Jacek Socha, nowo powołany minister skarbu zmaga się od kilku dni z "dziedzictwem" poprzednika Zbigniewa Kaniewskiego. Pod koniec jego rządów w MSP posłowie opozycji zgłosili bowiem kilka uchwał, które miały zablokować dalszą prywatyzację kluczowych firm: PGNiG, PKO BP, BGŻ czy PZU.
Emerytalne odczarowanie
J. Socha wyszedł z tego starcia obronną ręką. Jak? Po pierwsze, zadziałał jego autorytet - jako "apolitycznego" fachowca od rynku finansowego, co przyznają również posłowie opozycji. Ujął ich także tym, że chciałby informować Sejm o przebiegu tych projektów. Po drugie, udało mu się ich przekonać, że prywatyzacja tych firm jest ważna z punktu widzenia powodzenia reformy emerytalnej w Polsce. - W procesie prywatyzacji dużych spółek można by wydzielić transzę, której sprzedaż, po wprowadzeniu spółki do publicznego obrotu, byłaby negocjowana z otwartymi funduszami emerytalnymi - przekonywał wczoraj J. Socha.
Według niego, fundusze emerytalne, które ulokowały na giełdzie około 15 mld zł, do końca roku mogą przeznaczyć kolejne 5 mld zł. - Albo w aktywach OFE będą spółki, które pracują na rzecz polskiej gospodarki, albo fundusze zainwestują w firmy zagraniczne, które wejdą na warszawską giełdę, aby w ten sposób mieć dostęp do tych środków - wyjaśniał. A MSP sprzedawać i tak musi. Minister Socha przypomniał, że ciąży na nim konstytucyjny obowiązek zrealizowania zaplanowanych w budżecie 8,8 mld zł przychodów ze sprzedaży majątku SP.
PKO BP i po sprawie