ostatnio baza. Przypomnijmy, że do tej pory w czasie kreślenia wspomnianych
już formacji klina lub kanału wzrostowego (indeks) można było z dużym
prawdopodobieństwem określić momenty zwrotu rynku. Pomocna w tym była
analiza nastrojów, które świetnie odzwierciedlała wielkość bazy. Gdy była
ona wysoka widać było, że rynek terminowy jest owładnięty optymizmem, a to
groziło spadkiem cen, który faktycznie się pojawiał. Podobnie, gdy baza
zbliżała się do zera, można było oczekiwać wzrostu cen baza.gif Nie
ukrywaliśmy, że i tym razem właśnie wysoka wartość bazy będzie pomocna do
wyznaczenia szczytu wzrostu. W z Stąd ten
czwartkowy spadek cen. Ruch cen jest dynamiczny, gdy jest zaskoczeniem dla
większości Kontrakty.gif Indeks.gif Zresztą przypomnijmy sobie, jak te
spadek przebiegał. Wybicie cen w dół było spokojne, bez paniki. Stopów za
wiele nie ustawiono. Ceny nie runęły w dół. Gracze nie obawiali się spadków.
Ba, nie reagowali także na wstępne sygnały sprzedaży sądząc, że to marna
próba fałszywego wybicia i "nie dali się sprowokować". Problem w tym, że na
kasowym już podjęto decyzję. Podaż była poważna i już nie było sił na ruchy
powrotne. Spadek zaczął przyspieszać i kolejni inwestorzy przekonywali się,
że to nie jest pułapka.
Dlaczego spadek zaczął się bez wcześniejszej euforii zakupów? Dlaczego tym
razem baza nie okazała się dobrym sygnalizatorem ruchu cen? Nie ma cudownych
wskaźników, ani sygnałów. Każdy kiedyś zawodzi. Zwłaszcza, gdy zyskuje sobie
popularność. Niska wartość bazy wynikała pewnie z tego, że wielu graczy
wstrzymywało się ze sprzedażą czekając na euforyczny wzrost. Nie chodziło tu
tylko o łapanie szczytu. Nawet jeśli ktoś sądził, że rynek w najbliższych
tygodniach będzie spadał, to nie mógł wchodzić na rynek przed wyznaczeniem
szczytu. Można się było bowiem obawiać, że będzie to dynamiczny ruch, który
by aktywował zlecenia stop. Wygląda na to, że spora grupa graczy czatowała
na taką szpicę, by wskoczyć na krótką stronę rynku. Rynek jednak nie
zachowuje się tak, jak chce tego większość.
Takie oczekiwania na wzrost cen to świetna okazja do dystrybucji. Od
jakiegoś czasu sygnalizowaliśmy, że coś takiego ma miejsce. Widać, że ktoś
wykorzystał te nastroje i skrócił pozycje na rynku terminowym. Pamiętne jest
zwłaszcza środowe zlecenie sprzedaży ok. 300 sztuk kontraktów. Czy miało to
związek z czwartkowym wysypem? Nie mam pojęcia, ale myślę, że tak. Z tym, że
tym razem nie doszukiwałbym się tu spisków i szwagrów, lecz jedynie zmianę
miejsca dystrybucji z rynku kasowego na terminowy przez któregoś z większych
inwestorów lub funduszy inwestycyjnych.
Co dalej? Wiele zależy od testu wsparć na dolnych ograniczeniach formacji.
Wszelkie wyżej wymienione przesłanki sugerują, że wsparcie tym razem się nie
utrzyma. Wiele wcześniej otwartych krótkich pozycji zostało w piątek
zamkniętych. Spadek LOP to wycofanie gotówki z rynku. Zatem widać, że
istnieje spora siła rynkowa licząca na to, że wzrost jeszcze się nie
zakończył, a linie trendu się obronią. Ja nie jestem tego taki pewien. Poza
tym część tych zamkniętych pozycji to właśnie efekt wspominanej wyżej
dystrybucji na rynku terminowym. Jeśli założyć, że w okolicach szczytu
otwierano pozycje krótkie, które miały zabezpieczyć portfel przez spadkiem
cen to gdy zredukowano pozycje na kasowym również należało zamknąć te na
terminowym. Spadek LOP w tym momencie nie jest niczym niezwykłym. Myślę, że
będziemy obserwować jej wzrost, gdy dojdzie do wybicia z formacji i zmiana
trendu zacznie docierać do kolejnych graczy.
Podsumowując, ostatnie dwa dni tego tygodnia mogą okazać się kluczowe dla
koniunktury całego rynku na najbliższe miesiące. Silny spadek cen w czwartek
oraz praktyczny brak odbicia w piątek mogą poważne zachwiać wiarą w dalszy
wzrost. Mówię tu oczywiście jedynie o czynnikach technicznych. Jeśli bowiem
spojrzymy poza same wykresy to elementów sprzyjających spadkom znajdziemy
multum. Ja już nie mam zdrowia ich powtarzać. Zresztą lektura prasy
codziennej jest chyba wystarczającym źródłem frustracji. Sama technika
wystarczy. Obecnie nagromadziło się wiele negatywnych czynników, które
kierują wzrok raczej ku dołowi. Wsparcia są w poważnych tarapatach. Zdaję
sobie sprawę, że nasz rynek ma swoją sp, ale chyba jedynie po to, by
przedłużyć dystrybucję.
Kamil Jaros