GIODO postawił kilka zarzutów Telekomunikacji Polskiej odnośnie do sposobu sprzedaży danych osobowych klientów nie płacących rachunków. Inspektorat uważa, że spółka przekazuje dane swoich klientów za granicę, co jest niezgodne z prawem.

Przedstawiciele TP i Intrum Justitia, firmy windykacyjnej współpracującej ze spółką, zaprzeczyli, że dane trafiają poza Polskę. Według GIODO, firma sprzedawała dług bez wiedzy klienta. - To nieprawda. Proces windykacyjny trwa prawie pół roku. Wysyłamy monity, a także dzwonimy z informacją o nieuregulowaniu należności i konsekwencjach, jakie spotkają klienta. Każdy był świadomy, że dług zostanie sprzedany - mówi Jakub Kłoczewiak, zastępca dyrektora pionu kontaktów z klientami TP. - Nie idziemy do sądu, ponieważ te instytucje działają opieszale. Na taką drogę decydujemy się tylko w przypadku dużych klientów, którzy popełnili oszustwo, a także kiedy nie ma innej możliwości rozwiązania konfliktu - dodaje.

Inny zarzut GIODO wobec TP dotyczył tego, że spółka współpracuje z niewiadomego pochodzenia firmą windykacyjną i trudno znaleźć jej siedzibę. - Trudno to komentować. W dobie internetu bardzo łatwo sprawdzić informacje o spółce. Ponadto nasza firma jest publiczna i notowana na giełdzie w Sztokholmie - mówi Grzegorz Dmowski, prezes Intrum Justitia.

Wątpliwości GIODO budził także fakt, że Telekomunikacja Polska sprzedawała swoje wierzytelności, chociaż klienci zapłacili rachunki. Inspektorat złożył 17 interwencji w tej sprawie do TP. - Siedem z nich było zasadnych - przyznaje J. Kłoczewiak. - W momencie podpisania cesji i przekazania długu firmie windykacyjnej klienci zapłacili zaległe rachunki, ale nas o tym nie poinformowali. Stąd te problemy.